Zostałam testerką kosmetyków i… przestałam się malować

Pamiętasz jeden z komentarzy, który dostałam? Pisałam o tym kilka miesięcy temu… Czytelniczka zarzuciła mi, że pokazując się bez makijażu okazuję moim odbiorcom brak szacunku?

Ha! Osoby, które też tak uważają, niech lepiej nie czytają tego wpisu.

Bo będzie między innymi o tym, że nie chcę się malować.

Mam całkiem fajną skórę. Nie jest idealna, ale też nie spędza mi snu z powiek. Bardziej sucha niż tłusta. Naczynkowa. Reagująca lekkim podrażnieniem na mrozy. Dość często musiałam robić peeling, bo pod palcami była chropowata. Po peelingu gładkość utrzymywała się jakieś 2 dni. Czyli to pewnie oznaka zbyt małego nawilżenia, prawda?

No właśnie. Nigdy nie badałam swojej skóry, ani też nie byłam konsekwentna w pielęgnacji. Używałam kremów byle jakich, zazwyczaj takich, które od kogoś dostałam. Nie pamiętam, bym sobie jakiś krem kupiła tak specjalnie, dla siebie. Na zasadzie – ten jest dla mnie idealny, więc kupuję tylko taki.

Może dlatego, że faktycznie moja skóra jest ok? Bez szału, ale ok? To ,,ok’’ pozwalało mi używać niedobranych kremów. Bo przecież robienie peelingu raz na kilka dni to nie koniec świata. Wprawdzie od czasu do czasu czułam dziwne ściągnięcie, a podkład zawsze mi się łuszczył… no trudno. Bywa.

Nigdy nie chciałam się malować

Kojarzysz sceny w filmach, w których dziewczyna budzi się przed swoim facetem, biegnie do łazienki, by się pomalować, zanim on wstanie? A potem po cichu kładzie się obok niego i udaje, że dopiero co się obudziła?

No właśnie, ja nigdy tak nie chciałam.

Moje marzenie? Taka cera, bym nie musiała się malować. Bym nie musiała niedoskonałości zasłaniać podkładem.

Czy to brak szacunku? Nie sądze. A Ty jak uważasz?

Każdy lubi co innego. Ja bez makijażu czuję się młodziej. Poza tym nie mam ani czasu, ani umiejętności, by codziennie wykonywać staranny makijaż. Nigdy też o to specjalnie nie dbałam.

Lubię mieć lekko różowe policzki. Lubię świecące, bezbarwne cienie do powiek. Ale i tak moim priorytetem jest gładka skóra na twarzy.

Efekt uboczny dobrego kremu do twarzy? Nie muszę się malować!

Do tej pory nie mogę się ,,wydotykać’’. Chodzę i gładzę się po twarzy. Bo cud się stał pewnego ranka i moja skóra zaskoczyła, wjechała na właściwe tory.

A wszystko przez jeden krem…

Teraz przechodzimy do części testowej. Jeśli nie lubisz postów sponsorowanych, uprzedzam, że piszę o produktach jednej marki. Natomiast namawiam do pozostania ze mną, gdyż poniżej nie tylko moje wrażenia, ale też trzech moich czytelniczek, które poprosiłam o testowanie zestawu Cetaphil (czyta się Cetafil :)) razem ze mną.

dzień 1

Mam trzy czerwone krostki na policzku. Przypuszczam, że po roku niejedzenia słodyczy, to ciasto czekoladowe z chrupkami mogło spowodować wstrząs w moim ciele. Ale nic – smaruję buzię kremem Cetaphil PS Lipoaktywnym. Jest to specjalistyczny preparat, który chroni i regeneruje skórę uszkodzoną w przebiegu schorzeń dermatologicznych i po zabiegach kosmetologicznych. Ja żadnego zabiegu nie przechodziłam, ale zdecydowanie czuję, że czas na jakieś małe ,,sos’’.

Zboczę z tematu… Szukam  idealnych jeansów, po jodze w czwartek poszłam do Galerii Bałtyckiej. W przymierzalni w jednej z sieciówek orientuję się, że skóra na moich nogach jest brzydka. Czerwona, sucha. Taka, że niegodna jestem nawet przymierzać tych boyfriendów z dziurami. Przychodzę do domu lekko zdołowana. W mojej głowie kiełkuje myśl, że od dziś się za siebie biorę. Muszę zrobić peeling z kawy!

Zapominam o nim. Kill me!

Smaruję całe ciało i czuję się lepszym człowiekiem. Tym razem to Cetaphil MD Dermoprotektor balsam do twarzy i ciała. Znacie to uczucie? Czuję, że zrobiłam dla siebie coś dobrego. Lubię to. A kremem Cetaphil DA Ultra smaruję stopy. Myślę, że to da najszybszy wynik. Efekt natychmiastowy.

Nadal czuję się lepszym człowiekiem.   

dzień 2

Kontynuuję testowanie. Myślę sobie, że gdyby nie to zobowiązanie, to bym pewnie zapomniała, że mam się posmarować. Więc się smaruję, wedle umowy. I nadal czuję się dobrym człowiekiem.. Dobrym dla siebie. Do tego piję dwa litry wody i daję sobie w myślach 5+ za dbanie o siebie.

Ale najpierw oczyszczam  buzię Cetpahil EM emulsją micelarna do mycia. Widzisz, wczoraj o tym zapomniałam…

dzień 3

Tego dnia poczułam, że coś idzie w dobrym kierunku. Skóra na mojej twarzy jest gładka jak buzia mojej córki, mimo że peeling robiłam wieki temu. Patrzę w lustro – brak ,,skórek’’ zawsze zwijających się na moim nosie i czole. Hm…

Jestem zachwycona i pieję na około o moim nowym odkryciu.

Ale wiesz,  najważniejsze, że czuję, że mam ładną buzię. Gładką skórę. I przed wyjściem do pracy smaruję twarz kremem i tylko nim, żadnych pudrów i korektorów. Fakt, mam lekko podkrążone oczy i może powinnam zamaskować naczynka przy nosie, ale czuję się tak dobrze, że zostawiam sam krem. I idę w ten mróz, do pracy.

dzień 5

Przyznam Ci się bez bicia – na co dzień nie smaruję się kremami regularnie. Zazwyczaj przypominam sobie o tym, gdy moja skóra woła o pomoc. I nie ma znaczenia, czy krem pięknie pachnie, czy nie pachnie wcale (preparaty Cetaphil są bezzapachowe!) – często zapominam, że mam nawilżać swoją skórę. Tak bardzo chcę po prysznicu wskoczyć w ubranie, że robię to najszybciej jak się da. Czyli pomijam balsam.

Czy nie brakuje mi zapachu w tych dermokosmetykach? Każdy dodatek zawierający aromat może bardziej uczulać skórę. To produkty apteczne – dedykowane skórze wymagającej! A co za tym idzie, im mniej dodatków tym lepiej dla skóry.

Dni kolejne

Kremu do twarzy używam rano i wieczorem, nie zapominam. To uczucie gładkiej skóry jest uzależniające. Fakt, czasem zapominam użyć balsamu, ale… czuję, że i tak jest bardzo ok. Skóra mnie nie ,,boli’’, nastąpił jakiś relaks w naskórku.

… i nagle ktoś pyta, jak sobie radzę, mam w końcu tyle pracy, 6-letnią córkę, na oko 25 lat.

hahahaha! 😀

W dowodzie 33, ale niech zostanie 25.

* Zdjęcia robiła Ina. Tak, by nie tylko było widać moją skórę, ale także cały remontowy klimat w naszym domu. :)))

Wielki test kosmetyków 🙂

Trzy dziewczyny z mojej grupy na Facebooku – Dominika, Karolina i Justyna – pomagają mi w teście. Takich trzech, jak nas cztery, to nie ma ani jednej!

KAROLINA:

Krem lipidowy – odkrycie roku!



Trzy  lata temu stwierdzono u mnie Atopowe Zapalenie Skóry i to całkiem odmieniło moje podejście do pielęgnacji skóry. Na szczęście wszelkie zmiany na twarzy pojawiają się dość rzadko, nie mniej jednak skóra jest niesamowicie wrażliwa na kosmetyki i warunki atmosferyczne.

Twarz jest sucha i często zaczerwieniona. Na policzkach i w okolicach nosa pojawiają się popękane naczynka. O zmarszczkach nie wspominam, wiek robi swoje. Do tego masa niedoskonałości, głównie na brodzie…

Krem nawilżający DA Ultra – bardzo lekka formuła, świetne opakowanie, bardzo wydajny. Moja skóra już przed stosowaniem była nawilżona i to się nie zmieniło. Brak efektu ściągnięcia. Nie zauważyłam poprawy jakości skóry ale uważam, że efektu należy się spodziewać po dłuższym czasie stosowania.

PS Lipoaktywny krem nawilżający – odkrycie roku 😍

Mimo to, że jest to krem lipidowy, to nie jest ciężki. Zostawia bardzo lekki film. Łagodzi podrażnienia (efekt na łokciach i kolanach – powalający). Rewelacyjnie nawilża skórę twarzy i ciała. Jedynym minusem jest nakrętka, dużo łatwiej byłoby, gdyby była taka sama jak w kremie nawilżającym.

Balsam MD Dermoprotektor –  wchłania się dość szybko i nie pozostawia lepiącej warstwy. Podczas używania nie pojawiły się żadne zmiany atopowe. Uwielbiam opakowania z pompką, jest najbardziej higieniczna. Jedyny minus to mała pojemność 😉 Jest jednak opcja na opakowanie 500 ml. 😉

EM Emulsja do mycia – odpowiada mi najmniej. Zdecydowanie nie domywa cięższych podkładów, ze średnio kryjącymi radzi sobie bez zastrzeżeń. Tuszu do rzęs nie używam. Plus za wygodne opakowanie.

Ogólnie jestem bardzo zadowolona z jakości kosmetyków. Od lat używam emolientów, więc delikatność tych dermokosmetyków miło mnie zaskoczyła. W żaden sposób nie podrażniły mojej atopowej skóry.

Przeszkadza mi jednak brak zapachu – delikatna nuta sprawiłaby, że używanie byłoby znacznie przyjemniejsze.

JUSTYNA

Szukałam kremu dla siebie od dawna, który będzie optymalny, nieuczulający, nie za lekki, nie za ciężki i chyba strzał w dziesiątkę.

Mam 39 lat. Skóra nie jest już młoda, całe życie była odwodniona i to się nie zmieniło do tej pory.

Wciąż szukam idealnego kremu, po którym nie będę czuła dyskomfortu.

Zazwyczaj mam wrażenie, że kremu jest za mało, tak jakby wchłaniał się w zupełności w sekundę.

Bywało, że wieczorem w desperacji smarowałam twarz maścią z witaminą A i wtedy rano moja skóra czuła się lepiej.

Cetaphil uwielbiam. EM emulsja micelarna jest genialna i zmywa także wodoodporny tusz, będę używać.

MD balsam do twarzy i ciała dobrze nawilża skórę (mam niedoczynność tarczycy, więc bywają suche kolana itd, teraz to zniknęło w zasadzie po pierwszym posmarowaniu), ale dość długo się wchłania, raczej odpowiedni na wieczorne smarowanie, a nie po porannym prysznicu.

Krem PS Lipoaktywny to najlepszy dla mnie produkt, zarówno, kiedy nie nakładam makijażu i służy wyłącznie jako baza np. przed wyjściem na mróz (testowałam, gdy temperatury spadały poniżej 10 stopni), jak i pod makijaż, jako baza – idealny. Używałam go rano, a wieczorem drugi krem z zestawu, czyli DA Ultra.

Pierwszego dnia krem wchłonął się momentalnie, trzeciego dnia trwało to dłużej, co może oznaczać, że moja cera jest w lepszej kondycji.

DOMINIKA

Ja użyłam do zmycia makijażu emulsji micelarnej i jestem mile zaskoczona, bo poradziła sobie nawet z demakijażem oczu.

Weszło do oczu i nie szczypało!

Byłam mile zaskoczona działaniem Cetaphil EM Do mycia, czyli emulsją micelarną i kremu lipidowego. Już po pierwszym użyciu skóra była nawilżona, odżywiona, a co najważniejsze nic nie szczypało. Jeżeli chodzi o balsam do ciała Cetaphil MD Dermoprotektor i Cetaphil PS Lipoaktywny, to dla mnie te dermokosmetyki są za tłuste i za długo się wchłaniały.

Nie każda z nas codziennie smaruje się balsamami. Nie każda zmywa makijaż przed snem. Nie każda nawilża skórę twarzy. Nie każda wklepuje krem pod oczy. Nie każda z nas ma krem do rąk w torebce…Ale może warto to zmienić?

Nie ma jednego dobrego sposobu na pielęgnację. Ale jest jeden efekt, który może być drogowskazem. Takim sygnałem, że z naszą skórą jest wszystko dobrze, może być poczucie komfortu, braku ściągnięcia i odpowiednie nawilżenie.

Zgodzisz się ze mną?  

 

Ten wpis powstał we współpracy z marką Cetaphil. Dziękuję, to była naprawdę fajna akcja!

11 komentarzy

  1. Po paru latach wróciłam do emulsja do mycia twarzy. Byłam w fazie sporego SOS (skóra boli, swędzi, piecze). Bardzo pomogło. Pozbyłam się też lamblii. Kolejny skok jakościowy 😉 mam balsam, jest ok, ale musze go stosować zamiennie z innym produktem. Sprawdzę krem z początku wpisu!

  2. Byłam kiedyś na profesjonalnym makijażu i wizażystka użyła ktoregoś z tych kremów jako bazy pod makijaż! Powiedziała, że jej się najlepiej sprawdza, bo skóra ma być przede wszystkim dobrze nawilżona!

  3. Jedzenie samych roślin oczywiście najlepiej wpływa na stan zdrowia i piękna.
    Jesteś piękna i nie potrzeba Ci makijażu. Ja też się nie maluję (mam 26 lat a dają mi nieraz, poniżej 18 na pierwszy rzut oka).
    Problem polega na tym, że kobiety które nie mają żadnych wielkich problemów ze skórą nakładają na twarz jakieś podkłady… Tak dla zasady. To widać. Troszkę, ale żeby coś na twarzy było. Maska. Dla mnie jest to mega chore, świat oszalał. A mamy w sobie tyle piękna…

  4. Ja lubię delikatny makijaż, ale w życiu nie pomyślałabym że ktoś kto się nie pomalował okazuje brak szacunku! Nie wiem skąd ktoś wpadł na taki pomysł. Używam tej emulsji do mycia twarzy od dawna bo poradziła mi ją dermatolog i faktycznie moja skóra jest nawilżona, nawet nie zwróciłam uwagi, ze to dzięki temu. Może spróbuję też któregoś z kremów.

  5. Mnie kosmetyki cetaphil poleciła dermatolog i to był dla mnie wielki przełom. Moja koszmarnie sucha, delikatna, wiecznie problematyczna skóra odżyła. Polecam te kosmetyki. I nie jest to komentarz sponsorowany 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *