Kiedy ,,bój się i działaj” jest niezdrowe, czyli o lęku, którym trzeba się zaopiekować, zanim przejmie nad nami kontrolę.

,,Bój się i działaj’’ zupełnie przypadkiem stało się hasłem, którym staram kierować się w życiu. Dodawało mi odwagi i motywowało, gdy chciałam odłożyć działania na później. Później, czyli do momentu, gdy poczuję, że jestem gotowa, choć zawsze podświadomie wiedziałam, że na pewne rzeczy po prostu trzeba się zdobyć, bo gotowość nigdy nie przyjdzie.

Podczas pisania książki właśnie o tytule „Bój się i działaj” poczułam, że muszę także zaznaczyć i to stanowczo, że działanie na siłę, wbrew sobie, bez litości i bez odpoczynku jest złe. Interpretowanie tego hasła jako odezwę do przekraczania swoich granic wbrew sobie, nie jest dobre. Jest niszczące i krzywdzące. 

Praca nad sobą może odbywać się w wolnym tempie. Rozwijanie się również nie musi nabierać kosmicznej prędkości. To my ustalamy zasady, którymi kierujemy się w życiu. 

2020 rok…

Nie chodzi mi wcale o lockdown i ogólnoświatowe rozdrażnienie i lęk. 

Zeszły rok dał mi sygnał ostrzegawczy. Nie miałam siły ani ochoty na pracę, nie umiałam znaleźć w sobie motywacji do działania. Oczywiście znajdowałam ją na siłę, przekraczając moje granice, ale jednocześnie czułam, że czas na zmiany, bo nie jestem szczęśliwa, jestem zmęczona, sfrustrowana, smutna. Oczywiście na to wpływ miało wiele czynników — pisałam o tym we wpisie, na który także Cię zapraszam. Jest to wpis napisany we współpracy z serwisem HeyDoc i ten materiał, który czytasz teraz, jest również efektem naszej współpracy.  

>> Dorwij frustrację, zanim ona dorwie ciebie!

Uważam, że zielone światło do tego, by zdobywać świat, jest wtedy, gdy mamy na to przestrzeń, gdy nasze potrzeby są zaopiekowane, gdy nasze relacje są uporządkowane, gdy nasze zdrowie jest zadbane i gdy czujemy się ze sobą bezpiecznie. Sądzę, że porywanie się na życiowe wyzwania mając z tyłu głowy cały życiowy bałagan, który nam towarzyszy, nie jest zdrowe. Nadwyręża nas jeszcze bardziej, wymaga jeszcze większego poświęcenia, wyciąga z nas resztki energii, jednocześnie nie dając szans na ich naładowanie. 

Skąd to wiem? Bo tego doświadczyłam. 2020 rok mnie nadwyrężył tak, że moim postanowieniem noworocznym było zaopiekowanie się sobą, zwolnienie tego pędu, który do tej pory wydawał mi się naturalny.

Kiedy „bój się i działaj” jest niezdrowe?

Jestem fanką brania życia we własne ręce i motywowania się do rozwoju, do pracy nad sobą, do przekraczania swoich granic. Ale też zawsze powtarzam — róbmy to na własnych zasadach. Grajmy według własnych reguł, a nie reguł narzuconych przez osoby, które mają inną odporność na życiowe zwroty akcji, które mają inne doświadczenia, inną kondycję, inny tryb życia. 

Życie ponad siły nie dość, że nie jest satysfakcjonujące, to jeszcze jest po prostu niezdrowe. Tracimy energię, a to sprawia, że stresujemy się jej brakiem i zastanawiamy, co zrobić, by nie stracić tempa. Narzucamy na siebie zatem presję, by nie wypaść z rytmu, by dalej dawać z siebie 100%, choć baterie mamy naładowane ledwo na 50%. 

Nasz organizm jest przeciążony. Zaczynamy czuć się źle nie tylko psychicznie, ale i fizycznie, w końcu nasz cały organizm pracuje ponad siły, nie tylko umysł. Wydaje nam się wtedy, że jesteśmy chorzy, co jeszcze gorzej wpływa na nasze samopoczucie.

I to jest sygnał, by poprosić o pomoc.

Każdy niepokój i każdy lęk jest właściwym sygnałem, by szukać pomocy. 

To właśnie podczas wywiadu z Magdaleną Juchniewicz, który został opublikowany w mojej książce „Bój się i działaj”, padły słowa, że to „bój się i działaj” może być cofnięciem się o kilka kroków, by o siebie zadbać, by poznać nasze realne potrzeby, zastanowić się, co nam służy.

To nie zawsze chodzi o to, by być bardziej, robić więcej, być super aktywnym i wciąż i wciąż wspinać się po nowe. Czasem to „bój się i działaj” to zadbanie o siebie, choć okoliczności pozwalają nam sądzić, że nie ma na to czasu, że nie możemy odpuścić.

Możemy i powinniśmy, gdy organizm daje nam sygnał, że czas się zatrzymać. Gdy czujemy lęk, niepokój. 

O tym rozmawiałam z Magdaleną Juchniewicz, która na co dzień pomaga Wysoko Wrażliwym Osobom zrozumieć siebie. 

Monika: Boimy się bać, bo często osoba, która czuje lęk, która ma obawy, diagnozuje się jako osoba chora. A przecież jest wiele czynników, które sprawiają, że jesteśmy płochliwi, ostrożni, przestraszeni, niepewni. Jakoś tak naturalnie te obawy zestawiły mi się z emocjami osób wysoko wrażliwych. Rozumienie nas samych czasem wygląda tak, jakbyśmy byli za szybą.  

Magda: To, że czujemy lęk, nie oznacza od razu jednostki chorobowej. To oznacza, że znaleźliśmy się w trudnej, niezrozumiałej dla nas sytuacji, która uruchomiła psychosomatyczne sygnały. Wszystkie sytuacje, które powodowały u nas stres, życiowy pęd, choroby, niepewność, zamartwianie się, problemy rodzinne powodują, że coś w nas pęka. Budzimy się w nocy z lękiem, z uczuciem niepokoju. Wtedy trzeba się zatrzymać i zastanowić, z czego to wynika, sprowadzić się na ziemię. 

Często, zamiast się zatrzymać, wariujemy, doszukując się choroby psychicznej.

Uważam, że każdą sytuację należy skonsultować, bo każdy z nas jest inny, ma inne doświadczenia, inną kondycję ciała. Każdy niepokój i każdy lęk jest właściwym sygnałem, by szukać pomocy. 

Bywa też tak, że jeśli źle się czujemy, często przyspieszamy tempo życia, żeby zagłuszyć i przeczekać ten lęk czy presję. 

To się właśnie tak zaczyna, od małych lęków, które bagatelizujemy, które uważamy za chwilową słabość, które omijamy, nie chcemy słyszeć. Te obawy cały czas w nas są, ale nie zrozumiane, prowadzą do takiej sytuacji, gdy przeżywamy ekstremalny atak paniki. I właśnie wtedy nam się wydaje, że jesteśmy bardzo, bardzo chorzy. 

Nawet jak się nam „tylko wydaje”, powinniśmy to skonsultować. 

Tak, bo to znaczy, że system nerwowy jest rozregulowany, nie ma równowagi. 

Ani w ciele, ani w życiu. Budzimy się z lękiem i myślimy, że to dlatego, że wciąż mamy za mało, nie doganiamy naszego celu. Lekiem na całe zło wydaje się być zdobycie kolejnego sukcesu, zrealizowanie kolejnego projektu. Ale to nie to. 

Chcemy więcej i więcej, bo widzimy, że inni mogą, tylko że każdy z nas ma inną wrażliwość. Gdy też chcesz wciąż przekraczać swoje granice, ale nie możesz, bo nie masz siły, nakładasz na siebie nową presję. Popadasz w jeszcze większy lęk, co powoduje, że czujesz jeszcze większe zagubienie.

Jaki zatem powinien być schemat działania? 

W momencie, w którym czujesz lęk, robisz dwie rzeczy. Zatrzymujesz się i szukasz pomocy. Pomoc może być różna, sięgasz po taką, która jest dla Ciebie dostępna. To może być telefon do przyjaciółki, konsultacja z lekarzem, rozmowa z kimś bliskim. Zgłaszasz komuś, że potrzebujesz pomocy, mówisz o tym, co czujesz i co się z Tobą dzieje. 

A czego nie robić?

Na pewno nie uciekać w pracę, nie uciekać w randki, imprezy. Nie wolno zagłuszać tego wrzasku ciała o pomoc. 

Chciałabym też zaznaczyć, że nie zawsze to musi być uczucie lęku, nie zawsze tym impulsem będzie atak paniki. Czasem to są bezsenne noce, totalne przemęczenie, migreny dzień w dzień, wypadające włosy, ból w ciele.

Jeżeli wrażliwiec nie czuje tego lęku, nie reaguje na swoje własne emocje, to ten lęk przechodzi w ciało i zaczyna czuć ten lęk fizycznie, na przykład drętwieją mięśnie, nie może zasnąć, odczuwa ogromne problemy gastryczne, ma rozregulowane jelita. Bywa, że osoby nawet tych sygnałów nie odczytują, biorą tabletki na ból głowy i idą dalej. Tylko że na totalne zmęczenie nie ma tabletki.   

Jest jeszcze jedna szkodliwa postawa. Często myślimy, i mówię tu też o sobie, że nie możemy odpuścić, bo nikt za nas czegoś nie zrobi. Czujemy, że musimy nad wszystkim panować i nie mamy jak, nie mamy komu przekazać obowiązków, które nas przerastają. Więc nawet jeśli czujemy, że nie dajemy rady, to nie odpuszczamy. 

Po dwóch tygodniach urlopu wróciłam do pracy i dostałam takiej migreny, że myślałam, że zadzwonię po pogotowie. Nie wydarzyło się nic strasznego, po prostu wróciłam do pracy. Też sobie mówiłam, że muszę zostać w pracy, bo mam kredyt, bo mam obowiązki, bo kieruję zespołem. Nie odpuściłam, a efekt był taki, że nie byłam w stanie prowadzić konsultacji, czyli zarabiać, nie byłam w stanie kreatywnie myśleć. Paradoksalnie sama sobie zaprzeczyłam, wmówiłam sobie, że muszę pracować, a nie mogłam. Cierpiałam z myślą o obowiązkach, których przez ten ból i tak nie mogłam wypełnić. To perfekcjonizm połączony z poczuciem obowiązku. 

Szkoda tylko, że odpowiedzialność za nas samych jest na ostatnim miejscu.

Zrobiłam wtedy test. Odpuściłam wszystko, co mogłam. Uparłam się, że teraz ważne jest moje zdrowie. Efekt był taki, że się wypłakałam, wypiłam w spokoju kawę, wróciłam do pracy i zrobiłam wszystko, co do mnie należało. Jest takie hasło: jak w samolocie leci matka z dzieckiem, to sobie najpierw zakłada maskę tlenową. I to jest prawda. Zawsze najpierw trzeba pomóc sobie. 

Mam wrażenie, że wszyscy jedziemy na deficytach, to jest styl życia naszego pokolenia. Musimy sobie przypominać o odpoczynku, on nie jest wpisany w nasz tydzień. 

Wciąż słyszę pytanie, jak to zmienić. Trzeba rozwalić system, czyli cofnąć się, poprosić o pomoc. Rozwiązania są proste, jeśli nie pozwalasz sobie na wyleczenie emocji, bo np. masz kredyt hipoteczny i boisz się, że nie dasz rady go spłacać, odkładasz pieniądze na wypadek gorszej formy. Trzeba myśleć strategicznie, bo nie ma sposobu na to, by wrażliwe osoby żyły, nie chorowały i zarabiały pieniądze. Trudno się zarabia pieniądze, gdy czujemy się rozwalone wewnętrznie. Chcemy się realizować, pełnimy kilkanaście funkcji w życiu, chcemy być super matkami, żonami, a z czegoś trzeba zrezygnować. Warto sobie przewartościować priorytety, powiedzieć, dobra, nie będę szybko bogata, bo nie daję rady pracować 24/7, ale nie będę miała stanów lękowych, nie będę miała nerwicy, nie będę miała migren i nie rozstroją mi się jelita. 

Otaczamy się osobami, które są w tak samo niezdrowym pędzie co my. Tylko każdy z nas ma inną odporność na życie. 

Widzisz, że koleżanka pracuje dzień w dzień po 12 godzin, a ty tak nie umiesz. Porównujesz się, nakładasz presję i później z nerwów nie możesz spać, co powoduje, że jesteś wyczerpana i nie możesz wydajnie pracować nawet 8 godzin dziennie.  

Mam też wrażenie, że w dzisiejszym świecie spokój i odpoczynek jest luksusem, a my często nie czujemy, że zasługujemy na luksus. W dodatku mamy lęki już nie tylko związane z brakiem pieniędzy, ale z poczuciem odrzucenia, bycia niewystarczającą, odczuwamy upływ czasu. Poza tym mówiąc sobie stop, bywa, że rezygnujemy z możliwości, które mogłyby do nas przyjść. 

Jest takie ważne pytanie. Czy to, do czego ja dążę, jest moje? Jedziemy na schematach, przekonaniach. Okazuje się, że praca, którą wykonujemy, nie jest nasza, bo w ogóle nie to chcemy w życiu robić. Otoczenie, w którym przebywamy, nie jest dla nas zdrowe, nie jest nasze, a boimy się sprawić komuś przykrość, czyli znów skupiamy się na innych, nie na sobie. Bo gdybyśmy były ze sobą szczere, już dawno wykasowałybyśmy kilka osób z listy kontaktów w telefonie. Chciej chcieć!

I chciej sobie pomóc, bo gdy raz poprosisz o pomoc, wykażesz się choć najmniejszą inicjatywą, pójdziesz na warsztaty, na konsultacje, umówisz się na wizytę u lekarza, to potem już popłyniesz, już uruchomisz falę dobrych zmian. Ta lekcja jest tak uwalniająca, że nie chcesz z tego rezygnować. Ale ten pierwszy krok jest właśnie najtrudniejszy.

Trzeba iść za impulsem. Jak czujesz, że jest ci źle, a masz dopiero 30, 40, 50 lat i wiesz, że to nienaturalne się tak źle czuć, weź ten telefon i napisz wiadomość, zadzwoń, umów się na wizytę. Za tym idzie strach, ale po drugiej stronie strachu czeka zrozumienie. Wracamy do ,,bój się i działaj’’. Bój się i działaj, ale pamiętaj, że masz prawo do słabości. Ty określasz, kiedy się dobrze czujesz, a nie ludzie naokoło. 

To „działaj” nie powinno być skierowane do innych, tylko do nas samych. To „działaj” może nam służyć. 

Zobacz > Wyczuj, jakie to dla Ciebie jest > Podejmij decyzję > Działaj

Poprosiłam o komentarz psychologa i psychoterapeutę Krzysztofa Kropisza, z którym na co dzień konsultują się osoby korzystające z serwisu HeyDoc.  

“By prosić o pomoc, najpierw musimy zdać sobie sprawę, że nie prowadzimy tak udanego życia jak byśmy mogli.

Zobacz — Wyczuj, jakie to dla Ciebie jest — Podejmij decyzję — Działaj. Ten proces, w którym wszystkie etapy są równoważne, pokazuje, że zanim przejdziemy do działania, potrzebujemy być uważni na siebie. Gotowi przyznać się przed sobą, jak naprawdę wygląda nasze życie. Znaleźć w sobie odwagę do działania.

Pacjenci, z którymi rozmawiam dzięki platformie heydoc.pl, podjęli już decyzję, by zatroszczyć się o swoje życie. W dzisiejszych czasach, dzięki łatwiejszemu dostępowi do opieki lekarskiej i psychologicznej, możemy wychodzić naprzeciw oczekiwaniom naszych pacjentów i wspierać ich jeszcze skuteczniej w dbaniu o swoje zdrowie. “

Po drugiej stronie strachu czeka zrozumienie

Postanowiłam ten temat poruszyć razem z serwisem HeyDoc, ponieważ bardzo doceniam to, jak swoją ofertą wychodzą do różnych osób o różnym stopniu wrażliwości. 

Wyobrażam sobie, że są osoby, które ze strachu przed konfrontacją ze swoją słabością, nie sięgają po pomoc. Wyobrażam sobie, że są osoby, dla których telefoniczne umówienie się na wizytę jest zbyt trudne. 

A dzięki HeyDoc umówienie wizyty u lekarza odbywa się przez internet, szybko i intuicyjnie. Można sięgnąć po pomoc w swoim własnym tempie, na własnych zasadach. I co jest dla mnie warte podkreślenia — można zrealizować konsultację z lekarzem także w formie czatu. 

Jak działa platforma Hey Doc?

Ten serwis został zaprojektowany tak, by do minimum skrócić proces umówienia wizyty u lekarza. Korzystanie z Hey Doc jest bardzo proste.

  1. Wpisujesz adres www.heydoc.pl w wyszukiwarkę
  2. Klikasz w pomarańczowy button ,,Umów wizytę’’
  3. Wybierasz specjalizację lekarza, z którym się chcesz skonsultować – na przykład internistę, psychologa, dermatologa, ginekologa, itp. 
  4. Wybierasz formę spotkania: telefon, czat lub wideokonferencja (cennik jest podany z góry!)
  5. Wybierasz termin!

Sięganie po pomoc nie jest łatwe. Musimy nie tylko przyznać, że jej potrzebujemy, ale także powiedzieć o naszym problemie komuś jeszcze. Jednak warto to zrobić. Warto dać swojemu ciału i umysłowi ulgę, by zacząć żyć lepiej.

Lekarze są po to, by nam pomagać. Możemy korzystać z ich doświadczenia i wiedzy, a możliwość rejestracji przez internet, możliwość wybrania lekarza i formy konsultacji sprawia, że czujemy swoją sprawczość. To też jest ważne, to dodaje odwagi do tego, by dać sobie pomoc, której potrzebujemy. 

*Ten wpis powstał we współpracy z serwisem HeyDoc. 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *