Czasem myślę, że to kwestia czasu, aż ktoś weźmie mnie na stronę i powie, tak życzliwie, na osobności, do ucha, że powinnam się wycofać, żeby nie robić z siebie pośmiewiska. Że przecież widać, że mam braki, że moja wiedza nie jest tak szczegółowa, jak u innych. 

 

Codziennie zastanawiam się, kiedy w końcu ktoś mnie nakryje na podszywaniu się pod profesjonalistkę. Do tej pory, jak mam przedstawić się: Monika Pryśko, pisarka – zastanawiam się, jak to powiedzieć i czy nie lepiej powiedzieć: autorka książek. Oczywiście tak na wszelki wypadek, gdyby ktoś uznał, że taka ze mnie pisarka, jak z koziej dupy torebka Korsa. 

 

A i jeszcze to. Gdy znajomi proszą mnie o radę i chcą się ze mną spotkać na burze mózgów, zastanawiam się, kiedy się zorientują, że źle ulokowali swoje nadzieje, bo jest tylu lepszych ode mnie specjalistów. Oczywiście podczas spotkania okazuje się, że mój sposób myślenia i działania do nich trafia i rozwiązujemy ich dylematy, ale zanim do tego dojdzie, zastanawiam się, czy moja wiedza wystarczy.

 

To, co teraz napisze, może wydać Ci się śmieszne, ale to jest prawda. Mnie samą to śmierzy, jak to czytam, ale fakty są nieubłagane – mam odruch, który szybko chce wyjść z dyskomfortu właśnie tak. 

 

Gdy pytają, na ile się wyceniam, za ile poprowadzę konto na Instagramie, za ile coś napiszę, liczę w pamięci, ile to jest dla nich wygodnie, a nie ile bym za to chciała. A gdy ktoś mówi, że go na mnie nie stać, siłą się powstrzymuję, by nie machnąć ręką i nie zrobić promocji 80%. 

 

Podświadomie czekam, aż się wszyscy zorientują, że ocenili mnie lepiej, niż powinni. 

 

Mój wewnętrzny oszust wije się w radości, gdy może popsuć mi nastrój. 

 

Patrzysz na mnie i nie widzisz, że codziennie prowadze ze sobą wewnętrzny dialog. Sama siebie muszę przekonywać o swoje wartości. 

 

Moja metoda? Działania. 

 

Im więcej doświadczenia, tym szersza perspektywa, w której mieści się to, że być może jestem dobra. 

Im więcej doświadczania, działania, prób, tym większa szansa na sukces, który karmi moje poczucie własnej wartości. 

Ale też… im więcej niepowodzeń, tym te niepowodzenia przestają robić takie wrażenie. Wiem już, jak to jest, więc wiem, że będą kolejne okazje, które być może przyniosą sukces. Być może przyniosą też wątpliwości, ale im więcej działam, tym większa szansa na powodzenie. 

 

A, jeszcze jedno. 

Wiadomo, że jak wyobrażamy sobie ogromny sukces, wielkie kwoty i sławę ogromną jak stąd do Nowego Jorku, to podświadomie wiemy, że to się nie spełni. Możemy sobie wmawiać i afirmować, ale nie wierzymy w to, co mówimy, więc tak naprawdę pogłębiamy ten wewnętrzny konflikt. 

 

Więc jedz to życie małymi łyżkami. Wyobrażaj sobie sukcesy, które są na wyciągnięcie Twojej ręki. Sięgaj po wyzwania, którym możesz sprostać.

 

Krok po kroku, wtedy się uda. 

 

Trzymam za Ciebie kciuki

Tekstualna Monika