Rodzina patchworkowa. Trochę jak obiad z resztek z lodówki.

Rodzina patchworkowa to puzzle z 1000 elementów. Masz szansę je ułożyć, choć najpierw dopasowujesz elementy na chybił trafił. Siedzisz, siedzisz, dłubiesz i wydaje Ci się, że nie będzie pozytywnego finału. Ale następnego dnia podchodzisz do tematu z lepszym nastawieniem i się okazuje, że można dopasować do siebie nawet to, co jest trudne do ułożenia.

W tradycyjnej rodzinie podział jest jasny. Role są jasno podzielone. Wszyscy grają zasadniczo do jednej bramki. A w rodzinie patchworkowej?

Nie piszę tego posta z perspektywy osoby, która ,,zęby zjadła na rodzinie patchworkowej”. Mam nadzieję, że nadal będę zielona w tym temacie i moje doświadczenia ograniczą się do stanu aktualnego.

Do brzegu.

Rodzina patchworkowa to trochę taki obiad z resztek z lodówki. Możesz zrobić coś super hiper extra, jeśli się postarasz (sorki za kulinarne porównanie), ale możesz też to koncertowo spieprzyć. Bo przy jednym stole – wyobraź sobie wielki drewniany stół i 12 krzeseł, każde z innej parafii – siada Twoje dziecko, Twój nowy facet, Twój były facet, jego nowa dziewczyna, jej dzieci lub jego nowe dzieci i Wasi rodzice, wszyscy. Tak, to trochę więcej niż 12 osób, a będzie jeszcze gorzej.

A Ty, jako wodzirej, musisz pogodzić interesy wszystkich i zadbać o to, by sielanka trwała nie tylko na zdjęciach na Instagramie. I nie tylko podczas świąt, ale na co dzień.

A to, moi mili, jest, moim zdaniem, prawie nie do zrobienia. Bo to jak mieć ciastko i zjeść ciastko.

Ludzie, zwierzęta stadne

Po co kobiecie kolejny związek? Jesteśmy zwierzętami stadnymi. Lubimy mieć pełną rodzinę, stawiać na stole cztery talerze a nie jeden. Rola rodziny w naszym życiu jest bardzo ważna, chcemy mieć do kogo wracać, żeby ktoś na nas czekał.

Sama widzę, że te rodzinne więzy mocno poluzowały się przez ostatnie lata. Albo się rozwodzimy, albo żyjemy w konkubinacie. Niewygodnie nam trochę w tych małżeńskich ramach, ale rodzinę chcemy mieć.

No właśnie – rodzinę. Tylko co teraz znaczy to słowo?

Oczywiście, to osoby spokrewnione. Ale dziś rodzina to też osoby, które razem mieszkają i się kochają, choć niekoniecznie łączą ich więzy krwi ani papier z USC.

I właśnie dlatego, że ta rodzina jest dla nas taka ważna i bardzo chcemy być częścią tego stada, łączymy się w pary, choć mamy za sobą nieudane związki. Budujemy nowe rodziny biorąc to, co zostało z poprzednich. Łączymy puzzle.

Idealny scenariusz

Wiadomo. Nowy facet zakochuje się w nas i w naszym dziecku. Przeskakujemy przez życiowe przeszkody jak antylopy na sawannie. Wszystko do siebie pasuje, nie ma zgrzytów, nie ma kłótni. Patrzymy i idziemy w jednym kierunku. Nowy facet traktuje dziecko jak swoje, a ze strony exa nie słychać ani jednego pomruku niezadowolenia. Alimenty spływają regularnym strumieniem. Rodzinna logistyka działa idealnie, oczywiście po naszej myśli. Ex nie ma żadnych roszczeń ani uwag, a jego nowe życie osobiste w żaden sposób nie wpływa na nasze rodzinne plany. Miłość wisi w powietrzu razem z upranymi gaciami całej rodziny. Jest bliskość. Są kissy i przytulaski. Są wyznania miłości i nawet gdzieniegdzie słychać ,,aż po grób”.

Ach <3

(Jeśli ktoś szuka pomysłu na scenariusz do nowej polskiej komedii romantycznej, zapraszam, mój mejl jest w zakładce,,kontakt”.)

A w rzeczywistości:

,,U nas patchwork na całego. Ja i syn lat 7 oraz córka 4, partner ma syna lat też 7. Nie jest łatwo, częste konflikty. Moje dzieci bez problemu zaakceptowały nowego partnera. Niestety często mamy problem z synem partnera, przez matkę jest wychowywany zupełnie inaczej niż moje dzieci, jest zazdrosny, stale próbuje zwrócić na siebie uwagę, nie pamiętam dnia żeby nie powiedział że go coś boli. Nie jest łatwo ale staramy się jak możemy, czasem jednak sił brak.”

,,Ja i mąż mamy synów z poprzednich związków i z mężem mam dwie córki. Syn męża na stałe jest przy matce. Z racji tego, że mieszkamy daleko od siebie, młody jest u nas tylko na dłuższe wolne (tak ustalili jego rodzice). Relacje między dziećmi są trudne. Syn męża przez kilka lat był jedynakiem i jest rozpuszczany przez dziadków od strony matki. Wszystko jest jego, wszystko chce teraz już natychmiast. Jeżeli coś jest nie po jego myśli, staje się agresywny. Kiedy jest u nas, zachowuje się lekko inaczej. Ma jasno określone warunki. Jakiś czas temu powiedzieliśmy mu, że nasz dom i nasze zasady i albo się do nich dostosuje albo może w ogóle nie przyjeżdżać. Wybrał to pierwsze. Relacje męża z ex żoną są na poziomie “technicznym”. Kontakt tylko w temacie wychowania syna. Z moim ex nie kontaktuje się od rozwodu, czyli 10 lat. Widujemy się na sali rozpraw. Patchwork u mnie z kategorii tych trudniejszych i nie tak kolorowych.”

,,Przez 3 lata mieszkałam z nastoletnim synem męża. Dla naszych małych dzieci to było super, najtrudniejsze było dla mnie. Dostajesz pod dach obcego ludzia, który nie ma zamiaru się szczególnie dostosowywać do Twoich zwyczajów i zaleceń. W naszym przypadku doszły jeszcze różnice kulturowe i językowe. Ale da się 😉 ogółem dla naszej rodziny to był dobry czas.’

Ale finalnie może być tak:

,,Na początku nie było łatwo. Ciężko było mi zaufać nowej partnerce, a teraz już żonie ex. Wcześniej miał kilka przygodnych znajomości i każdą z nich przedstawiał dzieciom, więc dopiero jak pyknął rok ich znajomości, nabrałam nadziei, że to coś poważnego. Wtedy też ją poznałam, i pomyślałam, ze spoko laska. Jak po weekendzie dzieci u ex po raz pierwszy zobaczyłam porządek w ich torbie i wszystko poskładane w kosteczkę, to wiedziałam, że się dogadamy.
Mój ex z moim mężem mają tak dobry kontakt, ze to z moim mężem ex ustala mailowo detale dotyczące przyjazdu dzieci do niego. Początki nie były łatwe, pierwszy rok po rozwodzie skakaliśmy sobie do gardeł. Ale teraz jest już ok, najbardziej lubię jak żartujemy sobie wspólnie z naszych dzieci w ich obecności. Ich miny zdradzają, że fajnie im z tym, ze mamy super kontakt.

Rodzina patchworkowa: oczekiwania vs rzeczywistość

Jest ciężko.

Początki są super. Dlatego, że dziecko nie czuje jeszcze pisma nosem. Jeszcze nie musi się mamą dzielić. Etap wspólnych spacerów i harców na placu zabaw to taka zasłona dymna. Dziecku się podoba, a nam się wydaje, że tak będzie już zawsze. Że się nam upiekło.

Ha ha ha, powiedziało życie.

Ja do tej pory nie wiem, jak to się stało, że wszyscy żyjemy w zgodzie i nie ma żadnych kontuzji ani na ciele, ani na psychice. Myślę, ze po pierwsze, mieliśmy szczęście, po drugie, dużo rozmawialiśmy, a po trzecie – nikt nikogo do niczego nie zmuszał.

W rzeczywistości kobieta (jeśli mowa o mamie, która ma dziecko z poprzedniego związku i zaczyna tworzyć nową komórkę społeczną) żyje między młotem a kowadłem próbując połączyć interesy dziecka i nowego partnera, poukładać sprawy tak, by każdy czuł się kochany, zaopiekowany, by każdy miał swoje miejsce i nie czuł, że jego pozycja w jakikolwiek sposób została zachwiana.

I tak przez kilka miesięcy. Bo potem już można odetchnąć.

Jestem za tym, by dużo rozmawiać i zostawiać sobie przestrzeń. By słuchać siebie nawzajem i nie ingerować w nowe relacje (np. dziecka i nowego faceta), no chyba, że tego wymaga sytuacja.

Rodzina patchworkowa to nauka zaufania. Trzeba oddać komuś stery choć na jakiś czas. Zaufać w dobre intencje i wierzyć, że druga osoba też chce, żeby się udało. Ale to trudne nie ingerować. Trudno jest być tylko obserwatorem relacji moje dziecko – mój facet, bo chciałoby się przyspieszyć, pomóc, ustawić reguły gry tak, by odrobić za nich lekcje domowe.

Ale to droga na skróty. Lepiej zagryźć zęby i przeczekać.

Rodzina patchworkowa – trudne sprawy

Mama bardziej kocha mnie niż ciebie.

Ty tu nie rządzisz, tu mama rządzi.

Mamo, czemu już mnie nie kochasz?

Mamo, kiedy on wróci do swojego domu?

A tata jest taki super, bo…

Mamo, śniło mi się, że brałaś z tatą ślub.

Potrzeba chęci, by to znieść. Cierpliwości, by przeczekać. Empatii, by zrozumieć, skąd te pytania.

Ten etap nastąpi prędzej czy później. Ale raczej prędzej. Wydaje mi się dość naturalny i logiczny. Jeśli dorosłym jest czasem trudno ogarnąć nową rzeczywistość, jakkolwiek romantyczna by ona nie była, to jak ma sobie z tym poradzić dziecko?

Kluczem jest cierpliwość. Spokój. Rozmowy. Szczerość. Konsekwencja i dotrzymywanie słowa. Liczenie do 10-ciu i głębokie wdechy i wydechy. I czas – spędzony tylko ze sobą, tylko z dzieckiem, tylko z partnerem i razem.

Trzeba się poznać. Dać sobie szansę. Randkować, ale też razem.

,,Tylko pilnuj, żeby nie myć przy nim dziecka…”

Jeśli wydaje Wam się, że nowy związek to tylko i wyłącznie Wasza sprawa, to się mylicie. To jest sprawa WSZYSTKICH. Każdy obserwuje.

Nagle się okazuje, że ten świeży związek to początek setki scenariuszy, od filmu przyrodniczego po norweski kryminał. Trzeba uważać, bo nie wiadomo, kim on jest. Nie kąp przy nim dziecka, tak dużo się mówi o pedofilach ostatnio. Nie zaniedbuj dziecka, bo za 20 lat trafi na kozetkę i to będzie tylko i wyłącznie Twoja wina. Tak szybko razem zamieszkaliście? A jak się rozstaniecie to zafundujesz dziecku powtórkę z rozrywki?Aaaaa znałam jedną taką, której matka co roku miała innego faceta i sprowadzała fagasów na noc. Do tej pory nie może sobie ułożyć życia.

Najlepiej nie wychodzić z domu. Najlepiej nie kochać i nie być kochaną. Najlepiej pokazać dziecku wzorzec matki cierpiętnicy, która ze strachu woli być samotna…

 

Trzeba wierzyć, że się ułoży. Bo jeśli nie wierzymy, to po co się starać?

Czy on polubi moje dziecko?

Rodzina patchworkowa składa się z ludzi i z obaw. Tak bardzo chcemy, żeby nam się tym razem udało, że żyjemy w stresie, choć jednocześnie jesteśmy pełni nadziei. Chcemy i się boimy.

Myślę, że wiele samotnych mam tęskni za szczęśliwym związkiem i bardzo chcą dogodzić wszystkim. Niestety tak się nie da, a priorytetem powinno być dziecko. Ono było tu pierwsze, pamiętasz? 🙂

Dlatego nie pytaj tylko, czy on polubi Twoje dziecko. Zapytaj, czy Twoje dziecko polubi jego. Zapytaj siebie, czy lubisz tę relację, którą tworzy Twoje dziecko i Twój nowy partner. I pytajcie o to siebie nawzajem jak najczęściej. Kto pyta, nie błądzi. Kto pyta, może szybciej zareagować na początkowe kryzysy. Kto pyta, ten wie.

 

Wiesz co? Zaufaj intuicji i zawsze mów, co czujesz. Nie oszukuj siebie, tylko dlatego, że fajnie jest mieć faceta. Daj sobie i reszcie ekipy przestrzeń. Nie narzucaj reguł gry. Rodzina patchworkowa daje radę. Choć wymaga emocjonalnej logistyki.

 

Te puzzle naprawdę można ułożyć.

 

 

Na dobry początek, @tekstualna

17 komentarzy

  1. witam. nie ma recepty ani na ‘normalną’ rodzinę ani na patchworkową… Każda ma swoje radości i swoje problemy. Każda ma szansę ale i pułapki… Tolerancja i empatia – A i to niczego nie gwarantuje 😉 asia

  2. Nie zgadzam się z tym, że pytanie “czy on polubi dziecko?” jest źle zadane i powinnaś pytać, czy dziecko polubi go. On buduje związek z Tobą, nie z Twoim dzieckiem, Twoją mamą, tatą czy przyjaciółką. Ma prawo ich nie lubić. Podobną sytuację mamy, kiedy przyprowadzasz partnera do swoich rodziców. Nastolatkowie boją się, że rodzic nie polubi nowego chłopaka. Ale już dorosły człowiek podchodzi do tego inaczej. To rodzic musi się w jakimś stopniu przypodobać partnerowi, bo to z partnerem układasz sobie życie.

    1. hej,zgadzam się z Tobą i faktycznie nieprecyzyjnie się wyraziłam. Chodziło o to, że dziecko najważniejsze, a niektóre kobiety interesują się tylko tym, czy dziecko pasuje jej partnerowi, nie pytając, czy partner podoba się dziecku.

    2. Hej. Myślę jednak ze nowy partner buduje związek nie tylko ze mną ale również z moim dzieckiem. Ne wyobrażam sobie żeby moje dziecko nie akceptowalo partnera. Akurat mój synek jak poznał mojego partnera miał 2 lata i 4 miesiące, ale w jakim wieku by nie był to i tak uważam że nowy partner wchodzi w związek z kobietą i jej dziećmi. Nie wyobrażam sobie inaczej. Chyba że dzieci są dorosłe to wtedy inna sprawa. Z mojej perspektywy jeśli moje dziecko źle by się czuło w tej relacji to bym ją zakończyła. Pozdrawiam

  3. świetny tekst, rodzina patchworkowa to rzeczywiście jak drygowanie orkiestrą, ale da się jeśli dorośli ludzie wiedzą czego chcą i potrafią też iść na kompromisy. Niestety Twoje plany np. wakacyjne nie sa już zależne tylko od Ciebie ale też od planów: Twojego exmęża, exżony Twojego exmęża, aktualnej partnerki Twojego exmęża, exżony Twojego partnera, starszego dziecka Twojego partnera, przerwy wakacyjnej w przedszkolu Twojego dziecka i przerwy wakacyjnej w przedszkolu dziecka Twojego partnera. Tworząc taki związek jesteśmy juz bogatsi o wiele doświadczeń z poprzednich i potrafimy wyłuszczyć to co naprawdę jest ważne. Dla mnie najważniejsze zawsze było pytanie czy moje dziecko zaakceptuje mój wybór i nawiąże dobry kontakt z moim nowym partnerem i udaję sie to całkiem dobrze, chociaż padały, pytania dlaczego tatuś nie może zabrać swojej nowej córeczki , zostawić swoją partnerkę i wprowadzić się do nas żebyśmy spowrotem byli rodziną… Rozmowy, rozmowy i jeszcze raz rozmowy to klucz do szczęśliwej relacji z małymi i dużymi 😉 i szczęście …duuuużo szczęścia 🙂

  4. Teksi, dzień dobry!
    Poruszyłaś temat, który dotyczy mnie bezpośrednio od roku (w niedzielę mamy rocznicę 😉 ).
    Ania kilka lat temu: emocjonalnie naładowane związki (zazwyczaj na odległość), wizje księżniczki na białym koniu (celowo!), dużo czasu dla siebie, mieszkanko na glanc, podróże, wyjścia na miasto. Dzieci? Tylko, teraz już czteroletnia, Córka mojej Przyjaciółki. Moja rola: szalona Ciotka od całusków, rozpieszczania, wygłupów na dywanie, błyskotek, wzorków i falbanek.
    Półtorej roku temu: Tragedia. Katastrofa. Dramat. Rozstałam się z dziewczyną. To była, w moim mniemaniu, taka miłość życia. Brakująca połówka jabłka. Bratnia dusza. Załamanie, brak chęci i wiary w cokolwiek. Wrak i cień człowieka. Pełnoetatowe burito.
    Rok temu pojawiła się ONA. Poderwała mnie na teks o moich oczach (tak, pośmiejmy się 😉 ). Dzieliły nas dwie godziny jazdy pociągiem. Wszystko poszło bardzo szybko. Bez rozkmin, planowania, rozmyślań. Od dwóch miesięcy mieszkamy razem, już na co dzień. Razem z Nią, w moim życiu pojawiła się, teraz już ośmioletnia, Córka. Wszyscy dookoła się śmieją, że wizualnie wygląda jak moje Dziecko. nie S. 😉 Moje wcześniejsze doświadczenia z dziećmi, ubogie jak widać wyżej, napawały i nadal napawają mnie strachem, czy sobie poradzę. W dodatku zostałam dosyć szybko rzucona na głęboką wodę – możemy liczyć tylko na siebie, Dziadkowie Małej mieszkają w innym mieście. Nagle, z wyzwolonej singielki tudzież wolnozwiązkowej istoty, stałam się pełnowymiarową panią domu na etacie. Nie zawsze jest różowo. Zawsze marzyłam o rodzinie. Chciałabym móc unormować prawnie swój związek. Ale patrzę realnie i nie łudzę się że to się kiedyś wydarzy w Polsce a nigdzie się raczej nie wybieram. Nie będę wyjeżdżać z kraju tylko po to, żeby być sobą.
    Sytuacja u nas jest też dlatego utrudniona. Mała nie wie, co tak naprawdę łączy Jej Mamę i mnie. Zwraca się do mnie: Mamuś dwa. Sama sobie to wymyśliła i taki przydomek noszę. Robię wszystko to, co robi każda Mama ale też, mówię to zawsze Jej, otoczeniu i samej sobie: nigdy nie byłam, nie jestem i nie będę Jej Mamą, żeby się za bardzo nie zagalopować. Myślę że mi ufa, lubi kiedy czytam Jej do snu albo pieczemy razem ciastka czy sadzimy kwiaty w doniczkach. Nie czuję się jednak spełniona w swojej roli, jak zawsze podchodzę do siebie zbyt surowo. Doskwiera mi to, że nie umiem często Jej niczym zainteresować, zająć Jej czasu.
    Tak, czasem jestem zazdrosna. I mówię o tym otwarcie, nie oszukuję siebie. Chciałabym móc pobyć z S. tylko sam na sam. Zazwyczaj jednak kończy się to w ten sposób, że kiedy mamy dla siebie dzień lub dwa, to jesteśmy do tego stopnia zmęczone że kładziemy się na “piętnaście” minut a tu już wieczór 😉 Takie życie, co poradzisz.
    Karcę samą siebie, że nie mam prawa matkować a jednak jest mi czasem źle w środku, kiedy nie zgadzam się z którąś z metod wychowawczych stosowanych przez S.. Problem może tkwi w tym, że zbyt wiele chciałabym przenieść z własnego dzieciństwa a przecież, w dzisiejszych czasach, już się tak chyba nie da.
    Poznajemy się każdego dnia, proces docierania jest długotrwały i trwa. Niechaj trwa w nieskończoność, wtedy życie to przygoda!
    Tatuś, no cóż. Dziecko, wiadomo, zapatrzone w niego jak w obraz. Chociaż on stanowczo zapowiedział, że nie będzie po Nią przyjeżdżać, dlatego na “widzenia” wozimy Ją my. Często gęsto Tata jest cacy, Mamusia jest be, bo Mama każe, Mama wychowuje, Mama wszystkiego nie kupi. Ale to Mamuś jeden i Mamuś dwa są na co dzień, pielęgnują przy chorobie, dbają a nie odgrywają tą rolę przez cztery dni w miesiącu…
    Dziękuję Ci tez Teksi za to pokazanie jak to wygląda od strony Mamy. Bo to mi też pozwala dużo zrozumieć.
    Życzę i Wam i Nam, żebyśmy się dalej odkrywali każdego dnia 🙂
    Odkrywczego dnia!
    P.S.
    Dzisiaj już sobie skopiowałam komentarz przed zapisaniem xD

    1. Tak sobie nadmienię jeszcze o tym, czego się bardzo boję. Boję się ostracyzmu z Jej strony. Kiedy dorośnie, kiedy odkryje i zrozumie jak jest naprawdę. Tego, że S. będzie musiała wybrać a wiem doskonale i jestem tego świadoma, że jestem na przegranej pozycji, nie próbowałabym tego nawet zmieniać bo nie wybaczyłabym sobie, gdybym miała stać się kością niezgody między Nimi. Byłoby mi szkoda tej miłości, tego wysiłku i starań, które wkładam w Nas trzy każdego dnia.

  5. A ja uważam, że nie ma tutaj osób ważniejszych i mniej ważnych, bo życie nie kręci się tylko wokół dziecka. Nie można dostosowywać swoich wyborów życiowych tylko do dziecka, “bo ono jest najwazniejsze”. Ono jest równie ważne jak prawo matki do szczęśliwego życia, z którego to dziecko kiedyś się wyprowadzi i fajnie byłoby, gdyby ta matka miała coś dla siebie. Dzieciom wiele rzeczy może się nie podobać, jeśli czują się zagrożone i są zazdrosne, chcąc zachować matkę tylko dla siebie. To niezdrowe dla wszystkich, a te dzieci wyrastają na osoby przekonane o tym, że wszystko jest dla nich, mogą decydować o życiu rodzica, sterować nim i czerpać tylko dla siebie. W kwestii dzieci i partnerów, mężów nie ma żadnej hierarchii, bo to zupełnie inne rodzaje miłości. Pozdrawiam.

  6. bardzo polecam szwedzki serial Bonusfamiljen “Rodzina plus” na netflixie – opowiada właśnie o blaskach i cieniach patchworkowej rodziny:)

  7. Bardzo dobry tekst. Tylko u mnie to nie działa. Dzieci mojego partnera zostały zmanipulowane przez matke ktora im wmawia że tatuś odszedł przeze mnie a byli tacy szczęsliwi (nieprawda). Moj partner traci cierpliwość do zabiegania o uczucia dzieci ktore go wyzywają od najgorszych. Donoszą wszystko o czym on rozmawia z nimi so matki. Najgorsze że to ona chciala rozqpdu i miała nadzieje że on sobie nie poradzi bez niej…a jednak… ale zazdroszcze bohaterkom tegp artykułu
    Nie wierze w moj patchwork.

  8. Bardzo dobry tekst. Tylko u mnie to nie działa. Dzieci mojego partnera zostały zmanipulowane przez matke ktora im wmawia że tatuś odszedł przeze mnie a byli tacy szczęsliwi (nieprawda). Moj partner traci cierpliwość do zabiegania o uczucia dzieci ktore go wyzywają od najgorszych. Donoszą wszystko o czym on rozmawia z nimi so matki. Najgorsze że to ona chciala rozqpdu i miała nadzieje że on sobie nie poradzi bez niej…a jednak… ale zazdroszcze bohaterkom tegp artykułu
    Nie wierze w moj patchwork.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *