27 rzeczy, które możesz zrobić, zamiast czytać mojego bloga

Niedziela, 11:00. Dostaję powiadomienie o nowym komentarzu na blogu. A tam zdanie, że mogłabym chociaż umyć włosy. Za chwilę Basia wysyła mi komentarz, który z kolei ona dostała – wnioskując po IP od tej samej osoby – że coś za dużo klamotów u niej na tarasie…

Basia pisze – Pryśko, napisz o tym.

Z dziką radością!

Gdzieś tam w Polsce, gdy ja piję kawę i oglądam zdjęcia z wczorajszej imprezy, ktoś wylewa swoją frustrację komentując moje zdjęcie. Dlaczego moje? Bo mi jest lepiej. Bo zarabiam na blogu. Bo mam śliczną i mądrą, zdrową Córkę. Bo jestem zakochana i to nawet z wzajemnością. Bo mam swoje mieszkanie z antresolą. Bo jestem zdrowa i zazwyczaj zadowolona z życia.

Bo jest mi w życiu lepiej. I na pewno na to nie zasłużyłam. Dostałam to ZA DARMO.

Pomijając fakt, że na to, co mam, zapracowałam. Jak nie ciężką pracą, to choćby tym, by dbać o to, co dostałam od losu. To może niektórym się wydaje, że spadłam z nieba wprost do zastanej cudnej rzeczywistości i nie dotyka mnie ani ZUS, ani PMS, ani PIS.

A wiesz, że mnie dotyka?

Ale rozumiem to. 10 lat temu też mi się wydawało, że prowadzenie bloga na taką skalę to jest pestka. Tylko że ja miałam odwagę to sprawdzić. Nie hejtować, nie deprecjonować starań innych, nie gardzić kimś, tylko dlatego, że zarabia pieniądze po swojemu.

Dlatego, jeśli masz ból dupy. Jeśli frustrują Cię te blogerki,  inne jutuberki, które zarabiają kasę w internecie NIE ROBIĄC NIC, mam listę rzeczy, które Cię uratują. Listę rzeczy, które możesz zrobić, zamiast czytać blogi i się wkurzać. Listę rzeczy, która możesz zrobić, gdy Cię palce świerzbią, by dać upust swojej frustracji pisząc jakiś zjadliwy komentarz ,,noszący znamiona hejtu”.

Oto rzeczy, które możesz zrobić, zamiast czytać Tekstualną. Albo innego bloga.

 

  1. Załóż bloga. Rób wszystko to, co te leniwe blogerki. Też zarabiaj na blogu. Ale rób też te wszystkie rzeczy, które sprawiają, że to, co dla Ciebie jest nie robieniem niczego, dla nas jest pracą na pełen etat. Poświęć się temu. Zobacz, ile czasu to zajmuje, ile energii i pieniędzy kosztuje. A jeśli nadal będziesz czuła, że masz ochotę na soczysty hejt…
  2. Obejrzyj przemówienie Brene Brown o odwadze na Netflixie. A jeśli nie masz jeszcze konta na Netflixie, to załóż, pierwszy miesiąc jest za darmo, jeśli dobrze pamiętam.
  3. Wejdź do zatłoczonej windy (np. w centrum handlowym),  a jak się drzwi zamkną, głośno powiedz: na pewno się zastanawiacie, czemu Was tu wszystkich zebrałam!
  4. Idź do łóżka ze swoim facetem. Przekieruj energię na coś znacznie przyjemniejszego niż czytanie o tym, jak mi dobrze w życiu.
  5. Zjedz gluten. Upiecz sobie ciasto, może być jabłecznik. Zjedz całą blachę sama. I wtedy Twoje myśli samoistnie skierują się w stronę tego, że zjadłaś za dużo i powinnaś się przejść.
  6. Idź na spacer. Nic tak mi nie poprawiało niskiego nastroju niż kilka kilometrów w nogach.
  7. Włącz sobie na YouTube playlistę z disco polo. Powróć do natury, spotkaj się z tym rytmem, co rozbuja każde, nawet oporne biodro. Zanuć, że jesteś szalona, że szmaragdy i diamenty.
  8. Posadź kwiaty i czule do nich przemawiaj. Kwiaty to podobno doskonałe odbicie naszego charakteru. Gdy je karminy hejtem – więdną. Gdy mówimy do ich łagodnie i z miłością – rosną jak dzikie.
  9. Idź na jogę. W szkołach jogi zazwyczaj pierwsze zajęcia są za darmo albo np. za 10 zł, więc co Ci szkodzi?
  10. Idź na spacer. Gdy ktoś się z Tobą przywita, zapytaj zdziwiona: to Ty mnie widzisz?
  11. Posprzątaj w pokoju. Podobno jest tak, że jak masz porządek na około siebie, to ten ład przekłada się na ład w głowie. Sprawdziłam, działa. Jeśli oczywiście przyjmiesz radę od nadętej blogerki, która nic nie wie o życiu.
  12. Upiecz chleb. Ugniataj to ciasto, aż poczujesz, że jesteś zrelaksowana i wolna od stresu. A potem zjedz ten chleb z masłem i poczuj satysfakcję, że sama ten chleb zrobiłaś!
  13. Zapisz 10 rzeczy, które w sobie lubisz. Mam nadzieję, że poczujesz, że jesteś naprawdę fajnym człowiekiem – choć jeszcze dziś wydawało Ci się, że wszystkim się udaje, tylko Tobie nie.
  14. Wejdź do McDonalds’a, poproś o Happy Meal z podwójnym Happy.
  15. Idź do najbliższego schroniska dla zwierząt i wyprowadź kilka piesków na spacer. Minimum dwa jednocześnie, tak, byś nie mogła trzymać w ręku telefonu.
  16. Wykasuj appkę Facebooka z telefonu i zablokuj na komputerze wall’a.  Natężenie sztucznej szczęśliwości płynące z ekranu smartfona i laptopa naprawdę może frustrować. Nie daj się temu!
  17. Wejdź do kawiarni i zapytaj, gdzie jest najbliższa kawiarnia.
  18. Idź pod prysznic. Zrób peeling. Za kwadrans zrobi Ci się lepiej.
  19. Weź biały t-shirt, napisz na nim czarnym markerem ,,ŻYCIE”, a potem kup trzy kilo cytryn i rozdawaj ludziom na mieście.
  20. Zrób na Pintereście tablicę – mapę marzeń. Umieść tam inspiracje, które miło by było mieć w swoim życiu.
  21. Włącz ,,Prawo Agaty” i wyprasuj to, co masz do wyprasowania. Co do ostatniej ścierki.
  22. Uporządkuj pulpit na komputerze.To zajmuje zawsze tyle czasu, że po chwili zapomnisz, że miałaś ochotę trochę pohejtować w sieci.
  23. Zrób listę rzeczy, które zrobiłabyś, gdyby się okazało, że jesteś jednak Beatą Kozidrak.
  24. Idź na profil na Instagramie Chrissy Teigen. Najlepszy antydepresant i uwalniacz śmiechu.
  25. Albo wpisz w wyszukiwarce na YouTube ,,Hrabi”. I załóż pampersa, bo sikanie ze śmiechu gwarantowane.
  26. Naucz się na pamięć słów utworu ,,Ore ore siabadabada amore” i zadeklamuj przed lustrem.
  27. Uporządkuj książki na półce kolorystycznie.

 

Jeśli wkurzają Cię inne osoby, to znaczy, że masz problem ze sobą. I możesz się na mnie obrażać, ale taka jest prawda.

Na koniec dobra informacja. Możesz coś z tym zrobić. Nie musisz być do końca życia smutnym, czepiającym się wszystkiego człowiekiem. Nie musisz się zjadać od środka zazdroszcząc innym, że mają coś, czego Ty nie możesz dziś mieć. Te osoby mają to, bo po to sięgnęły, zapracowały na to.

 

Ja mam bloga od 2011 roku. 8 lat! 8 lat pisania, rozmawiania, wymyślania. Próbowania! I tak, uważam, że mi się należy. Zapracowałam na to, co mam. I trzymam za Ciebie kciuki.

Niech Ci się dobrze wiedzie, kimkolwiek jesteś – Osobo, Która Czyta Blogi i Komentuje Tylko Po To, By Podzielić Się Swoją Frustracją Na Niesprawiedliwe Życie.

 

Dobrego dnia! <3

21 komentarzy

  1. Brawo! Ale czy to trafi do takiej panny. Nie sądzę. A dlaczego ludzie głosują na PiS? Bo nienawidzą i żadna logiczna argumentacja do nich nie przemówi

    1. Kamilo, głosuję na PiS.Nikogo nie nienawidzę,wrecz przeciwnie -bardzo lubię ludzi,także tych ,którzy myślą inaczej.I zeby obalić kolejne stereotypy -jestem mloda wyksztalcona ,nie zzera mnie zawiść i frustracja,ponieważ za moja ciężką pracę jestem bardzo dobrze wynagradzana,a wykonuję ją,mieszkając w bardzo dużym mieście.A i nie pobieram 500 plus,więc mnie nie przekupiono.Potrafię też przy pomocy logicznych argumentów wytłumaczyć moj polityczny wybór.Pewnie by Cię nie przekonały,ale to naprawdę są argumenty,a nie emocje.
      A Tekstualnej gratuluję bardzo dobrego bloga i trafionego tekstu.Widac tu naprawdę duzo pracy.Pozdrawiam Was dziewczyny serdecznie.

  2. 🙂 ja tam nie mam takich hejtowych odczuć ale szczerze zazdroszczę, że ktoś się realizuje a ja nie potrafię. Wiem, że to ciężka praca 🙂 nie widzę w swoim życiu obszarów , tematów o czym miałabym pisać 😀 tyle już jest blogów itp ich że mój strach podpowiada po co będziesz pisała o czynś co juz w sieci jest x blogów 🙂 ale fakt najgorsze że nie widzę u siebie talentów, dziedzin na których mogłabym zarobić 😉 i fakt zazdroszczę ale tak z uśmiechem i bez hejtu 🙂 ale fakt u mnie to też obawa że nie wyjdzie, że wstyd bo jestem średniawa…

    1. a myślisz, że ja wiedziałam, co robię, gdy zakładałam bloga? Tekstualna to efekt przypadków, błędów, prób, olśnień. :))) No ale żeby popełniac błędy, trzeba coś rozpocząć 🙂

      1. I wiesz co coś w środku się we mnie poruszyło czyli to dla mnie ważny ale niewygodny temat . Obi3cuje sobie, że jak kolejnym razem będzie wyzwanie mimo bólu i ucisku w żołądku zaryzykuję i dam szansę czemuś nowemu 🙂 albo lepiej spróbujęsama okazję stworzyć

        1. “…Gdy tylko pojawia się znajome uciskanie w dołku, wycofujemy się. I na zawołanie, z pamięci, potrafimy wyrecytować 10 uzasadnień, dlaczego nie powinniśmy czegoś robić….” to cytat Z Twpjego innego wpisu ale bardzo do mnie przemówił teraz stosować małymi kroczkami

        2. Punkt trzeci jest zdecydowanie the best! Trochę mi przywodzi na myśl scenę z filmu Testosteron gdy Adamczyk (pijany) siedzi na łące i przemawia do stada owiec krzycząc na nie: “Ale proszę Państwa! Proszę o ciszę!” Uwielbiam ❤️

  3. A ja muszę się czymś podzielić, bo ja to z kolei gdy uderza we mnie jakiś hejt to zwyczajnie się blokuję i rezygnuję ze wszystkich planów i ambitnych celów, bo mam wrażenie, że hejter zrobił swoje i wygrał… I choćbym nie wiem jak olewała to i miała w dupce to co myśli, to i tak gdzieś tam w głębi przejmuję się tym i nie umiem czerpać radości z życia… No i co ja mam z tym zrobić? Eh… Pozdrawiam ciepło i super, że jesteś :*!

    1. Też tak miałam, tylko że teraz nie mam na to czasu. Mam wrażenie, ze jestem już dorosłym człowiekiem, który musi się skupić na dorosłych sprawach i nie mam po prostu czasu dla osób, które mi przeszkadzają.

  4. Bardzo współczuję hejterom. Uważam, że ich nienawiść jest podyktowana strachem lub brakiem pewności siebie i zazdrością. Najczęściej zazdrościmy komuś tego, o czym sami nawet boimy się marzyć. Dzisiaj, gdy wiedza leje się nas dobroczynnymi strumieniami – masz Moniko rację – można spożytkować czas lepiej, niż kogoś hejtując. Można nauczyć się obsługiwać wordpressa, poćwiczyć szybkie pisanie na klawiaturze albo codziennie wypróbować nowy przepis na obiad. Można nauczyć się robić świetne zdjęcia i pisać piękne listy albo malować po numerkach. Żyjemy w bardzo dobrych czasach, które są mocno nastawione na rozwój jednostki, a osoby, które nie chcą z tego korzystać – żal mi ich, tak szczerze. PS. Z tej jogi, to joga kundalini, czy medytacja i ćwiczenia dla głowy, która wspiera pracę z własnym wnętrzem i prowadzi do duchowej przemiany ;)))

  5. Monika jak ja lubię czytać Twojego bloga! Mimo tego, że nigdy nie hejtowlam mam ochotę wypróbować niektóre rzeczy z listy. Sama założyłam bloga, trochę przez Ciebie bo mi się spodobało to co robisz i też chciałam spróbować. Przyznaje, początki są trudne ale działam. Mam nadzieje, że kiedyś te, będę mogła powiedziec, że sama jestem własnym szefem i będę dumna. Pięknego dnia!

  6. Punkt trzeci jest zdecydowanie the best! Trochę mi przywodzi na myśl scenę z filmu Testosteron gdy Adamczyk (pijany) siedzi na łące i przemawia do stada owiec krzycząc na nie: “Ale proszę Państwa! Proszę o ciszę!” Uwielbiam ❤️

  7. Uderza mnie jeszcze w tym (ale i nie tylko tym) zjawisku takie powszechne przekonanie, niestety pewnie uwarunkowane naszą trudną historią i konsekwencjami w postaci lęków o byt i przekazów. Cenię protestancki etos pracy – sama raczej w tym kierunku, ale im jestem starsza tym bardziej podważam pewne przekonania. Nie widzę w tym nic złego, że ktoś zarabia niewiele się przy tym napracując, nawet realnie niewiele. Nie mówię o grupach urzywilejowanych, typu np. dzieci celebrytów, choć tutaj też ich uprzywielejowanie może być dyskusyjne, ale o tradycyjnie “zwykłych” ludziach. Usłyszałam ostatnio od znajomego, w reakcji na moje rozterki, że przecież nie mogę podać takiej kwoty za coś co realnie zajmie mi 2 dni pracy, tekst, który zapalił mi wielką żarówkę nad głową. A brzmiał on: “ok… 2 dni pracy, ale to dlaczego możesz zrobić to w dwa dni (czyli: wiedza i doświadczenie), zajęło Ci ok 10 lat. Ktoś Ci płaci, za ekspercką wiedzę, za efekt tych lat, a nie za roboczogodziny”. Kompletnie zmieniłam myślenie na temat, a Inwestor chyba nawet nie odczuł, że tak kwota jest “za duża”. A poza tym, pracując jako architektka, często słyszę: ” ja już wszystko wymyśliłem (do tego zestaw zdjęć albo wytycznych), więc w zasadzie te postawienie kilku kresek to już żadna praca” ….. Z serdecznymi pozdrowieniami. P.S. Nawet napisanie komentarza zajmuje trochę czasu, szkoda, że pewnie linijka hejtu ogranicza się do wylaniu strumienia świadomości , a tym samym to czas szybkiego wstukania w klawiaturę, tym ciężej zrozumieć tej osobie, jak realnie wygląda praca nad tekstem.

  8. A w dupie z tym. Spuść to., nikt nie będzie z tego strzelał. Rób tak jak Ci pasuje etc. BRAWO Pryśko, Zuch Dziewczyna❤️😍🥰👌👏

  9. A ja szczerze przyznam, że nie raz przeleci mi przez myśl to, o czym napiszę niżej, tylko nie puszczam tego w eter – właśnie, bo zostanie odebrane jako hejt, a ja tylko stwierdzam fakt. Racja – nikt nie lubi gdy inni mu wygarniają. Ale często nie mijają się z prawdą. Ale po co? Co mi da powiedzenie co myślę? Pomyślę, idę dalej. Nie chce nikogo urazić ale np gdy ktoś podróżuje, pisze, żeby znaleźć czas na życie slow, ma czas na 5 remont w roku a problemem jest czy zrobić taras czy jechać w kolejną podróż, do tego nie pracuje (wiem wiem, blog to też praca, ale patrząc na ilość postów, brak reklam (na+) to czy ta osoba rzeczywiście zarabia tyle, żeby móc powiedzieć że dokłada się do tych wyjazdów, remontów itp? Wtedy przejdzie mi na myśl “kurcze fajnie masz, ale czy miała byś tyle czasu, energii, pomysłów gdybyś pracowała na etacie (zarabiała normalnie) gdybyś sama musiała się konkretnie dołożyć do takich podróży, remontów? No pewnie nie. Wtedy myśle sobie – kurcze a ja pracuje na etacie, biorę projekty do domu, ogarniam dzieci bo mąż długo pracuje. Oboje mamy mało czasu, a kto ma czas na randki? Jak wyjedziemy raz w roku na tydzień nad morze to max. Jak zrobię w domu mały remont to kosztem czegoś innego. A do tego oboje pracujemy. Ktoś pisze – w końcu znalazłam czas na … a ja się zastanawiam, ale jak znalazła czas – przecież (patrząc po ilości postów itd) nie możliwe, żeby aż tyle godzin spędzała w tej pracy zwanej blogiem. Ona nie ma czasu? Albo pisze, że ma/miała depresję.. Naprawdę? Może za dużo czasu? Przepraszam, że to napisałam, ogólnie blog o którym piszę lubię. Tylko właśnie czasem przyjdzie mi na myśl to, o czym tu napisałam. Nigdy nie pisałam komentarza u tej osoby.
    Inaczej podchodzę do informacji o tym, że komuś się coś udało (mieszkanie, czy kredyt, ułożenie sobie życia, nowa praca czy przejście freelance) bo widzę tą pracę. Tak, piszę o Tobie. Ani razu nie przeszło mi na myśl: kurcze ale na co ona narzeka/kurcze jak jej się to udaje. Bo widać ile pracy w to wkładasz. Ty, a nie Twój mąż czy ktokolwiek inny, żebyś Ty miała łatwiej, mogła sobie prowadzić blogaska i podróżować, żyć slow, robić remonty i inspirować. Jestem pewna, że wiele osób tak myśli, tylko mało kto się przyzna lub część popadnie w skrajność i napisze brzydki komentarz pod postem.
    Mi nie chodzi o zazdrość tylko podsumowanie: ok, fajnie, że byliście tu i tam, że znowu wyjazd, że budujecie taras i remont w środku. Fajnie, ladnie tam u was, inspirujesz dziewczyno, tylko patrze potem na swoje życie i to dobija. Mimo ze mam fajne życie to takie inne! to o czym niektórzy piszą wydaje mi się nierealne: nie pracować, kilka razy w roku podróże, remonty, zakupy, tak tak, wtedy tez potrafiła bym się zrelaksować i żyć slow..

    1. Sylwi, zgadzam się w 100%. Bardzo dobrze to wszystko opisałaś. Też mam takie odczucia. I też czytam tego bloga, bo lubię. Dlaczego miałabym nie lubić? Czytam jak dobrą książkę. A jak się czyta książkę, to też się ocenia, analizuje (tylko samemu w sobie, znacie to prawda? ). Sama sobie odpowiedziałaś na pytanie, dlaczego Ty, Ja, Ona, One mamy tak jak mamy. Mimo, że wszystkie pracujemy. Nie chcę dalej ciągnąć tematu, już czuję, że narażam się na krytykę. Ale chciałam Ci napisać, że tak to jest, nie jesteś sama. Też tak mam, też tak czuję i też tak jak Ty się zastanawiam. I działam … Pozdrawiam.

      Ps. Monika, motywujesz, inspirujesz. Podziwiam. Dziękuję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *