Pierścionek zaręczynowy ale trochę inny

Fajnie, gdy jest to coś pamiątkowego. Coś starego. Coś wyjątkowego, co przypomina o dobrych momentach. I coś ładnego, z charakterem. Pierścionek zaręczynowy taki powinien być. 

Waśnie pokazuje Wam najładniejsze rzeczy, jakie mam. Trochę ich mało, ale już dawno pozbyłam się tego, co nie miało dla mnie żadnej wartości, nawet tej materialnej. I nie jest to pierścionek zaręczynowy.

Kiedyś moja filozofią życiową było ,,dużo, tanio, Tesco”, a teraz – wolę mniej, ale żeby było aż ciężkie od myśli, wspomnień, symboli.

Nie mam więcej. Jest tu mój prezent, który dostałam na 18-stkę, ten ciężki, z dwoma kulkami, który nosi się na małym palcu.  Dwa, kanciaste są od Aliny Filimoniuk, kupione 4 lata temu. Ten z bursztynem wypatrzyłam sobie kiedyś w Olsztynie. Biały kupiłam W Pradze, projekt Shit Happens.  Był jeden, jedyny, kupiłam oczywiście za duży – nie mogłam się powstrzymać, mimo 24h na przemyślenia dotyczące słuszności mojego wyboru. Ta druga biała obrączka jest szklana, kupiona w sklepie z takimi ,,indyjskimi” gadżetami. Kupiłam ją, by podtrzymywała ten z Pragi 🙂 Złot pierścionek został opisany w tym poście.

Pokazuję Wam to wszystko, by może kogoś zainspirować, że fajnie jest mieć mniej, ale bardziej wartościowych rzeczy. Takich, o których można coś opowiedzieć. Takich, które można przekazać córce za kilkadziesiąt lat, razem z tą całą historią, z przemyśleniami dotyczącymi tego momentu w moim życiu.

Kolejny punkt na drodze do zostania minimalistką w realu, to pozbycie się całego ,,badziewia”, który kupiłam sobie niesiona falą chwili, a leży to nieużywane.

Szukam w życiu znaczenia, uważności, konkretów. Nawet, jeśli miałabym się dziś skupiać tylko na pierścionkach – znajdę.

____________________________________

Na pewno niektóre z Was wejdą w ten post wpisując frazę pierścionek zaręczynowy. To dobrze. 🙂 Bo jesli chodzi o tak poważne życiowe wybory, jak ślub, też trzeba pamietać o tym, by szukać w życiu rzeczy i osób, ktore mają dla nas prawdziwe znaczenie.

Pierścionek zaręczynowy Pierścionek zaręczynowy Pierścionek zaręczynowy

Zdjęcia zrobiła Jasińska.

10 komentarzy

  1. Ja pozbyłam sie całej biżuterii od osoby która mnie skrzywdziła … Były drogie ale nie muszę ich posiadać , bo beda sie kojarzyły tylko z jednym….. Bólem i cierpieniem

  2. Ja mam jeden pierscionek. Od ukochanego, ale praktycznie kupilam go sobie sama, wiec to tez prezent ode mnie dla mnie – dwa w jednym. Teraz zazyczylam sobie naszyjnik, to bedzie prezent znow na Gwiazdke i od tych samych dwoch bliskich mi osob 😉

  3. Mieć mniej? Kochana, nie mam ani jednego pierścionka. Cała moja biżuteria to bursztynowe serduszko kupione w liceum w Krakowie, na łańcuszku (którego i tak nie noszę). Chyba przez całe swoje czterdziestoletnie letnie życie nie miałam tyle biżu ile Ty teraz, co najwyżej pożyczyłam coś od mamy, albo dostałam w prezencie od babci, ale potem mama mi te prezenty sprzedała w lombardzie, żeby przez dwa dni zjeść obiad. Chyba mam inne pojęcie o minimalizmie. Co innego książki, tych nigdy za wiele. 😉

    1. “Twoje” pojęcie minimalizmu jest “najlepsze”, bo nie kolekcjonujesz zbędnych błyskotek (o, tak – książki to co innego 🙂 Brawo Ty! Czujemy się takie próżne – my, ofiary konsumpcjonizmu!

  4. Ja akurat jestem niepierścionkowa, nawet zamiast zaręczynowego kazałam sobie kupić coś innego i bardziej praktycznego, co przyda mi się w pracy (taka ze mnie pragmatyczna minimalistka), ale rozumiem ideę szukania konkretu, sensa i wybieraniu rzeczy, które rzeczywiście mają znaczenie – nawet, jeśli ma być ich trochę mniej.

  5. Hej może zrobisz post o tym co byś poradziła swojej 20-letniej wersji siebie albo osoba będącym aktualnie w tym wieku? :> Dziękuję że jesteś, jesteś bardzo inspirująca :)! Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *