brrrrrr jak zimno!

Pierwotna, prosta przyjemność. Pierwszy oddech ciepłym powietrzem, gdy na zewnątrz -12, a sekundę wcześniej dobiegło się do jedynej otwartej kawiarni w okolicy. Dobiegło! Żaden tam spacerek, leniwe rozglądanie się. Bieg, na którego mecie było ciepło, kawa i kalorie, skutecznie omijane przez tygodnie.

Jeszcze trochę i zmienię sobie nazwisko na Monika Proste-Przyjemności. Proste przyjemności. Chleb z masłem, pomidorem i cebulką. Earl grey. Gapienie się przez szybę kawiarni nie siląc się na głęboki dialog. Śpiewanie w samochodzie piosenki Sylwii Grzeszczak o małych rzeczach, której z Basią totalnie nie znamy, ale słowa jakoś tak same odkopały się w naszej pamięci. Wszystkie. Zimowy płaszcz za 28 zł. 15 minut leżenia w ciepłej wodzie. Kawa przed śniadaniem, wyjątkowo. Rafaello z kaszy jaglanej. Leżenie na dmuchanym materacu przed telewizorem i wzruszanie się na ,,Mamma mia!”.

Czasem się boję, że tak mi życie intensywnie biegnie, że przestanę mieć czas na to wszystko. Albo będę, niczym narkomanka, potrzebowała mocniejszych bodźców. A potem wystarczy, że porządnie zmarznę i strach mija, zamrożony pierwszym prawdziwym zimowym poruszeniem.

Jeśli też się boicie, że pęd życia i to, że chcecie wciąż więcej, szybciej i dalej, sprawi, że Wasze wymagania co to prostych przyjemności wzrosną. I te proste staną się trochę bardziej złożone… idźcie do baru mlecznego na schabowego.

Albo poszukajcie w wolny od pracy dzień, przy -12, otwartej rano kawiarni.

1 2 3 4

5 komentarzy

  1. niczym narkomanka, potrzebowała mocniejszych bodźców – tak będzie, tak mam :)) ale tez jest extra 🙂 ale te proste wciąż są cudowne, nic się nie zmienia. Spędziłam służbowo parę dni z zimnej okrutnie Warszawie i wizja wieczornego odpoczynku pod kocem z herbata z cytryna u rumem u przyjaciół pchała mnie do przodu cały dzień. Wracałam do domu samolotem bo najtaniej i najwięcej frajdy i dostałam takiego impulsu że na drugi dzień wydałam pół wypłaty na tanie bilety :)))

  2. Ja mam zamiar w wolny dzień iść na stary rynek w Poznaniu (nawet jak będzie -20) Będzie idealnie – jak zawsze w tym miejscu 😀

  3. Lubię zimno jak mam wolne, lubię zimowe wyjazdy, co roku w połowie lutego jedziemy nad morze na kilka dni. Uwielbiam długie spacery plażą że skrzącym się w słońcu śniegiem a potem pęd do knajpy albo pensjonatu bo ziiiimnoooo i herbaty się chce, wzmocnionej wisniówką bo w końcu urlop to można 🙂
    No ale to nie w tym roku, na 25 lutego mam termin porodu, więc nie zaryzykujemy wyjazdu około 400 km w jedną stronę 🙂 Po mrozie też za długo nie pochodzę bo mi rozsądek zabrania, ale wybraliśmy się w poniedziałek nad jezioro oddalone od nas o 120 km bo je lubimy i bo chcieliśmy zobaczyć czy zamarzło. Zamarzło! Więc pierwszy raz w życiu chodziłam po zamarzniętym jeziorze i to pół godziny chyba, zmarzlismy jak głupi, pobieglismy do samochodu (no dobra niektórzy sie turlali raczej) i wypilismy wrzącą herbatę z cytryną, miodem i imbirem z termosu 🙂
    Tak się rozpisalam i doszłam do wniosku, że chyba zaczne zapisywać te dobre rzeczy w gorszy dzień będę sobie to czytac.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *