Przemoc ekonomiczna, czyli gdy musisz go prosić o kase na tampony. [Nie czytaj, jeśli łatwo się denerwujesz]

Czasem łapię się na tym, że coś, co nie mieści mi się w głowie, istnieje naprawdę. Taka przemoc ekonomiczna.  Funkcjonuje bez przeszkód, akceptowane, choć niechętnie. Przyzwolenie na to jest, choć nikt się do tego nie przyzna. Że jest coś, co reguluje relacje między ludźmi i na dodatek nie ma na to lekarstwa prócz wiedzy, świadomości i doświadczenia. I często dna.

Jest XXI wiek. Kobiety zeszły z drzewa, ba!, nawet zaczęły chodzić do pracy (już jakiś czas temu, nie przesadzajmy) i, o matko!, zaczęły być prezesami, zaczęły zarabiać pieniądze i, jakby tego było mało, jeszcze ośmielają się sięgać po więcej. Ktoś powie – zgroza. Ja powiem – go, girls!

Opowiem Wam, co mnie boli. Irytuje do kości. Wkurzam się na facetów i na kobiety, że sobie na to pozwalają. Zresztą – to nie tylko problem kobiet, mężczyźni też czasem mają przekichane z ,,ty zawsze, ty nigdy”.

Przemoc finansowa.

Przemoc ekonomiczna jest wtedy, gdy kasa jest symbolem władzy lub narzędziem tortur. I ciężko mi się z tym pogodzić. A może inaczej – aż mnie skręca ze złości.

Na grupie, którą prowadzę, często rozmawiamy o rzeczach dla nas trudnych. Często są to tematy, o których tylko czytałam w gazetach, słyszałam może kiedyś. A te tematy to fakty, historie z życia wzięte. I jednym z takich tematów jest przemoc ekonomiczna, finansowa, różnie nazywana.

A wściekam się, bo o ile faceci, których żony ciśną o to, by więcej zarabiali – mogą to zrobić, jest to dla nich realne, mogą zareagować – tak kobiety często takiej opcji nie mają. Przemoc ekonomiczna, mam wrażenie, częściej dotyka kobiet. Bo mają małe dzieci, w tym jedno przy piersi i nie mogą nic zrobić z hasłem ,,jak se zarobisz, to będziesz miała”.

Zresztą, uważam, że przemoc ekonomiczna to zwykłe draństwo i świństwo.

Zapytałam Dziewczyny, czym jest dla nich przemoc ekonomiczna. Odpowiedzi mnie zmroziły…

Co to jest przemoc ekonomiczna?

  • ,,Szantaż, że zostaniesz z niczym, że bez chłopa jesteś nikim i nic nie osiągniesz. To nie tylko brak pieniędzy, to wywalanie z domu, zakaz korzystania z tego, co mają inni domownicy, od jedzenia po wakacje.”
  • ,,gdy jedno z małżonków zajmuje się pracą w domu, a drugie zarabia i nie dzieli się kasa z tym pierwszym, a na dokładkę to pierwsze musi się prosić o każdy grosz. Jak już wyda, to często zbiera cięgi, że nie to, że za dużo itp.”
  • ,,najzwyklejsze sprawdzanie, ile wydałaś i zawsze dlaczego tak dużo. Wyliczanie na każde zakupy. Wprowadzanie kobiety w stan niepewności finansowej i braku swobody finansowej.”
  • ,,Tym że kobiecie nie opłaca się iść do pracy, bo przecież jak opłaci prywatnie przedszkole to zostanie jej (tak, jej) tylko 500 zł więc niech w domu siedzi. Takie właśnie postrzeganie pracy kobiecej, że nie dokłada do wspólnego budżetu, tylko jej rolą jest albo wychować, albo z własnej wypłaty opłacić skoro chce jej się pracować.”
  • ,,przemocą ekonomiczna jest dalej wg mnie to że kobieta siedzi w domu z dzieckiem powiedzmy 3 lata, nagle związek się rozpada a ona zostaje z niczym a na rynku pracy jest zerem i musi zaczynać od nowa. W jakiś sposób powinna być zabezpieczona na taką ewentualność.”
  • ,,przemocą jest myślenie że to mężczyzna utrzymuje rodzinę a kobieta siedzi w domu z dzieckiem. Fakt jest taki że oboje biorą udział w budżecie rodziny i  wkładem bardzo znaczącym że strony kobiety jest oszczędność na niani i przedszkolu. Dobrze wiemy ile dzieci w przedszkolu choruje i jaka część czasu i tak musi mieć zapewniona opiekę że strony osób trzecich.”
  • ,,gdy mężczyzna nie bierze pod uwagę kobiety w waznych decyzjach dotyczących finansów bo to on jest zywicielem rodziny.”
  • ,,gdy mężczyzna poza wiedzą żony dokonuje dużych wydatków a żona nie ma nic do powiedzenia bo to w końcu są pieniądze mężczyzny, on je zarabia. ”
  • “Zaplacisz se ubezpieczenie auta to zobaczysz jak Ci zawiruje swiat””
  • ,,Wmawianie, że musisz mu “pożyczyć” (a w rzeczywistości dać) pieniądze, bo przecież jest Twoim facetem, bo przecież powinnaś, bo mu sie należy, bo tyle dla Ciebie robi, a jak tego nie chcesz, to robienie Ci wyrzutów i wmawianie, że jesteś podła, sknera, że dbasz tylko o siebie. ”
  • ,,Zobaczymy jak sobie poradzisz za najniższą krajową, co najwyżej będziesz mogła narkotyki sprzedawać lub na kasie siedzieć, wypierdalaj na (tu nazwa ulicy, na której mieszkają moi rodzice) zobaczymy jak Ci dobrze będzie…”
  • ,,Szydzenie z Twoich zarobków, a jeśli jesteś np. na wychowawczym to wypominanie, że nie zarabiasz to nie rządzisz się jego kasą, a jeśli cokolwiek kupujesz to przynosisz paragon, a jak wydasz ponad 50 zł to już w ogóle…zapisujesz wydatki codzienne.”
  • ,,Straszenie, że się z Tobą rozwiedzie to dopiero zobaczysz, nie poradzisz sobie, na kolanach będziesz go błagać, nikt nawet na Ciebie nie spojrzy, kto Cię zechce, zginiesz….on zabierze Ci wtedy dziecko. Wieczny strach.”
  • ,,Nie płacenie alimentów, a jak się upomnisz – sugerowanie, że źle zarządzasz budżetem, skoro tak się dopominasz”.
  • ,,mężczyzna po pracy nie robi nic, musi odpocząć, w końcu pracował. W związku z tym że mężczyzna pracuje to kobieta zajmuje się dzieckiem, bo to jej obowiązek. Mężczyzna czyni z tego heroiczny wyczyn i jakiś miły gest z jego strony gdy zajmie się dzieckiem w sytuacjach innych, niż on sam tego chce i ma na to ochotę.”
  • ,,Znowu nierówne postrzeganie obowiązków i pracy. Ta płatna praca zawodowa jest ważniejsza niż opieka nad dzieckiem.”
  • ,,w momencie jak straciłam pracę kazał mi się myć w zimnej wodzie, bo jeśli zagrzeję sobie wodę to to już będzie za dużo pieniędzy.”
  • ,,Pewnego dnia, kiedy poprosiłam męża, żeby kupił jedzenie (sam nigdy nie zostawial mi pieniędzy) to usłyszałam, że “z pustego i Salomon nie naleje ” a on teraz musi inwestować w firmę. Pomogli rodzice.”
  • ,,Gdy wypłaciłam raz 20 zł w bankomacie, 10 minut później zadzwonił z pracy pytać czemu wypłaciłam i na co. Byłam na kawie z koleżanką. W domu zapytał ile wydałam i gdzie sie podziały w takim razie pozostałe 3 zł, bo sprawdzał mój portfel i zostało mi tylko 6.”

Nie będzie to post z cyklu ,,zrób to i to”. Bo jedyne, co mogę i chcę napisać, to: Kobieto! Miej zawsze swoje pieniądze! Pracuj, rozwijaj się i licz na siebie zawsze.

Nie chcę nikogo prosić o kasę na buty, tampony czy kawę na mieście. Nie chcę się tłumaczyć z wydanych pieniędzy. Nie chcę się bać, że wydałam za dużo i będzie avanti jak w argentyńskiej telenoweli. Nie chcę być zależna od czyjegoś nastroju. Nie chcę gotować obiadów z kalkulatorem. Nie chcę czuć się na czyimś utrzymaniu, zobowiązana, trzymająca zawsze język za zębami, bo przecież na kredyt ktoś musi zarobić, więc się zamknę, choć wyć mi się chce…

Dziewczyna musi mieć swoje pieniądze. To powtarzam mojej Córce.

Ty też musisz mieć swoje pieniądze. Żeby nikt Ci nie mówił, co możesz, a czego nie.

 

 

* Drodzy Wszyscy Święci, proszę się nie oburzać, że post dotyka tylko jednej strony medalu. Druga też istnieje, ale w związku z moją działalnością internetową nie jest mi tak bliska…

 

Doświadczasz przemocy emocjonalnej? Przeczytaj! 

42 komentarze

  1. Jestem w takiej samej sytuacji lecz to ja zarabiam ale konto ma moja partnerka i jesli będzie potrzeba moge opisac ze szczegółami pozdrawiam

    1. Wiem, że to nie moja sprawa i przepraszam jeśli to niedelikatne pytanie, ale dlaczego nie zmienisz numeru konta na swoje własne?

    2. skoro się na to godzisz….byłą rozmowa o kosztach, potrzebach, sposobach wydatkowania? Partnerka ma swoją kasę? masz to, na co się godzisz – więc czas zastanowić się na co się godzisz, a na co nie i tak ustawić zasady pożycia, żeby nikt nie był skrzywdzony.

  2. Jest jeszcze inna przemoc, kobiet wiszących na mężach i pasożytujących na ich pensji. I to oni muszą prosić o pieniądze. Raczej częściej się zdarza niż wyżej wymienione.

    1. No nie. Raczej nie częściej. Co najwyżej podobnie. Ale jak facetowi to nie odpowiada to się zawija i żyje dalej. Kobietą na utrzymaniu męża nie ma zbyt wiele pola do popisu, bo najczęściej startuje od zera i z dzieckiem pod pachą.

  3. Jestem chyba po drugiej stronie barykady. Zarabiam ponad 3 razy wiecej niz partner, ale zeby do tego dojsc pracowalam bardzo duzo i ciezko. Po czesci dlatego, ze partner jest niezaradny. Przez ponad rok pracowal na pol etatu za najnizsza krajowa, podczas gdy ja wyrabialam 250 h miesiecznie na wlasnej dzialalnosci gospodarczej, a w domu mialam roczne dziecko. zdazylo mu sie byc tez przez pol roku bezrobotnym, gdy corka byla 2-latka i ledwo udawalo mi sie wiazac koniec z koncem. Zamknelam dzialalnosc i zalapalam wysokie stanowisko w korpo z branzy fashion i naprawde setnie mnie wku*wia, kiedy moj partner wypomina mi, ze mialam czelnosc wydac 10% swojej pensji na ubrania (naprawde waznym jest, jak wygladam – korpo, branza fashion), bo jednoczesnie nie przeszkadza mu ze oplacam mieszkanie, media, prywatne przedszkole naszej corki, kupuje ubrania jego rodzenstwu, prezenty jego rodzicom. Jest zly, ze chce poleciec z nim i corka na wakacje, bo PO CO i W DUPIE MI SIE POPRZEWRACALO. Doszlo do tego ze musze sie tlumaczyc i prosic o pozwolenie, kiedy chce cos sobie kupic – BO PO CO CI TO. Jednoczesnie nie ma potrzeby rozwoju osobistego i zawodowego, a to niestety tworzy miedzy nami ogromną przepaść. Chcialabym czerpac z zycia garsciami i dac corce poczucie, ze kobieta moza wszystko i ze swiat stoi otworem, a zycie to przyjemnosc, nie przykry obowiazek. Partner powinnam pisac chyba w cudzyslowie. Pewnie dlatego od roku Cie czytam i dojrzewam do trudnej decyzji.

    1. Hej, mam dokładnie tak samo! Pracuje i jestem z ciężka prace bardzo dobrze wynagradzana. Wiele lat starałam się aby tak było jak jest teraz. Opłacam wszystkie “media” przedszkole, jedzenie, ubrania dla dzieci i “partnera”. Po czym słyszę od rodziny męża ze gdyby nie ja on mógłby o wiele więcej osiągnąć. Ale ja znam mojego męża i wiem ze to g… prawda, ale serio dziwnie by to brzmiało gdybym przy stole wstała i powiedziała jak jest.. ze jest leniem, po pracy spi i nic nie robi przy domu. Właściwie mam wrażenie ze traktuje swoją pensje jak kieszonkowe i to ja powinnam robić wszystkie opłaty. Gdy proszę aby kupił dziecku cokolwiek. Otrzymuje zapytanie czy mogę dać “pieniądz” na spodnie czy bluzkę dla syna… Wstrzymuje się z ” trudna decyzja”.

  4. Nie zgadzam się z tym że kobieta musi zarabiać. Ja nie zarabiam. Od dnia ślubu nie pracowałam nawet jeden dzień. Mamy wspólne konto, wspólna kasę. Nie jestem rozliczana. Ok, jak chce kupić buty czy drogi ciuch to omawiam to z mężem ale on robi to samo. Mamy 5 dzieci więc omawiamy wydatki powyżej 50 zl nie ze wzgledu na “moje twoje” ale poprostu budżet poza- jedzeniowy jest malusi. Nigdy mi nie wygarnąl kaw na miescie czy kremów do twarzy. Jeżeli sie złości.o.wydatki to tylko dlatego że naprawde nie mamy pieniędzy. Wiec kobieta nie musi miec swojej kasy bo kasa jej szcZęścia i wolnosci nie da. Nie da jej pewności w.zwiazku i równego traktowania. Własna kasa w ogole nie jest do tego potrzebna. Nie tu jest według mnie srodek ciężkości. Nie w pieniądzu.

    1. Ale masz pewnego rodzaju szczescie. Co zeobilabys gdyby Twój mąż zakochał się w młodszej koleżance lub zdarzylaby sie tragedia typu choroba lub śmierć? Tu i teraz jest dobrze ale gdyby coś się wydarzyło- nie byłoby Ci wesoło. A różne rzeczy się zdarzają . Historia zna ojców rodziny, którzy nagle odnajdują miłość w ramionach innej, często mlodszej. I to jest tragedia dla icg niepracujacych zon. Więc póki jest dobrze to jest dobrze. Życzę Ci by ten stan trwał ale ja bym jedna wolała miec plan b

      1. Zgadzam sie z Marta 100% Powiedzenie ‘umiesz liczyc – licz na siebie’ jest jednym z najmadrzejszych i warto sie go trzymac. czasami nie wiemy, czego spodziewac sie po sobie, a co dopiero po partnerze… zawsze lepiej miec plan B

    2. Witajcie! Zgadzam się z Olą. To co napisałaś Tekstualna – no nie mogę się zgodzić! Mamy z mężem dwójkę dzieci. Nie pracowałam długo po urodzeniu drugiego, bo całe trzy lata. I było mi dobrze!!!! Odprowadzałam już potem dwójkę do przedszkola, wracałam do domu, zajmowałam się nim – czyli robiłam to, co ty musisz często koło 21 lub później robić. Od stycznia poszłam do pracy. Pracuję od 9 do 13. “To super” powiesz? Haha …. Wstaję o 6.30 !!! by o 7.30 być już z dziećmi prawie gotowymi do wyjścia. Męża już nie ma, bo pojechał do pracy. Wychodzimy 7.40. Do szkoły i przedszkola mam blisko, na tyle że chodzimy pieszo. “Super” powiesz? No to teraz patrz: dwójka dzieci (nie, nie jedno) mały trzylatek jeszcze hop na wózek, tornister starszego hop na wózek, mój plecak hop na plecy i w drogę. 7.40 wychodzimy, 7.50 pod szkoła, od 8.00 do 8.15 w przedszkolu. Teraz kierunek : na autobus do pracy. W pracy chwilę jestem przed 9 i łapię oddech. W pracy nie mogę ściemniać, bo prowadzę kursy. Więc do roboty. 13.15 koniec pracy, autobusem do domu. Jest 13.30 – mam godzinę na ogarnięcie obiadu, bądź odpoczynku. Jak teraz nie odpocznę, to nie odpocznę już do wieczora. 14.30 odbieram dzieci – przedszkole , szkoła znowu dom. Sapię … Dzieci chcą podwieczorek, proszę bardzo – już się podaje. Przy starszym trzeba zając się szkolą. O !!! 16.30 wraca tatuś z pracy. Oczywiście zmęczony pracą, też musi coś zjeść i chwilę odsapnąć ( to akurat prawda! Pracował o wiele dłużej ode mnie). Chwila zabawy, kolacja, spać – no to już znacie. No chyba, że dziś logopedia albo zajęcia z gitary. No to hop z domu na 2 godzinki. Chcę tylko powiedzieć, że jako że pracuję krócej to spadają na mnie i tak wszystkie obowiązki dnia codziennego choćby poranne zaprowadzanie i odbieranie dzieci, robienie śniadania i ogarnianie szkoły starszego. Cała reszta , jakieś terminy, wizyty lekarskie itd. też na mojej głowie. Mój mąż też robi dużo w domu, odkurzy, rozwiesi pranie itd. ale mimo wszystko robi mniej. Poszłam do pracy, bo po prostu chcemy mieć więcej pieniędzy a nie tylko na “styk” jak to się mówi. I tylko dlatego… gdyby nie to, nigdzie bym sie nie ruszała z mojego domku, gdzieś mając jakieś straszne scenariusze, typu” rozstanie i co wtedy”. Fakt, nie było u nas nigdy konfliktu na polu kasa. Ale czy Ty Tekstualna uważasz, że jeżeli jest konflikt, jeżeli on coś wypomina, wylicza to naprawdę rozwiązaniem problemu są własne pieniądze????? Moim zdaniem w ten sposób tylko leczysz skutek czegoś a nie przyczynę. Tu trzeba rozmowy z partnerem a nie poddanie się mu czy zaczęcie zarabiać samemu. Zaczniesz zarabiać, zamkniesz mu buzię i co dalej? Dalej żyjesz koło takiego człowieka. Dobrze ci z nim i z tym? Bo ja bym nie mogła żyć z kimś takim… Dla mnie jest jasne – małe dzieci w domu – kobieta ma prawo zostać w domu. Małe – dopóki nie są samodzielne czyli same się nie zaprowadzą i nie odprowadzą ze szkoły chociażby. Moim zdaniem gdy w domu jest przemoc finansowa to trzeba o tym rozmawiać , problem rozwiązać. Wytłumaczyć sobie co kogo boli i dlaczego.

      1. Totalnie masz racje. Natomiast pieniądze to jeden z głownych powodów małzeńskich kłotni. W ,,normlanym” małżenstwie można sę dogadać i to, o czym piszesz, jest normalne – tak mysle i tego się spodziewam patrząc np. na moich przyjaciół. Ale sama byłam w stuacji, w której nie poradziłabym sobe, gdyby nie to, że umiem i chcę zarabiać pieniądze. Byłabym w czarnej dupie.

    3. Też nie pracowałam …25 lat w domu z trójką dzieci, bez wyliczania pieniędzy ale zawsze dawał odczuć, ze to ON zarabia i utrzymuje nas wszystkich. Zawsze słyszałam, że „emeryturę będziesz miała po mnie- nic się nie martw”. Do czasu aż nastąpiła nagła zmiana i 20 lat młodsza sekretarka stała się miłością życia. Zostałam bez niczego bo wszystko było na ex męża bo tak wygodniej załatwiać papiery było, bez emerytury, bez domu, bez perspektyw. Dzisiaj mam 50 lat i zero szansy na powrót do zawodu. Jesrt dobrze być na utrzymaniu męża …gdy jest dobrze i żeby nie wiem jakim był przyzwoitym człowiekiem to jest tylko człowiekuem którego w sprzyjających okolicznościach stać na wszystko (najbardziej na to czego się nie spodziewamy).
      Moja rada – nawet jak jest kobiecie dobrze i cudownie siedzieć z dziećmi w domu to kasę na własne konto powinna odkładać, taka poduszka powietrzna w razie gdyby nastąpił nagły wypadek.

  5. tak….
    ze swojego byłego już ogródka… “chcesz sobie kupić coś do ubrania? i tak we wszystkim będziesz wygladała jak gruba świnia. Schudnij to dam Ci pieniądze.” a jakjuz dostałam to 100 zł żeby na szmaty pojechać. Jak wracałam pytał czy resztę mam. Jak wydałam wszystko, to był komentarz, że mi nie należy dawać pieniędzy, bo zawsze wszystkie wydam.

  6. Jak to przeczytałam to mnie też zmroziło. Przeraża mnie, że osoby pozostające w bliskiej relacji mogą się tak do siebie odnosić, mieć takie nastawienie wobec siebie. Okropne.

  7. \\Nie będzie to post z cyklu ,,zrób to i to”. Bo jedyne, co mogę i chcę napisać, to: Kobieto! Miej zawsze swoje pieniądze! Pracuj, rozwijaj się i licz na siebie zawsze:
    Miej zawsze\\
    Nie no, w ogole nie ‘zrob to i to’. Tylko NIE DAJ SIE! – z dziecmi. Z mezem. Na wsi. Co nie? (Jakie partnerstwo, po co! A jak oszuka?!) Jakiez to banalne, wystarczy miec zaplecze finansowe. Swoje wlasne. Piekne. PS Nie, to nie ja, ja zaplecze mam, ale wiem, jak to jest nie miec. :).

  8. Wydaje mi się , ze to nie tylko przemoc ekonomiczna … to są chore związki!
    Ale życie nie jest czarno-białe i kobiety w nich tkwią … wówczas zarabianie pieniędzy jest ważne , by zrobić krok do przodu . Inna kwestia to uwarunkowania kulturowe, dla wielu kobiet , np. Na Śląsku , to normalne życie i może nie lubią , ale zmienić nie chcą

  9. Straszne historie, ale zgadzam sie z dziewczynami, że problem tu nie jest w pieniądzach tylko w związkach.
    My mamy trójkę dzieci i siłą rzeczy przy kazdym przez dłuższą lub krótszą chwilę bylam ‘na utrzymaniu’ męża. Ale w ogóle nie rozpatrywalismy tego w tych kategoriach – w związku jest tak, ze czasem jedno od drugiego jest zależne, to też jest cecha miłości. Oczywiście moze przydarzyć się tragedia, ale od tego mamy ubezpieczenie na życie.
    Jedno, co ma związek z pieniędzmi i to to, że kobiecie zależnej od mężczyzny finansowo jest trudniej odejść

    1. Też uważam, że problem jest w związkach, a nie w pieniądzach. Mamy z mężem wspólne pieniądze, wszystkie większe, a nawet niezbyt duże wydatki wspólnie omawiamy. I nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej. Każdy dba o potrzeby drugiego 😊

  10. Nie chodzi nawet o to, żeby mieć swoją kasę na wypadek czarnego scenariusza, tak, jak to ktoś na górze kiedyś napisał. Piszę z perspektywy dziewczyny, która nie ma jeszcze dzieci, ale mimo wszystko napiszę to, co chodzi mi po głowie. Nie tylko kobieta ma prawo czuć bezpieczeństwo finansowe i stabilizację w życiu. Mężczyzna także. Wydaje mi się, że w związku, w którym kobieta także zarabia pieniądze mężczyzna również czuje się bezpieczniej. Wie, że w razie gdyby stracił pracę to nie będzie tak, że dramat i ciągnięcie za sobą na dół kobiety i dzieci (oczywiście w najczarniejszym z możliwych scenariuszy). Jest jakaś opcja B, choćby i mniej opłacalna, ale cały ciężar utrzymania rodziny nie spoczywa na nim.
    Tak samo, jak kobieta może być w pewnym momencie zależna od mężczyzny ze względu na niższą pensję lub przebywanie na urlopie wychowawczym, tak samo mężczyzna może potrzebować kobiecej pomocy, kiedy zachoruje, straci pracę, zmienią się realia na rynku pracy itp. Kochająca, traktowana z szacunkiem kobieta, która jest z tym facetem w dobrym związku pomoże mu tak samo, jak on mógłby pomóc jej. Ta pogardzana, spowiadająca się z każdej złotówki zatroszczy się przede wszystkim o siebie. Wielu opisanych wyżej panów chyba wydaje się nie rozumieć tego, że nawet w najgorszej sytuacji kobieta może poradzić sobie sama i nie ma obowiązku tkwić przy ich boku bez względu na wszystko. Ważne, żebyśmy my to rozumiały.

  11. Jest to straszne o czym piszesz. U mnie w domu mimo nie zawsze kolorowej sytuacji finansowej mój tata dawał przykład wręcz odwrotny – nalegał by mama sobie coś kupiła/poszła do fryzjera, zadbała o siebie bo pracuje z ludźmi i musi wyglądać, poza tym wiedział że kocha buty i skłonny był/jest nawet z nią po nie jechać. W moim związku, gdzie mój partner, choć nie rozumie potrzeby kolejnego nowego ciucha, akceptuje to bo w tych kategoriach nie dzielimy budżetu, każde ma swoje potrzeby. I nie wyobrażam sobie by było inaczej, że liczyłabym na to aż mój partner mi skapnie trochę grosza. Wiadomo, że każdy ma inną sytuację wyjściową, ale jeśli będę kiedyś mieć córkę, to tak jak ty będę jej uczyć niezależności. Nie widzę większego bezpieczeństwa dla kobiety, niż finansowa niezależność.

  12. Dużo dziewczyn pisze tu, że u nich mąż zarabia, ale nie ma żadnej przemocy ekonomicznej, więc nie muszą myśleć o pracy, a mogą się chociażby zająć dziećmi. To super, naprawdę. W moim domu też tak było aż do jednego pamiętnego dnia.

    Przez całe dzieciństwo mama zajmowała się domem, gotowała obiady, pilnowała naszych lekcji itd. Nie była jednak typową kurką domową, bo akurat w tamtych czasach raczej nie brakowało nam pieniędzy. Było i na fajne buty, i na fryzjera, i na wakacje. Mama wyglądała zawsze pięknie. Żyli z tatą szczęśliwie. Aż któregoś dnia mój tata więcej do domu nie przyszedł. Zmarł na ulicy, zupełnie niespodziewanie. Bez żadnej choroby, w młodym wieku.

    Miałam wtedy 12 lat, starszy brat jeszcze chodził do szkoły. Mama ostatni raz pracowała 20 lat wcześniej. Wszystko zaczęło się rozpadać, bo tata prowadził własną działalność, o pracę dla mamy było ciężko, a doświadczenie miała niewielkie. I nagle trzeba było bardzo zakasać rękawy, zrezygnować z wygód i co dziś widzę – ciężko harować, żebyśmy my jej dzieciaki dalej nie żyły w biedzie.

    Nie potrzeba romansu, żeby z dnia na dzień życie wywróciło się do góry nogami. Właśnie dlatego dziś jestem pewna, że rozwój jest najważniejszy. Nawet jeśli zajmujesz się domem, a pracuje mąż to można się doszkalać, uczyć języków czy szukać pracy zdalnej. Można chociaż brać drobne zlecenia, bo jeśli nie pieniądze to chociaż stała obecność na rynku pracy powinna być motywacją.

  13. Szczerze mówiąc, trochę mnie zmroziły niektóre komentarze dziewczyn. “To nie tylko przemoc ekonomiczna, to są chore związki!” Haha, a niby przemoc ekonomiczna jest elementem zdrowych związków? Nie sądzę. I jasne, pięknie jest, jak ludzie się szanują i zachowują porządnie, i wówczas można myśleć, że zarabianie tylko przez jedną stronę jest ok. Niemniej jednak jest to ryzyko, bo życie po prostu jest nieprzewidywalne. Strona zarabiająca zawsze może zniknąć, czy to z powodu kochanki czy rozstania czy śmierci, czy choćby utraty pracy. Przede wszystkim, dywersyfikacja przychodów. Mimo że polska rzeczywistość temu nie sprzyja.

  14. Straszne te cytaty. Nie wyobrażam sobie mieć za męża faceta, który takie rzeczy mi mówi :(, ale w końcu to my wybieramy sobie facetów na partnerów, mężów. Dlaczego kobiety wybierają takich a nie innych mężczyzn?
    Ja mam anioła za męża. Nigdy nie usłyszałam od niego złego słowa, ani on ode mnie. Jesteśmy partnerami w każdej dziedzinie życia. Paweł zajmuje się naszym dzieckiem, w takim samym stopniu jak ja. Wytrze dziecku pupę, nakarmi go, ubierze, pobawi się (dziecko tatę uwielbia), a nawet umyje okna i powiesi firanki.

    1. Ale mój mąż też taki jest, zajmuje się dziećmi, robi coś w domu (choc mniej niż ja). U nas nie ma przemocy. Tyle że życie jest życiem i różne rzeczy się dzieją. Nie posadzam go o to by szukał romansów ale są choroby i wypadki na swiecie. Z dnia na dzień ludzie tracą życie i zdrowie. Jak to mawia moja mama – zakładaj najlepsze, ale przewiduj najgorsze!

  15. Potrzebne są takie teksty. Często kobiety doświadczające przemocy (jakiejkolwiek) nie zdają sobie sprawy, że są w chorej sytuacji. Bo te, które usłyszały zacytowane słowa, są w toksycznej relacji. W opartym na miłości i szacunku związku nikomu nie przyjdzie do głowy taki komentarz.
    I zgadzam się z tym, że niezależnie od wspaniałości i szczodrości partnera, każda dziewczyna powinna mieć swoje pieniądze. Choćby po to, żeby czuć się pewniej i spokojniej.

  16. Z moim mężem jestem w związku od 11 lat, a małżeństwem od 4, wszystko się zmieniło z czasem… a raczej ja otworzyłam oczy.
    I chociaż od 18 roku życia (mam 29) pracuję i zawsze świetnie sobie radziłam, to mąż idealnie robi wszystko żebym robiła opłaty, płaciła za jedzenie itp.
    On nie ma problemu wydać 1000zł. na swoją przyjemność np. piłę, ale jak ja chcę perfumy za 80zł. to już za drogo, po co mi ? jak mam inne, albo można tańsze kupić.
    Otworzyłam oczy, dopiero jak mam syna.
    Wszystkie wydatki są na mojej głowie.
    Zostałam z synem na macierzyńskim, miałam cały czas dochód i nie wyobrażam sobie życia w którym miałabym mężą bądź kogokolwiek prosić o kasę.
    Mam swoją, na swoje potrzeby, na potrzeby syna.
    I to co teraz widzę, to doprowadza mnie do jedynej refleksji nad tym, że czasami ludzie błądzą i mój mąż postępuje podle, ale to on traci.
    Dziwne jest dla mnie jak kobiety siedzą w domu na garnuszku męża.
    Bliski przykład jak moja ciocia, całe życie była na łaskach męża, nigdy nie pracowała, a miała co chciała, jednak pewnego dnia, wujcio znalazł sobie inną kobietkę i teraz płacz… a i do pracy ciężko, bo jak się nigdy nie pracowało, no to jak ?
    Nie to nie dla mnie !
    Ja wolę być niezależna, zawsze powtarzam ,,swoje dupie – sama kupię” wolę być honorowa, niż płakać, że nie mam.
    A to, że wybieramy sobie same mężów to i owszem, ale nie pieprzcie głupot, że na początku to gówniane chłopy z nich byli ?
    Wspaniali, uczynni…. tylko po latach cwani….
    Życie.
    Nie chce mi się już pisać, bo długo bym mogła na temat przemocy ekonomicznej.

  17. A ja się zastanawiam, czy to już to zjawisko, kiedy on pyta, na co tyle wydałam. Wydałam dużo – to fakt, ale przecież nie “na siebie”. I jak nie zdam sprawozdania, na co ile i dlaczego tyle, to “złotówki nie zobaczę”. A ja nawet nie wiem, kiedy, ile i na co poszło z jego strony, bo to on zarabia. Jak mówię, nie, nie kupujmy tego, nie róbmy tego, spłaćmy trochę kredytu za dom, to moje słowa nic nie znaczą. “Nie opłaca mi się” pracować, bo to co, co zarobię, wydam na nianię, pod warunkiem, że znajdę taką, która przyjdzie na 10 godzin…
    Ostatecznie nic się nie zmienia, bo dzieci są dla mnie najważniejsze. Widzę i wiem, jak ważne w ich wczesnym dzieciństwie jest to, że mają mnie tak dużo. Mam poczucie, że moja praca w domu jest bezwartościowa – w końcu po to jestem w domu, żeby sprzątać, gotować, wstawać do dzieci w nocy. Kiedyś oboje pracowaliśmy, robiliśmy zakupy, w sobotę razem sprzątaliśmy. Teraz kubka po kawie czasem do zmywarki nie włoży, a ja wściekam się najbardziej na siebie, bo przecież sama tego chciałam, sama się na to zgodziłam. I wiem, że to moja wina, bo to jest proces – takie rzeczy nie zmieniają się z dnia na dzień.

  18. Wiecie, ja przeżyłam 1,5 roku w związku, w którym facet próbował decydować o MOICH pieniądzach. Ja zarabiałam więcej niż on. A on miał długi. Mając 23 lata facet miał 54 tysiące długu, bo brał chwilówkę za chwilówką (jeszcze zanim się poznaliśmy) i każdą przepieprzał na jakieś pierdoły.
    Teraz prawie rok po kopnięciu go w dupę patrzę na to z perspektywy i się zastanawiał: jaki diabeł we mnie wstąpił, że ja, uchodząca zawsze za przebojową, asertywną, odważną i konkretną osobę tyle czasu siedziałam w tym gównie. Może poszło o to, że od rana do nocy prawie codziennie siedziałam w pracy, więc nie miałam czasu tego przemyśleć? Że wygodniej mi było się nie zastanawiać? Nie musieć się przeprowadzać? Nie wiem. Naprawdę nie rozumiem i chyba nie zrozumiem.
    Ale szanowny pan siedział sobie na własne życzenie na zwolnieniu lekarskim z powodu byle pierdoły, a ja musiałam – MUSIAŁAM – zapieprzać. Bo on tak chciał. Przychodziłam zmęczona o 19 z pracy (zaczynałam o 7, czasem wcześniej) i jeszcze miałam w domu korepetycje z angielskiego. Spiesząc się z pracy do domu, zadzwoniłam żeby przed tymi korepetycjami posprzątał. To jeszcze miałam awanturę! Że jak ja śmiem! Go prosić o posprzątanie! Czy on jest moją służącą?
    KOPAĆ W DUPĘ TYCH NIEROBÓW.
    Nie wiecie nawet jaką ulgę poczułam jak to się skończyło! I dzisiaj wreszcie jestem sobą! Rozwijam się zawodowo, robię to co naprawdę kocham i nie mam pasożyta na utrzymaniu! POLECAM.

  19. Ja mam zupełnie inną sytuację. Obydwoje pracujemy, ja zarabiam nieznacznie więcej, a od partnera nie jestem w stanie wyprosic na rachunki. Wszystko opłacam sama, jedzenie w większości tez muszę kupowac sama, a on nigdy nie ma, bo musial oddac to co pożyczył bo to, bo tamto. Nie wiem czy mozna to podpiąć pod przemoc finansową ale naprawdę mam już dosc tego jego wygodnictwa, bo żyjemy razem, a wszystkie wydatki, łącznie z tymi związanymi z naszą córką, wyżywieniem, wyjściami ponosic muszę tylko ja 🙁 nie pamiętam kiedy kupilam sobie coś tak o bo chcę, a nie bo nie mam innego wyjścia.

  20. Historia mojego zycia, a wlasciwie zycia mojej mamy. Pamietam te blagania o 20 zloty na sniadanie, pamietam jak pozyczala od sasiada, zeby tylko nie music prosic ojca. Pamietam jak trzeba bylo kupic cos do szkoly, a ona przezywala katusze zanim poszla do ojca. No I oczywiscie te: nie idz do pracy, oszukaja cie, lepiej siedz w domu zamiast znikac na cale dnie za 1000zl. W koncu kiedy bylismy z bratem juz na studiach, zaczela zarabiac. I dalej kontrole: wynegocjuj wiecej, co tak malo, kiecki sobie kupujesz zamiast na pralke odlozyc, ciagle cie nie ma. Tak byla stlamszona, ze nawet nie miala dostepu do konta, na ktore wplywaly jej srodki. A ojciec podrozowal z kolegami na wydarzenia sportowe, kupowal na co mial ochote. Mimo 27 lat wciaz do we mnie bardzo siedzi. Moj Maz jest zupelnie inny, odmowilby sobie jedzenia, zeby mi niczego nie brakowalo. Ja pracuje, dokladam duzo do budzetu, a i tak czuje straszne wyrzuty za kazdym razem kiedy ide po zakupy, kiedy musze kupic nowe spodnie albo nie daj Boze lakier do paznokci. Czuje sie zle kiedy musze oplacic telefon albo zjem lunch poza biurem, bo wszyscy ida. Te potwory zyja w mojej glowie i nie umiem sie ich pozbyc.

  21. Mam to szczęście, że od jakiegoś czasu mamy z partnerem wspólny budżet i nigdy nie zdarzyła mi się sytuacja, by mnie z czegoś wyliczył lub zapytał “A po co Ci to”.. Sama pracuję i mimo że zarabiam mniej to chłopak jest dla mnie dużym wsparciem i nieraz sam zachęca, bym sama sobie coś kupiła. Nie wyobrażam sobie sytuacji, by tylko jedna osoba w domu zarabiała. Moja mama długi czas zajmowała się dziećmi i gdy doszło do sytuacji, że jej drugi mąż ją zdradzał nie mogła odejść, bo nie miała własnych środków do życia. To mnie nauczyło, że zawsze należy mieć własne zaplecze finansowe, ale również mieć właściwych ludzi obok siebie – przemoc finansowa nie zależy od tego ile i czy w ogóle zarabiasz, ale z jakim człowiekiem żyjesz pod jednym dachem. Dobrze, że ktoś uświadamia kobiety, by nie dawały się tak traktować.

  22. Ja jestem w takiej sytuacji i już wymiekam. Wcześniej zawsze miałam swoje pieniądze, wszystko zmieniło się,kiedy zaszłam w ciążę i urodziłam drugie dziecko. Od tamtej pory nie pracuję,jestem sama w obcym mieście,bez rodziny. Nie mam z kim zostawić dzieci nawet na 5 minut,bo mąż całe dnie w pracy,a ja nie mam nawet 20 zł na nianie. Wcześniej córka siedziała z niania zanim poszła do przedszkola,było nas na to stać. Mąż ma pracę na etacie i firmę,nie ma go całymi dniami,dom i dzieci są na mojej głowie. Nie mam dostępu do konta męża,o wszystko muszę prosić. Jestem w ciągłym stresie,że skończą się pieluchy albo mleko i znów będę musiała prosić o pieniądze. Jemy bardzo marnie,zrezygnowałam z wszystkiego co niezbędne, np nie kupuje plynu do podłóg,płynu do kurzu,domestosa. Staram się jeść jak najrzadziej,żeby dzieci miały jedzenie i żebym nie musiała za często robić zakupów. Co jakiś czas dostaje pieniądze od rodziców,albo dzieci dostają jakąś kasę,wtedy mogę kupić im coś ekstra. Każda nowa pora roku to horror bo trzeba kupić nowe kurtki czy buty,spędza mi to sen z powiek już kilka tygodni wcześniej. Zakupy robię raz w tygodniu ,zwykle stoję ubrana w przedpokoju i czekam aż mąż da mi pieniądze,czasem czekam i pół godziny na te 200 zł. Kiedy potrzebuje zrobić zakupy to proszę już kilka dni wcześniej o pieniądze. Horror jest kiedy kończy się dużo rzeczy na raz, a ja mam 200 zł na tydzień. Nieraz bywa,że piorę ubrania w szamponie,bo nie stać mnie na proszek. Nie chodzimy nigdzie, potrzebujemy kilku wizyt u lekarza i wciąż je odkładam bo nie mam na to pieniędzy. Nie stać mnie nawet na bilet MPK,żeby pojechać gdzieś z dziećmi. Max często wyjeżdża w delegacje po ok. 1 tydzień,zostawia mi wtedy 50 zł. Jestem w ciągłym stresie,że zabraknie nam jedzenia,albo córka zniszczy buty,bo nie iem kiedy uda mi się kupić jej nowe. Czasem wyciągam mężowi po kryjówki kasę z portfela i kupuje wtedy npna zapas mleko dla młodszego dziecka albo coś miłego dla starszego dziecka. Czekam tylko aż młodsze pójdzie do przedszkola,żebym mogła pójść do pracy i bez stresu mieć na jedzenie.

  23. Moj komentarz odnosi sie do listu Pani z dwojka dzieci, ktorej maz zostawia 50 zlotych na tydzien na rodzine. Tutaj jestem anonimowa. Nie chce oceniac kobiet, ktore sie na to godza. Moja mama byla jedna z nich, a poniewaz wyrosla w patologicznej rodzinie, nie umiala odroznic dobra od zla. Ale wiem jaki wplyw ta sytuacja miala na mnie i mojego brata. Mimo, ze jestesmy dzis doroslymi, dobrze zarabiajacymi i swiadomymi problemu ludzmi. Ja do tej pory czuje ogromne wyrzuty sumienia, kiedy cos kupuje. I nie mowie tu o ubraniach czy szmince, mowie o chlebie, proszku czy nawet oplacie rachunkow! W restauracji czy kinie nigdy sie nie relaksuje, panicznie boje sie wydania pieniedzy. Nie potrafie ocenic czy wydalam na cos duzo czy malo. Nigdy nie bylam w SPA, u kosmetyczki, na paznokciach. Pytam o zdanie meza jak chce kupic bluzke czy wywolac zdjecia, a on jest wtedy zdziwiony, ze po co w ogole sie konsultuje. Mamy odlozone na czarna godzine 100 tys zl, a ja i tak sie boje ze umrzemy z glodu. Ten stres zabija cala radosc zycia. Moj brat za to wyrosl na strasznego skapca. Nawet jak pojedzie na wakacje, to zamiast opowiedziec wrazenia, wymienia mi ceny posilkow, piwa czy biletu na metro w Barcelonie.
    Ze swojej strony dodam, ze moj Maz nigdy niczego mi nie wypomnial – zadnego zakupu czy nawet kary ktora musialam kiedys zaplacic za spozniona oplate na studia.
    Takze Kochani, bedac w takiej sytuacji pomyslcie prosze o dzieciach!

  24. Pracuje na cały etat, robię zakupy, sprzątam piore i prasuje. On od czasu do czasu coś posprząta, ale rzadko bo jest zmęczony po pracy. Płacę czynsz, wszystkie rachunki, kupuję jedzenie i różne rzeczy do domu, wyjścia, czasem bilety do kina, prezenty dla bliskich. Jednym słowem za wszystkie bieżące wydatki, które pojawiają się w miesiącu. Wydaje na to całą wypłatę. Nie zostaje mi nic. Bardzo trudno mi odłożyć jakiś grosz, choć czasami mi się udaje. Od ponad roku nie byłam u fryzjera, mam jedną parę butów na zimę od prawie 3lat. Im więcej zarabiam, tym więcej wydatków spada na moje barki. Zaczynałam od pensji minimalnej (i wtedy o dziwo miałam oszczędności, bo wydatki byly tylko moje) teraz mam ponad 3tys. Na rękę i wydaje wszystko w miesiącu. On zarabia dwa razy tyle ale wszystko odkłada, bo jak tłumaczy to nie jego pieniądze, tylko firmowe. Ma duże oszczędności, z których płaci ratę kredytu (1000zl). Generalnie od czasu do czasu poniesie jakiś większy wydatek, który w skali roku i tak jest mniejszy niz suma moich wydatków na nasze potrzeby. A co mi nie pasuje? A to, że przy okazji różnych kłótni każe mi wy***rdalac z mieszkania, bo gdyby nie on wcale byśmy go nie mieli, wynosić się do mamusi, nie tykac kluczyków do wspólnego auta. Generalnie, że mieszkanie i auto jest jego (w świetle prawa jest wspólne), to on zapewnia wakacje raz w roku a ja jestem popierdolka. Wiele razy rozmawiałam i klocilam się z nim o to, że taki podział wydatków mi nie pasuje, że chciałabym dzielić się i kredytem i wydatkami na mieszkanie na pół. Dzięki temu mogłabym robić oszczędności, ja swoje on swoje i razem przeznaczalibysmy je na większe wydatki. Nie musiałabym słuchać że gdyby nie on to byśmy nic nie mieli. Nie musiałabym prosić o pieniądze, kiedy pojawi się jakiś niespodziewany wydatek przewyższający mój budżet. Nie musiałabym czuć się winna kupując sobie jakiś ciuch z pieniędzy przeznaczonych na jedzenie (mówię o moich własnych pieniądzach) Nie chcę się rozstawać ale boję się co będzie kiedy musiałabym np. Z jakiegoś powodu zrezygnować z pracy. Najbardziej boli mnie to że mój wkład we wspólne życie domowe jest tak umniejszany. Czuję się gorsza, niezaradna, słabsza. I on mi o tym chętnie przypomina, kiedy ma gorszy humor.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *