NOWY DZIEŃ #2: slow down, keep clear

Slow down and keep clear. Londyn dał mi kilka wskazówek na start. Czuję, że nie o samo zwiedzanie tu chodzi… Wzięłam sobie to do serca. I może nie ma w tym dzikiego szaleństwa, ale gdy serce bije w rytmie slow, łatwo zauważyć pewne rzeczy. Łatwiej zauważyć siebie.

Mam w nogach ze 100 kilometrów i w głowie 100 tysięcy przemyśleń. I choć nie traktowałam tego wyjazdu jako sposobu na oczyszczenie wewnętrzne (no bez przesady!), to gdy szłam sama w deszczu, ciągnąc za sobą walizkę, nie spiesząc się, mijając setki ludzi tak różnych i tak wyrazistych, i tak ciekawych, czułam się szczęśliwa. Sama, w deszczu, w ciszy. Byłam szczęśliwa, w rytmie slow.

Pamiętam, że gdy jechałam autobusem, który miał mnie z lotniska zawieźć do centrum Londynu, nie mogłam przestać się uśmiechać. Ludzie stojący na ulicy, widząc mnie, machali mi i uśmiechali się, a ja nie potrafiłam przestać. Nawet nie wyciągałam aparatu, patrzyłam na klimat, w którym się zatopiłam na długo kilka lat temu, tak znajomy, a teraz tak bardzo nowy i świeży.

Czy Londyn potrafi być slow? I to jak! Jest tak bardzo slow, gdy jesz portugalskie ciastka z budyniem na śniadanie w parku, z najlepszą kawą na dzielni. Jest jeszcze bardziej slow, gdy czas na chwilę się zatrzymuje, gdy w końcu udaje ci się znaleźć miejsce, które jak żadne inne kojarzy ci się z Anglią, czyli Greggs’a, i wcinasz z zamkniętymi oczami cheese and onion pasty. Pielęgnujesz swój slow nastrój na Notting Hill, albo na piętrze autobusu, który jedzie prawie godzinę. Czujesz ten slow, gdy zamiast metrem, wędrujesz razem z tłumem po ulicach, oczywiście w swoim rytmie. Te pięknie kwitnące drzewa. Te dzieci, każde tak różne i tak piękne. Te piękne kobiety, ciekawe w tej swojej kulturze, kolorach, stylu.

W Londynie czujesz, że jest dla ciebie na tym świecie miejsce. Nie chodzi o to, że jest akurat tu, w stolicy Anglii, ale tak ogólnie. Jest dla ciebie miejsce. I możesz robić, na co tylko masz ochotę. Możesz otworzyć cukiernię, gdzie na wystawie będą wyławiać ludzi z tłumu wielkie biało-czekoladowe bezy. Wielkie jak dwie rozłożone dłonie. Możesz zrealizować każdy pomysł na knajpę, im bardziej abstrakcyjny, tym lepszy. Możesz tworzyć to, co masz w głowie z poczuciem, że znajdzie się ktoś, komu się to spodoba. Ba, że znajdzie się ktoś, kto na to czeka!

Możesz wszystko, nie ważne gdzie. Ale w Londynie łatwiej to sobie przypomnieć. W miejscu, gdzie wszystko płynie wraz z tłumem na zielonym świetle. W miejscu, gdzie kulturę poprzedza słowo ,,multi”.

Keep clear. Odkryłam, że lubię samotność. Że lubię, gdy moją jedyna pamiątką z podróży jest kawa na wynos, którą oczywiście piję od razu. Oczyszczanie głowy z męczących myśli w deszczowy dzień jest całkiem proste. I powtarzałam sobie, gdy padało – dobrze, że nie jest zimno. A gdy było zimno – dobrze, że nie pada.

Tam, gdzie jest tłum, łatwiej zauważyć siebie. Nawet gdy jest za głośno, i tak słyszysz swoje myśli. Tylko pamiętaj, slow down. And keep it clear. 

DSC_0135 DSC_0136-horz DSC_0138 DSC_0141 DSC_0208 DSC_0212 DSC_0228 DSC_0231-horz DSC_0235 DSC_0277DSC_0292 DSC_0295 DSC_0297 DSC_0300 DSC_0302 DSC_0307 DSC_0310 DSC_0311 DSC_0312 DSC_0313 DSC_0316 DSC_0317 DSC_0319 DSC_0323 DSC_0325

16 komentarzy

  1. Zawsze gdy mam gorszy dzień chcę jechać do Londynu.
    Mam tam przyjaciółkę. Potrafimy godzinami chodzić i po prostu spędzać razem czas,
    Oj pojechałabym znowu..

  2. Aaa <3 Stół do mnie mówi, czuję go…
    Nidy nie byłam, nie wiem, czy będę – choć marzę. Boję się latać, panicznie się boję, mam sny katastroficzne. Paradoksem jest to, że jaram się każdym przelatującym samolotem nad domem.

  3. Monia! Miałam wejść tylko na chwilę, rzucić okiem i odłożyć komputer, a zaczytałam się tak, że nie mogłam przestać 🙂 Pięknie napisane, idealnie w punkt – dokładnie tak samo postrzegam Londyn, tylko wcześniej nie znalazłam odpowiednich słów, aby w ten sposób o nim napisać. Dziękuję Ci za to, że zrobiłaś to za mnie i przypomniałaś, że powinnam go znowu odwiedzić 🙂

    I jak wspomniała przedmówczyni – cudownie czytać o tym, jak u Ciebie się dobrze dzieje 🙂

    Ściskam! <3

  4. Wspaniale. Ja sobie zrobilam slow w piątek. Obudziłam sie i czulam ze musze. Odstawiłam dziecko do babci, zadzwonilam do pracy, ze taka awaryjna sytuacja i musze wziąć wolne i… najpierw poczulam lęk. Co dalej. Panika. Jak to tak? Bez pospiechu? Zatrzymalam sie na parkingu nad rzeką. Dalej czułam lęk. Ale w końcu wylazlam z auta,poszłam na bulwary, usiadłam na lawce i rozkoszowalam sie pieknymi widokami tuz po wschodzi słońca. Tylko cholera zimno bylo 😛 w domu gorąca herbata i dalej slow. Tego mi trzeba bylo. Troche krotko to trwało, bo do 15. Ale bylam o krok od depresji. I pomoglo. Dopiero dzis zaczelam odczuwac tego skutki, wiecej mi tego trzeba… zazdroszczę Anglii.w pozytywnym tego slowa znaczeniu. Zazdroszczę tej odwagi. Mi musza wystarczyc bulwary o wschodzi slonca. Zazdroszczę tej niezależności. Nie mogę sobie na nia pozwolić. Podziwiam Cię. Jestes wspaniala Kobieto ! 😉 wielkie <3 dla Ciebie. I dużo szczęścia Ci życzę. Ci, którzy znają Cię osobiście maja Wielkie Szczęście! Im tez zazdroszczę 😉 pozytywnie of course 😉

  5. Mysle ze ten slow mozna poczuc wszedzie, to nie kwestia miejsca tylko WOLNOSCI 🙂 Gdy ja czasem mam wolny dzien pd pracy,dzieci w przedszkolu,to nawet gdy idę przez swoje miasto czuję się jak na wakacjach. Bo kiedy ostatnio o tak wczesnej porze bylam w tym czy tamtym miejscu? Przez kilka mieszkalam w Dublinie (podobne klimaty) ale tam nigdy nie czulam tej wakacyjnej beztroski. I do tej pory gdy widze zdj w tym klimacie to cos mnie kluje i przychodzi myśl “o nie, nigdy nie chce tam wracac!”

  6. Masz statyw do aparatu? Czy prosiłaś przechodniów o zrobienie zdjęcia? Zawsze mam z tym problem jak jestem gdzieś sama a chciałabym tę chwilę uwiecznić na zdjęciu 😛

  7. Od pół roku nie pracuje… próbuje pozbierać się po pracy w wyniszczajacym psychicznie środowisku… coraz częściej brakuje sił.. depresja jak gdyby wygląda już zza rogu…

    Zawsze,kiedy mam ochotę zrobić coś dla siebie,wbrew dezaprobacie wszystkich.. czuję ogromne wyrzuty sumienia… przed innymi i sobą. Bo wszyscy harują… a ja spaceruję nad morzem. w poniedziałek. słoneczny. wstyd. hańba. Także szacun dla tej Pani powyżej od wzięcia wolnego by posiedzieć na ławce nad bulwarem. bez wyrzutów.

  8. Kocham Londyn i tak dobrze Twój wpis odzwieciedla jak się czułam, mieszkając tam. Czułam się tam dobrze ze sobą, akceptując siebie. Miałam takie poczucie, że wśród tej różnorodności która tam jest, jest również miejsce dla mnie. I mogę być w 100% sobą, nie udając kogoś innego. Nie wiem na czym ten fenomen polega, bo w Polsce czuję się czasem stłamszona i nie tak “wolna” jak byłam tam. Trochę głupio to brzmi, ale tak jest. Teraz bedąc już w Polsce, czuje nostalgię to tego miejsca i troszkę się wzruszyłam czytając to, co napisałaś. 🙂 Ogólnie bardzo dobrze mi się czyta Twoje inne wpisy. Też niejednokrotnie zaczynałam od nowa. Ponad rok temu kolejny raz, wracając do Polski. Za każdym razem zmiany mnie przerażają, ale wiem że czasem by sie lepiej poczuć, są one nieuniknione.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *