
Na kompromis zerkam spod byka, jednym okiem. Mam z nim ewidentny problem. Bo czym on jest? Połowicznym zadowoleniem. Odpuszczeniem dla świętego spokoju? Duszeniem w sobie złości, byleby jakoś było? Ja nie wiem. Ale jak mnie to irytuje!
Piszę o tym, bo moje życie polega na kompromisie i nawet nie wiecie, jaki to ciężar. 100 kg żywej wagi na moich barkach. Tak to czuję.
Kobieto, no powiedz coś!
Kobiety chodzą na kompromis nie dlatego, że chcą, ale dlatego, że czuja, że muszą. Mężczyźni wybierają kompromis tylko dla świętego spokoju. I to mnie na maksa wkurza. Nie to, że faceci zamiatają pod dywan, by w spokoju zjeść parówki na kolację i nie słyszeć zniecierpliwionego brzęczenia swojej pani nad uchem. Nie. Wkurza mnie ta pierwsza część.
Bo o facetów trzeba dbać. Podobno, słyszałam tak. Wychodzi na to, że bardziej niż o siebie.
Obrazi się czy się nie obrazi. Zamknie w sobie czy tym razem nie, uf. Jego ego zmaleje czy zostanie w nienaruszonym stanie. Powie mamie czy nie. Poczuje się samcem beta i ucieknie czy przetrwa. Będzie smutny? Pójdzie do kolegów? Rzuci ku*wą i trzaśnie drzwiami, a może ostentacyjnie nie będzie jadł twojej pomidorowej przez trzy dni. Tak bardzo Cie to obchodzi, że jesteś gotowa przesunąć swoje racje w lewo, by przypadkiem jego nie dotknęły, i iść na kompromis?
Kobiety chodzą na kompromis bo najpierw myślą o innych, o sobie na końcu. Zawsze coś, ktoś jest ważniejszy. Kobieta walczy kompromisem, bo nie widzi innej drogi.
Mam problem z kompromisem.
Bo źle na tym wychodzę. Bo mnie trzyma w klatce i mam ochotę wyjść, ale nie mogę, by znam konsekwencje.
Nie jesteśmy sami na świecie. Chcąc nie chcąc, żyjemy z i między ludźmi. Jakoś trzeba pogodzić nasze dzikie instynkty, robić tak, by nikt się nie pozabijał. Wypadałoby, prawda?
Mam problem z kompromisem z dwóch powodów. Po pierwsze – mam dość myslenia o wszystkich, by innym było dobrze, względnie ok. Po prostu w tym okresie życia więcej zauważam i akurat ta część mojego ja zaczęła mi przeszladzać. Czasem tak bywa. Po drugie – jak żyćpełnia życia, gdy trzeba dzielić ją z prawem do pełnego życia innych osób? Nie da się.
Dlaczego zgadzamy się na kompromis?
Po tak trzeba. Bo nie jesteśmy tu sami. Bo tak jest łatwiej.
Bo chcemy żyć z innymi, a nie chcemy żyć sami.
Bo chcemy, by inni chcieli być z nami.
Miłość.
Podobno nie można iść w miłości na kompromisy. Zgadzam się. Albo kochasz, albo nie. Nie można kochać na 90%.
Związki to co innego. Związek opiera się na kompromisach. Gdy jesteśmy z kimś w związku, na drugie imię mamy kompromis i on wisi w powietrzu za każdym razem, gdy jedziemy na wakacje, kupujemy telewizor czy zapraszamy teściową na obiad. Jest wiecznie z nami. Tak naprawdę żyjemy w trójkącie. Ja, on i kompromis.
Mówią, że jak coś robić, to na 100%, że inaczej to nie ma sensu, nie wolno zgadzać się na półśrodki! Tak łatwo to powiedzeć.
Chciałabym…
… nie musieć chodzić na kompromisy.
Chciałabym w ważnych dla mnie kwestiach postawić na siebie na 100%. Bo nie jest sztuką nie iść na kompromis, jeśli chodzi o wybór knajpy czy filmu. Ale na przykład… gdybym chciała wyjechać za granicę, musiałabym pokonać wiele przeszkód. Już teraz wiem, że raczej to by było niemożliwe. Przeciez nie wezmę Córki pod pachę i nie wyjadę. Empatia, skrupuły, a może właśnie kompromis, czy mniejsze zło. Nazwijcie to jak chcecie.
Chyba nie zależy mi na kompromisach w błahych sprawach. Ale strasznie ciąży mi, gdy muszę na niego iść, gdy chodzi o moje życie. To krótkie, trwające kilkadziesiąt lat życie. Życie, w którym muszę zmieścić wszystkie moje marzenia i plany, które ograniczone jest czasem. A ja nie chcę tego czasu dzielić z kimś jeszcze. Bo musze, bo tak.
Myślę, że… Nadal będę chodziła na kompromis. Dlaczego? Bo sama nie lubię ludzi, którzy tego nie robią…
Codzienne jednak obiecuję sobie, że postawię na siebie częściej.
***
***Zdjęcia zrobiła mi Hania (Niezły Ananas!). Sprawdźcie koniecznie, co pisze na swoim blogu!






