
Są takie miasta, po których chciałoby się codziennie chodzić, ale ze świeżym spojrzeniem turysty. Lubię Pragę. 10 lat temu nie zrobiła na mnie aż takiego wrażenia, a może patrzyłam w złą stronę. Ale teraz? Praga, Prażka, Prażunia, nie pozwolę umrzec tej przyjaźni!
Śmiałam się, że Budapeszt to takie podobne miasto do Pragi. Są domy ludzie, samochody… Podobna konstrukcja miasta, wzgórze po jednej stronie rzeki, Stare Miasto po drugiej stronie rzeki. Statki pływają, turyści robią zdjęcia, kupują lokalne czekolady i próbują się dogadać po angielsku. Tłum. A jednak…
Lubię Pragę, nawet gdy szczuje mnie śmiercią przez rozjechanie. Zielone światło trwa tylko 3 sekundy, co sprawia, że zanim mózg wyśle sygnał, by prawa noga poszła do przodu, mija pierwsza. Czerwone zapala się, gdy robię 3 kroki i co teraz? Adrenalina, tego było mi trzeba!
Pozwala mi robić to, co lubię. Nie zmienia mnie na siłę. Mogę tylko chodzić po ulicach, nie musze nic zwiedzać, podziwiać, odhaczać punktów na liście ,,must see”. Mogę sobie tam być i tyle.
Zobaczcie moje ulubione chwile z urlopu. Praga <3













































