Czy tak źle będzie już zawsze?

Czy kiedyś będzie normalnie? Czy kiedyś będę mogła wstać rano bez poczucia, że nic dobrego mnie w życiu już nie spotka? Czy tak źle będzie już zawsze?

Nawet najgorszy ból kiedyś się kończy. Pytacie, kiedy? Nie wiem, ale mija, i to mogę obiecać.

Boli rozczarowanie, ośmieszenie, strach, niepewność, szok. Boli, gdy czujemy się oszukane, zmieszane z błotem, porzucone, samotne. Boli poczucie porażki. Bolą ludzkie słowa i spojrzenia. Boli brak bezwarunkowej akceptacji. Boli to, że plany na przyszłość przestały być aktualne i wcale nie chcemy robić nowych planów. Chcemy tych starych, tych naszych, tych oswojonych.

Nic tak nie smuci kobiety jak złamane serce. Wydaje mi się – patrząc na inne kobiety, czytając mejle i komentarze – że nic nie jest w stanie tak je złamać i tak je zatrzymać w życiu, jak właśnie nieudana relacja, brak miłości.

Nie brak awansu. Nie zła dieta, brak czasu, wysoki kredyt. Nawet nie kiepska relacja z rodzicami i dziećmi. Tylko ten facet… Ale nie dziwię się wcale. W końcu mówią, że kobieta bez mężczyzny jest niepełna... Prawda to?

Jak zatrzymać faceta?

Ha! Nie, to nie jest post z cyklu ,,jak zatrzymać przy sobie faceta”. Po co zatrzymywać kogoś, kto nie chce zostać? Strata czasu i strata siebie. Aniu, Marto, Karolino, Magdo – dziewczyno tego tygodnia, pisałam Ci już wcześniej – po co się odkochiwać? Warto zakochać się w sobie!

I stąd to pytanie, na które tak czesto odpowiadam – czy tak źle będzie już zawsze?

Nie, nie będzie. A nawet więcej – nie tylko będzie coraz lepiej. Ale jestem pewna, że jak mądrze się do tego podejdzie, odrobi się wszystkie lekcje i przemyśli siebie w tej sytuacji, to nigdy więcej nie będzie aż tak źle.

Bo się do tego nie dopuści. Zacznie się reagować wcześniej, zacznie się widzieć wyraźniej.

Nie. Musisz tylko odrobić lekcję z samoakceptacji, przeprosić  przyjaciół, że ich olałaś, odkurzyć swoje hobby, stać się niezależna i gotowe.

Jest tak źle dlatego, że zrobiło się pusto. Nagle zabrakło faceta i zgasło światło, zabrakło powietrza, lodu w lodówce i wina w szklance. Zabrakło wszystkiego. Niestety, sama do tego doprowadziłaś.

Kto Ci pozwolił zapomnieć o reszcie świata, o sobie?

 

_________________________________________________________________

Hello!

Słuchaj! 🙂

Jedną z większych przyjemności blogera jest kontakt z Czytelnikami. Trochę tu nas jest, nie znam jednak wszystkich. Jeśli jesteś tutaj po raz kolejny, to znaczy, że trochę się już znamy i lubisz mnie czytać. Mam więc prośbę – poznajmy się, skomentuj wpis i pogadajmy. 😉

Jeśli ten wpis Ci się spodobał i czujesz, że spodoba się też Twoim znajomym – będę wdzięczna, jeśli udostępnisz go na Facebooku.

Bardzo rozmowna jestem też na Instagramie. Rozkręcam się na Instastories (powoli, ale jednak), bywam też namiętnie na moim fanpage’u, a także na grupie ,,Bój się i działaj’’.

Let’s talk!

PS Dobrego dnia! 🙂

 

8 komentarzy

  1. “Jest tak źle dlatego, że zrobiło się pusto. Nagle zabrakło faceta i zgasło światło, zabrakło powietrza, lodu w lodówce i wina w szklance. Zabrakło wszystkiego.” – na pewno zdarzają się takie sytuacje, ale wtedy, gdy przyjaciele, hobby i te inne pozafacetowe sprawy były ogarnięte i nie były zaniedbywane, kiedy się siebie lubi nie dlatego, że facet, tylko po prostu? a jednak po jego odejściu zrobiło się pusto, zgasło światło i nie ma czym oddychać. jak się wtedy ratować?

  2. Jestem właśnie na takim etapie w życiu, że zostałam porzucona. Stało się to 5 miesięcy temu, po 10 latach związku. Czeka mnie rozwód. Na początku wyłam jak zarzynane zwierzę. Z rozpaczy, bólu, wstydu, upokorzenia. Bo straciłam męża, przyjaciela, miłość. W pewnym momencie gdzieś z tyłu głowy pojawiła się tak myśl: “Musisz wyjść z tego cało, wyprostowana i silniejsza”. I tak nie chciało mi się wstawać rano do pracy, w głowie kołatało się tylko jedno pytanie: “Dlaczego?”. Teraz jestem na etapie brania się w garść. Poszłam na terapię. Zaczęłam o siebie dbać – lepiej jem, ćwiczę, tworzę, a nawet śmieję się do łez. Ludzie, którzy wiedzą o mojej sytuacji, mówią mi czasami: “Ja na twoim miejcu nie dałabym rady” (tak, są to głównie kobiety). Ja też tak o sobie myślałam. Gdyby ktoś mi powiedział pół roku temu, że moje małżeństwo się rozpadnie, pomyślałabym, że to będzie koniec świata. I gdy się to wydarzyło, myślałam tak przez moment. A potem wzięłam się w garść, i to było i jest cholernie trudne. Okazuje się jednak, że świat się nie skończył, bo przypomniałam sobie o SOBIE. Że mój świat to przede wszystkim JA. Dziękuję Ci Moniko, że piszesz o takich doświadczeniach, bo przeszłam etap, gdy szukałam rozpaczliwie w Internecie historii kobiet, które powiedzą mi “dasz radę, ja dałam, to ty też dasz”. Gdy się jest w du… to naprawdę pomaga. “Myśl o sobie” to jest najlepsza rada, jaką można komuś dać w podobnej sytuacji. Pozdrawiam! 🙂

  3. Cholernie aktualny post!! Właśnie ostatecznie rozstałam się z chłopakiem. I to nie tak, że on mnie porzucił. Nie, ja z nim zerwałam. Ale to wcale nie sprawia, że czuję się dobrze. Czuję się najgorzej na świecie. Bo on po prostu na to przystał, nawet nie chciał ze mną porozmawiać, wyjaśnić sobie wszystkiego i rozstać się w zgodzie (bo już nie wspomnę że nie chciał popracować nad tym, co spowodowało że z nim zerwałam). Okazało się, że te wszystkie kocham i zależy mi to była bujda, kłamstwo, robienie w bambuko. Bo nie wierzę, w to, że jak się kogoś kocha to jest się w stanie tak o przystać na zerwanie w kłótni. I najgorsze jest to, że jestem świadoma tego że skoro mu nie zależało, skoro nie spróbował chociaż tego naprawić, to nie warto wylewać łez. Ale ja nie potrafię przestać wyć. Wyje, bo to cholernie boli, bo ja glupia w to wszytko wierzyłam, wierzyłam w moje przeogromne szczescie, w jego miłość i we wspólną przyszłość. I wyje, bo widzę moment kiedy powinno się to skończyć, dzięki czemu nie cierpiałabym teraz. To było na samym początku, kiedy zauważyłam że on mnie nie słucha… Rozkładałam to na czynniki pierwsze, myślałam że przynudzam, że nie wszystko musi go interesować, ale jednak czułam, że chciałabym być wysłuchana… Gdy w końcu zwróciłam mu uwagę, to się przejął i starał się przez jakiś czas słuchać każdej głupoty, którą mu opowiadałam. Ale w końcu odpuścił. Koleżanka mi mówiła, że przesadzam, że faceci tacy są, nie powinnam wymagać żeby za każdym razem mnie słuchal. Teraz już wiem, że to był ten moment, kiedy powinno się to skończyć. Lekcja na przyszłość. Póki co będę wyć z bólu, bo sama się na to wystawiałam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *