Suplementy na dobre życie

Wyobraź to sobie. To będzie przyjemna myśl, zobaczysz. Co by było, gdybyś mogła wybrać sobie swoje własne, idealnie dobrane, rozwiązujące wszelkie problemy suplementy na życie? 

Co by było, gdybyś mogła stworzyć swoje własne suplementy codzienności, taki zestaw życiowych witamin, mikroelementów udanego dnia, taką kapsułkę pierwszej pomocy, to co by się w niej znalazło? Ile dobrego byś sobie zaaplikowała?

Odwaga. Ja poproszę trochę odwagi. Nie do podejmowania konkretnych, mocnych decyzji, ale bym umiała się zatrzymać i powiedzieć stop. Takiej odwagi potrzebuję. Nie musi to być jakaś ogromna dawka, ale tak tylko trochę. W sam raz, bym mogła czasem zauważyć siebie bardziej w momentach, gdy inni wydają mi się ważniejsi. Albo bym mogła głośno przyznać, że dziś nie dam rady, dziś odpuszczam, dziś mnie nie ma i nie wiem, kiedy wrócę. Masz odwagę, by coś takiego zrobić? Żeby się wylogować, odsunąć? Ja nie. Jeszcze nie.

Kofeina, dopamina, zastrzyk energii. Trzymałabym tego zapas w każdej kieszeni. W portfelu, w kieszonce w torbie, w szafce nocnej, przy lustrze w łazience. Bo ja czasem jej nie mam, energii nie mam. Czasem jestem tak wypompowana, że ledwo się wlokę do domu. Niesie mnie fala obowiązków i obietnic. Niosą mnie przyzwyczajenia, rytuały. Robię to, co muszę, bo muszę, ale nawet nie wiesz, ile mnie to kosztuje. Nie wiesz, bo skąd masz wiedzieć? Choć z drugiej strony jestem pewna, że masz podobnie i że to nie jest mój wymysł, tylko natura. Raz jest na plusie, raz poniżej kreski. Energia nie jest nam dana raz na zawsze. 

Dlatego gdybym mogła, kupiłabym całą fiolkę. Zestaw max powiększony. I nawet ustawiłabym przypomnienie w telefonie, żeby na pewno nie zapomnieć tej tabletki, co ratuje dzień, ratuje chęć i motywację przed totalnym upadkiem.   

Na pewno pamiętałabym, by wziąć odpowiednią dawkę asertywności i by regularnie ją przyjmować. Już nawet bym się skonsultowała z lekarzem i farmaceuta, jeśli miałoby mi to pomóc. 

Podziwiam ludzi, którzy potrafią być delikatnie asertywni, którzy umieją z klasą i łagodnie zadbać o swoje. Którzy nie przekraczają granic, ale też nie pozwalają, by inni przekroczyli ich. Ja jestem za dobra. Ja jestem zbyt pomocna i empatyczna. Gdy mam komuś pomóc, nagle zapominam, że nie mam czasu. W momencie, gdy ktoś prosi mnie o pomoc czy przysługę, nie potrafię dobrze skalkulować, czy dam radę, czy nie. Pomagam, bo ktoś mnie potrzebuje i zawsze potem modlę się, bym to wytrzymała. I by mój kalendarz to wytrzymał. I żeby deadline był łaskawy.

Wystarczyłoby wziąć jedną malutką kapsułkę na asertywność. Kilka składników, które wzmocniłyby moją pewność siebie i pozwoliły mierzyć siły na zamiary.   

A do tego wdzięczność, dużo wdzięczności. Tego nam brakuje, jak witaminy D jesienią i zimą. Jesteśmy tak nakręceni na więcej i lepiej, że to, co mamy, to, co zdobyliśmy, to, co sprawia nam radość i mamy to tak po prostu – jest zapominane. Jak zabawka, którą dziecko tak bardzo, bardzo, bardzo chce i po trzech dniach leży w kącie razem z innymi zabawkami, które tak bardzo, bardzo, bardzo się chciało. 

Wiecie, co robią rodzice, gdy dziecko przestaje się bawić tymi wymarzonymi zabawkami i wciąż żąda nowych? Zabierają! Chowają do szafy i, jak dobrze pójdzie, wyjmują za kilka tygodni, by oddać zaskoczonej i szczęśliwej latorośli. Los czasem robi to samo. Zabiera nam to, co uważamy za oczywistość i co nie wzbudza w nas emocji, bo jest i koniec. Zabiera i wtedy się okazuje, że to, co mijaliśmy codziennie bez uwagi, jest nam niezbędne do normalnego, spokojnego życia. Jak bliskość, jak kochane przez nas osoby, jak spokój. I tu wkracza wdzięczność, uważność, pokora. Gdyby to było możliwe, zestaw tych trzech suplementów przepisałabym każdemu. Ka-żde-mu!  

Zastanawiam się, jak to zrobić. Mamy te wszystkie witaminy, suplementy, mikroelementy. Łykamy kapsułki na młodość, na trawienie, na koncentrację, witalność i jesteśmy w tym bardzo skrupulatni. Widzimy w tym sens. Tylko jak ten mechanizm przerzucić na psychikę. Na całość? Na ciało, na umysł, na samopoczucie, na aurę, na plany, marzenia i codzienność?

Do całego tego zestawu ,,Suplementy dobrego życia’’ dorzuciłabym jeszcze zatrzymanie się. Umiejętność przełączania się na działanie w lekko zwolnionym tempie. Żeby nas tak życie nie paraliżowało.

Mnie paraliżuje. Często jestem jak zamrożona. Jestem zadaniowa, więc gdy mam jakiś pomysł, który wydaje mi się dobry, zabieram się za działanie, mimo że przecież to samo robię za każdym razem, gdy coś wymyślę. Czyli zadania mnożą się, nakładają na siebie. Paraliżuje mnie ten natłok, boję się z czegoś zrezygnować, żeby potem nie żałować. Bo przecież tak też może się zdarzyć. Jak wybrać dobrze? Co wybrać? Jak pokierować sobą i swoimi wyborami? Dziś z opakowania wyjęłabym dwie tabletki na ,,slow life’’ i wtedy oddech by się uspokoił, a ja bym miała trochę więcej czasu na wymyślenie idealnego planu. Co teraz, co potem. Co ważne, co ważniejsze, a co można sobie śmiało odpuścić. Miałabym czas na zastanowienie się. Bardzo mi tego brakuje.

Mam wpływ na to, co na siebie założę i jaką mam fryzurę. Jakie mam meble i czy jestem fanką minimalizmu, czy aktualnie wolę przepych i boho. Ale czasem gubię się w swoim życiu. Może po prostu za dużo bym chciała, jestem za bardzo wymagająca? I marzy mi się w takiej chwili chaosu po prostu iść do kuchni, otworzyć szafkę i wyjąć kilka kapsułek. I wybrać zestaw na dziś. Zestaw z odwagą, z asertywnością, z wdzięcznością i mocą. Zestaw suplementów na dobre życie, dla mnie.

Dlaczego się nad tym zastanawiałam? 

Spotkałam się kilka tygodni temu z dziewczynami z WIMIN. To są kobiety, które stworzyły suplementy WIMIN  ,,od kobiet dla kobiet’’, bo widziały lukę na rynku i zauważyły takie kobiece  potrzeby jak lepszy seks, pomoc przy PMS, który jest przemilczany. Okazało się, że ile kobiet, tyle potrzeb. Oczywiście są nasze ,,potrzeby wspólne’’, ale każda z nas czegoś innego oczekuje od życia, ma inne dylematy i co innego poprawia jej nastrój. Gdy cztery dziewczyny spotykają się przy wspólnym stole (duży stół w Fukafe jest najlepszy!), szybko tematy tabu przestają być tabu, a rozmowy zaczynają być coraz bardziej zaangażowane. Biznes łączy się z siostrzeństwem, kobiecość nabiera kolorów. Wtedy powiedziałam, że o tym napiszę w ten właśnie sposób. O tym, czego mi w sobie brakuje. Analogicznie do witamin, których brak zaczynam odczuwać jesienią. 

Partnerem tego wpisu jest właśnie WIMIN. Lubię tę nową markę za to, że wspiera kobiety, skupiając się na ich potrzebach, lubią różnorodność i mówią głośno, że każda babeczka jest fajna, bez względu na to, jakie są jej potrzeby. Poczułam się dobrze z tymi 30 saszetkami, które do rąk własnych dostarczył mi kurier. Nie będę tu ściemniać – czasem zapominam. Czasem wyjeżdżam i przez zapominalstwo nie biorę ze sobą WIMINowych kapsułek. Ale potem wiernie wracam.

Bardzo to lubię.

I nawet jeśli nie możesz liczyć na zestaw suplementów zawierający pewność siebie, zdecydowanie, motywację i poczucie humoru, możesz wybrać, na czym chcesz się w swoim życiu skupić. Energię masz w pakiecie, zestaw zawiera bowiem adaptogeny, będące ekstraktem z naturalnych ziół. 

W zestawie WIMIN trzy kapsułki to baza (pierwsza wspiera zdrowie skóry od wewnątrz, druga działa na odporność Twojego organizmu od wewnątrz, trzecia dodaje Ci energii), a czwartą wybierasz według swoich potrzeb. Co wybierasz?

  • lepszy seks 
  • łagodniejszy PMS 
  • lepszy metabolizm 
  • wsparcie w przygotowaniach do zajścia w ciążę
  • lepsza koncentracja 
  • lepsza ochrona organizmu.
KLIKNIJ i zobacz te zestawy! 

WIMIN to suplementacja na miarę kobiecych potrzeb. Nawet tych, które są lub chcą być wegankami. WIMIN to produkt całkowicie wegańskie, bez glutenu, bez dodatkowych wypełniaczy, bez substancji lepisz [która jest w tabletkach, dlatego WIMIN to kapsułki], zawierają tylko zioła i minerały. Są to składnik najwyższej jakości, dobrane do kobiecego ciała i dobrze wchłanialne.

Co jeszcze dobrego? 

W moim życiowym zestawie powinna być jeszcze konsekwencja. Nie ma na to lekarstwa, pozostaje mi tylko samodzielne jej ćwiczenie, natomiast tu jest zadanie ułatwione, bo WIMIN działa na zasadzie subskrypcji. 1 pudełko to 30 dni suplementacji. Każdy dzień to 4 kapsułki, schowane w wygodnych opakowaniach, które możesz schować do torebki czy kieszeni. Wystarczy jeden ruch i gotowe. 

Aha, ważne! Pamiętajcie, że efekt dają nie tylko super składniki, ale… regularność. Dokładnie tak! To, że cztery kapsułki schowane są w pojedynczym opakowaniu, na pewno pomoże niejednej zapominalskiej babeczce. Siebie też mam na myśli 🙂 

Ten system to ułatwienie. Dla tych kobiet, które jak ja na końcu dopiero myślą o sobie.

Produkty są dostępne na stronie  https://allwimin.com/

Przy zamówieniu wpisz hasło TEKSTUALNIE, a dostaniesz 20zł rabatu.

Kręci nas życie w komforcie – takim naszym, wewnętrznym, spokojnym. Chcemy się czuć w naszych życiach jak w dobrze dopasowanych, wychodzonych, ulubionych jeansach. Chcemy, by życie wyglądało jak nasza prywatna tablica na Pintereście, złożona z wyselekcjonowanych ujęć. Wiem, że masz taką tablicę, sama mam takich z dziesięć.

Życzę Ci życiowego pakietu. Lepszego seksu i koncentracji. Metabolizmu i motywacji. Ładnej cery i pewności siebie. Mocnego ciała i mocnego charakteru. Żebyś umiała wybrać to, co dla Ciebie najlepsze i mogła powiedzieć to na głos.

 

 

6 komentarzy

  1. tekstualna! Ja pitolę, chyba jestes przeladowana, ja z samego czytania poczulam sie przeciazona, a przeciez to nie moje zycie. Stara, jestes nadzwyczajna! Serio! Może Bishop pomoze, mnie pomaga- “One art” Elizabeth Bishop (tłum. Stanisław Barańczak).

    W sztuce tracenia nie jest trudno dojść do wprawy;
    tak wiele rzeczy budzi w nas zaraz przeczucie
    straty, że kiedy się je traci – nie ma sprawy.

    Trać co dzień coś nowego. Przyjmuj bez obawy
    straconą szansę, upływ chwil, zgubione klucze.
    W sztuce tracenia nie jest trudno dojść do wprawy.

    Trać rozleglej, trać szybciej, ćwicz – wejdzie ci w nawyk
    utrata miejsc, nazw, schronień, dokąd chciałeś uciec
    lub chociażby się wybrać. Praktykuj te sprawy.

    Przepadł mi gdzieś zegarek po matce. Jaskrawy
    blask dawnych domów? Dzisiaj – blady cień, ukłucie
    w sercu. W sztuce tracenia łatwo dojść do wprawy.

    Straciłam dwa najdroższe miasta – ba, dzierżawy
    ogromniejsze: dwie rzeki, kontynent. Nie wrócę
    do nich już nigdy, ale trudno. Nie ma sprawy.

    Nawet gdy stracę ciebie (ten gest, śmiech chropawy,
    który kocham), nie będzie w tym kłamstwa. Tak, w sztuce
    tracenia nie jest wcale trudno dojść do wprawy;
    tak, straty to nie takie znów (Pisz!) straszne sprawy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *