Po co pojechaliśmy do Londynu? 

Londyn?  Tak, bardzo. 🙂 Lubię duże miasta, a to jest ogromne. Fajne. Ale na tydzień maksymalnie. I mniej więcej tyle tam byliśmy.

11 kwietnia wylądowaliśmy na Stansted. Dwie małe dziewczynki, trójka dorosłych (w tym jedna osoba w ciąży), jeden duży plecak, jedna walizka, dwa małe plecaki, torba i wózek. Szybkie posamolotowe siku, bilety na National Express i szukanie stanowiska, z którego odjeżdżają autobusy do Londynu. A mi tak strasznie chce się kawy. I jeść. O, obok jest Cafe Nero, w którym pierwszy raz w czasie tego wyjazdu wydajemy majątek na dosłownie kilka rzeczy.

Pakujemy się do autobusu, oddychając z ulgą, że pozbyliśmy się ciężarów do noszenia i ciągnięcia za sobą. Dziewczyny szybko zasypiają, a my przez godzinę patrzymy w ciszy przez okno nie mogąc doczekać się tego Londynu dla turystów, widoku London Eye i czerwonych budek telefonicznych.

Wysiadamy w jesiennym Londynie. – Dobrze, że nie pada – to zdanie będzie przez nas rzucane jeszcze wielokrotnie w czasie tego wyjazdu.

Dziewczyny lądują w wózku specjalnie na wyjazd przygotowanym przez Dziadka, który z jednoosobowego zrobił dwu. 1,5 roku temu byliśmy w tym samym składzie w Budapszcie i Pradze, w towarzystwie wózka dla bliźniaków. Wizja taszczenia wszędzie ciężkiej, ogromnej ,,krowy” wydawała się przerażająca. Nie to co lekki, wąski wózek. 🙂

Przeszliśmy tak połowę Londynu. Z bagażami i dziewczynami w wózku. Około 17:00 byliśmy już nie tyle wykończeni, co w pobliżu naszego apartamentu. Ależ to była ulga!

Londyn jest piękny.

Pojechaliśmy do Londynu odpocząć, nie zwiedzać i odhaczać punkty na liście rzeczy do zobaczenia. Tak naprawdę wszystko zobaczyliśmy niby przypadkiem – to, na co mieliśmy ochotę, bo w Londynie byliśmy już wcześniej –  po drodze, miksując miejsca nas interesujące, z tymi interesujące Dziewczynki, czyli place zabaw… Plac zabaw i frytki to były dwa hasła tego wyjazdu.

Londyn upewnił nas w przekonaniu, że nie ma co planować. Londyński spontan to najlepsza opcja na poznawanie go. I bardzo zabawna. Karmienie orzechami opasłych wiewiórek, tłumaczenie, czemu ten pan jest czekoladowy i czy go można zjeść. Uczenie dzieci tekstu ,,any money”, by wykorzystać to, że wszyscy na widok Dziewczynek w swoim powozie uśmiechali się do nas.

Mój plan na cały wyjazd? Tate, Barbican, Greegs (cheese and onion pasty, please!), Borough Market i choć jeden charity shop. 🙂  Tylko tyle. No i Przyjaciele. Dobrze, że jesteście! <3

Nie będę pisać o tym, co robić w Londynie, bo my głównie spacerowaliśmy. Ale może uda mi się opisać ten wyjazd skupiając się na dzieciach, co Wy na to? Napiszę o tym, że warto przez pół dnia jeździć autobusami i o tym, jak spóźniliśmy się na samolot do Polski i czy nocowanie na lotnisku jest dobrym pomysłem 🙂

A teraz zdjęcia z Londynu.

 

 

14 komentarzy

  1. Super zdjęcia <3 ja nigdy się nie mogę zmobilizować, aby wrzucić w rozsądnym czasie zdjęcia z podróży. Moje foty z lutowego Berlina nadal czekają na swoją kolej 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *