Decyzja należy do Ciebie! TYLKO do Ciebie. 

Jeśli nikt Ci wcześniej nie powiedział, że decyzja należy do Ciebie, zrobię to ja.

Chcesz czuć, że Twoje pragnienia się liczą? Chcesz być wysłuchana i zrozumiana? Źle się czujesz, gdy musisz tłumaczyć swoje decyzje?

W teorii dorosły człowiek może decydować o sobie i jego pomysł na siebie powinien być bezdyskusyjnie zaakceptowany (no chyba, że stanowi zagrożenie dla innych). W praktyce natomiast jesteśmy w sieci zależności, o których wiemy i które bierzemy pod uwagę tworząc plany, ale też takich, które wpływają na nas po cichu, sprytnie pozostawiając ślady jedynie w naszych głowach.

Do tej pory zaciskam szczęki, gdy pomyślę, że jeszcze kilka lat temu mieszkałam w mieszkaniu, w którym nie czułam się, jak w domu. I nie mogłam nic z tym zrobić. Moja potrzeba była bez szans na wysłuchanie, właśnie przez tę siatkę zależności. Na pewno to rozumiesz. Pamiętam wakacje, na których nie mogłam robić to, co ja chcę, a musiałam podporządkować się do reszty. Pamiętam, jak przeprowadzałam się pociągiem z Wrocławia do Gdańska i jak bardzo bym teraz podjęła inną decyzję, już tylko swoją, nie tę wygodną, szybszą.

Decyzja należy do Ciebie

Przez ostatnich kilka lat byłam odbiorcą trudnych i mocnych historii moich Czytelniczek. Pisały, że podjęły decyzję. Albo że widzą, że powinny to zrobić. A ja wtedy odpisywałam, że właśnie zrobiły pierwszy krok do zmiany, bo napisały wprost, czego potrzebują.

Sama mam za sobą wiele takich ,,pierwszych kroków’’. Choć decyzje dotyczące mojej pracy podejmuję bardzo szybko i często nie zastanawiam się nad przyszłymi konsekwencjami swojej decyzji (wychodzę z założenia, że jak nie spróbuję, to się nie dowiem), decyzje dotyczące mojego życia czy życia mojego dziecka zawsze zajmowały mi trochę czasu. I pamiętam też, że właśnie niemoc z podejmowaniu decyzji dotyczących mnie samej gryzła mnie najbardziej.

Był taki moment, gdy się w końcu wkurzyłam. Nie napiszę, że się nagle przebudziłam, oświeciło mnie, spadła na mnie jasność. Nie! Po prostu krew mnie zalała. Poczułam takie zmęczenie oczekiwaniami, które inne osoby na mnie nakładały, a które za bardzo ingerowały w moje decyzje, że na fali emocji odcięłam się grubą krechą od tego całego festynu zależności.

Do cholery jasnej! Jak trzeba decydować, to wszyscy są pierwsi, najmądrzejsi, mają wiele do powiedzenia i monopol na rację. Ale gdy trzeba ponieść konsekwencję tych decyzji – oj, wtedy nagle na około robi się pusto. Z konsekwencjami trzeba sobie radzić samemu, choć jeszcze przez momentem było tylu doradców, którzy lepiej wiedzieli, jaką decyzję podjąć i dlaczego.

Zapamiętaj ten fragment!

Gdy podejmujesz decyzję, liczysz się Ty i to, jak ta zmiana na Ciebie wpłynie. Bo finalnie to Ty odczujesz efekty tej decyzji.

Dlatego, choć to było szaleństwo, zdecydowałam, że chcę kupić mieszkanie na kredyt. To ja poniosłem wszelkie konsekwencje tej decyzji. To ja spłacam kredyt i zbieram kasę na remont. To ja bawiłam się z wszelkimi konsekwencjami i to ja teraz mieszkam w swoim własnym mieszkaniu, na swoich własnych warunkach.

Tylko dlatego, że miałam siłę, by podjąć tę decyzję.

By podejmować swoje własne decyzje, trzeba być bardzo odważnym. Bo wtedy walczysz nie tylko ze sobą, swoim strachem, uprzedzeniami. Ale też musisz odpierać ataki na swoją pewność, walczyć z wątpliwościami, które niezauważenie dostają się do Twojego planu.

Problem nie tkwi w tym, że nie umiemy się zdecydować. Problem jest, gdy czujemy się zablokowani. Problemem jest, gdy nasza decyzja jest w kontrze do decyzji innej osoby.

To, co chcę Ci dziś powiedzieć, to zdanie: decyzja należy do Ciebie.

To Ty decydujesz:
– czy chcesz skorzystać z czyjejś rady
– czy potrzebujesz zmiany
– jak będzie wyglądało Twoje życie
– jak nazwiesz dzieci
– czy zrobisz prawo jazdy
– gdzie pojedziesz na wakacje
– z kim spędzisz święta
– jak zarabiasz pieniądze
– czy wybaczasz drugiej osobie
– do jakiej szkoły pójdzie Twoje dziecko
– co robisz wieczorem
– czy masz siłę robić obiad

Wiesz co? Chyba przestanę pisać tak na około i dyplomatycznie.

Podejmowanie decyzji wymaga od nas zaangażowania. Od nas samych, nie od teściowej, która wyznaję zasadę ,,nie wiem, ale się wypowiem’’, nie od męża, który więcej zarabia, więc myśli, że może o Tobie decydować. Nie od dzieci, które, jak im pozwolisz, będą najsłodszymi terrorystami w historii kraju. Przyznaj, ile takich sytuacji widzisz w swoim życiu?

Szczęśliwie, masz teraz pretekst, by na Wielkanoc zostać w domu. A gdyby nie było kwarantanny, pewnie już teraz z wściekłością prasowałabyś wyjściową kieckę, bo rodzina wymaga twojej obecności, choć Ty sama marzysz o świętach w domu.

Albo mąż Cię zdradził, a cała rodzina naciska, by dać sobie drugą szansę, bo przecież dzieci, bo przecież co ludzie powiedzą, bo przecież ślub kościelny, bo przecież każdy ma prawo do błędów. A ty masz prawo do swoich decyzji, wiesz?

Albo chcesz wrócić do pracy po urlopie macierzyńskim, ale mąż przyzwyczaił się do domowych obiadów i naciska, byś nie zostawiała dzieci dla kariery, a matka świszcze pod nosem, że nie tak Cię wychowała…

Albo partner naciska, żebyś przeprowadziła się do innego miasta, bo on ma tam większe możliwości rozwoju. A gdzie są Twoje możliwości rozwoju? Zaraz za możliwościami innych osób.

Albo rodzina, która naciska, że dzieci muszą być ochrzczone. A tak w ogóle, to nie macie jeszcze ślubu.

Albo przykładowo zarabiasz tworząc bloga, a wciąż słyszysz gdzieś z tyłu głowy, że za normalną robotę byś się wzięła.

Albo nie chcesz mieć dzieci, ale przy każdym świątecznych stole łapiesz pytanie od publiczności – kiedy w końcu rodzice zostaną dziadkami?

Albo marzysz o zmianie pracy, bo w obecnej szef stosuje lekki mobbing i na samą myśl o poniedziałku masz odruch wymiotny. Ale rodzice mówią, żebyś wytrzymała, bo kryzys idzie. Kredyt krzyczy, że masz jeszcze milion rat do spłacenia. A facet, że przecież nie może być aż tak źle, a przecież pieniądze zawsze się przydadzą. Brak miejsca na Twoją decyzję. Widzisz to?

Gdy podejmujemy decyzje, tworzymy energię. Jesteśmy naładowani mocą, zrobiliśmy kolejny krok.

Jeśli chcesz zacząć od nowa, zdecyduj o tym. To jedyna opcja, nie ma chyba innej.

Albo żyjesz z pełnym zaangażowaniem i bierzesz stery w swoje ręce. Albo czekasz na pozwolenie.

Podejmowanie decyzji to wyszarpanie swojego pragnienia spod sterty oczekiwań społecznych, wyobrażeń bliskich, stereotypów i norm. Podejmowanie decyzji to czasem zdrowy egoizm, którego za cholerę nie chcemy się nauczyć. Podejmowanie decyzji to w końcu postawienie siebie na równi z innymi domownikami.

To, co wpływa na Twoje decyzje, to konsekwencje ewentualnego wyboru, to także szukanie w życiu dobroci, uciekanie od tego, co niewygodne, ale także chęć dopasowania się. Mam jednak nadzieję, że do tego zestawu dorzucisz hasło ,,Bój się i działaj’’ oraz fakt, że największe ograniczenia tworzysz sobie sama, one są w Twojej głowie.

 

Podoba Ci się plakat ze zdjęcia?

Możesz kupić go TUTAJ.

2 komentarze

  1. Celnie ubrane w słowa emocje wielu z Nas. Dokładnie tak, podejmowanie decyzji chcemy czy nie, to wyszarpywanie swoich potrzeb spod sterty oczekiwań i przyzwyczajeń innych ludzi i dopóki tego nie zrozumiemy będziemy stratne. W konsekwencji czujemy się biedne i pokrzywdzone, a przecież chciałyśmy dobrze dla wszystkich! Dla wszystkich poza Nami …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *