
Obudziłam sie o 5:00. Nie mogłam spać. Gałęzie uderzają w okna raz za razem, jakby ktoś w pokoju obok całą noc mył naczynia. Patrzę przez okno, wielkie, stare, białe. Za bardzo wieje, by była ładna pogoda.
Miałam rację.
Obok mnie śpi w poprzek mała dziewczynka, dobrze, że łóżko jest duże. Jej nic nie przeszkadza. Dwa metry ode mnie leży druga mała dziewczynka, która chyba ma ten sam problem, co ja – nie może spać.
Tadam! Takim oto sposobem wszyscy jak zombie zaczynamy dzień o świcie. Jedni kawą, drudzy płatkami kolagenowymi pod oczy, trzeci płaczem, czwarci Peppa.
Jest 20:36, do tej pory czuję to poranne wstawanie. Pierwszy raz jestem na urlopie, na którym mam ochotę leżeć w łózku i gapić się w sufit.
Nie wiem, co jest takiego w podwójnym wózku, ale wszyscy na nas patrzą. Gdy sama z Dziewczynami jeżdziłam sobie po Budapeszcie, wszyscy sie do mnie uśmiechali. Stałam pod spożywczym ze śpiącą Ina i Milą i patrzyłam sobie na ludzi. Spojrzenie na wózek, potem na mnie, znowu na wózek i serdeczny uśmiech. Emilka zapytała, czemu nie wyciagnęłam kubeczka. Byłoby na kolację. 🙂
Jestem zmeczona. Idziemy spać. Dobrej nocy! <3



































