Maria, 42 lata. Jest za stara na miłość. 

— Wczoraj siostra mojej mamy, ze zrozumieniem w głosie powiedziała, że jestem jak ona starą panną. O mnie, rozumiesz? Że jestem starą panną… — mówi Marysia i kreci głową. Chyba ją to zabolało. 

Marysia ma 42 lata i jest samodzielną, wymagająca, ciepłą kobietą. Po przejściach, ale też na początku swojej drogi. Jest na tym etapie życia, gdzie wszystko może. Może sobie wybrać faceta, jakiego chce. Może sobie wybrać projekt, jaki chce. Może sobie wybrać, czego nie chce. I tak też robi. 

— Powiedziałam cioci, że 40-stka to nowa 30-stka i że wolę być sama, niż być z byle jakim panem, który być może wymagałby ode mnie dożywotniego obsługiwania — mówi. — I wiesz, jest mi trochę przykro. Przyznaję się. Tyle pracy nad sobą, sukcesy zawodowe, spokojne życia, nawet na pilates chodzę regularnie, a finalnie i tak na moim nagrobku napisaliby: ,,Maria. Rodzina ubolewa, że nie miała męża’’ — wzięła łyk kawy, położyła nogi w góralskich skarpetach na stole. — Mój stół, moje skarpety, mogę — uśmiecha się. 

Właśnie, moje. Pamiętam, jak kilka lat temu, gdy moje własne rozstanie z tatą mojej córki było jeszcze niczym grzyb w piwnicy po zalaniu przez nawałnicę,  moja prywatna mama powiedziała, że mnie podziwia, że żyję po swojemu. Ja sama wtedy tego nie czułam, ale było mi miło. 

— Zabolało Cię to, że się wtrąciła i oceniła, czy może faktycznie zagrała na najczulszych strunach twej duszy — zaśmiałam się, bo zabrzmiało jak tekst do piosenki disco polo. 

— Zagrała, oj zagrała. Tak mnie tym wyprowadziła z równowagi, że pół dnia się zbierałam w sobie — Marysia zdjęcia nogi ze stołu. — Bo ja naprawdę chcę się zakochać, uważam, że zakochanie to jedno z najprzyjemniejszych uczuć na świecie. Ale, na Boga!, nic na siłę. Nie jestem byle kim, by brać byle kogo. 

— Czujesz się samotna? — pytam cicho.

— A pewnie, przynajmniej raz dziennie. Ale za duża jestem, by nie brać pod uwagę konsekwencji własnych wyborów. Co mi z tego, że zwiążę się z kimś, skoro to będzie miłość na siłę i tylko na chwilę. Za kilka lat będę w tym samym punkcie, a będzie mi jeszcze trudniej, bo będę starsza i jeszcze bardziej rozczarowana. Boję się tego.

— Czego?

— Wszystkiego. Tego, że jestem za stara, by się zakochać. Z drugiej strony jestem za młoda, żeby się nie zakochać. 

Jakiś czas temu podczas live na Instagramie z Dominiką z WhitePointShoes, powiedziałam, że nigdy nie miałam takiej myśli, że już się nie zakocham, że nie spotkam miłości życia, że będę samotna. Bo ja po prostu życzę sobie zawsze wszystkiego najlepszego. Nie było więc pytania „czy”, ale „kiedy”. 

— Pewnie, że bym chciała mieć męża, dzieci, spokojny dom, rodzinne plany na przyszłość. Naprawdę, chciałabym. Ale czy taka ja, taka, jaka jestem dziś, samodzielna, fajna, odważna, to za mało?

To wszystko schemat. A my, jako ludzie, w schematach czujemy się bezpiecznie. Stanowią ramy w naszym życiu, to wskazówki, dzięki którym wiemy mniej więcej, w którą stronę mamy iść. Ale to tylko ramy, tylko wskazówki, tylko schematy. TYLKO. 

Jedynym wyznacznikiem, którym powinniśmy się kierować tak naprawdę, to nasze szczęście. To powinien być punkt wyjścia, baza wszystkich naszych wyborów i działań. 

— No ale Monika, szczęście to pojęcie względne. Zresztą dobrze wiesz, że szczęśliwym się bywa, a nie jest. Gdybym kierowała się w życiu tylko szczęściem, to na każdy kolejny krok  musiałabym czekać tygodniami — mówi Marysia poirytowana.

— Dla mnie szczęście to harmonia, spokój, brak stresu, poczucie bezpieczeństwa, uczucie, że wszystko jest na swoim miejscu. Nie potrzebuję w życiu fajerwerków, by czuć się szczęśliwa —  mówię. 

— No dla mnie w sumie też. Tak, jak było do tej pory, było dobrze. No i komu to przeszkadzało? 

I komu to przeszkadzało? Czy komuś, kto razem z Tobą dźwiga na barkach życie? Komuś, kto jest z Tobą na dobre i złe? Komuś, kto bierze odpowiedzialność za Ciebie, albo choć pół na pół?

Nie.

Szanuję styl życia innych ludzi. Już teraz wiem, że życie bywa nieprzewidywalne i w mgnieniu oka szczęśliwy obrazem przestaje być spełnieniem marzeń. Po prostu na pewne rzeczy nie mamy wpływu.

Naszą uwagę powinna zdobyć po prostu akceptacja. Akceptacja innych osób i ich sposobu na życie. A także akceptacja tego, co u nas się dzieje. Akceptacja tego, czego nie ma, lub jeszcze nie ma, ale przede wszystkim tego, co jest. W innym przypadku fundujemy sobie życie w poczuciu braku. Ile można tak żyć? 

Maria ma 42 lata i nie ma męża. Podobno jest już za stara, by się zakochać. A ja widzę młoda, energiczną dziewczynę, która dopiero odpala wrotki. I wiem, że jak już będzie gotowa na miłość, to ona przyjdzie i wtedy Marysia powie, że warto było czekać.

I będzie czuła, że tak właśnie miało być. I to, że była starą panną, singielką, kobietą po przejściach, która całe życie ma jeszcze przed sobą, będzie jej atutem. Te wszystkie puzzle są nam potrzebne, by w tym życiu układać się po swojemu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *