Tylko daj, daj i daj. O 500+, ambicjach i przyszłości bez dziecka.

Mój ulubiony kawał ostatnio. Żona? Nie chcę mieć żony. Na co komu żona, tylko daj, daj i daj. I to mi się przypomniało w kontekście 500+.

Dlatego nie mam żony. 🙂

Kilka dni temu bardzo mnie zaskoczyła pewna wypowiedź. ,,Zachciało mi się pracy legalnie, efekt zabrane 500 + i fundusz stwierdził, że za dużo zarabiam i co zostałam bez 500 +, bez alimentów z gołą wypłatą i 2 dzieci”.

Nie dostaję ani 500+, ani żadnej innej pomocy. Czy bym chciała? Pewnie! Bardzo! Ale nie mam i wcale nie jest mi jakoś szczególnie źle z tego powodu, nie narzekam, nie psioczę, nie kombinuję. Dlaczego? Bo nic mi się nie należy, prócz tego, co sama zarobię. Jeśli coś chcę, sama muszę to zorganizować.

Niektórzy piszą, że nie opłaca się pracować. A jeśli już to na czarno. Dzieci mieć minimum dwójkę, wtedy +500 jak psu zupa. Lepiej siedzieć w domu. Bo i tak pracując 8 godzin dziennie, zarabiając najniższą krajową, nie ma jak załapać się na pomoc finansową od państwa – bo zarabia się  ZA DUŻO. A i tak nie starcza do pierwszego.

Według mnie, to jest totalnie do zmiany. I tu politycy mogliby się owszem popisać, gdyby zachciało im się pochylić bardziej nad kobiecym budżetem domowym niż nad macicą.

Mieszkając w UK, lat temu 10, dziwiłam się, jak to możliwe, że tam wszyscy mają z czego żyć, nawet gdy pracują na pół etatu w Primarku na kasie, są kierowcami autobusów i parzą kawę w kawiarni. Mają 18, 30 czy 50 lat. Tak powinno być, że osoba pracująca legalnie na pełen etat powinna być w stanie utrzymać się, żyć od 1 do 1, spokojnie, bez stresu. Ale w Polsce często tak nie ma. Nie ma i już – z różnych powodów, na które tak od ręki wpływu nie mamy.

Ale od ręki mamy wpływ na coś innego!

Są dwie opcje. Można albo frustrować się, że państwo nie daje, że państwo zabrało, że drogo, że 500 zł to za mało, że tobie to łatwo powiedzieć, a ty nie byłaś w mojej sytuacji, więc się zamknij. Można? Można! Czemu nie. Ale można też po prostu samemu zapewnić sobie wszystko, co potrzebne, bez czekania, aż ktoś nam da. Bo co będzie, jak nie da?

Ja nigdy nie miałam w głowie myśli, że mi się coś należy. Jak czegoś chciałam, to sobie to robiłam, musiałam zarobić, coś stworzyć, kombinować, zawalać noce, szukać opcji. Nikt mi nic nie dał. Czy było mi łatwo? Nie. Dwa lata temu nie miałam ani pracy, ani pieniędzy. Straciłam pracę, zepsuły mi się pod rząd dwa komputery, a ja przecież pracuję pisząc… Do tego przykra życiowa sytuacja, sprawa w sądzie z byłym szefem o zaległe wynagrodzenia. No doprawdy niech ktoś zatrzyma tę karuzelę śmiechu!

Czy samodzielna mama jest w stanie utrzymać siebie i swoje dziecko? Jest. I to bez 500+, dodatków i ulg. Może nie jest wyspana, może nie ma wyprasowanych ciuchów, a naczynia w zlewie stoją dłużej niż ,,pół godziny po obiedzie”, ale nie pożycza pieniędzy, nie spóźnia się z opłatami i jeszcze ma komfort, by nie robić zakupów z kalkulatorem w ręku.

Wcale nie wyszłam z lepszej pozycji niż Wy. Długo szukałam swojego miejsca. Długo nie wiedziałam, co chcę robić, co umiem. Na początku zarabiałam takie pieniądze, że jak o tym pomyślę, to aż się wzruszam, że… tak mało. Pracowałam za darmo, by zdobyć doświadczenia. Popełniłam wszelkie możliwe błędy młodego przedsiębiorcy. Nie miałam odwagi, by wyjść przez szereg. Próbowałam miliona rzeczy. Ale cały czas pracowałam – dla kasy i nad sobą. Cały czas.

Jedno z lepszych zdań, jakie ostatnio przeczytałam: ,,Wykształcenie nie jest gwarancją płacy, ale myślenie już tak”. Więc myśl na zdrowie i na bogato!

Tak, zarabiam na blogu. Już od dłuższego czasu, choć pewnie krócej niż się wszystkim wydaje. Tekstualna ma 6 lat. 6 lat pisania, pisania, pisania, wymyślania, rozmawiania, spotykania się, tworzenia. 6 lat konsekwencji. I pracy, po prostu. Samo nie przyszło, się nie napisało.

I tak jest ze wszystkim. Nie masz? Zamiast liczyć, że ktoś Ci da, pomyśl, co możesz samemu zrobić, by mieć szansę mieć.  Ja wiem (choć bardzo trudno jest mi to sobie wyobrazić), że są sytuacje, gdy ma się chore dzieci, wychowuje je się samotnie, można lub nie liczyć na alimenty, ma się 500+ na pocieszenie. Takiej rodzinie POMOC POWINNA BYĆ UDZIELONA BEZ PROSZENIA!  Ale nawet jeśli narzekasz, że Państwo ci nie pomaga – przestań. Póki jest choć jedna mała opcja na to, by coś poprawić – spróbuj. Poproś o pomoc, byś samemu mogła sobie pomóc, choćby to. Będzie ciężej niż ciężko, ale masz wybór. A dopiero potem niech Ci będzie tak źle na wieki wieków amen.

A, jeszcze jedno… Nawet jeśli masz te dodatkowe 500 zł miesięcznie. Nawet, jeśli masz kolejną ulgę, pomoc, cokolwiek. Idź do pracy, rób coś ze sobą, nie cofaj się. Bo za kilkanaście lat Twoje dzieci będą już dorosłe, 500+ przestanie przychodzić (jeśli nie stanie się to dużo szybciej) i będzie Ci bardzo, bardzo trudno żyć. Nie dość, że biednie, to jeszcze w stresie, frustracji i z myślą, że nie zrobiłaś czegoś ze sobą, gdy miałaś jeszcze na to siły.

*zdjęcie zrobiła Jasińska

46 komentarzy

    1. 500+ to nie zarobek, nie powinien być tak traktowany, to pieniądze dziecka i wyłącznie dla niego, tak być powinno. Przez tą politykę “pro”rodzinną, antykobiecą, sprowadzającą kobiety na “swoje” miejsca w domu do kuchni, do mopa, 500+ niszczy rodzinę. Niszczy szacunek do matki, męża do żony, rodziców do dzieci i na odwrót. Wnosi więcej zła niż dobra. A to tylko 500 złotych, na co to wystarczy, na tydzień jedzenia? Bez sensu ta walka – kto ma, kto nie ma. “Jak nie zarobisz, to nie będziesz mieć”.

  1. Choć często zaglądam na Twojego bloga, to pierwszy raz zostawiam komentarz.
    Zacznę od tego , na usprawiedliwienie, że bardzo się Cieszę, ze sobie dobrze radzisz i widać, że czerpiesz z tego satysfakcję. Rozumiem to, ponieważ sama tez sobie radzę dobrze, powiedziałabym nawet, że kilkukrotnie ponadprzecietnie biorąc pod uwagę średnią płacę w Polsce. Co jednak nie znaczy, że uważam, że w Polsce żyje się łatwo i rozumiem kobiety sfrustrowane, które wiążą ledwo koniec z końcem, zwłaszcza, jeżeli “się trafi” chore dziecko lub samotne rodzicielstwo.. Może nie jest to popularne w wielkim liberalnym świecie, ale uważam, że państwo jest po to, żeby pomagać jednostkom i rodzinom słabym. Koniec i kropka. Aha, a 500+ dostaję i odkładam na subkonto – bez żadnych wyrzutów sumienia- w cywilizowanym świecie państwo powinno wspomagać dzieci, ich rozwój i wykształcenie, ponieważ są to jego przyszli podatnicy. Pozdrawiam, aktualnie z Wiednia.

    1. zgadzam się z Tobą, ale moje pytanie brzmi – co z tym zrobić? Przecież tylko dlatego, że kobieta jest sfrustrowana, nie dostanie nagle pomocy finansowej…

  2. Zgadzam się, że próg zarobkowy w 500 plus jest idiotyczny. Wymogiem powinien być rodzic pracujący, przynajmniej jeden do diaska. Tak tylko ludzie głowią się, żeby nie przekroczyć o sto złotych, bo tu dostaną kilka złotych więcej, a tu stracą 500 na drugie lub pierwsze. Myślę, że na pracujących rodzicach rząd zyskałby więcej niż na niepracujących, ale kto tam zrozumie socjalistów i ich poronione pomysły gospodarcze.

  3. Nigdy nie rozumiałam ludzi, którzy liczą na socjal, są roszczeniowi i nie chce im się pracować. Dorosły, zdrowy człowiek, który woli siedzieć na zasiłku niz pójść do pracy to dla mniej sytuacja totalnie chora. To 500+ mam wrażenie zrobiło więcej złego niż dobrego. Nie wiedziałam że zarabiasz na blogu, myślałam że jest totalnie niesponsorowany, ale już wiem które posty. Sprytnie;) jeden z najlepszych blogów ever. Zaglądam od początku.

  4. Ja też komentuję po raz pierwszy. Lubię Cię, ale często zbyt upaszczasz, ograniczasz się do swojej perspektywy.
    Denerwują mnie argumenty pt. Chcesz coś to to zrób. Nie każdy potrafi, nie każdy ma możliwości. Ładne hasło motywacyjne, ale czasem w rzeczywistości nie sprawdza się.
    Dużo piszecie o niesprawiedliwości z tym 500+. Naprawdę Wy dorosłe kobiety żyjecie złudzeniami o jakiejś sprawiedliwości? To jest system, ma wady, nie ma możliwości potraktowania wszystkich przypadków osobno i po równo.
    Nie ma co się porównywać. Kalkulować czy bardziej opłaca mi się pracować, czy dostać zasiłek. To chore, zgadzam się. Ale przeciwniczki 500+ też to robią niestety: jestem lepsza, bo wybrałam lepiej, jestem niezależna i mam pełne CV. A wiecie, że udowodniono, że najlepsza sytuacja dla rozwoju dziecka do lat trzech to mama w domu? Jeśli choć jedna kobieta dzięki 500+ może zostać w domu z dzieckiem, ja się cieszę.
    Państwo ma obowiązek prowadzić politykę socjalną. A prawda jest taka, że te nieszczęsne 500zł to pierwszy zalążek takiej polityki po 89 roku.
    Ale cóż, kobieta kobiecie wilkiem, jak zwykle…
    Dla jasności: mam dwulatka w domu, pracuję z wyboru w niepełnym wymiarze, dla własnego rozwoju i dla pieniędzy oczywiście. Nie dostaję żadnych dodatków.

    1. Oczywiście, że to post pisany z mojej perspektywy. To nie miejsce na porównywanie wszystkich możliwych losowych przypadków. Odniosłam się do konkretnego komentarza, który mnie wkurzył.
      Moim rodzicom też nikt nic nie dał, sami na wszystko zapracowali – bez żadnych ulg czy dodatków. Tu nie chodzi o to, kto ile dostanie, ale o postawę, że mi się należy.

      1. … Bo czasem naprawdę się należy. Tak po ludzku. Żeby człowiek, który nie ma aż tyle polotu w życiu, nie musiał żyć jak nędzarz. Patrz: matka z terminalnie chorym dzieckiem (która nie odchodząc od jego łóżka całą noc, ma prawo nad ranem mieć samorozwój nie powiem gdzie…) I wiele, wiele innych przypadków. Myślę, że jak wszystko w życiu, treść tego postu nie jest uniwersalnym wyznacznikiem dla każdego i wierzę, Autorko, że wzięłaś pod uwagę też to, że jeśli ktoś narzeka to nie znaczy że nic nie robi …
        Pozdrawia pracująca samotna mama z dodatkami.

        1. To nie jest post o tych, którzy korzystają z dodatków i jednocześnie pracują 🙂 To jest post o tych, którzy mogą, mają siłę i możliwości, żeby pracować, a wolą psioczyć, że nie dostają, a im się należy.
          I nie śmiałabym się odnosić do sytuacji osób, które np. zmagają się z chorobami dzieci, im należy się pomoc, wsparcie, o które nie powinni prosić, powinni je dostać. Jeśli tej pomocy nie ma – a często pewnie nie ma – i tak trzeba coś ze sobą zrobić. Więc może, tak myślę, zamiast siedzieć i płakać, trzeba wyjść z domu i o tę pomoc zawalczyć, poprosić, pomyśleć, co zrobić. Ale tylko może mi się wydawać, nigdy nie byłam w tak ciężkiej sytuacji.

  5. Zgodzę się z Tobą, mimo że biorę 500+, bo się należy, pracuję, ale za naszą śmieszną najniższa krajową. to wszytsko to jakieś nieporozumienie , 500+ nie wlicza sie do dochodu ? jak to, przecież to jest miesięczny wpływ gotówki stały! a ludzie biorą 500, dodatki sratki i jeszcze kombinują jak mogą żeby się tylko nachapac ,siedzieć w domu i narzekać. Ostatnio sąsiadka (ma 4 dzieci- łącznie z opieki bierze 4600!! :O, jedno dziecko załatwiła sobie, że jest niepełnosprawne- tak i takie rzeczy można zrobić) lata pracy jej lecą, a ta z pretensją bo nie dostała na wyprawkę dla dzieci w tyym roku!! nosz kurwa inaczej się tego nie da powiedzieć. i ta sąsiadka zapytała mnie czy ja będę jej dawała faktury jak kupuję dzieciom ubrania bo ona to zaniesie do opieki i dostanie zwrot!! mało się nie przewróciłam. Ja – zarabiająca 1459 ona 4600 i ja mam jej dawać faktury ?? Takie pasożyty okradają państwo a Ci którzy naprawdę potrzebują czasami wsparcia nie dostają go, bo niestety dochód przekroczył 50 zł 🙂 kocham to! 😀

    1. Justyno, tekst o tym, że ktoś sobie “załatwił” niepełnosprawność dziecka jest poniżej pasa. Dziecko albo jest chore albo nie jest – lekarz nie wystawi diagnozy o niepełnosprawności ot tak, a komisja – komisja ma w interesie nie dać orzeczenia, a już tym bardziej świadczenia. Ludzie bez rąk i bez nóg rent nie dostają, tylko latami co roku stawiają się na komisję, żeby im przedłużyli. To Ty powinnaś się wstydzić, że takie rzeczy piszesz. I co, zazdrościsz tej kobiecie chorego dziecka – rehabilitacji znacznie przekraczających ten zasiłek, godzin pracy,by dziecko się czegoś nauczyło, a do tego jeszcze masz to pogodzić z opieką nad trójką pozostałych zdrowych dzieci, które też mają swoje potrzeby. Zasiłek dla matki rezygnującej z pracy na rzecz opieki nad dzieckiem to 1400 zł, 153 zł dodatek dla niepełnosprawnego, plus rodzinne – zamień swoje 1500 i zdrowe dziecko na to chore dziecko i zasiłki. Tylko pamiętaj, że z tej pracy nigdzie nie wyjdziesz. A jak nie, jak wolisz jednak tę swoją biedę, to zastanów się co mówisz. I tak mnie też koleżanka z dzieckiem niepełnosprawnym dzieckiem prosiła o faktury na książki – podobnie jak Ty nie dałam, bo też chciałam odzyskać koszty książek. Ale jakoś jej nie zazdroszczę biedy, zasiłków, czwórki dzieci, w tym jednego niepełnosprawnego. I wiesz co, przynajmniej te jej dzieci wyrosły na ludzi, bo matka się nimi zajęła w ramach tego, że opiekowała się tym chorym. Uważasz, że wychowywanie dzieci i opieka nad chorym to nie praca?

  6. Dobry tekst. Jestem tego samego zdania.
    Państwo powinno pomagać, a nie rozdawać pieniądze, a to ogromna różnica. To krótkowzroczne i uzależniające. Ulgi, darmowe przedszkola/żłobki, aktywizacja zawodowa – na to się godzę.
    Mam własną działalność i w swoim otoczeniu jestem uważana za osobę “bogatą”. I jako “bogata” muszę posyłać dzieci do prywatnych przedszkoli, bo do państwowych nie mamy szans się dostać. Najlepiej jakby dowalili mi większy podatek – “bogata jest, niech się ze mną podzieli”. Realnie w mojej kieszeni zostają zatem takie same pieniądze, bo gdzie się nie pojawię, to się nie załapię albo zapłacę więcej “bo bogata”. W ciągu życia wiele było na mojej drodze wzlotów i upadków – zostałam np. okradziona przez wspólniczkę. Ale każdej przeciwności musiałam stawić czoła – jak każda z nas. To co osiągnęłam daje mi satysfakcję, ale często okupuję to olbrzymim stresem, zmęczeniem, okresami depresyjnymi. I muszę stawiać temu czoła. I to przypomni o sobie już niedługo gdy zacznę chorować (taki poziom stresu gdzieś musi znaleźć ujście). To co osiągnęłam w życiu mi się nie udało, ja na to pracowałam. I nie chcę, żeby było mi odbierane w formie wysokich podatków, braku ulg, miejsc w państwowych ośrodkach opieki dla dzieci i w innych formach za które muszę tylko płacić i płacić (bo zarabiam, to chyba mogę, nie?). Wspierajmy ludzi, którym powodzi się gorzej, ale nie w taki sposób, a w taki, żeby w długim okresie byli w stanie sami stanąć na własnych nogach i pracować na lepszą przyszłość.

  7. Pewnego rodzaju myslenia,postawy roszczeniowej wobec zycia nie da sie tak latwo zmienic.Jest jak watpliwe dobro rodzinne przekazywane z rodzicow na dzieci…Ubogosc intelektualna i materialna.I rodzaca sie w tych warunkach niechec,bunt i postawa roszczeniowa…
    Ale to,ze widac zacietrzewienie kobiet na samo haslo,ze ktos ” siedzi” w domu z dziecmi i dostaje piecset zl. to fakt.Jezeli faktycznie same tak wybraly.W tle nie stoi maz,ktorego zdaniem zona to tylko dziecka pilnuj,obiady gotuj.Jesli nie stoja za tym dramaty,czesto gleboko pochowane,patologie,stale polaczenie z niebieska linia itd To przeciez to Jej wybor.To jej niezbywalne prawo,cokolwiek glupiego mowi i jakkolwiek plytko to wyglada.I zauwazam wieksza tolerancje dla alimenciarzy niz dla tych matek,ktore siedza i biora 500..
    Znow matkom dostaje sie bardziej.
    Pisze na podstawie wlasnych obserwacji..

  8. Powinni dać 250 zl na każde dziecko, a nie 500 na drugie. Dla samodzielnego rodzica 250 to dużo, można za to opłacić np. dodatkowe zajęcia, lub dwie wizyty u lekarza. Ja nie dostaje, mam jedynie wypłate z firmy, trzaskam nadgodziny ile się daj, nie mogę iść na L4 bo potem jak zobacze wypłate to będzę płakała. 500 + jest wsparciem rodzin, niestety w większości krętaczy… i tych którzy tych 500 zł nie potrzebują bo sporo zarabiają, ale dostają na drugie. Dla mnie to wsparcie do dupy. Dostają ci co sobie dobrze radzili, kombinatorzy i nieroby. Normalnie pracującym i samodzielnym rodzicom mało kiedy się należy. Ja mam wrażenie, że samotni rodzice i ich dzieci nie są tu traktowani jako rodzina…

  9. Polska – kraj w którym czuję się źle. Nie chodzi o to, że ja zadzroszczę bo jakoś sobie radzę, ale trafia mnie jak widzę, że 500+ trafia najczęściej do tych co to wydają na wóde i tipsy, a przecież to są też moje pieniądze z moich podatków, które powinny iść do tych co mają gorzej co potrzebują. W tym roku już czuję się mega wyalienowana. Nie chcę pomocy, ale chcę mieć możliwość zarabiania godnych pieniędzy. Dlatego jak córka podrośnie i nic się tu nie zmieni biorę pod uwagę emigrację. W Oławie mimo iż żyję tu od urodzenia czuję się obco. Nie stać mnie na wynajęcie mieszkania, ceny poszł w górę i ludzie wolą wynajmować pracownikom z Ukrainy. W pracy też sami ukraińcy, nie można się z nimi porozumieć. O lepszą pracę ciężko… na rozmowach jest super zachwyt do momentu, aż się okazuje że mam dziecko. Tutaj to chyba powód do wstydu. Ja nie po to się męczyłam 12 godz. Na porodówce, zeby sie wstydzic czy ukrywac ze mam dziecko. A sugestie ze powinnam z maluchem siedziec w domu sa slabe, i chyba taka wyrodna matka ze mnie ze smiem marzyc o samorealizacji 😉

  10. Tekstualna, może i masz rację, że ludzie którzy liczą na sam socjal są nie w porządku ale takimi wpisami pogłębiasz inne polskie uprzedzenia. Pod twoim tekstem już jest kilka komentarzy, które nazywają tych co biorą 500+ dzieciorobami i patologią a to z mojej perspektywy jest już krzywdzące. Jestem jedenaczką, od kiedy pamiętam chciałam mieć dużą rodzinę. Jedno dziecko już mam, z drugim jestem pod koniec ciąży i o ile zdrowie mi na to pozwoli na pewno będę chciała więcej dzieci. Zanim wyszłam za mąż byłam menadżerem, sporo zarabiałam więc i macierzyński mam niezły. Warunki na dzieci też mam bo odziedziczyłam duży dom po rodzicach, mąż pracował ale pierwsze dziecko ma chorobę, która wymaga przyjmowania leków kilka razy dziennie więc jest na zasiłku opiekuńczym, jak zasiłek przestanie mu przysługiwać to wróci do pracy. Ja przez następne kilka lat dopóki dzieci będą małe planuje być w domu i ich pilnować i wychowywać. Nie chcę oddawać maluchów na wychowanie babci czy do żłobków a sama też nie mam teraz parcia na robienie dalszej kariery. To mój czas dla moich dzieci i nie chcę ich nikomu zostawiać! 500+ pozwala mi na to żeby na luzie być w domu ale gdyby nie ten program to i tak zdecydowałabym się na dużo dzieci bo to było moje marzenie. Jakoś bym to ułożyła. Kim jestem twoim zdaniem? Dzieciorobem, osobą bez ambicji bo na najbliższe lata moją ambicją jest zajmowanie się dziećmi?

  11. A mnie wkurzają takie komentarze jak ten post. Nagle wszystkie takie mądre i zaradne a jak się człowiek przyjrzy z bliska to się okazuje, że to wszystko to tombak. Samodzielne matki, takie zaradne, zapracowane (swoją drogą co to za praca pisanie bloga), a za plecami tych matek stoją np rodzice, którzy pomagają. Jak już wynosisz to co się pisze na fb, to ja też coś skomentuję (swoją drogą nieźle to wymyślone – zarabianie na tym co inne powiedzą, nic swojego). Mnie uderzyły teksty w stylu: połowa z was nie przeżyła tego co ja (śmieć twierdzić, że większość przeżyła więcej niż owa osoba), trzeba się rozwijać i robić kursy (a skąd pieniądze na te kursy?), nie wzięłabym pracy poniżej moich oczekiwań (czyli stać cię na siedzenie w domu bez pracy). Tyle niby przeszłyście a nie znacie w ogóle życia! Co wiesz o tej dziewczynie co napisała tekst, który cytujesz? Może ma chore dziecko, może jest sama jedna jak palec – nie ma mamy i taty, którzy pomogą. I co was tak strasznie kole to 500+ ? U mnie w pracy też taka jedna strasznie psioczyła – stara baba, bez bliższej rodziny, która wszystko co osiągnęła to ma dzięki temu, że wykorzystywała innych ludzi, wspinała się po plecach innych. I tak strasznie jej się nie podobało, że dają 500+. Na co mój znajomy (facet!) powiedział: a czy to normalne, że niektórzy zarabiają po 1200 zł? Z mojego doświadczenia wynika, że najwięcej ujadają i najmniej zrozumienia mają osoby, które osiągnęły coś i owszem ale nie dzięki sobie tylko dzięki pomocy innych.

  12. Hej Tekstualna:) No jak Cię lubię, tak mi dziś podniosła ciśnienie..Poruszony temat, niebezpiecznie denerwujacy. Zarabiam troszkę więcej niż minimalna praca, w pracy się nie lenie, jestem samotna matka, która nie może liczyć na ojca dziecka. Ani w kwestii alimentów, Ani w innej. Facet wyjechał za granicę, tam się ukrywa. O alimenty walczę już kilka lat. Obecnie z pomocą państwa holenderskiego..ale niestety bez skutku. Nie dostaje500 plus.. Alimentów z funduszu też nie dostaje. I nie oglądam się na państwo, żeby mi pomagało. Nie to nie. Aleje to 500 plus, to już mnie złości. Bo mój syn będzie tak samo chciał nowe korki, jak kolega z klasy, który urodził się jako dziecko nr 2 w rodzinie. Też kiedyś, będzie chciał iść na studia, jak koleżanka, urodzona jako dziecko nr 3 w rodzinie państwa X. A przede wszystkim złości mnie dlatego, że dzieli nasze dzieciaki, na te i tamte i otwarte. I to przydzielenie głupot, że to program tworzony, narodziło się więcej dzieci..śmiechu warte. Pokaż mi zdrowa rodzinę, z trójką dzieci, która dostaje łącznie 1000 zlotych, stara się o trzecie dziecko..obstawiam, że szczęśliwi rodzice są już po 40 I za nic w świecie nie chcą kolejny raz udawać kasy na pampersy..prędzej myślą teraz o fajnych wakacjach. I dobrze. A wiesz jak wiele to 500 zł. zmieniloby w życiu dziecka z domu zwyczajnej matki Polki, samotnej? Monia, nie wszyscy są tak silni jak Ty 🙂 Nie wszyscy potrafią aż tyle;)Pozd

    1. U mnie podobnie. Jak mi poradził Proboszcz :” znajdź męża to będziesz miała Normalną rodzinę ” I mysle sobie, że faktycznie w Polsce 1+1 to nie jest ani rodzina ani normalna;) Ja się zgadzam bo 500 zl to dla mnie duzo pieniedzy. Dlatego trafia mnie jak widze ze ktos komu sie nalezy idzie ze spuszczona glowa do MOPSu biegną iuwazaja ze im sie wszystko nalezy bo on nie pracuje. My pracujemy i nie mamy. Podział niesprawiedliwy bardzo, a system kulawy.

    2. zgadzam się z Tobą, nie wiem tylko, czemu Twój komentarz jest jakby przeciwny mojemu tekstowi, skoro się zgadzamy 🙂 Nie pisałam o mamach, przykładowo, takich jak Ty. 🙂

  13. Ale Tekstualnej chodziło nie o to że to wstyd pobierać socjal tylko o to, że często jest pobierany przez krętaczy. Nie chodzi o ubogie rodziny, wielodzietne, czy takie co pobierają tylko na drugie i kolejne. Chodzi o tych co pobierają wszystkie możliwe świadczenia bo im się nie chce pracować choć są zdrowi. Nie chodzi też o kobiety, co siedzą w domu na wychowawczym, tylko o takie co siedzą dzieci mają w dupach i nie chce im się pracować bo im się coś od państwa należy. Od Państwa czyli od Nas!

  14. To zmora społeczeństw postkomunistycznych. Ludzie nauczeni, że “Państwo ma mi dać.” Zresztą to rzutuje też na mentalność, cechy osobowości. Polacy są mniej kreatywni i przede wszystkim strasznie zalęknieni i bez wiary w siebie – nie potrafią ryzykować. Miejmy nadzieję, że to się w miarę szybko zmieni 🙂

    1. Nie zgadzam sie, ze to zmora spoleczenstw postkomunistycznych. Z moich obserwacji wyika, ze Polacy wlasnie przez komunizm nauczeni sa swietnie sobie radzic. Francuzi na przyklad sa przyzwyczajeni, ze panstwo im da, i traktuja to zupelnie naturalnie, ze nalezy im sie dodatek na dziecko, doplata do mieszkania, wyprawka wrzesniowa..I to bez roznicy, czy biedny, czy bogay – biora wszyscy, niezaleznie od dochodow, i nikomu nie przyszloby do glowy, ze to wstyd czy ze im sie nie nalezy. Uwazam, ze wlasnie Polacy sa bardzo zaradni i kreatywni jesli chodzi o codzienne zycie i radzenie sobie i poleganie na sobie. A kombinatorzy znajda sie w kazdym kraju, nie podoba mi sie to polskie samobiczowanie sie.

  15. Czytając Wasze komentarze zastanawiam się nad rolą ojca w rodzinie. Czy ktoś się zastanawia jak facet ma pogodzić pracę zawodową z rodzicielstwem? Dlaczego to tylko kobieta ma wybór – samorealizacja i kariera albo zaopiekowane dziecko? Dlaczego o tym głośno nie mówimy, nie buntujemy się, a brudne naczynia w zlewie i nieuprasowane ubrania są tylko i wyłącznie skutkiem naszego zawodowego spełnienia…

  16. Widziałam ten wpis o 500+. Też mnie wkurzył, bo sama wychowuję samotnie i jestem za bogata na 500+. Za bogata znaczy zarabiam, co z tego, że mam kredyt i czynsz wyższy niż cały ten możliwy dochód na dwójkę. Ale znam swoje potrzeby i konieczność zarobienia. Święta prawda, wykształcenie nie ma nic do rzeczy, trzeba mieć głowę na karku, ambicje, chęci. I może też wynieść z domu tę chęć bycia samodzielnym. Bo ja od kiedy mogłam nie chciałam brać pieniędzy od rodziców, od kogokolwiek jak nie ma noża na gardle. Ba nawet becikowe kosztowało mnie 50 zł mandatu za postój pod US, a becikowego nie zobaczyłam bo przekroczyłam próg o kilka złotych… I tak, na to byłam zła na te 50 zł w plecy. Bo mieć 50 i nie mieć, to razem już stówa 🙂

  17. Uwierz mi, nie będą żałowały. Taki typ ludzi.
    Bo po co się wysilać.
    Jak nie 500+ to inne wsparcia.
    Tacy ludzie wiedzą gdzie iść, ile im się należy i czemu tak mało :/

  18. Ja uważam, że 500+ powinno być na pierwsze dziecko niezależnie od dochodów, w Polsce osoby które sobie radzą sa dyskryminowane np. Kobieta która prowadzi działalność gospodarczą, a zajdzie w ciążę nie dostanie macierzyńskiego otrzyma tylko tyle co kobieta która nie pracuje czyli
    1000 zl dla mnie to chore. Co do 500+ pracuje w biurze kredytowym i jak wprowadzili ten program bardzo wiele osób przychodziło i pytali czy dostana kredyt na 500, jest to dla mnie wspieranie patologi i zdania nie zmienia .

      1. 500+ to nie jest zapomoga a premia prodemograficzna, dodatkowo odpowiedź jest prosta – para z dwójką ROKUJE na wychowanie porządnych obywateli (trzecie, czwarte dziecko?) a z tego co czytam w komentarzach to samotna matka to co najwyżej może wychować to co ma i do tego jakieś skrzywione roszczeniowo- rozżalone, które wyciągnie rękę i dej, dej, dej

  19. Wciąż i wciaż to samo. Program 500 + z założenia jest wsparciem dla rodzin wielodzietnych a nie samotna matek z jednym dzieckiem. To nie jest zasiłek z pomocy społecznej dla osób niezamożnych. Po drugie jego celem było również zwiększenie liczby urodzeń w naszym starzejącym się społeczeństwie. I to też się dzieje. Rodzina z jednym dzieckiem to nie jest plan rządu na rozwiązanie problemu demografii w Polsce. Ma się rodzić więcej dzieci żeby miał kto pracować na emerytury dla innych. A ludziom ciągle wydaje się że 500+ to zasiłek.

  20. Twój tekst przeczytałam właśnie na ścianie mojej znajomej (bezdzietnej ale ambitnej i spoko babeczki – celowo to podkreślam, bo ostatnio coraz mniej takich kobiet wokół mnie się pojawia). Powiem Ci, że pierwsze o czym pomyślałam widząc jej post , to ile hejtu się na nią wyleje w komentarzach. Bo przecież nie ma dziecka, to co ona tam wie! O dziwo – nic. Nagle wszystkie Matki Polki ucichły. Co nie powiem bardzo mnie zdziwiło biorąc pod uwagę że wielu naszych znajomych posiada już dzieci wiele naszych wspólnych koleżanek po prostu siedzi w domu i nic nie robi tłumacząc się nawałem pracy przy tych dzieciach. Ja sama jestem mamą dwójki dzieci ale nie wyobrażam sobie sytuacji, w której siadam z tymi dziećmi w domu i zapominam o swoim rozwoju.No nie wyobrażam sobie i tyle. Bo kobieta nie jest maszynką do rodzenia dzieci, nie jest maszynką do obsługi domu, męża i wszystkiego dookoła. A 500+ właśnie do tego te kobiety sprowadza. Zgodzę się z tym, że jest grupa kobiet, która dzięki 500+ nie pójdzie do żadnej pracy bo lenistwo bierze górę bo jej się nie opłaca…. Ja im współczuję. Tak, współczuję im głupoty, bo to takie krótkowzroczne myslenie: “Państwo da bo mi się należy”.
    Żyje z mężem sama w obcym mieście bo nie mamy tu rodziny(co akurat na swoje plusy bo nikt nam się w życie nie wtrąca) – nie mogłam liczyć na pomoc rodziców czy teściów w opiece nad dziećmi. Nigdy. Byliśmy i jestesmy nadal z mężem na tyle obrotni że udaje nam się pogodzić pracę zawodową z DOBRYM wychowaniem córek. Można? Można.

    Ja mam taki Apel do tego grona: miłośniczek słodkiego nieróbstwa: Droga Leniwa Matko Swoich Dzieci – co ty zrobisz za x lat jak Państwo w końcu przestanie dawać? Pójdziesz żebrać pod most ? Czy w rozpaczy sama z tego mostu skoczysz?

    Ps. Tekstualna- świetny i potrzebny tekst!

  21. Że ja na babskim blogu zostawiam wpis! ale muszę – bo się uduszę jak mawiał klasyk:D

    Na wstępie od razu napisze, jestem mężem, i ojcem 3 dzieci ( tak, za drugim zamachem pojawiła się dwójka). Nie pobieramy 500+ bo chyba sumienie by nie pozwoliło. Już tłumaczę dlaczego. Jestem managerem działem marketingu w jednej ze średniej wielkości firm. Moja żona pracuje jako fizjoterapeutka. (Pracuje! tak ona pracuje; nie dlatego że ją zmusiłem, tylko dlatego, że ona sama chciała). Nie pobieramy świadczenia 500+ bo tak szczerze, razem zarabiamy na tyle ok, że jesteśmy w stanie zapewnić dzieciom normalne dzieciństwo ( normalne, nie rozrzutne z wydawaniem kasy na pierdoły) oraz dodatkowe zajęcia ( nie wynikające z chwilowej fanaberii tylko takie które są dobrze przemyślane i dobrane do zainteresowań naszych dzieciaków). Nie żyjemy ponad stan, ale też nie chodzimy w łachach 😉 jesteśmy w stanie conieco odłożyć z miesiąca( nie są to astronomiczne kwoty, ale w myśl zasady grosik do grosika… zawsze coś:)

    Obok nas mieszka rodzinka – Ona , On i 2 dzieci…. trzecie w drodze. On ryje od rana do nocy, w zasadzie widuje gościa tylko weekendami, ona siedzi w domu. SIEDZI dosłownie. O ten dom nie dba totalnie ( wystarczyła mi jedna wizyta po przysłowiowy cukier, żeby zobaczyć ten obraz rozpaczy w postaci wszechogarniającego bajzlu i brudu w mieszkaniu). Na co dzień jednak “modelowa rodzinka” jak z obrazka. Ona szpileczki, krótkie minióweczki ledwo zakrywające pośladki ( chociaż na mój gust matka 2 dzieci to chyba nie powinna się ubierać już jak ladacznica, ale co ja tam wiem…nie , nie żebym się zachwycał – bo ubiór to nie wszystko, nie sztuka założyć mini kiedy brzuch wylewa się spod bluzki). ON- ubrany tak jak ona mu każe. No i dzieci. Owszem, czyste, niby zadbane, ale jakieś takie jak wycięte z innego obrazka… nieważne.
    Od tej sąsiadki wiem, ze dzieci nie chodzą na przedszkola, no bo 500+ owszem , na obydwoje dzieci mają, ale trzeba było zainwestować w inne rzeczy i na potrzeby edukacyjne tych dzieci nie starczyło.
    I tak sobie myślę może jednak zamiast kasy do łapy rodzica, zamienić jakieś bony, karty które można wymienić na to co jest dla dziecka , a nie na rozrywki rodziców.

    I jeszcze na koniec- kocham moją żonę, właśnie za to że jest taka jak jest. Nie tylko za to że jest pracowita, ale za jej ambicje i inwestycje w soje własne “ja”. Dzieci nie są przeszkoda, a jeżeli kobieta zapomina o tym, że ona sama jest tak samo ważna jak jej dziecko, to nie jestem przekonany czy w ogóle powinna być matka.Pomijając tu typowe leniwce, które szukają byle pretekstu do tego by nie iść do pracy ( no jak mąż haruje , to po co księżniczka ma pracować) ewentualnie robiąc sobie kolejne dziecko. I tylko dzieci żal.. dzieci żal. Osobiście nie wieżę, że matka, która ma takie podejście do życia nauczy czegokolwiek mądrego) swoje dzieci.
    Borys- 39 letni facet, mąż wspaniałej żony (!) , ojciec 3 cudownych dzieciaków.

    1. Brawo Borys. Dziękuję za ten wpis. Więcej takich proszę. Da się?! Da. Tylko trzeba chcieć. A propo tej rodziny z opisu. Dzieci zaniedbane, ale za to mamuśka odjechana. Niestety częsty widok. Za częsty, bo to nie są pojedyńcze matki.

  22. A ja odniosę się do komentarza powyżej…nie każdy ma możliwości, nie każdy potrafi…A mi się wydaje, że mnóstwo mam, kobiet Ale też i mężczyzn po prostu nie ma chęci 😊

  23. Może ja powiem jak jest w mojej okolicy. Panie nie dosc, że nie chcą pracować. I TAK nie chcą, ponieważ pracowały i się zwolniły (dodajmy, że często są to osoby bliżej wieku 40lat) bo mają +500 to po co pracować. A właśnie jak mają wypłatę,to jeszcze państwo tyle nie da, bo ola boga jak coś przekroczenia to na pierwsze mi nie dadzą (było do teraz, że na 1 było ale od dochodu). Mało tego, że nie pracują. Dzieci jeśli miały np. obtargane ciuchy to nadal w takich chodzą. Za to mamy chodzą na wizyty do fryzjera co miesiąc i na paznokcie. Nie widac, zeby te pieniądze były przeznaczane na dzieci. Serio. Matka odrobiona. A dziecko niestety już nie. Czy to da się zauważyć. Bardzo się da. Nie mówię tutaj, że każda taka matka wydaje na siebie. Ale niestety takie sytuacje też są. Ja tego nie rozumiem. Nie rozumiem też tego, że mało, iż zwalniają się matki to czasami i ojcowie(bo mają np. tych dzieci więcej niż 3) więc po co mają pracować, skoro państwo daje. Tak, tak twierdzą to osoby pobierające swiadczenia. I padł tu taki komentarz, że niszczy to rodziny. Uwazam, że tak właśnie jest. Bo jak pieniądze otrzymują osoby, które nie wiedzą na co i na kogo je przeznaczyć to tak jest. Są też rodziny, które z tego korzystają rozsądnie i dzieci są faktycznie zadbane. I nic im nie brakuje. Ale jest tak jeśli rodzice nie zwolnili się z pracy i pracują. A ten dodatek to taki zastrzyk gotówki, a nie główne źródło utrzymania. Państwo wspiera ale moim zdaniem głównie szerzy się patologia. Która za 20lat i tak będzie albo nie pracować bo jak patrza, że rodzice mają choć nie pracują. To będą mówić, że po co PANSTWO DA. albo będą za naszą zachodnią granicą pracować. Nie mówię tu, że ten dodatek to samo zło. Ale ludzie naprawdę się cofają zamiast iść do przodu. Nie mam dzieci. I nie piszę tu z zazdrości, że BO JA NIE MAM. Tylko to co się dzieje w wielkim skrócie próbuje przedstawić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *