Detoks owocowo-warzywny

Na Instagramie śledziliście moje poczynania z detoksem. Wierzę, że trzymaliście za mnie kciuki. Tak naprawdę wcale nie było tak strasznie, a teraz? Teraz ciężko mi się przestawić na ,,normalne” jedzenie i nadal jem ładnie 🙂 Detoks owocowo-warzywny wyszedł mi na zdrowie.
https://www.tekstualna.pl/2014/10/detoks-owocowo-warzywny.html

Oczywiście sama na to nie wpadłam. Że coś takiego można zrobić w warunkach domowych i jeszcze to jest całkiem zdrowe, powiedziała mi Patrycja z Pralines. Jak powiedziała, tak ja zrobiłam i od dnia następnego, z marszu przystąpiłam do jedzenia niczym królik z dobrego chowu.

Nie wierzę, że wyszło mi to na dobre. Wydawało mi się, że jadłam strasznie mało, dziwiłam się, że nie słaniam się na nogach i nie wypadają mi włosy garściami. Wręcz przeciwnie – czuję się bardzo dobrze. Pierwszy dzień – ból głowy i ogólna niechęć. Drugi dzień – lekkie
osłabienie. Trzeci dzień zaczął się super i tak już zostało do końca.

Detoks owocowo-warzywny polegał na tym, że przez 2 tygodnie jadłam same warzywa i owoce, w jak najmniej przetworzonej formie. Spodobało mi się robienie świeżych soków, skorzystała na tym też Ina. Spodobało mi się, że czułam się lekko i naprawdę nie czułam głodu. Spodobała mi się nowa wersja mnie szczuplejsza na pewno o kilka kilo, ile nie wiem, ale chyba wyglądam lepiej. Nie zrobiłam tego, by schudnąć, ale by poczuć się lepiej, mieć ładniejsza cerę i więcej energii. Udało się.

Na śniadanie robiłam sobie koktajle owocowe (na przykład zmiksowane truskawki, jabłko, awokado, brzoskwinia) lub wyciskałam soki (z buraków, selera naciowego, marchwi, jabłek ). Do pracy brałam albo butlę wyciśniętego soku, albo kupowałam jednodniowe marchewkowe. Brałam ze sobą świeżego ananasa albo grejpfruta. Na obiad przygotowywałam sobie zupy, albo moje ulubione brokuły z buraczkami. Na pewno się nie głodziłam.

Plusem największym jest to, że chyba udało mi się zmienić sposób odżywiania. Za dobrze się czuję, żeby teraz zasypać to czipsami, choć Bóg mi świadkiem, zjadłabym naleśniki z nutellą posypane czipsami 🙂

Czy miałam kryzys? Nie. Tylko uciekł mi sprzed nosa obiad u mojej Mamy, a uwierzcie, to była duża strata dla mnie 🙂

 

 

20 komentarzy

  1. Moja Ty inspiracjo Ty! chociaż ja się aż tak polecieć obawiam, dzisiaj jogurty miały być, a była połowa opakowania serka wiejskiego, i tyle! nie chciałam więcej!! dzięki wielkie za ten pomysł 🙂

  2. Dziś zobaczyłam Twoje zdjęcie na fb, bodaj z drogi do Warszawy i pierwsze co przyszło mi do głowy to to, że schudłaś i wyglądasz niezwykle świeżo, zdrowo, po prostu dobrze. Może i ja A jakiś czas spróbuję, chociaż przyznam, że boje się tych pierwszych dni. ..detoks mnie troszkę przeraza; -)
    pozdrawiam
    ania

  3. Czytam to zafascynowana…. przegryzając co drugie słowo kiełbasą polską suszoną 😉 Ale jest moc, wiem, bo ja też jem już coraz lepiej, choć do ideału daleko, to jednak różnica w samopoczuciu daje największego kopa.

    1. podpinam się pod pytanie,
      swoją drogą, dziewczyny, macie jakieś pojęcie i doświadczenia z sokowirówkami bądź wyciskarkami do soków, ktoś może ma sprawdzone modele, firmy ?:)

  4. My wkręciliśmy się z dziećmi w świeże soki i tak intensywnie je produkowaliśmy, że zepsuliśmy sprzęt 🙂 (jak to się zwie, sokowirówka? wyciskarka? maszyna do soków???).
    Podziwiam Cię za silną wolę!

  5. Ajj, no właśnie! Zapomniałam Cię ostatnio o to spytać 🙂 Bardzo się cieszę, że masz takie pozytywne wrażenia 🙂 Ja już 4 razy przeszłam oczyszczanie (uwaga – 6-tygodniowe! :)). Robię to co roku, by doprowadzić swój organizm do lepszego stanu, no i… co tu dużo ukrywać – wrócić na właściwe żywieniowe tory. Niestety prawda jest taka, że łatwo "zboczyć z kursu", wystarczy tylko poluzować swoje zasady i mamy efekt kuli śnieżnej. Trzymam kciuki za wytrwanie w nowych nawykach! 🙂 Do zobaczenia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *