Psychoterapia. Chodziłam na terapię i się tego nie wstydzę.

Psychoterapia jeszcze kilka lat temu była dla mnie tematem zupełnie neutralnym. Żaden z moich znajomych nie chodził, żaden z moich znajomych terapii nie prowadził, a ja sama uważałam, że w moim życiu jest ok. A nawet jak nie jest, nie sądziłam, że takie sytuacje naprawia się u psychologa. Ani że zaczyna się cały proces naprawy życia od siebie.

To chyba jeden z najbardziej intymnych wpisów na moim blogu. Pomyślałam jednak, że on może pomóc. Bo psychoterapia to żaden wstyd, a mimo to mówi się o niej ściszonym głosem i ze wzrokiem wbitym w podłogę.

Jestem osobą, która lubi ,,wygadać” swoje złe nastroje. Sama też słucham, gdy ktoś potrzebuje się wygadać. Moi ,,słuchający” przyjaciele bardzo mi pomogli przez minione lata, jednak uważam, że czasem warto pójść do specjalisty.

Psychoterapeuta nie powie, co masz zrobić. Ale tak uruchomi Twoje procesy myślowe, że sama znajdziesz odpowiedź na niektóre pytania. I to jest dobre – psychoterapia to żadne zmuszanie do działania. To dość powolny proces dochodzenia do wniosków, które tak naprawdę znamy, ale często boimy się powiedzieć je głośno.

Psychoterapia to też postawienie siebie i swoich emocji na pierwszym miejscu. I uczucie, że mamy do tego prawo i to nie jest egoizm, to zdrowe i świadome rozumienie własnej osoby.

Psychoterapia: podejście nr 1

Koniec 2014 roku. Wtedy pokornie pomyślałam, że zacznę zmiany od siebie. To był czas mocnych życiowych zawirowań, rozstań i rozczarowań. Samotności i siły. Dziwny czas.

Poszłam do psychoterapeutki, którą znalazłam w internecie. Młoda kobieta, gabinet w Sopocie. To było bardzo miłe spotkanie. Byłam u niej dwa razy.

Pierwszy raz – zapytać, co ze mną jest nie tak. I czy to ze mną jest nie tak. Chciałam nad sobą pracować, chciałam poprawić swoje życie. Wtedy jeszcze myślałm, że cała ta życiowa rodzinna sytuacja to moja wina. Wmówiono mi, że to przeze mnie. Że gdybym może była inna, mniej wymagająca czy bardziej ciepła, to… Łatwo jest zrzucić winę na innych, prawda?

Chyba chciałam się dowiedzieć, co mam ze sobą zrobić. Co mam zrobić, żeby zostało po staremu coś, co po staremu zostać nie chciało.

Za drugim razem, dokładnie tydzień później, poszłam do psychoterapeutki z gotowym rozwiązaniem. Już się sytuacja wyjaśniła, ja wszystkiego się dowiedziałam, wiedziałam, na czym stoję.

Nie byłam wtedy gotowa na kilkumiesięczną psychoterapię, nie czułam, że jest mi ona potrzebna. Chciałam sama uporać się ze swoim życiem.

Po co była mi potrzebna wtedy psychoterapia?

Chciałam sobie i innym pokazać, że się staram. Że nad sobą pracuję. Że nie spoczywam na laurach i że mi zależy.

Psychoterapia: podejście nr 2

To było ponad rok później. Nie pamiętam dokładnie, kiedy ta druga psychoterapia miała miejsce, ale przypuszczam, że chwilę przed wpisem o tym, że ,,Wstałam i zaczęłam od nowa”. Czyli początek 2016 roku.

Po roku bycia życiowym siłaczem, zabrakło mi siły. Wydawało mi się, że poradzę sobie ze wszystkim, a sytuacje, w których sobie nie radziłam, odbierałam jako osobistą porażkę.

Nie miałam motywacji, by rano wstawać, bardzo ciężko było mi dbać o moje własne sprawy.

Zderzenie z przeszkodami, piętrzącymi się obawami – to było za dużo dla mnie. Choć na co dzień wszystko było ok. Tylko ja wiedziałam, jak ciężko mi ruszyć do przodu. Czułam się jak mucha w smole. Żyłam w zwolnionym tempie, choć paradoksalnie dużo się wtedy działo, a ja kręciłam tym swoim kołowrotkiem, w obawie, że jak odpuszczę, stracę wszystko, na co tak ciężko pracowałam.

Rozwód z bajerami to nie żadna przyjemność. Każdy, kto musi przez coś takiego przechodzić – i jeszcze nie ze swojej winy – powinien dostać bilet do psychologa. Szczególnie, gdy wszystkie atrakcje trwają nie miesiące, ale lata.

Ja zwlekałam, bo byłam przekonana, że kto jak kto, ale ja ze wszystkim sobie poradzę. Przyjęłam na klatę wszystkie trudności, biorąc za priorytet to, by ochronić emocjonalnie swoje dziecko. Czyli pokerowa twarz… tylko ile można? Każdego prędzej czy później by trafiło. Mnie także dopadło. Smutek, zmęczenie, brak sił, choć na pozór wszystko było w porządku.

Na szczęście zdawałam sobie sprawę, co mi jest i z czego się to bierze.

Znów zgłosiłam się do psychologa.

Przyznam, że ciężko mi powiedzieć, jak wyglądało moje drugie podejście do tematu. Psychoterapia to delikatny temat. A ta akurat nie była dla mnie wielką przyjemnością. Wydaje mi się, że to kwestia doboru specjalisty.

Nie jestem zadowolona z mojego wyboru, choć muszę też przyznać, co wypracowałam wtedy jakiś psychiczny spokój. Na tamtem czas to było dla mnie wystarczające.

Jedną z rzeczy, nad którą wtedy pracowałam, był strach. Nie wiedziałam, że to, co czuje, to strach. Nazwałam go i pamiętam, że nawet podejmowałam z nim walkę.

Po około 10 spotkaniach podziekowałam Pani za terapię. Nie powiedziałam wprost, o co chodzi, natomiast Wam napiszę – nie czułam się mile widziana. Gdy nie wiedziałam, o czym mówić – a takie coś na pewno wielu się zdarza, ciężko jest złapać myśl albo powiedzieć o sobie prawdę – wzrok pani psycholog mówił jedno: traci pani mój czas. To mnie zamykało i sprawiało, że nie chciałam tam chodzić.

Nie musiałam, więć moja psychoterapia została przerwana.

Po co była mi potrzebna wtedy psychoterapia?

Musiałam jakoś zareagować na swój smutek i na brak sił. Psychoterapia wydała mi się wtedy mądrym, świadomym wyborem.

Zadziałałam i to dało mi moc do stawianiu czoła wyzwaniom.

Potem, po długiej przerwie, zaczęłam pisać Tekstualny blog na nowo.

Psychoterapia: podejście nr 3

To musiała być wiosna, bo pamiętam, że szłam na pierwsze spotkanie po Starym Mieście i było mi ciepło i dobrze. A zdecydowałam się na trzecie podejście do psychoterapii, bo czułam się… brzydka.

Tak, zaczynamy najbardziej intymną część tego wpisu. 🙂

Miałam wrażenie, że ludzie oceniają mnie po wyglądzie. Nie mogłam przestać się tym zadręczać. Oczywiście zdawałam sobie sprawę, że tak nie jest, a ja nie straszę ludzi na ulicy swoją twarzą, natomiast moje emocje mówiły co innego. Za każdym razem, gdy poznawałam nową osobę, nie mogłam pozbyć się myśli, że właśnie oceniła mnie przez pryzmat wyglądu.

Koszmar.

Przyszlam do Pani Terapeutki i od razu powiedziałam, że uważam, ze to bzdura, bo ja sama nie oceniam ludzi po wygladzie i zdaję sobie sprawę, że inni mają podobnie, a mimo to nie mogę od tej myśli uciec. Ta myśl zabierała mi dużą część pewności siebie. Oczywiście, jak to ja, przyszłam do pani terapeutki z gotową diagnozą, z informacją, skąd to się bierze (jakby Was w dzieciństwie wiecznie do kogos porównywali na zasadzie ,,ty jesteś gorsza, grubsza, mniej utalentowana” to też byście tak mieli, jestem pewna).

To był dopiero początek. Przeszłyśmy przez mój rozwód, relacje rodzinne kiedyś i dziś, moje podejście do mnie samej, relacje z mężczyznami, a także moje wszelakie stresy związane z kupnem mieszkania. Przerobiłyśmy działanie toksycznych ludzi i jak mogę sobie pomóc.

Nie uważam, żeby ta terapia wszystko w moim życiu wyprostowała, ale wystarczająco, bym poczuła, że już jej nie potrzebuję.

Po co była mi potrzebna wtedy psychoterapia?

Chciałam się uporządkować. Moja głowa wymagała gruntownego remontu. Za dużo bodźców, sprzecznych komunikatów, za duża presja.
Znalazłam w sobie pokład siły, które mam do dziś.

Co dała mi psychoterapia?

Pamiętam, jak bardzo się buntowałam przed tym, żeby sobie samej odpuścić. Miałam wrażenie, że jak tylko dam sobie samej wolne – nie zatrzymam efektu domina i całe życie wymknie mi się z rąk.

Aż pewnego dnia bardzo źle się czułam. Byłam głodna, miałam migrenę, byłam zmęczona. I olałam wszystko, co miałam do zrobienia. Od 17:00 ogladałam seriale, poszłam wcześniej spać. I świat się nie zawalił. Nikt nawet nie zauważył tego, że do późna nie pracowałam. Nikt nie zwrócił uwagi na to, że przez te parę godzin zatrzymałam moją własną maszynę i zrobiłam sobie przerwę.

To był mały krok, a dał wielkie efekty.

Szłam na psychoterapię z myślą, że jeśli chcę zbudować dobre i trwałe relacje z innymi ludźmi – tak, mam też na myśli nowego mężczyznę w życiu – to najpierw muszę mieć tę dobrą i trwałą relację z samą sobą. Trzeba uczyć się na swoich błędach i nie oczekiwać od ludzi czegoś, co powinniśmy najpierw oczekiwać od siebie.

Nikt za nas życia nam nie ogarnie. Samemu trzeba się za to zabrać.

Psychoterapia – dlaczego warto?

Nawet jeśli uważasz, że masz w sobie dużo siły, by przez wiele rzeczy w życiu przejść, oddanie steru innej osobie – nawet w wyborze tematu do przepracowania podczas danego spotkania – to ulga. Psychoterapia to określony rytm, to regularne spotkania. To wprowadza jakiś porządek – przynajmniej ja odniosłam takie wrażenie.

Psychoterapia daje też narzędzia, by radzić sobie z sytuacjami i osobami, które nam szkodzą. Pokazuje rozwiązania, z których możemy skorzystać.

Jednocześnie zachowujemy świadomość, że sami podejmujemy decyzje, nikt nami nie kieruje, prócz nas samych. Psychoterapeuta tylko podsuwa myśli, które my rozwijamy. Lub też nie.

 

Nie wiem, czy kiedyś przyjdzie mi do głowy myśl, by iść na psychoterapię po raz czwarty. Czuję się dobrze ze swoim życiem, coraz bardziej wiem, czego chcę, umiem rozmawiać z ludźmi i rozwiązaywac swoje włąsne problemy.

Czuję i mother-life balance, i harmonię w związku. Cieszę się na myśl o przyszłych miesiącach, mam fajne plany, których się nie mogę doczekać.

Na pewno są rzeczy, które powinnam wziąć na warsztat. Ale na wszystko przyjdzie pora.

A Ty? Spróbuj, czy psychoterapia nie jest dla Ciebie. Zanim zdecydujesz, że jej nie potrzebujesz, spróbuj.

 

Uważasz, że ten temat jest ważny? Udostępnij ten wpis innym kobietom.

Dziękuję!

 

 

30 komentarzy

  1. O terapii myślałam już dawno. Ale zawsze po kilku dniach było “aa, przecież dam radę sama”. No a później się okazało, że jednak nie dam. I podjęcie tej terapii, to była najlepsza moja dotychczasowa decyzja.

  2. Odkąd ueidzilam drugie dziecko widzę, że jest ze mną coś nie tak. Wszystko jest nie tak jak sobie myślę. Wszytsko mne denerwuje w 5 sekund. Zbieam się do terapi już dłuższy czas ale w głowie mam , że ja sobie nie poradze? Po co mi to? I jest chwile ok a potem znów zjazd. Musze znaleść w sobie odwagę i “odkleić plaster”. Takie artykuły jak Twój dają mi odwagę.

  3. Również jestem po terapii, moja skończyła się na 7 spotkaniu. Miałam problem z zajściem w ciąże (z medycznego punktu widzenia nierealne), pozostawało in vitro lub adopcja. Ciąże zawdzięczam Pani Magdzie, która mnie wyprostowala i wskazała drogę 😀 spotkania nie były łatwe Ale efekt jak najbardziej uzyskany. Uważam, że tylko mądrych ludzi stać na to aby wybrać się na psychoterapię, bo głupi nie zrozumie i będzie się śmiał. Mnie medycyna nie pomogła tylko moja Pani psycholog.

  4. Monika dzięki za ten wpis 🙂🙂🙂 Uwielbiam chodzić do psychologa i uwielbiam mojego psychologa – tak. Serio. Traktuje te spotkania jak Spa dla mojej duszy. Siadam wygodnie i wiem, że te 50 minut będzie tylko dla mnie i tylko o mnie. Z każdym spotkaniem jest mi lepiej. A powodem pójścia był fakt, że coraz więcej spraw w życiu mnie przerażało. Powodowało dziwny strach i zamknięcie. Nie chciałam wyjść z mojej strefy komfortu. Jest już lepiej, o wiele 🙂 Polecam każdemu!!!!!!

  5. Zgadzam się w stu procentach, bardzo dobry wpis. Mnie bardzo pomogło dosłownie kilka spotkań, bardzo sobie w głowie poukladalam. Polecam

  6. W gronie znajomych 21 lat temat chodzenia na terapie jest bardzo wrazliwym tematem dlatego nikt o tym nie wie. Alkoholizm taty kiedy bylam dzieckiem zrobil mi wielka krzywde w glowie. Relacje miedzy rodzicami zaburzyly mi poglad jak zwiazek ma wygladac i nieswiadomie powielam bledy Mamy. Porzucenie przez chlopaka zniszylo pewnosc siebie. Po pol roku snucia sie zdecydowalam sie na terapie. Jakie sa moje odczucia w tym momencie ? Gdyby nie ona pewnie byloby o wiele gorzej ze mna. Nadal nie jestem na tyle pewna siebie ale intesywnie nad soba pracuje. Wierze w to, ze bedzie lepiej i bede umiala stworzyc prawdziwy zwiazek i poznam kogos kto mnie doceci. Tak prawdziwie.
    Dziekuje za post.

  7. Popłakałam się 😥 zaczęłam czytać i miałam wrażenie, że czytam o sobie. Pierwsze moje podejście do psychoterapii zaliczyłam we wrześniu. Zrezygnowałam po dwóch spotkaniach. Dokładnie tak samo wydawało mi się, że wszystko ogarniam i dam radę. Teraz jestem na etapie “przed drugim podejściem” i sama nie wiem dlaczego tak trudno podjąć mi decyzję. Prawda jest taka, że nie ogarniam niczego, jest we mnie coraz więcej złości i rozgoryczenia. Jest mi ze sobą źle. Ciężko mi ostatnio podejmować jakiekolwiek decyzje, czuję że praca ze specjalistą pomogłaby mi ale nie potrafię się przełamać. Cieszę się, że poruszyłaś ten temat, bo to sygnał dla takich osób jak ja, że nie jestem sama, że ktoś miał podobny problem, walczył i wygrał. Po przeczytaniu Twojego wpisu pojawił się jakiś taki impuls w mojej głowie, że może jednak warto spróbować jeszcze raz. I myślę, że jeżeli chociaż jedna osoba, która tutaj trafiła zmieni nastawienie i postanowi sobie pomóc, to będzie to Twój wielki sukces. Dziękuję i pozdrawiam serdecznie

    1. Mam identyczne odczucia, kryzys i wątpliwości, ale chyba powinnyśmy zawalczyć. Życzę dużo sił Tobie i sobie i… dziękuję Tekstualna za ten wpis.

  8. Moja terapia to ponad dwa lata co tygodniowych spotkan z terapeutą. Miałam to szczęście, że odrazu natrafiłam w dobre ręce. Następnie terapię zamieniłam na trenera rozwoju personalnego i regularną współpracę. Świadoma, pod okiem specjalisty pracowałam nad sobą, nadal pracuję. To inny rodzaj terapii. Ta praca trwa i będzie trwała w nieskończoność. Nie mam w planach jej przerywać. Nauczyłam się pracy ze swoimi emocjami, strachem, lękiem. Jestem spokojnym człowiekiem, mamą. Mam cierpliwość, wiarę, ogromne podkłady miłości, zrozumienia, akceptacji i szacunku. Potrafię słuchać, rozmawiać, akceptować odmienność. Nie muszę krzyczeć żeby wyegzekwować to czego oczekuję.
    Moje życie i życie mojego dziecka zmieniło się diametralnie.
    Dziękuję sobie za odwagę i rozpoczęcie terapii, choć większość śmiała się z tego, nawet było to wykorzystywane przeciwko mnie.
    Przestałam pchać się w durne relacje, które siały spustoszenie w moim życiu. Chciałam zmiany, więc zmieniłam siebie.

  9. W środę dowiem się, kiedy rozpocznę terapię grupową. 3 miesiące niemal dzień w dzień. Trochę się denerwuję, bo chcę w związku z tym odłożyć na dalszy plan kończenie magisterki. Ale postanowiłam, że jak nie teraz – to kiedy, jak nie ja – to nikt za mnie porządku w mojej głowie i sercu nie zrobi.

  10. Ja głośno mówię o psychoterapii, nie wstydzę się tego, uważam że pomaganie sobie to najważniejsza rzecz w życiu – czy zrobimy to sami czy skorzystajmy z pomocy, nie ma znaczenia. Miałam wiele podejść do psychoterapii, ale tylko dwa razy trafiłam na osobę, która mi “pasowała”, nie przed każdym można się otworzyć. Długo szukałam odpowiedniego psychologa, ale zawsze kończyło się to albo nieodpowiednim doborem specjalisty, albo hasłem “ja sobie dam radę”😉 dopiero po wypadku, cierpiałam na PTSD, przy okazji terapii dowiedziałam się skąd pewne zachowania i problemy w moim życiu. Teraz uczęszczam na terapię dla DDA i jest mi z tym faktem bardzo dobrze. Myślę że myślenie o psychologach trochę się już zmienia i ludzie inaczej patrzą na psychoterapie. 😉 Ja sama należę do grona osób, które psychologów polecają każdemu kto tylko potrzebuje się z czymś zmierzyć a sam nie daje rady 😉

  11. Zaczęłam chodzić na psychoterapię, bo podobnie wydawało mi się, że jeśli sobie odpuszczę, to świat się zawali. Do tego łatwo się denerwowałam, jeśli coś nie szło zgodnie z moim planem. Jestem na początku drogi, aby radzić sobie ze stresem, poczuciem winy i paraliżującym strachem przed tym, czego nie potrafię przewidzieć i czuję, że jeszcze dużo przede mną.

  12. Dziękuję za ten wpis.. bo ja ciągle dojrzewam do decyzji. W moim życiu działo się dużo niefajnych rzeczy ostatnio: diagnozy raka u najbliższych ludzi, udary, opieka nad chorym, zgon ukochanej osoby… Wszystko w tzw. międzyczasie, kiedy ciężko pracowałam. Nie jestem sama, ale właśnie zgon ukochanej osoby w zeszły roku był dla mnie jak dostanie ścierką w twarz. Z jednej strony myślę sobie, że przecież nie ja pierwsze i nie ostatnia i ludzie mają jeszcze gorzej (czyli próba myślenia o szklance do połowy pełnej), ale z drugiej strony żałoba, żal, ból i niemoc mnie sparaliżowały doszczętnie. Przez radę miesięcy życie na autopilocie, którego nie pamiętam. Teraz czuję się jak w trakcie budzenia się ze zbyt długiego koszmaru. Pomału idę do przodu, ale są to naprawdę ”tiny baby steps” i czasem chciałabym mieć jakieś profesjonalne wsparcie. Ciekawe czy się odważę… Ściskam mocno w deszczowy piątkowy poranek 🙂

  13. Terapia to odwaga. Ja po raz pierwszy poszłam do terapeuty prawie 2 lata temu. Po wychowaniu 2 dzieci (6 lat z dziecmi w domu) ogarnieciu wszystkich wokol , narzucaniu na siebie presji, ze musze sie rozwijac itd. czułam że doszłam do ściany. Na zewnątrz uśmiech i dam rady, a w środku gruzy. Wtedy pomyślałam, że nie znam już innej drogi radzenia sobie i idę po pomoc. Przeszłam 3 terapeutów , z czego z pierwszej zrezygnowałam sama , a dwóch powiedziało mi gdzieś po 10 spotkaniach że ja terapii nie potrzebuję. Nie poddalam się. Bo wierzylam sobie w to co czuje w srodku, a nie w to, ze ktos mi mowi ze nie potrzebuje terapii.W międzyczasie cały czas prowadziłam taki dziennik, zeszyt myśli tak jakbym rozmawiała z kimś.To była moja intuicja i uważam że to jedna z najlepszych form samopomocy. Pracuje teraz z 4 terapeutka i dopiero teraz czuje że trafiłam najlepiej. Nie poddawajcie się. Szukajcie. Probujcie, ale nie odkładajcie tego co czujecie. Bo to zawsze do nas wróci. Sprzątanie duszy to najlepsze co można dla siebie zrobić. Ważne by żyć w zgodzie ze sobą♥️

  14. Wspaniały wpis. Sama zastanawiałam się bardzo długo nad psychoterapią. Uważam,że w żadnym stopniu nie jest to wstyd. Wręcz przeciwnie. Poza granicami naszego kraju jest to norma, Jeśli chodzimy do,,zwykłego ” lekarza i dba o swoje zdrowie cielesne, to czemu by nie zainteresować się tym co dzieje się w naszej głowie, a dzieje się czasami bardzo źle i wielu z nas nie rozumie ,dlaczego tak jest, Podziwiam Cię , uważam,że jesteś wspaniałą kobietą i zaglądanie na Twojego bloga jest pierwszą rzeczą ,którą robię po pracy oraz po śniadaniu w weekendy. Proszę nie przestawaj pisać ,bo jesteś dla wielu z nas bardzo dużą inspiracją. Pozdrawiam serdecznie 😉

  15. bardzo dobry tekst. bardzo. obecny świat tak nas wszystkich napędza i nakręca…wszyscy wszystkiego wymagają A najwięcej to my sami od siebie ( zwłaszcza moim zdaniem.kobiety i matki) . życzę dużo sił i samych pozytywnych chwil. zdrówka 🙂

  16. Ja niestety trafiłam na terapeutów samych oszustów, którzy nastawieni byli na przeciąganie sprawy i drenaż kieszeni. Niby słuchał, a zerkał za moimi plecami na zegar ścienny. Jeszcze jedna uwaga- kto idzie na psychologię? Ludzie, którzy sami mają problemy ze sobą i te problemy chcą zgłębić. Jeśli ktoś potrzebuje się wygadać, a wstydzi się lub nie ma takiej przyjaciółki, to psycholog jest dobrym rozwiązaniem. Jeśli chodzi o wypracowanie mechanizmów myślenia, przestawienia się, odsunięcia od siebie toksycznych ludzi, to są naprawdę fajne książki, które mi pomogły. Aż się zdziwiłam, że to takie proste. Pomoc potrzebna jest wtedy, gdy naprawdę gryziesz pazury, płaczesz i nie możesz spać, ale to bardziej psychiatra i pomoc farmakologiczna.

    1. Mam zupelnie inne doswiadczenia i to z ubezpieczenia NFZ. Uwazam, ze genialne doswiadczenie, rozwijajace dla kazdego i wrecz przeciwnie- nie czekac az potrzeba farmakologii. Musialas wyjatkowo zle trafic.

  17. Teksi, dzień dobry!
    Po raz kolejny, dziękuję za taki poruszony temat. W terapii od 17 miesięcy. To było moje trzecie podejście, dwa poprzednie, niestety, niewypały. Ale, jak mówią, do trzech razy sztuka.
    Ludzie się czasem łudzą właśnie, że pójdą do kogoś kto od ręki rozwiąże za nich ich własne problemy. A tak nie będzie. Spotkania z Kotwicą (tak Ją nazywam) to rozwijający mnie proces, w którym godzę się sama ze sobą. Wiem, że przede mną jeszcze ogrom pracy ale powoli zaczynam czuć, że odzyskuję kontrolę nad własnym życiem.

    Zrównoważonego dnia!

  18. Dobry, potrzebny wpis! W styczniu tego roku zaczęłam terapię zachęcona wpisem u Basi Szmydt i faktem, że przestałam sobie radzić z jakąś straszną emocjonalną burzą, która się we mnie rozszalała na dobre. Pojawiła się we mnie myśl, że moje metody radzenia sobie nie są już wystarczające, że kogoś, kto spojrzy na mnie i moje życie obiektywnie i da nowe narzędzia. Chociaż o terapii myślałam parę ładnych lat (może 10?!), to przyznaję, że umniejszałam jej znaczenie w głowie – przecież mam przyjaciół, którym mogę się wygadać, mam dobre rozwojowe książki, motywujące filmiki na YT, itd. Dopiero terapia jednak i PROFESJONALNA pomoc pozwoliła (i nadal pozwala) mi ułożyć sobie to wszystko w głowie i w sercu.
    A jeśli ktoś myśli o terapii, ale np. przebywa za granicą (mój przypadek) lub ma utrudniony dostęp do ośrodka/gabinetu, to polecam tośrodek terapii on-line, z którego pomocy ja korzystam : https://centrumpsychoterapii.eu/

  19. Ja też strasznie długo myślałam o psychoterapii, co ciekawe mój najlepszy przyjaciel, który był moim partnerem psychologiczno-filozoficznych rozważań pierwszy zdecydował się na terapię i poszedł do Psychologgi Plus, do której ja też teraz chodzę (namówił mnie w końcu). Muszę przyznać, że był odważniejszy ode mnie. Dużo łatwiej i szybciej przyszło mu przyznać przed sobą, że potrzebuje pomocy, przy czym nie jest jak jeden z tych fanatyków, którzy mówią, że terapia cudownie zmieniła ich życie. Nie – terapia to metoda wprowadzania zmian, na którą musimy się zdecydować i którą musimy wdrożyć. Ja polecam panią Agnieszkę Kolbowską. Pracowała ze mną i z Kubą i oboje jesteśmy zadowoleni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *