niedziela w Londynie

Trzeci dzień. Z jednej strony najgorszy, z drugiej – najlepszy. Najgorszy, bo byłam zmęczona, na samą mysl o powrotnej podróży ręce mi opadały. Po wieczornych lotach zawsze jestem przeziębiona, bez wzgledu, ile swetrów i szalików mam na sobie. Najlepszy, bo to, co zobaczyłam i co zjadłam było kropką nad i całego mojego wyjazdu do Londynu. 

dsc_0205

Odkąd zobaczyłam zdjęcia z tej wystawy u Agi na instagramie, wiedziałam, że też chcę to zobaczyć. Jeff Koons i jego zabawki, inaczej tego nazwać nie można. Pozwólcie, że Wam opiszę, jak to wygląda. Więcej obsługi galerii niż samych eskponatów, natomiast same eksponaty są albo tak wielkie, tak śmieszne albo tak zawstydzające, że trudno powstrzymać emocje. Ja akurat chodziłam z bananem na twarzy. 🙂

Na przykład takie stare odkurzacze. Przeciez to dzieła sztuki. Wyglądają groteskowo w 2016 roku. 🙂

dsc_0207 dsc_0211 dsc_0213 dsc_0216 dsc_0220 dsc_0223 dsc_0225 dsc_0229 dsc_0232

 

Barbican. Miasto w mieście. Beton uformowany w stylu brutalistycznym.

Ja miałam wrażenie, że jestem na planie jakiegoś filmy science fiction. Choć Barbican trafił na listę zabytków Wielkiej Brytani, w 2003 roku mieszkańcy Londynu przyznali temu kompleksowi tytuł najbrzydszego budynku w ich mieście. No piękne to to nie jest, ale wrażenie robi. Lata 70. pełną gębą.

Barbican to teraz centrum kultury. Naprawdę fajne miejsce. Dobra kawa. :)))

dsc_0235 dsc_0236 dsc_0237 dsc_0239 dsc_0241 dsc_0244 dsc_0249 dsc_0253

Old Spitalfields Market. Przypadkiem trafiłam na London Fashion Week. Po czym poznałam? Po tym, jak stado fotografów rzuciło sie na blondynkę, która niezrażona niczym grzecznie pozowała do zdjęć. Moje przeczucia sie potwierdziły, gdy zobaczyłam kilka oznaczonych czarnych samochodów. Klasa! Obok mnie przeszła także Alice Point, jedna z pierwszych polskich blogerek, które regularnie czytałam!

dsc_0259 dsc_0262 dsc_0277 dsc_0278

Food market na Brick Lane. Wiedziałam, że mamy iśc na coś do jedzenia. Gdy weszłam w stado os, czyli wygłodniałych londyńczyków, nie wiedziałam, czy jestem wsciekła z głodu, czy dlatego, że nie lubię tłoku.

Przyznaje, super klimat. Pełno ludzi jedzących i siedzących na krawężnikach. Przeróżne potrawy, wszystko pięknie pachnie, greckie obok chińskiego, ostre obok łagodnego, bierz co chcesz. Ja wzięłam chińskie 🙂  Było pycha!

dsc_0258 dsc_0263 dsc_0265 dsc_0269 dsc_0271 dsc_0275

Gdy już wsciekła przecisnęłam się przez tłok najpierw głodnych, a potem modnych londyńczyków, trafiłam na to. Milonga w środku miasta. Ależ to zrobiło na mnie wrażenie. Krótki filmik możecie zobaczyć TU. Dobrze, że zaraz była przerwa, bo bym się spóźniła na autobus i na samolot. Zapatrzyłam się!

dsc_0280 dsc_0282 dsc_0283

A na koniec Kasia. Studentka medycyny, kóra w lotniskowej kawiarni pomachała mi zza lady, spakowała mi do samolotu pycha brownie i poświęciła swoją przerwę z pracy, by ze mną pogadać… Kasia, bardzo miło było z Tobą porozmawiac. Krótko, bo krótko, ale fajnie! <3

1 komentarz

  1. Chciałam właśnie pytać, czy byłaś w Barbicanie. Rety, byłam tam mocno szarawą porą roku, w styczniu i ten surowy klimat w połączeniu z siarczystym mrozem wywarł na mnie ogromne wrażenie. Ale uważam, że to chyba najbardziej fascynujące miejsce w całym Londynie. Chciałabym, żeby u nas były takie “szkarady”, a nie jakieś tandetne falowce 😛

    No i o feszyn łika też chciałam pytac, czy trafiłaś, bo faktycznie pojechałaś do Londynu niczym blogierka modowa – idealnie w czas! 😉 Fajne to musi być zjawisko obserwowanie tego kolorowego zgiełku, paparazzi i innych zajawkowiczów, którzy kręcą się po ulicach i just for fun cykają zdjęcia “gwiazdom”. Ciekawe.

    Buźka!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *