Jak rozmawiać z nastolatkiem o seksie, narkotykach, przemocy i nagich zdjęciach?

Czasem aż krew zalewa. Czasem brakuje słów, ręce opadają, chciałoby się wyjść do sklepu po papierosy i nie wracać przez tydzień. Nie wiadomo, jak tłumaczyć, jak przemówić do rozumu i wyobraźni. Nie wiadomo, czy karać, czy tłumaczyć, czy może milczeć. Rozmowy z dziećmi są bardzo, bardzo trudne, uwypuklają wszystkie rodzicielskie słabości, w tym brak argumentów, brak cierpliwości i brak równowagi.

Moja córka ma 9 lat. Rozmowy z nią są… proste. Przez ostatnie lata zapracowałam na jej zaufanie, nie oceniając tego, co mówi i nie karząc jej za to, co robi. Bycie mamą mojej córki jest przyjemne i spokojne, ale nie dostałyśmy tej relacji w prezencie, musiałyśmy obie się o nią postarać. Wiem też, że 9 lat to nie to samo co 17. Wielkie dramaty drugoklasistki nie są tym samym, co nastoletnie problemy licealistki. Dlatego teraz nabieram odwagi, próbuję uzbroić się na zapas w cierpliwość i już teraz nie budować murów, które za kilka lat ciężko będzie przeskoczyć.

Dziś z powagą rozmawiam o dziecięcych aferach, poczuciu niesprawiedliwości, o agresji i zaczepkach kilkulatków, by za kilka lat z podobną swobodą mówić o miłości, seksie, przyszłości, buncie, niebezpieczeństwie, odpowiedzialności i wolności.

Wierzę, że możemy dać swoim dzieciom tyle akceptacji, ile mamy jej w sobie. Nie damy więcej, niż posiadamy. Wierzę też, że dzieci wzrastają na wzór i podobieństwo swoich rodziców, będąc ich najsurowszymi i najpiękniejszymi zarazem wizytówkami. Wierzę również, że nie można przedawkować rozmów. Tylko jak rozmawiać z dzieckiem? Jak rozmawiać z nastolatkiem?

Niedawno miałam możliwość zadania 17-latce wszystkich pytań (w ramach konferencji OdNowa Miłość rozmawiałam z córką Izy Milczarek), które w moim przekonaniu zadałaby każda matka nastolatki… ale się boi, nie wie jak. Zaczęłam od pytania, jak to jest być Tobą?

Pisząc ten post, zadałam sobie dokładnie to samo pytanie. Lekko je tylko zmodyfikowałam. Jak to było być nastoletnią mną? Było tak, że nie chciałabym być ponownie w liceum. Nie mam w sobie takiej myśli, że to był czas mojego życia i z przyjemnością wróciłabym do tamtej beztroski i tamtego świata jeszcze niezainfekowanego mediami społecznościowymi i jeszcze pozbawionego filtrów na piękno.

Nie wróciłabym, bo to wcale nie był dla mnie beztroski czas. I wcale nie było fajnie być wtedy mną. Często wtedy udawałam, że coś mnie nie rusza, a ruszało strasznie. Chciałam być i zauważona i niewidoczna. Chciałam być jak Sabrina, nastoletnia czarownica, która w serialu zatrzymywała czas. Też tak chciałam. Ten czas był mi potrzebny, by się zastanowić, by wykuć na blachę to, czego nie umiałam zapamiętać, by odnaleźć się w sytuacjach, których nie umiałam przewidzieć.

Tylko obawiam się, że zatrzymałabym czas nie na kilka sekund, nie na kwadrans, ale na kilka długich lat. Nie miałabym odwagi wrócić do tej karuzeli niespełnionych oczekiwań i festynu nastoletnich problemów, z których każdy wydawał się najpoważniejszym na świecie, ale tylko dla mnie.

A wracając do Tary, 17-latki, z którą rozmawiałam… to wszystko, co sądzicie, że dzieje się w liceach, to się dzieje. Jest właśnie tak, jak obawiacie się, że jest. Jest alkohol, są narkotyki, jest seks, nastoletnie ciąże, samookaleczanie się i próby samobójcze. Cały zestaw rodzicielskich strachów czeka na nasze dzieci.

Z jednej strony w ogóle mnie to nie zdziwiło. Czułam, że tak właśnie jest. Z drugiej strony jest mi nieswojo i jako mama czuję się zagubiona. Całe szczęście, że mam jeszcze kilka lat na oswojenie się z tematem, mogę jeszcze się przygotować.

 

Problem #1: porównywanie się

Gdy ja byłam nastolatką, też się porównywaliśmy. Kto ma superstary, a kto nie. Komu rodzice powalają iść na imprezę, a komu nie. Kto ma komórkę, a kto nie. Tylko że większość nie miała superstarów, większość też nie miała telefonów komórkowych. Mam wrażenie, że wszyscy byliśmy ,,średniakami”, z zupełnie przeciętną liczbą przywilejów.

Nie rozmawialiśmy o seksie wprost, to był jakiś odległy zupełnie temat, tak nam bliski, jak plotki na Pudelku. Ktoś coś gdzieś z kimś, ale nie ja, nie my.

Dziś my, dorośli, porównujemy się jak najęci. Kto ma więcej lajków na insta, więcej kasy, ile razy wyjeżdża na wakacje, jak wygląda. My się naprawdę codziennie porównujemy. My, dorośli, świadomi i odpowiedzialni. Udajemy, że tak nie jest, ale to nieprawda. Regularnie to robimy próbując znaleźć swoje miejsce w otaczającej nas rzeczywistości.

Dlatego wierzę, że w nastoletnim świecie to nie tyle powszechne, ile obowiązkowe. Trudno uchronić się przed magią instagramowych filtrów. Dobrze, jak jesteśmy świadomi ich działania, gorzej, jak to, co nierealne, staje się prawdą. Nastolatki często nie są tego świadome…

Problem #2: czego nastolatek potrzebuje od rodziców

Wiesz, jeśli chodzi Ci po głowie to pytanie, proponuję przypomnieć sobie, czego sama potrzebowałaś jako dziecko. Nie ma chyba lepszego sposobu. To jest aż tak proste.

Słowa Tary nie zdziwiły mnie, natomiast zasmuciły. Bo widzę, jak bardzo potrzeby nastolatków mijają się z tym, co mogą zaoferować dorośli. Bo gdy rodzic zderza się z codziennością swojego dużego już dziecka, reaguje złością, niedowierzaniem. Automatycznie wymyśla karę, zabiera telefon, alienuje od rówieśników, ośmiesza, bagatelizuje, z drugiej strony wszystko, co mówi nastolatek, odbiera osobiście, zastanawia się, co ludzie powiedzą. I zadaje sobie pytanie: co takiego poszło nie tak, że dziecko robi inaczej, niż ja chcę?

Dziecko potrzebuje wolności, a wraz z nią zaufania i nieoceniania swoich wyborów. Wiadomo, że będzie popełniało błędy, ale my wszyscy je popełnialiśmy, nie ma innego sposobu na naukę życia. A przynajmniej ja sama takiego nie znam. Te błędy na nas czekają, jeśli nie popełnimy ich w liceum, popełnimy je na studiach, jedno jest pewno: pytanie nie brzmi, czy je popełnimy, ale kiedy.

Tara powiedziała ważną rzecz: to dziecko przychodzi do rodzica ze swoim problemem. To dziecko decyduje, czy i kiedy przyjdzie. A to, czego rodzic nie powinien robić, to naciskać, wymuszać rozmowę. Rozmowa powinna też odbywać się na tej samej płaszczyźnie, a to znaczy, że dziecko nie jest podległe rodzicowi, gdy mówi o tym, co jest dla niego ważne.

I jeszcze jedna ważna rzecz: zaufanie. Dziecko ma ufać rodzicom bezgranicznie, ale też rodzic powinien tak samo ufać swojemu dziecku. Relacja nie jest harmonijna, gdy jedna strona jest zobowiązana wierzyć i ufać, a druga podejrzliwie przygląda się wszystkiemu, co robi nastolatek.

Problem #3: jakie błędy popełniają rodzice?

  • Nie dają wolności. Nie pozwalają swobodnie dokonywać wyborów, swoich własnych wyborów.
  • Nie pozwalają uczyć się na swoich błędach. A gdy już pozwalają, karzą za te błędy.
  • Dają kary za wszystko, za 15 minut spóźnienia i na gorszą ocenę.
  • Nie pozwalają się wyrazić. Oczekują, że dziecko będzie jak z szablonu, że będzie typowym nastolatkiem z typowymi problemami, które na dodatek powinny być w miarę do ogarnięcia. Byle nie wychodzić za linię tych rodzicielskich oczekiwań.
  • Nie wspierają tego, co dla nastolatków ważne. Nie angażują się emocjonalnie w to, co interesuje ich dzieci. Nie przeżywają wspólnie sukcesów.

Zestawiając moje wspomnienia z liceum oraz to, co mówiła podczas rozmowy Tara, widzę tu jeden podstawowy rodzicielski błąd. Brak zrozumienia i akceptacji. Brak nawet takiej przestrzeni, by porozmawiać o plusach i minusach danej sytuacji. Dziecko rośnie w poczuciu, że cokolwiek robi, robi źle, bo zazwyczaj to, co chce i do czego dąży, różni się od wizji rodziców.

Problem #4: seks

Tak, rodzicom się wydaje, że ich dzieci ,,mają na to jeszcze czas”. Przekładają rozmowy o seksie na później, wstydząc się, albo nie wiedząc, jak zacząć. Jak rozmawiać z nastolatkiem o seksie, żeby nie przekraczać granicy i nie być opresyjnym, ale też by nie zatracić granicy na linii rodzic-dziecko?

Wydaje mi się, że rodzice demonizują seks. Tak przedstawiają ten temat, by przypadkiem nie zabrzmiał za fajnie. Straszą, ostrzegają, mówią: pogadamy, jak będziesz dorosła. Albo robią sobie heheszki, obśmiewają i bagatelizują.

Tara mówi, by być wspierającym. Twoje nastoletnie dziecko (w Twoich oczach wciąż DZIECKO!) UPRAWIA SEKS? To, co się stało, to się nie odstanie. Gadaniem, krzykiem i kara nie cofnie się czasu.

Według Tary, na 10 koleżanek, 6 ma za sobą inicjację seksualną. 6 na pewno.

Młodzież też elastycznie podchodzi do swojej seksualności, odkrywając siebie. Ale czasem w tym temacie kierują się też… modą.

Wiem, to zupełnie bez sensu. Orientacja seksualna dyktowana modą? Przecież to jakiś żart. A jeśli to prawda? Rodzicu, jeśli nie pozwalasz dziecku zadawać pytań, nawet tych trudnych, jeśli wyśmiewasz to, z czym przychodzi Twoje dziecko, jeśli unikasz trudnych tematów, Twoje dziecko będzie na własną rękę uczyć się życia. I nie zawsze sposób nauki bedzie Ci się podobał. Ale… chyba nie zostawiasz nastolatkowi wyboru.

Problem #5: wyłudzanie nagich zdjęć

Nie spodziewałam się, że nastolatki borykają się z tym właśnie problemem, czyli z wyłudzaniem nagich zdjęć. Tara mówi, że często dziewczyny dostają zdjęcia penisów swoich szkolnych kolegów oraz pytanie: może się odwdzięczysz?

Te świadome dziewczyny nie reagują, nie wysyłają swoich zdjęć. Czasem też straszą sądem i, jeśli mają szczęście dorastać w domu z rodzicami pełnymi zrozumienia, mówią o tym dorosłym. Ale są też te, które nie umieją odmówić, czują presję, nie radzą sobie z oczekiwaniami kolegów. Wysyłają swoje zdjęcia, by zdobyć akceptację, by dostać uznanie i aprobatę, a później nie radzą sobie ze wstydem, upokorzeniem, strachem przed reakcją szkoły i rodziców.

Przecież każdy z nas słyszał o samobójstwach nastolatków, których powodem był wstyd.

Problem #6: brak akceptacji

To będzie krótki punkt.

Jeśli dziecko nie dostanie akceptacji w domu, będzie jej szukało w innym miejscu. By ją dostać, może posunąć się do działań dla siebie niebezpiecznych, krzywdzących.

Tara zaznaczyła, że wymykanie się z domu, kłamstwa, wagarowanie, wczesny seks, picie alkoholu jest spowodowane brakiem zrozumienia w domu. To powiedziała 17-latka,  a ja jej wierzę.

Jeśli dom kojarzy się z wiecznym niezadowoleniem rodziców, z karą, z samotnością, z krzykiem, przemocą, wstydem, niezrozumieniem, niesprawiedliwością, dziecko będzie go unikało. Przecież to jest naturalne, do przewidzenia, że nie ciągnie nas tam, gdzie nam źle.

Chcesz być ze swoim dzieckiem blisko? Chcesz wiedzieć, co u niego słychać, z czym się zmaga, chcesz, by Ci ufało? Okaż mu ZROZUMIENIE i AKCEPTACJĘ.

Jakich słów brakowało nam w dzieciństwie?

Zapytałam moje Czytelniczki, co chciały usłyszeć z ust swoich rodziców, gdy były nastolatkami. Słowa, które były im bardzo potrzebne, a których nikt w ich stronę nie mówił. Odpowiedzi wciąż się powtarzały i mogłam wyróżnić kilka kluczowych.

Jest mi smutno, gdy je czytam. Bo to jest przecież podstawa, baza. To nie jakieś wymysły, żadne gwiazdki z nieba, ale słowa, które każdemu z nas się należą. Każde dziecko powinno je usłyszeć, przynajmniej raz dziennie. To są słowa, które nie powinny być limitowane, nie powinno ich brakować. A przede wszystkim żadne dziecko nie powinno być nimi szantażowane, nie powinno starać się coraz bardziej, by na nie zasłużyć. Te słowa nie powinny być nagrodą za dobre zachowanie.

Kocham Cię.

Jestem z Ciebie dumny.

Poradzisz sobie.

Wszystko będzie dobrze.

Jesteś dla mnie ważna.

Jesteś wystarczająca.

Wierzę w Ciebie.

Możesz na mnie liczyć.

Ufam Ci.

Rozumiem, że jest Ci trudno.

Przepraszam.

Jestem przy Tobie.

 

 

Jak rozmawiać z dzieckiem?

Myślę sobie, że to jest w zasadzie proste. Im więcej okazujemy naszym dzieciom uczuć, im więcej cierpliwości, empatii, zrozumienia i akceptacji, tym więcej o nich wiemy, tym częściej dzieciaki się przed nami otwierają.

Ale jest jeden szkopuł. Musimy zacząć od siebie. To my musimy najpierw zachować spokój, zimną krew, uspokoić nerwy, by nie wybuchnąć, zagryźć zęby, by nie pouczać, nie ochrzanić, nie wyśmiać. To my musimy nauczyć nasze dzieci, że na nas można liczyć. Musimy być PRZEWIDYWALNI ze swoimi reakcjami.

Wybaczcie to ,,musimy”, ale to słowo wydaje mi się uzasadnione. Relacje z dziećmi to nie przestrzeń do nieudanych prób, bo niestety cena jest zbyt wysoka.

Nie warto eksperymentować na własnym dziecku

A wracając do tytułowego pytania. Nie pytaj, jak rozmawiać z dzieckiem. Zapytaj, kiedy ma czas. I nie zapomnij o akceptacji, uważności, zrozumieniu i szacunku. Zapomnij natomiast o ocenianiu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *