
Monika, nie obraź się, ale czasem zamieniam słowa i śpiewam ,,Tekstualna, nebezpieczna”.
Tak? Serio?
ha! Ja robię to samo!
Kilka lat temu, zanim zachciało mi się zostać blogerką, miałam stronę www.tekstualna.pl, która była moim portfolio copywritera. Nie pamiętam, kiedy to było, myślę, że jakieś 7 lat temu. Wpadłam na tę nazwę spontanicznie, a sekundę potem czułam, że rozbiłam bank. Rozumiecie? No geniusz! No urodzony copy! No ogień, nie dziewczyna!
Czułam się jak mistrz. Jak stara wyjadaczka tłustych, jędrnych treści.
https://giphy.com/gifs/smile-done-Mp4hQy51LjY6A
W lipcu 2011 roku założyłam bloga na blogspocie. Założenie nie było wcale parentingowe, bo w ciąży wtedy nawet nie planowałam być, ale chciałam pokazać, jak piszę. Wzmocnić swoje portfolio. No i kto mógł przewidzieć, że Tekstualna stanie się najpierw blogiem o nie-wiadomo-czym, potem o ciąży, potem o macierzyństwie, potem o radzeniu sobie w kryzysowej sytuacji zwanej życiem, o przyjaźni i stawaniu na nogi? Kto mógł przewidzieć, że będzie i o porodzie, i o rozwodzie. No kto? Ja na pewno nie.
Tekstualna została z .pl, bo kilka lat temu ,,to” stało się modne. Blog na blogspocie? Phi! Fopa, ąsemadąse, fądi, profesjonalny bloger ma stronę na peelce. Skasowałam zatem porfolio i przeniosłam bloga. Tadam!
Czemu Tekstualna? No hello, od tekstu! 🙂 Normalnie – Monika, żonglerka porównań, mistrz słowotwórstwa, doktor dwuznaczności.
No ale tak właśnie było. Nagłe olśnienie, impuls. A że ja najbardziej lubię poddawać się takim impulsom, nie zastanawiałam się długo. Tekstualna miała szybki start i leci, leci, leeeeeciiiiiiiii….






