Kochance męża kup kwiaty. Ale już zaraz, teraz. Wydaj ostatnie pieniądze na największy bukiet, jaki stoi przy kasach w Biedronce. Dorzuć bilecik z soczystym i szczerym podziękowaniem. To nie żart.

Kochance męża kup kwiaty. Byłemu szefowi, który obniżył o 10 pięter Twoje poczucie własnej wartości, kup najdroższą whisky w Lidlu. Byłemu chłopakowi, który przywiązał Cię na stałe do kuchenki i szmaty od podłogi, kup najnowsze PlayStation. Nie oszczędzaj! Dzięki nim przeszłaś bardzo drogi kurs samoświadomości. I to za darmo!

Ja wiem, że poczucie krzywdy jest dość wygodne i chciałoby się w tym stanie pozostać trochę dłużej, żeby tak się wykokosić w żalu nad samą sobą i tak sobie popłakać dla zasady, by zaznaczyć skalę życiowych strat. Ja jednak polecam pielęgnować krzywdę do momenty, gdy lody skończą się w litrowym opakowaniu. A potem koniec.

A kochance męża kup kwiaty…

Dlatego, że dała Ci bonus, dzięki któremu mogłaś przejść na wyższy level. Dzięki niej poznałaś się lepiej i postanowiłaś, że już nigdy więcej nie dasz się poniżyć. Dzięki niej dowiedziałaś się, kto jest Twoim przyjacielem i co przynosi Ci ukojenie. Dzięki niej wiesz, czego szukasz w ludziach, bo na pewno nie tego, co reprezentują sobie ona i Twój ex.

Ten wpis tak naprawdę nie jest o kochankach. Gdyby był, to pewnie musiałabym zaznaczyć, że jest tylko dla osób dorosłych powyżej 18. roku życia, bo zawiera wulgaryzmy.

Ten wpis jest o tym, że są w życiu sytuacje, które – gdy już je przetrwamy – dają nam dużo mocy. Zmuszają nas do reakcji, na którą byśmy się tak normalnie w cieplarnianych warunkach nie zdecydowały. Zmuszają nas do ulepienia życia na nowo z tego, co zostało. Zmuszają nas do kombinowania, szukania rozwiązań, do nowych wyborów i dużej zmiany – wszystkiego.

I te zmiany bardzo często wychodzą nam po prostu na dobre. Nie lubię powiedzenia: nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Ale czasem trudno się z tym nie zgodzić.

Wszystko jest po coś

Tak myślę, lubię tak to sobie tłumaczyć. Dlatego za każdym razem, gdy coś nie idzie po mojej myśli – czekam na to, jak sytuacja się rozwinie. Zastanawiam się, co czai się za rogiem, że teraz coś się w moim życiu chwieje.

Tak naprawdę nie mam zamiaru kupować kochance męża kwiatów, ani cieszyć się z tego, że któraś z Was została sprowadzona do roli kucharki i sprzątaczki we własnym domu. Będę się natomiast bardzo cieszyć, gdy z każdej takiej trudnej sytuacji wyciągniecie siłę do tego, by coś zmienić, by coś dobrego dla siebie zrobić.

Wszystko jest po coś. To sobie powtarzam w myślach, gdy widzę, jak P. zrównuje z ziemią naszą łazienkę. W mieszkaniu, na które się uparłam, które mamy tylko dlatego, że stwierdziłam, że sobie z tym poradzę, a przede wszystkim – że należy mi się własna, bezpieczna przestrzeń. I wiem, że gdyby nie życiowy wpierdol, pewnie bym teraz nie żyła życiem, które tak bardzo mi teraz smakuje.

Ale też wiem, że nic by z tego nie było, gdybym pominęła etap wyciągania wniosków i uczenia się na własnych błędach. Więc wychodzi na to, że to dobrze, że miałam na czym się uczyć, prawda?

Co jest dla nas, przy nas zostanie

Ludzie i rzeczy, które są dla nas, będą dla nas. I nie będziemy musieli o to prosić, ani czekać. Nie będziemy musieli zabiegać, martwić się, trzymać na siłę. Nie będziemy musieli się upewniać, pilnować i szukać pierwszych oznak, że to jednak porażka to wszystko.

Jeśli teraz czujesz, że musisz tego szczęścia kurczowo pilnować – odpuść. To nie dla Ciebie.

Tak chcę myśleć i jak na razie to się sprawdza. Wierzę w to.

A tymczasem zrobię sobie kawę i będę z czułością myśleć o osobach, które sprawiły, że teraz jestem tu, gdzie jestem.

Nie, nie będę im dziękować. To przecież nie ich zasługa. To tylko i wyłącznie moja praca i umiejętność uczenia się na swoich błędach.