Alkohol dla dzieci? Mamo, mogę napić się wina?

Jest w domu alkohol dla dzieci?
Wyobraź sobie domową imprezę. Połowa gości już poszła, wujek dojada sałatkę jarzynową, na stole schną jajka w majonezie, cola leniwie się wygazowuje, w tle Krzysztof Krawczyk łka, że ,,byle było tak, że się nie powie nie’’. Ciche plotki szeptane ostatkiem sił. Dzieci śpią na stojąco w galowych, lepkich od plam ubraniach, i nikt nawet nie ma w planie ich przebierać, ba! nawet zębów myć. Dzień Dziecka dla wszystkich!

No i prawie puste kieliszki po alkoholu, samotnie stojące między brudnymi talerzami a skórkami od pomarańczy.   

I nagle Ina pyta, pokazując na prawie pusty kieliszek po białym winie – Mamo, mogę się napić?

Wiecie, co ja jej wtedy odpowiem?
– Inuś, wino to napój dla dorosłych, dla dzieci jest niezdrowy, może po nim boleć Cię brzuszek.

Za dużo, za mało? Ina ma 5 lat i taka odpowiedź w tej konkretnej sytuacji wydaje mi się ok.  

Tak tylko w celu przypomnienia: od 1982 roku w Polsce funkcjonuje ustawa o wychowaniu w trzeźwości. Co znaczy, że kto rozpija małoletniego, dostarczając mu napoju alkoholowego, ułatwiając jego spożycie lub nakłaniając go do spożycia takiego napoju, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch! Również mama czy tata!

Zdaję sobie sprawę, że Ina więcej zaczerpnie z mojego zachowania niż ze słów, które ode mnie usłyszy. Jednak myślę, że wyjaśnienie należy się nawet kilkulatkowi. I nawet wtedy, gdy marne szanse, że zrozumie całą wypowiedź mamy.   

Czasem, gdy jesteśmy w sklepie, a moja Córka usilnie próbuje namówić mnie na paczkę żelków, a ja akurat mam fazę na ,,moje dziecko nie będzie jadło słodyczy!’’, tłumaczę jej, dlaczego jej nie kupię batonika czy cukierków – że nie chcę, by ją zamuliły, że chcę, by moja Córka szybko biegała i szybko myślała… i tak dalej. I ona to, nomen omen, kupuje. Więc skoro jest w stanie przyjąć mój punkt widzenia, może i w przypadku alkoholu także by zrozumiała?

Alkohol  dla dzieci w każdej ilości i w każdej postaci jest szkodliwy. Najgorsze jest to, że się w ogóle o tym nie myśli – o tym, że alkohol może dokonać realnych zmian w mózgu dziecka. Szczerze? Dopóki nie przeczytałam poradnika dla rodziców ,,Jak rozmawiać z dzieckiem o alkoholu’’, było to poza moją świadomością.

Dlaczego alkohol dla dzieci jest tak groźny? Bo jego organizm wciąż się rozwija. Alkohol wywiera szkodliwy wpływ na wszystkie tkanki i narządy, upośledzając wzrastanie organizmu, pracę układu pokarmowego (utrudniając wchłanianie substancji odżywczych), sercowo-naczyniowego (zaburzając rytm pracy serca, podwyższając ciśnienie) czy odpornościowego (upośledzając pracę szpiku kostnego i limfocytów, co zwiększa częstość zapadania na wiele chorób). Aczkolwiek najgroźniejszy jest wpływ alkoholu na układ nerwowy rozwijającego się człowieka.

Kiedy rozmawiam z Córką o alkoholu? Kiedy widzi, jak ktoś z rodziny pije piwo w sobotę wieczorem. Kiedy podchmielony pan prosi nas o kilka groszy. Kiedy są urodziny i dzieci chcą ,,szampona’’, bezalkoholowego, oczywiście. Tak naprawdę bardzo dużo jest takich sytuacji. Maluchowi czasem wystarczy powiedzieć, że będzie bolał go brzuszek, jeśli spróbuje alkoholu. Mimo wszystko – dobrze jest nie robić z niego tematu tabu. Jest o czym rozmawiać, choć niekoniecznie jest co pić. 🙂

Alkohol dla dzieci?

Kilka dni temu, w poniedziałek 6 listopada, odbyła się debata, podczas której rozmawialiśmy o tym, jak poruszać z dziećmi temat alkoholu, prezentowaliśmy również na nim przewodnik dla rodziców, którego pełna wersja dostępna jest tutaj: http://trzymajpion.pl/upload/2017/11/Przewodnik.pdf. Organizatorami spotkania była Grupa Żywiec oraz Stowarzyszenie na Rzecz Rozwoju i Pomocy Q Zmianom. To była też okazja, by zaprezentować przewodnik dla rodziców ,,Jak rozmawiać z dziećmi o alkoholu’’, zrealizowany w ramach kampanii Trzymaj Pion, prowadzonej przez Grupę Żywiec.

Temat alkoholu jest dopiero przed nami, ale w poniedziałek spojrzałam na siebie krytycznie – to stukanie się z Córką szklankami i wzajemne ,,zdrówko’’, to picie soku w kieliszku od wina w ostatni Dzień Dziecka, bezalkoholowy szampan… Nie pomyślałabym nigdy, że w ten sposób oswajam dziecko z alkoholem i sprawiam, że staje się on dla niej w jakiś sposób naturalny.

Czy masz w domu kilkulatka, czy kilkunastolatka – chodzi o to, by rozmawiać. By nie zostawiać tematu alkoholu na potem, na za jakiś czas, bo może być za późno. Warto tłumaczyć, pokazywać zagrożenia, efekty długotrwałego picia alkoholu. Jest cienka granica między etapem, gdy rodzic ma coś do powiedzenia, a tym, gdy to głos rówieśników dominuje w głowie dziecka. Podczas debaty uzgodniliśmy, że dobra jest konsekwencja – nie znaczy nie. Nie ma odstępstwa od reguły. Wtedy zasada ma sens i brak możliwości naciągania jej pomaga dzieciom czuć się bezpiecznie. Wtedy nie ma znaczenia, z jakiego domu się pochodzi, co było normą, co było dopuszczalne i co kto pił do obiadu czy kolacji – prosty komunikat i konsekwencja plus rozmowa to jest najlepszy sposób, by nie tylko uchronić dziecko przed groźnymi konsekwencjami picia alkoholu, szczególnie w nadmiarze, ale by kształtować dobre postawy.

Chodzi głównie o to, by dziecko, nawet, jako dorosły człowiek, panowało nad sobą, umiało zadbać o siebie, przewidywać, znać umiar. Trzymać pion.  Alkohol dla dzieci? Nie, nie u mnie. 

Alkohol dla dzieci

Alkohol dla dzieci Alkohol dla dzieci Alkohol dla dzieci
fot. Paweł Śmitrowski

 

2 komentarze

  1. A wiesz co? Miałam niepijących rodziców. Kiedy u dziadków pojawiało się wino, pozwalano mi zamoczyć palec i oblizać. To wystarczyło, by mnie zniechęcić do alko na całe życie i dało odwagę odmawiania wypicia piwa w liceum. Piłaś w liceum alkohol? Na pewno tak. Więc co za różnica? 🙂 Rozmowa to nie wszystko, trzeba jeszcze dawać przykład. Nikt mi w szkole nie wierzył, że nikogo w rodzinie nigdy nie widziałam pijanego, nikt mi nie wierzył, że alkohol pojawia się u babci dwa razy na święta i kończy się na jednym toaście (gdzie i tak nie wszyscy piją, znakiem nienalewania było obrócenie kieliszka do góry dnem, co zresztą stosowałam w restauracjach podczas pracowych wigilii i innych tego typu imprez, żeby się nie tłumaczyć, dlaczego nie piję). Nikt ze mną specjalnie nie rozmawiał poza tłumaczeniem, że absolutnie nie należy mieszać oraz że bezpieczniejsza jest wódka od podejrzanych bełtów ze sklepu. 😉

  2. Mnie się wydawało, że u mnie jest porządek z tematem alkoholu: dzieci wiedzą, że jest dla dorosłych, podobnie jak straszne filmy czy niektóre imprezy. Aż któregoś dnia kolega dostał nalewkę w kolorowym kieliszku, a jego pięcioletnia córka, przyciągnięta rysunkami, napiła się jej zanim zdążyliśmy zareagować. Tylko trochę, ale wystarczyło, żeby nas wystraszyć. Młodą wykrzywiło i zniechęciło do kolejnych prób, a nam uświadomiło, jak łatwo przez nieuwagę zatrzeć granicę tego, co dla dzieci, a co dla dorosłych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *