Zasada Czterech Z, czyli co robić z życiem

Nowe życie instant. Kto by nie chciał? To jest takie zachęcające, takie od ręki, wystarczy zalać wrzątkiem, zamieszać i wciągnąć nosem zapach nowego życia. Tak czasem się czuję, gdy czytam złote rady o tym, jak żyć. Nie zrozumcie mnie źle, ja je naprawdę lubię. Dają mi, może i złudne, wrażenie, że można szybko zmienić swoje życie. Tak na pstryknięcie palców. Bo czemu nie. Można? Nie wiem, chyba można. Mi się czasem udaje.

Nie powiem, czasem zdarza mi się myśleć o tym, że chciałabym, by moje życie było choć odrobinę prostsze.

Na pewno wiecie, jakie są symptomy kresu i nadchodzącego kryzysu. Momentu, po którym można albo runąć w dół, albo się odbić i starać się dalej. Nuda. Brak sensu życia. Czarnowidztwo. Zazdrość. Najlepiej wszystko na raz. Taki zestaw dla potencjalnych wampirów energetycznych, dla potencjalnych depres-manów.

Jak zacząć od nowa? Ja po prostu wstałam i zaczęłam.  Chyba było już mi tak wszystko jedno, że to zrobiłam. Udało się, choć nie musiało. Czyżbym zastosowała się do zasady Czterech Z?

  1. Zostaw. Zostaw tego kolesia, za którym zbierasz skarpety z podłogi, a który na urodziny nie kupi ci nawet kapci w kiosku ruchu. Rzuć pracę, która nie rozwija cię nawet o milimetr, do której codziennie rano jedziesz jak na skazanie. Olej ludzi, którzy nie wnoszą nic dobrego do twojego życia, a którzy spotykają się z tobą tylko po to, by zdać relacje ze swojego pięknego życia i przy okazji wyplotkować całą okolicę.
    Ciężko to zrobić. Zawsze jest jakieś ale. Czasem sobie myślę, że warto od czasu do czasu wyłączyć myślenie i zrobić coś na pozór szalonego i bez sensu. Bez rachunku za i przeciw. Takie rzucenie pracy na przykład. Dobrze wiesz, że nie ma opcji, by pracy nowej nie znaleźć. Nie ma takich historii. Prędzej czy później praca się znajdzie, a co więcej – mobilizacja i energia by znaleźć taką naprawdę fajną, rośnie. I na zdrowie. Takie decyzje są najlepsze. Po co wciąż i wciąż kalkulować?
  2. Zaakceptuj. Usiądź w tych swoich powyciąganych dresach, z kubkiem rozpuszczalnej lury z cukrem i powiedz sobie – no i co, jest jak jest, ale jutro będzie lepiej. Odpyść sobie przede wszystkim. Zaakceptuj, że już nie jesteś z tym kolesiem od skarpet i kapci, że od jutra zaczynasz szukać dobrej pracy i że szynka się już skończyła. Tak jest. Jutro zacznie się nowe. Ulga?
    Ja czasem sobie odpuszczam, choć nie umiem tak do końca. Zaakceptowałam fakt, że nigdy nie będę chudzielcem, choć bardzo bym chciała. Zaakceptowałam fakt, że muszę w życiu się utyrać, żeby coś mieć i rzadko kiedy dostaję coś za darmo. Zaakceptowałam fakt, że nie jestem w swoim życiu najważniejsza, bo tą naj naj osobą jest moja Córka. Zaakceptowałam fakt, że mam taką pracę,która nie pozwala mi na wygodne leżenie na kanapie, tylko trzeba ciągle czujnym być, starać się i myśleć. Tak jest i ok, myśli kieruję na coś innego.
  3. Zacznij. I w tym punkcie zaczyna się wykręcanie, przekładanie, a co ludzie powiedzą, a co mama powie, a co jeśli się nie uda, a nie mam butów, nie mam komputera i tak w ogóle to nie mam wina, a bez wina to sami wiecie – nic nie idzie.
    Bo najlepszy czas, by zacząć od nowa, jest teraz. I ja wiem, że doskonale o tym wiecie. Udajecie tylko, że to do Was jeszcze nie dotarło, bo nie che Wam się ruszyć, ani tyłka, ani myśli.
    Po prostu, teraz, zaraz, coś zrób ze sobą. Nowego i świeżego.
  4. Zaryzykuj.Pamiętacie post o portalach randkowych? Czasem mi się wydaje, że to jest ryzyko, warte tego, by je podjąć. Ale pójść do szefa po podwyżkę? Ale rzucić pracę? Ale wyprowadzić się z domu i zostawić w cholerę życie, które uwierało jak kamyk w bucie?
    Ja nigdy nie czuję, że moje działania są ryzykowne. Choć pewnie takie są, ale nie myślę o tym. Przyjmuję, że albo się uda, albo się czegoś nauczę. Upominam się za każdym razem, gdy zaczynam widzieć więcej minusów niż plusów – bo to donikąd nie doprowadzi. Tylko mnie zatrzyma.
    Nie lubię ryzykować. Tak świadomie, używając dokładnie tego słowa. Nie jestem ryzykantką, choć działam często spontanicznie. Ale zawsze kieruję się intuicją, która na taki ,,spontan” czasem mi pozwala. Lubię bezpieczne ryzyko.

Cztery razy Z. Zostaw, Zaakceptuj, Zacznij, Zaryzykuj.

Teraz, bo kiedy?

IMG_0007 (1)

13 komentarzy

  1. Super, uwielbiam ten wpis! Okulary super! Na warsztat także bym przyjechała, ale akurat mam gości wtedy jakieś 400 km dalej, także mam nadz. że jeszcze będzie Ci się chciało organizować w przyszłości kolejne, please!

  2. No i super! Tak właśnie trzeba. Ja też lubię ryzykować, ale nie myślę o tym ryzyku. A raczej dopiero jak zacznę działać, to przychodzi myśl “o kurde, a co jak się nie uda? Nie pomyślałam o tym” 😛

  3. Wiele razy już zaczynałam od nowa, raczej bez planu i zawsze mocno ale to mocno idealistycznie podchodząc do okoliczności. Obecnie w tym pragnieniu “nowego” uważniej się sobie przyglądam. Jestem też wewnętrznie bliżej siebie i słyszę dzięki temu siebie wyraźniej, wszystko razem składa się na pragnienie działania w zgodzie z intuicją w przestrzeni bezpiecznego ryzyka 🙂 Dziękuję za ten wpis. Uśmiecham się bardzo 🙂

  4. Cześć,

    świetny wpis (zapisałam sobie w ulubionych o zmianie i na pewno nieraz jeszcze do niego zajrzę).
    Ja też czasami tak mam, że jak chcę coś zrobić, to nikt mi nie odradzi (choćby nie wiem jak długo krytykował moją decyzję) 🙂

    Chyba zasadę 4 Z sobie zapożyczę 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *