List do samej siebie zaczynam słowami: moja droga Dziewczyno…

Gdyby nie zbliżający się Dzień Kobiet pewnie długo zbierałabym się, by napisać o tym, że nie tylko można, ale i czasem trzeba napisać list do samej siebie. Ja nazywam te listy listami terapeutycznymi, bo gdy dasz sobie trochę czasu, ciszy i cierpliwości, możesz sama, bez niczyjej pomocy, poskładać swoje myśli w całość i zorientować się, w jakim punkcie życia jesteś, a także, gdzie chciałabyś teraz być. To ważne refleksje. 

Na co dzień, ponieważ jesteśmy w zasadzie ze sobą bardzo blisko, 24 na dobę, nie znajdujemy czasu, by sobie samej pogratulować. Nie przychodzi nam często do głowy, by sobie samej składać życzenia, by sobie samej podziękować, docenić. Żyjemy z dnia na dzień traktując to, co robimy, jako oczywistość. Często też nie analizujemy swoich dokonań, w razie gdyby to, co robimy, okazało się niewystarczające. W razie, gdyby ktoś nas źle ocenił czy skrytykował, odsuwamy od siebie glorię i chwałę własnych działań. 

Skąd to wiem? Bo to też mój system. Ciężko mi uznać własne sukcesy za sukcesy, na wypadek, gdybym przeliczyła się z własną oceną moich działań. Gdy zrealizuję ważny dla siebie projekt (tak było i z pierwszą, i z drugą książką) szybko zabieram się za kolejne zadania, nie dając sobie czasu na celebrowanie swojej konsekwencji, dobrego pomysłu czy po prostu szczęścia. 

A to jest głupi błąd. Bo jeśli ja sobie nie dam poczucia, że zrobiłam kawał dobrej roboty, nikt nie pomyśli, by mi dostarczyć zapasu tego uczucia, tej dumy z siebie i satysfakcji. Sama sobie muszę to dać. A pisanie do siebie listów może w tym pomóc. 

Po co pisać do siebie listy?

Nosimy w sobie różne emocje. Entuzjazm miesza się z rozczarowaniem, satysfakcja z niezaspokojonymi potrzebami. Do tego jeszcze mielimy w głowie problemy w związku, wymagające macierzyństwo, sytuację na świecie, która skutecznie zatrzymuje naszą uwagę, powodując uczucie zagrożenia. Dorzućmy do tego niepewną sytuację w pracy, różne przekonania na własny temat, które utrudniają cieszenie się życiem, a wyjdzie nam, że nie mamy zielonego pojęcia, co tak naprawdę czujemy do samych siebie. 

Czy my się w ogóle lubimy?
Czy my się w ogóle rozumiemy?

List do samej siebie może mieć różną formę i może pomagać nam uporządkować emocje w różnych kontekstach. Ja dziś chciałabym się skupić na zadowoleniu z siebie, na poczuciu własnej wartości, na przekonaniu o własnej sprawczości, na dumie z siebie. Na zrozumieniu siebie jako kobiety, nawiązując zupełnie delikatnie i nienachalnie do Dnia Kobiet. 🙂 

List pozwala Ci usłyszeć swoje uczucia. Te, które masz wobec siebie również. Na co dzień nie poświęcamy czasu, by precyzyjnie określić to, co myślimy, co czujemy. Po prostu — kierują nam emocje, a nie zawsze poświęcamy czas na to, by je posegregować, zorientować się, z czego się biorą. 

Często też wydaje nam się, że nie mamy nic ciekawe do powiedzenia na swój temat. Gdy ktoś pyta, co robimy, nad czym ostatnio pracujemy, ciężko jest nam powiedzieć wprost, że w czymś jesteśmy specjalistkami, że robimy coś ważnego. Jesteśmy świetne w deprecjonowaniu własnych osiągnięć, choć gdy to piszę, mam nadzieję, że jednak za daleko poszło to moje podsumowanie i że w rzeczywistości nie jest z nami aż tak źle.

Jak napisać list do samej siebie?

Pamiętaj, że gdy piszesz sama do siebie, nie musisz myśleć o dobrze ustawionych przecinkach, o poprawności językowej. Nikt prócz Ciebie tego nie przeczyta. A to, co możesz sobie samej dać to szczerość, choćby ubraną w wodolejstwo pełne mowy potocznej. 

Ja zaczęłabym list do siebie samej słowami: Moja droga Dziewczyno. A potem pozwoliłabym sobie na improwizację. 

To, co napisałabym w liście do siebie, to na pewno fakt, że jestem z siebie dumna, bo mam za co. Pochwaliłabym się za wszystko, co tylko przychodzi mi do głowy. Spojrzałabym na siebie czułym okiem, wspominając, że choć wcale nie było łatwo, to jednak dokonałam w życiu rzeczy, które dla mnie samej mają wartość i to wielką. Napisałabym o tym, jaki wyraz oczu mają moi bliscy, gdy o nich dbam. 

A Ty możesz zacząć tak, używając jednej z podpowiedzi:

[1]  Nazywam się Ania, mam 36 lat. To pierwszy list, który piszę sama do siebie. Poprzedni rok był dla mnie bardzo wymagający, ale jest kilka rzeczy, które chciałabym zapisać, by pamiętać o tych momentach, w których zaimponowałam sama sobie. Oto one…

[2] Droga Aniu. Na początku chciałam dać Ci znać, że wiele dla mnie znaczysz i że jesteś dla mnie ważna. Chciałabym Ci w tym liście obiecać, że będę dbała o Twoje potrzeby. A zrobię to tak…

[3] Jest wiele Ann na świecie, ale ja jestem jedyna taka. Jest wiele rzeczy, które mnie wyróżniają, choć może nie wszyscy mnie zauważają, ani doceniają. Trudno. To, co sprawia, że jestem jedyna w swoim rodzaju, to…

Napisanie listu do siebie jest wyzwaniem, dlatego, że nie umiemy poświęcać sobie czasu w wartościowy sposób, wciąż odkładamy na później samotne spacery, samotne wyjazdy czy chwile, gdy możemy siebie usłyszeć. Zazwyczaj nasze radary skierowane są na potrzeby naszych najbliższych i to daje nam satysfakcję, czujemy się potrzebne i sprawcze. Pisanie listów do samej siebie? Fajny pomysł, może wrócę do niego później…

Nie, nie później. Teraz! 

Co zrobić z listem, który właśnie do siebie napisałam?

[1] Poproś, by ktoś Ci wysłał ten list za 2 miesiące.   

Poproś osobę, której ufasz, by za kilka tygodni wysłała Ci ten list. Jestem pewna, że po takim czasie ta nieoczekiwana przesyłka (nie znasz dnia ani godziny!) bardzo Cię zaskoczy. Czytanie słów, które skierowałaś do siebie kilka tygodni temu, może być na początku trochę dziwne, ale na pewno ucieszą Cię te słowa pełne wsparcia i docenienia. Przypomnisz sobie, co myślałaś o sobie w Dzień Kobiet w 2022 roku. I może wtedy napiszesz do siebie coś jeszcze? 

[2] Schowaj w notesie, bo fajnie co jakiś czas, w chwilach zwątpienia, przeczytać sobie coś miłego na własny temat.

Listy, które napisałam sama do siebie na przestrzeni lat, chowam w notesach, kalendarzach, kopertach, skrzynkach. Gdyby ktoś poszperał w moich rzeczach, natknąłby się na kilka moich wynurzeń, to pewne. Po co je trzymam? Bo czasem, gdy postanawiam je przeczytać, przypominam sobie siebie z tamtego okresu i jeszcze mocniej widzę, jak bardzo się zmieniłam, dojrzałam. Doceniam się wtedy jeszcze bardziej. 

[3] Spal list z intencją 

Jeśli nie wiesz, co zrobić z tak intymnym listem. Jeśli boisz się, że wpadnie w niepowołane ręce. Jeśli nie masz jeszcze w sobie odwagi, by co jakiś czas czytać te słowa skierowane do siebie — spal list z myślą, by te słowa, które do siebie napisałaś, popłynęły dalej, by za jakiś czas wrócić do Ciebie ze swoją mocą. 

 

Czy list będzie krótki, czy długi, czy spalisz go, czy zatrzymasz dla siebie, czy będzie napisany pięknie, czy może pisząc go uwolnisz wszystkie swoje emocje i wcale nie będą brzmieć jak poemat — napisz list do samej siebie dla siebie. Żeby zauważyć tę kobietę, której należą się uwaga, miłe słowa i pochwały!

1 komentarz

  1. Ja kiedyś napisałam list do samej siebie. Schowałam go i po roku, pry porządkach go przeczytałam. Jak wiele w tym czasie się wydarzyło i jak ja zmieniałam się w tym czasie. To tylko i aż rok.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *