Stres? Nie ma takiej choroby jak stres! 

Nie ma takiej jednostki chorobowej jak stres. Nie można powiedzieć: potrzebuję L4, choruję na stres. Napięcie, skradające się pod skórą nerwy są bagatelizowane, w końcu nie dziwi to, co jest normalne, co towarzyszy od tygodni czy miesięcy, co czują niemal wszyscy. Stres jest cierpliwy i konsekwentny, będzie przychodził tak często, że w końcu stanie się elementem codzienności. Bardzo znajomym. 

Piszę dziś o stresie, by zaznaczyć, że to nie jest normalne, by się stresować. To nie jest naturalny dla człowieka stan, by być w ciągłej gotowości, w ciągłym napięciu. To niezdrowe, by się martwić, by zalewać mózg wątpliwościami od rana do nocy. To niezdrowe, po prostu. I fakt, że teraz wszyscy się stresują, nie znaczy, że jesteśmy zwolnieni z obowiązku, by o siebie dbać. To, że wszyscy tak mają, nie znaczy, że odpowiedzialność rozkłada się na wszystkich i od dziś obowiązuje odpowiedzialność zbiorowa. Nie! Konsekwencje będą zawsze indywidualne, w dodatku każdy z nas będzie musiał się z nimi zmierzyć sam.

Wpis o stresie powstał we współpracy z serwisem HeyDoc.pl

O co nam chodzi? Co nas tak stresuje? Czym się martwimy? 

Odpowiedz brzmi: wszystko i wszystkim. Stresuje nas tłok na ulicach, korki, potencjalne spóźnienie do pracy. Stresuje nas odpowiedzialność, jaką nosimy na barkach, oraz to, że nie wiemy, co robić, gdyby stało się coś niespodziewanego. Stresuje nas stan służby zdrowia, stan dróg i stan naszego auta, które nie chce zapalić przy -1 stopnia. Stresuje nas inflacja, coraz wyższa kwota na paragonie. To, że dziecko zostanie oddelegowane na grupową szkolną kwarantannę, a my razem z nim, a tak bardzo nam praca nie idzie na home office. Stresują nas gorsze wyniki w pracy, upominający wzrok szefa, częste nadgodziny i wieczorne ,,call-e’’, gdy zamiast czytać dziecku na dobranoc, musimy wykazywać się kompetencją przed osobami po drugiej stronie ekranu i słuchawek. Stresują nas wyższe raty kredytu hipotecznego i  kolejna rodzinna wigilia, na której na pewno padnie pytanie: to kiedy drugie dziecko? A do tego kłótnia z przyjaciółką, współpracownik, który klepie po tyłku w windzie, a także fakt, że nikt nie nosi maseczki prawidłowo. 

Wiesz, jak to jest stresować się w pracy? Na pewno tak. Ja pamiętam, jak to jest, choć od kilku lat pracuję na własny rachunek, albo z osobami, które nie budzą we mnie lęku czy innego nerwowego napięcia. Stres w pracy dla mnie wiążę się z wewnętrznym buntem, z uczuciem, że nie chcę iść, nie chcę robić, nie chcę pisać, nie chcę. Ale także z uczuciem, że nic nie robię dobrze, że jestem beznadziejna, że nic nie potrafię. Z oczekiwaniem, że zaraz na jaw wyjdzie moja niekompetencja, że popełnię wielki błąd, ośmieszę się, zawiodę. 

Kilka tygodni temu zadałam moim Czytelniczkom pytanie, co je stresuje najbardziej. Oto kilka odpowiedzi:

  • Utajony mobbing. (Stresować może nie tylko sam fakt mobbingu, ale też to, że często nie wiemy, czy to, co się dzieje, to już mobbing, czy jeszcze nie. Nie wiemy, jak się zachować, przestajemy słuchać własnego wewnętrznego głosu).
  • Śmierć pacjenta. (Trudno mi sobie to wyobrazić, jestem pełna podziwu dla siły psychicznej lekarzy i pielęgniarek. Wierzę, że chwila, gdy pacjent umiera, wiąże się z wielkim żalem, wyrzutami sumienia, bezsilnością. Stresuje też to, że o śmierci człowieka trzeba powiedzieć jego rodzinie i zmierzyć się z ich rozpaczą). 
  • Zwolnienie kogoś z pracy. (Wyobraź sobie sytuację, gdy szef deleguje Ci zadanie poformowania kilku współpracowników o zwolnieniu ich z pracy. Powiedzieć, że to niekomfortowa sytuacja, to jak nie powiedzieć nic).
  • Wybór: kariera czy dziecko? (Stresuje już samo oczekiwanie, że pomimo bycia mamą i posiadania tzw. życia prywatnego, pracodawca wymaga elastyczności i dyspozycyjności).
  • Wewnętrzny audyt, raport, sprawozdanie. (Nie lubimy być sprawdzani, nie lubimy, gdy ktoś szuka naszego błędu. Ale to chyba normalne, nie znam osoby, która takie sprawdzanie przyjmowałaby na zimno).
  • Przedłużające się godziny pracy czy też nieumówione wcześniej nadgodziny. (Jedna z Czytelniczek napisała, że martwi się zawsze, że nie zdąży na ostatni autobus do domu. I ja to doskonale rozumiem, ten stres i tę obawę, że nie dość, że szef może krzywo spojrzeć, a przecież trudno tak z dnia na dzień znaleźć inną pracę, to jeszcze w głowie wciąż pulsuje myśl, co będzie, jak nie zdążę na autobus, ile będzie mnie kosztowała taksówka, czy znajdzie się ktoś, kto mnie podwiezie?)
  • Konfrontacja z trudnym klientem. (Tak, za każdym razem, gdy dzwoni do mnie ktoś ze wspaniałą ofertą i chce mi przekazać zalety np. fotowoltaiki, grzecznie wymiksowuję się z rozmowy, bardzo rzadko reaguję złością, bo wiem, że po drugiej strony słuchawki jest osoba, której szczytem marzeń na pewno nie jest użeranie się z rozmówcami, że jestem pewnie setną osobą, z którą rozmawia i że to jest jej praca, a nie próba wyprowadzenia mnie z równowagi na czas. Ale nie chodzi tylko o rozmowy telefoniczne, ale o ogólnie pojętą obsługę klienta. Myślę, że to bardzo wymagająca praca, bo trzeba zachować zimną krew, być grzecznym, opanowanym, a jednocześnie szybko znajdować rozwiązania na wszelakie problemy klientów).

Nie każdy lubi taką presję, nie na każdego działa ona mobilizująco. Są osoby, jak ja, które motywuje pochwała, dobre relacje, poklepanie po pleckach, nagroda. Nic a nic nie motywuje mnie krytyka czy niezadowolenie szefa, absolutnie nie skłania mnie to do bardziej wytężonej pracy, wręcz przeciwnie, zamykam się w sobie, uciekam. Dlatego też uważam, że każdy stres odczuwa inaczej, każdego stresuje co innego, każdy ma inny stopień wrażliwości, każdy też ma inne objawy. 

Każdego z nas stresuje co innego i to w zupełnie innym natężeniu. To, co dla jednego jest sprawą życia lub śmierci, dla drugiego będzie tylko chwilowym zawirowaniem. 

Coś nas jednak łączy. Chodzi o efekt stresu. 

Stres, ten krótkotrwały, związany z konkretną okolicznością, jest mobilizujący, działa na nas jak mocna kawa. Natomiast ten, który się nie kończy, któremu jesteśmy poddawani przez długi czas, negatywnie wpływa na nasz organizm, sprawiając, że czujemy się coraz gorzej. Jeśli w porę nie zatrzymamy wpływu, jaki stres na nas wywiera, zachorujemy. Dlaczego?

Gdy jesteśmy uczestnikami sytuacji kryzysowej, najpierw wydziela się adrenalina. To odpowiedź organizmu na sytuację, dzięki adrenalinie możemy zachować zimną krew i zadziałać. Później do krwiobiegu trafia noradrenalina, która mobilizuje organizm do bycia w gotowości. Gdy stresująca sytuacja trwa dłużej niż kwadrans, w organizmie wydzielany jest kortyzol, zwany cichym zabójcą. Dlaczego? Ponieważ wydziela się w znacznej ilości nawet wtedy, gdy poziom adrenaliny i noradrenaliny spada, co negatywnie wpływa na zdrowie. 

Kortyzol, zabójczy hormon

Kortyzol wydziela się, gdy czujemy zagrożenie. Zagrożeniem kiedyś był najazd wojsk, wybuch wojny, ucieczka przed dzikiem w lesie. Dziś zagrożeniem jest pójście na dywanik do szefa, zatrzymanie przez policję po przekroczeniu prędkości, trudny egzamin, kłótnia z partnerem, brak pieniędzy i wizja spóźnienia do pracy. Zmieniły się okoliczności, nie zmieniło się działanie kortyzolu, który nadal wskazuje naszemu ciału dwie drogi: walcz albo uciekaj, dając zastrzyk sił. Jednocześnie kortyzol osłabia funkcje organizmu, które akurat w chwili kryzysu nie są najważniejsze, jak np. pracę układu pokarmowego, rozrodczego, hamuje wzrost, a także spowalnia przemianę materii. 

I to jest dobre, tak działa nasz organizm. Ale co dzieje się, gdy stres się nie kończy, gdy sytuacja kryzysowa trwa i trwa? Co się dzieje, gdy poziom kortyzolu, zamiast spaść po zakończeniu stresującej sytuacji, utrzymuje się razem z naszym poczuciem życia w wiecznym napięciu? Bo niestety nasz organizm raczej nie zauważy różnicy między ucieczką przed niedźwiedziem na górskim szlaku a realizowaniem ważnego projektu, od którego zależą losy firmy. Stresująca sytuacja wiąże się z działaniem kortyzolu, jeśli trwa bardzo długo, tak samo długo kortyzol hamuje działanie tych części organizmu, które, tak jak napisałam wcześniej, nie są niezbędne do przeżycia w kryzysowej sytuacji. A to zaburza działanie całego ciała. 

Jak Twoje ciało pokazuje Ci, że jesteś w stresie?

Stale utrzymujący się wysoki poziom kortyzolu jest dla ciała wielkim obciążeniem i zazwyczaj kończy się chorobami, zastojami, utrudnionym funkcjonowaniem na co dzień. Po prostu doprowadza do choroby, do braku formy. 

Osoby, które doskonale znają swój organizm, mogą z łatwością zorientować się, kiedy są w sytuacji dla nich stresującej. Ciało daje znaki, które można odczytać i odpowiednio zareagować. 

Jak stres jest odczuwalny w ciele? Oczywiście nie ma jednej odpowiedzi i jednego zestawu reakcji, który pozwoliłby powiedzieć głośno: tak, to na pewno stres. Ale też wiele objawów się powtarza, jak mięśnie napięte do granic, ból żołądka, a nawet wrzody; wypieki na twarzy i szyi; trzęsące się dłonie i głos; uderzenia gorąca; ucisk w gardle, migrena; zaciśnięte szczęki; kołatanie serca; problemy ze snem; wymioty i biegunki; napady lęku i zimna. Te sygnały utrudniają normalne funkcjonowanie, wychodzą na pierwszy plan, zaburzając życie rodzinne i poczucie własnej wartości. Mają poważne konsekwencje zarówno psychiczne, jak i fizyczne. Wpływają na zadowolenie z życia, na jakość życia, jakość relacji, energię do realizowania planów i spełniania marzeń.

Właśnie z takimi konsekwencjami zgłaszają się do lekarza pacjenci. Chcą recepty na leki, które postawią ich na nogi, pomijając tak ważny element, jakim jest stres, a wraz z nim hormony stresu. Warto najpierw zapobiegać, zamiast leczyć. Dlatego o chwilę rozmowy o stresie poprosiłam panią lek. Karolinę Lisek, lekarkę współpracującą z serwisem HeyDoc. 

Czy zgodzi się Pani ze zdaniem, że stres jest zabójcą naszych czasów? 

Zgadzam się z tym w 100%. Adrenalina, która jest również hormonem wydzielanym w sytuacjach stresowych powoduje przewlekły skurcz naczyń, co prowadzi do wzrostu ciśnienia tętniczego, mięsień sercowy musi szybciej pracować, aby zapewnić krążenie krwi w naszym organizmie, konsekwentnie przerasta, co może prowadzić do np. zawału mięśnia sercowego. Można powiedzieć, że stres nas zabija. 

Nasz organizm powinien reagować na stres na dwa sposoby: albo walcz, albo uciekaj. W takich sytuacjach serce bije szybciej, również szybciej oddychamy. Nasze ciało jest wtedy gotowe na konfrontacje ze stresorem, czyli czynnikiem, który powoduje stres. 

Stresory, których aktualnie doświadczamy, przeważnie, nie wymagają od nas ucieczki albo walki. Współczesne stresory są zupełnie inne. Często nie mamy na nie wpływu, nie jesteśmy w stanie walczyć, nie możemy w porę zareagować. Taki czynnik to np. tryb pracy, który w jakiś sposób nam nie odpowiada, nie służy nam. Jednocześnie wiemy, że musimy pracować, bo praca stawowi nasze źródło dochodu. Tkwimy w błędnym kole. 

Czy człowiek może się do stresu przyzwyczaić? Bo jeśli żyjemy wciąż w stresujących okolicznościach, stresujemy się już od momentu dzwonka budzika, częściej dotykają nas te bodźcie stresujące niż łagodzące, czy organizm już tak jakby drętwieje, ignoruje te stresory, przestaje reagować na sytuacje, które powinny nam dać sygnał: uciekaj?

W pewnym stopniu na pewno tak. Jeżeli jakiś stresor powoduje w nas reakcje, to za każdym kolejnym razem, odpowiedź organizmu na ten sam bodziec będzie odrobinę niższa, ale nie zerowa. Możemy sobie myśleć: to już mnie nie rusza, ale nasz organizm dalej podświadomie wyzwala hormony stresu, które cały czas wpływają na cały nasz organizm. Wpływają na układ immunologiczny – obniżają odporność, powodują choroby tzw. cywilizacyjne – nadciśnienie tętnicze, zaburzenia rytmu serca (długotrwałe wydzielane noradrenaliny i adrenaliny), wahania poziomu cukru (nadmiernego wydzielania się insuliny, prowadzącego do insulinooporności komórek), jak również w konsekwencji prowadzi to do udarów, zawałów i innych chorób naczyniowych. 

Jeśli sytuacja stresująca się powtarza, reakcja organizmu nie będzie tak silna jak za pierwszym razem, jednak odpowiedź hormonów będzie zawsze. 

Nie unikniemy stresu, ale czy możemy go jakoś stłumić albo zmniejszyć jego wpływ?

Przykładem niech będą wystąpienia publiczne. Nawet jeśli dana osoba, którą stresują przemówienia publiczne, po raz któryś przemawia do szerszej publiczności, to i tak towarzyszy jej stres. Uruchamiają się hormony i kaskada zdarzeń. Natomiast po tym wyzwaniu, gdy osoba zobaczy pozytywną reakcję publiczności, usłyszy brawa i pytania od publiczności, to zaraz po szybszym biciu serca, zmianie ciśnienia krwi i spoconych dłoniach przychodzi tzw. efekt nagrody. 

W zależności od tego, jak dana osoba reaguje na stresującą sytuację, dobrze w takiej sytuacji okazać sobie samemu wsparcie i powiedzieć: super mi poszło, dałam rade, pokonałam swoje ograniczenia. Ten stres możemy nazwać motywującym. Ale jeśli ta osoba zejdzie z mównicy i powie: średnio mi poszło, jak zawsze coś wyszło nie tak, nie nadaję się do tego, to wtedy nie neutralizuje tego stresu, tylko sobie go dokłada. Taka sytuacja i emocje, jakie się z nią wiążą, są dla nas szkodliwe. 

Czyli endorfiny pojawiają się przy nagrodzie, one w jakimś sensie neutralizują działanie kortyzolu?

W wyniku coraz większej produkcji endorfin – gdy nagradzamy się, obniża się poziom kortyzolu we krwi. 

To dobry punkt zaczepienia, żeby stres, którego nie możemy z pewnych względów odsunąć, świadomie neutralizować jakąś nagrodą. 

Na pewno ważne jest to, by w takich sytuacjach człowiek wiedział, że się stresuje, umiał czytać sygnały wychodzące z ciała. Bo przecież każdy stresuje się na inny sposób. Jednego boli głową, drugiego boli brzuch czy klatka piersiowa. Gdy umiemy rozpoznać, że stresująca sytuacja nadchodzi, możemy już wtedy wprowadzić jakiś miły element, np. słuchać muzyki, która wprawia w dobry nastrój. Coś, co pozwoli na chwilę odwrócić uwagę od stresora. 

Jakie sygnały powinny być dla nas ostrzegawcze? Co powie nam ciało, by zasygnalizować, że sytuacja, w jakiej tkwimy od jakiegoś czasu, nam nie służy?

Stres obniża nasze funkcje poznawcze, mamy problemy z koncentracją, zapamiętywaniem, przez co nasza praca trwa dłużej niż zwykle. To sprawia, że stresujemy się jeszcze bardziej. Dochodzą do tego problemy ze snem. Rzeczy, które do tej pory sprawiały radość, już nie cieszą. W teorii łatwo to wyłapać, w praktyce jest trudniej. 

Z jakimi historiami spotkała się Pani w pracy z pacjentami? Co najbardziej stresuje Polaków?

Niestety wśród moich pacjentów na pierwszym miejscu teraz jest COVID-19. Ludzie chorują na coś, czego nie rozumieją. Nie rozumieją, jak przy dobrym samopoczuciu ogólnym mogą mieć problemy z oddychaniem, że płuca mogą być niewydolne. Kolejnym wielkim stresem moich pacjentów jest śmierć bliskich osób. 

Według badań śmierć bliskiej osoby, współmałżonka,  to największy stres w życiu. A co z pracą?

Coraz częściej spotykam się z tym, że mówi się wprost o potrzebie pójścia na urlop, na zwolnienie, właśnie ze względu na stres. Słyszę, że pacjenci mają problemy ze snem, mówią, że nie dają już rady. Coraz częściej osoby narażone na stres w pracy przyznają, że potrzebują wytchnienia i sięgają po pomoc. To bardzo dobrze, ale niestety wciąż wielu z nasz nie ma odwagi, żeby głośno o tym powiedzieć. Musimy mieć świadomość, jak istotne są nawet te kilka dni wolnego. Każdy człowiek musi odreagować stres, choćby poczytać książkę w ciszy we własnym domu. Te kilka dni urlopu, nawet nie wyjeżdżając nigdzie, oddech i otrząśniecie się z tego stresu, który mógł trwać nieprzerwanie nawet kilka tygodni, to ważna rzecz. 

Jak sobie pomóc, gdy np. zmiana stresującej pracy jest niemożliwa? 

Jest dużo technik relaksacyjnych, oddechowych, medytacja, które pozwalają głowie odpocząć. Natomiast każdy musi znaleźć najlepszy sposób dla siebie, na każdego zbawiennie działa co innego. 

W tym wszystkim ważna jest też asertywność, by walczyć o siebie i swój spokój. Jeśli mam dość, to mówię głośno, że mam dość. Nie będę odbierać telefonu o 23:00, bo kończę pracę o 17:00. A przecież często się zdarza, że ludzie odbierają te telefony, bo boją się utraty pracy, konsekwencji, albo też tak bardzo są oddani pracy. Jeśli będę asertywny, inaczej postawię priorytety i zadbam o siebie, podążę za tym, co mówi ciało. 

Nie bagatelizuj żadnego sygnały. Zbadaj go! 

Temat stresu i jego wpływu na organizm jest o tyle złożony, że nie wiemy, czy sami możemy cofnąć skutki nadmiernego napięcia w życiu. Nie wiemy, jak bardzo kortyzol nas naruszył i czy wystarczy zmienić pracę, by było po problemie. Często też nie łączymy kropek i nie utożsamiamy złego samopoczucia z nadmiernym stresem w życiu i w pracy. 

Dlatego uważam, że warto zapytać, najlepiej lekarza. Nie googlować, nie pytać znajomych, ale podejść do sprawy indywidualnie. Można też skonsultować się ze specjalistami w serwisie HeyDoc albo też sprawdzić swoje objawy używając darmowego narzędzia HeyCzeker przygotowanego w oparciu możliwości sztucznej inteligencji i wiedzę lekarzy.

Sprawdź swoje objawy! Jeśli serwis HeyDoc skieruje Cię do konkretnego lekarza, możesz od razu umówić się na konsultację ze specjalistą, właśnie poprzez HeyDoc. Wybierasz termin, godzinę, lekarza oraz formę konsultacji (rozmowa telefoniczna, czat, wideokonferencja). Ceny zaczynają się już o 59 zł. I oczywiście lekarz, w razie potrzeby, wypisze e-receptę, czy też L4.

1 komentarz

  1. Zarządzanie emocjami to nie łatwa umiejętność. Trzeba naprawdę bardzo dużo praktykować i obserwować swoje emocje i co w nas wzbudziło te negatywne emocje. Ostatnio coraz więcej czytam w tym temacie – Nie tylko po to, by uczyć mojego dziecka jak zarządzać ma swoimi emocjami, ale ja sama muszę bardziej świadomie korzystać ze swoich zasobów i przyglądać się co się wokół mnie dzieje. Przez nasze “gorsze dni”, zbyt dużą emocjonalność możemy popsuć sobie relacje z najbliższymi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *