Czy ten facet to moja druga połówka? Nie, raczej nie…

Po prawie dwóch latach związku wpadło mi do głowy to pytanie. Tak, dopiero teraz. Czy ten facet, z którym spotkanie było jedną z rzeczy, które nie powinny się realnie zdarzyć, to moja druga połówka. Odpowiedź brzmi NIE. Nie jest.

Nigdy nie spotkałam osoby, która by się tak ode mnie różniła. Ale wiesz co? Lepiej być nie mogło.

A wpadło mi to do głowy w czasie sylwestrowego wyjazdu. Bo tyle rzeczy nam się pieprzyło po drodze, było tyle kłód pod nogami, że znając mnie jeszcze sprzed kilku lat, to bym go normalnie zabiła i pisałabym bloga z więzienia. A on też by mnie zdzielił przez łeb. Tacy byliśmy dla siebie do rany przyłóż. Ale finalnie wyjazd udał się super. A to dlatego, że nie jesteśmy nic a nic do siebie podobni. No i dlatego, że mimo różnic bardzo siebie lubimy.

Bo związki są jak tort (jak ja lubię kulinarne porównania!). Ciasto nie może składać się z dwóch biszkoptów czy dwóch porcji kremu. Musi być i to, i to, żeby było luksusowo!

Druga połówka to ściema.

Nie ma drugiej takiej osoby jak ja.

Nie ma osoby, która lubiłaby to, co ja. Która chciałaby tego samego, co ja. Która dzieliłaby moje doświadczenia. Która byłaby po takim rozwodzie jak ja i wychowywałaby takie dziecko, jak moje. Która zarabiałaby na życie pisząc tekstualnego bloga i spłacała kredyt na mieszkanie. Która byłaby tak samodzielna jak ja i też nie lubiłaby zimnego rosołu.

Ale gdyby okazało się, że faktycznie jest na ziemi facet, który jest tak bardzo do mnie podobny, to zwiewałabym jak głupia, jak najdalej. Bo jeśli ja czasem nie umiem sama ze sobą wytrzymać, to czy wytrzymam z nim?

Nie sądzę.

Rozczarowanie

Myślę sobie, że rozczarowanie to uczucie, które z wiekiem towarzyszy nam coraz częściej. Niepowodzenia w związkach nie sprawiają, że mamy ochotę rzucić się ze skał. Raczej sprawiają, że opadają nam ręce i nie chce nam się już starać. I właśnie tego rozczarowania staramy się unikać.

Myślenie o tym, że mężczyzna będzie naszym dopełnieniem, doprowadza do rozczarowania zawsze.  Jest to też trochę niesprawiedliwe względem nas samych. Bo czy to znaczy, że my same nie jesteśmy całością? Czy to znaczy, że nam czegoś brakuje?

No pewnie, że czegoś nam brakuje. Wielu rzeczy nam brakuje. Jesteśmy często rozżalone, niedocenione, zakompleksione. Nie radzimy sobie z emocjami, mamy nieprzepracowane traumy, wciąż się czegoś boimy i nie wierzymy w siebie. Ale to Twoje zadanie, by sobie z tym poradzić, nie mężczyzny. Ta druga połówka nie jest lekarstwem na Twoje błędy i zaniedbania.

A przynajmniej lepiej, żeby nie była, bo to może być zbyt duże obciążenie dla drugiego człowieka.

Pisałam już gdzieś, że może nie zawsze wiem, czego chcę, to doskonale wiem, czego nie chcę. I umiem o tym mówić.

Też powinnaś.

Mój człowiek

Gdy dziś mam swoje pieniądze, mam swój dom, swoje dziecko i swoje plany, szukam kogoś, z kim będę mogła się tym podzielić. Szukam kogoś, kto pokaże mi więcej świata i inną perspektywę. Ale z drugiej strony, będzie tak bliski i ,,domowy” jak ulubiona koszulka z liceum. Ciężko jest znaleźć taką osobę, gdy jest się już dużym i gdy więcej rzeczy dzieli niż łączy.

Szukam swojego człowieka.

Ale przede wszystkim osoby, która będzie prawdomówna, szczera, prostolinijna. Taka, która mówi prawdę, nawet gdy to nie jest wygodne. Taka, która mówi, że będzie i jest. Która naprawdę się stara i docenia moje starania. Która ma swoje zasady, choć one wcale nie muszą mi się podobać. Ale zasady to coś dobrego, to znak, że człowiek ma mocny charakter.

Po wielu życiowych zawirowaniach człowiek wie, że do życia potrzebne jest minimum. I że to niezbędne minimum to szacunek, zaufanie i miłość. Reszta to fajny dodatek.

Po rozwodzie zastanawiałam się czasem, jak to będzie. Ale raczej to była obawa przed tym, jak będzie odbywało się to wpuszczanie kogoś do swojego życia. Czy on będzie mieszkał u mnie, czy my u niego – czego sobie wyobrazić nie mogłam i ta opcja odpadła od razu. Jak bardzo będę musiała iść na kompromis w codziennym życiu? Co na to moja córka? W ogóle jak połączyć to, co takie bliskie, z czymś co bliskie może się stać, ale nie wiadomo, jak i kiedy? Jak nie przelać moich życiowych rozczarowań na faceta, który nie zdążył mi jeszcze niczym zawinić?

A potem spotkałam P. i żadnego dylematu nie miałam.

Druga połówka to tak naprawdę osoba, która nas wspiera w tym, byśmy czuły się ze sobą dobrze.

Druga połówka daje nam odczuć, że wcale nie potrzebujemy dopełnienia, bo jesteśmy dobre takie, jakie jesteśmy. I to jest naprawdę miłe uczucie. Gdy wiem, że jestem chciana tak po prostu, dziś, teraz, bez makijażu, bez formy, z kołtunem na głowie.

Nie wyobrażam sobie związku z osobą, która widzi we mnie wady, które muszę koniecznie zmieniać. Ja sama nie śmiałabym robić listy rzeczy, które nie bardzo mi się podobają, dając sygnał, że albo mężczyzna się dla mnie zmieni, albo się rozstajemy. Bo tych zmian, z obu stron, byłoby mnóstwo. A wtedy nie bylibyśmy tymi osobami, które się w sobie zakochały.

Bo widzisz, różni nas prawie wszystko. Mamy inny gust, kłócimy się przy wyborze kafelków do łazienki, on to życiowy minimalista, u mnie ,,graj piękny Cyganie”. On jest cholernym bałaganiarzem, a ja za długo w syfie nie potrafię przeżyć. Ja do ludzi, on od ludzi. Ja wciąż w mediach społecznościowych, on nie ma konta na Instagramie. On je dwie czekolady na raz, a ja w 2020 roku dałam sobie na nie bana. On musi widzieć fizyczny efekt swojej pracy, ja piszę w Internecie. Ale to tak naprawdę szczegóły. Między tymi różnicami jest stabilna podstawa. Taka, że aż boli.

I nagle się okazuje, że jestem całkiem fajna

Podobno jestem najlepsza, chociaż nikt go tak nie wkurza, jak ja.

Wierzę mu, bo on też mnie wkurza niemiłosiernie. Nikt tak jak on nie wzbudza we mnie chęci mordu.

Ale wiem też, że inny facet wkurzałby mnie dokładnie tak samo. Ale nie miałby tego, co ma P. I tu mnie ma.

To nie jest moja druga połówka, ale zdecydowanie pasuje do mnie jak bułka do flaków

A z tą bułką do flaków chodzi o to, żeby wszystko lepiej smakowało. Żeby było w życiu dobrze. Żeby nie bać się gorszych dni czy fochów, nie zastanawiać się, czy on wróci do domu po kłótni czy nie. Można się kłócić o pierdoły, można narzekać, ale te podstawowe, najważniejsze sprawy powinny być klarowne.

Bo gdy oskubać to życie z przywilejów, forsy, fajnego mieszkania, imprez, jedzenia w knajpach, aut, biznesów… to co zostaje? Co tak naprawdę ma w życiu zostać, gdy cała reszta zniknie?

Kogo chciałabyś obok siebie widzieć, gdy płonie Twój dom, a Ty stoisz na parkingu w samych gaciach i nie masz przy sobie nic? 

18 komentarzy

  1. Jego. Też w samych gaciach. Ze zdziwieniem w oczach, błądzącym w kąciku ust uśmiechem i szeptem do ucha “no to chyba czas na zmiany” 🙂 Trafiłam na swojego człowieka jako gówniara, prawie 10lat temu. To jest jedyna osoba, ktorą tak bardzo chcę zamordować, ale z drugiej strony bez niego w celi byłoby cholernie nudno.

  2. Moniko ten post jest dla mnie totalnie na dziś. Coś jak u Agnieszki Maciąg – Pani Moniko, bardzo potrzebowałam dzisiaj przeczytać te słowa 😀 Być może dlatego, że mam ochotę zamrozić wzrokiem mojego ślubnego. Uświadomiłaś mi, że on nigdy nie będzie taki jak ja – ja planuję, przewiduję, spisuję, kalkuluję, żyję jutrem, mam mnóstwo obaw, Boże full rzeczy do przepracowania a on? Gdybym stała w tych majtkach z nim, na przeciw płonącego domu, otępiała i za przeproszeniem obsr***ana ze strachu, mój mąż by rzekł – Rybka wszystko będzie dobrze, obiecuję. Czujesz to? I ja w tym momencie zaczynam – jak Ty możesz tak myśleć?! nic nie będzie dobrze! jesteśmy w czarnej d****! Co my teraz zrobimy?! Spojrzałby na mnie i powiedział – ojej a Ty znów swoje. Wierzę, że mnie Moniko zrozumiesz ;-D Także ja wzięłam ślub totalnie nie ze swoją drugą połówką. Bo gdybym wzięła ślub z samą sobą to dzisiaj byłabym siwa i w zaawansowanym stadium nerwicy! 😀 Pozdrawiam :-*****

  3. *Kogo chciałabyś obok siebie widzieć, gdy płonie Twój dom, a Ty stoisz na parkingu w samych gaciach i nie masz przy sobie nic?” O boże, to takie prawdziwe. U nas byl pożar w budynku, parę miesięcy temu. Tak jak w pidzamach wybieglismy z mieszkania tak staliśmy na zewnętrz i czekalismy na straż pożarna. I mimo całego horroru tej sytuacji, tylko świadomość że z nami wszytko OK i stoimy trzymając się za ręce.. Wszytko inne nie miało tak naprawdę znaczenia. Na szczęście obyło się bez wielkich szkód i szybko ogarnieto ogień. Niemniej takie momenty naprawdę uczą doceniać to co najważniejsze.

  4. Gdybym wzięła ślub z samą sobą, to wyszłabym po fajki i wróciła za 20 lat xD czasami nie umiem sama ze sobą wytrzymać, więc medal dla mojego męża. Dla mnie miłość to właśnie poczucie ogólnego szczęścia, którego doświadcza się dzięki drugiej osobie – nei codziennie i nie w każdej sytuacji, ale takie poczucie, że z nim jestem właśnie tutaj, gdzie chcę być. A zmiany? Najlepiej zaczynac od siebie z własnej chęci.

  5. Nie ma połówek jabłek. Bo każdy z nas jest całym jabłkiem. I to jest ta indywidualność, inność i wyjątkowość. Dobrze gdy dobiorą się dwa jabłka tak ,że mają chęci wisieć sobie razem na tym samym drzewie i podziwiać zielone liście… Pozdrawiam.

  6. Ja pieprzę, jak ja nie lubię tego gadania o drugiej połówce! Co my jesteśmy jacyś wybrakowani? Oczywiście ze razem z odpowiednia osoba jest lepiej, ale to nie znaczy ze samemu się nie da. Powinny być punkty wspólne ale bez przesady. Jak w biszkopcie i kremie- część składników podobna część inna

  7. A mi się pierwszy raz w życiu trafił delikwent, który jest do mnie bardzo podobny. I pierwszy raz w życiu wiem na pewno że to jest właśnie to czego szukałam i potrzebowałam 🙂 o ile przyjemniej jest robić razem rzeczy, które nam obojgu sprawiają przyjemność!

  8. Cześć 🙂 właśnie wczoraj czytałam Twój wpis na blogu i dzisiaj z mężem urzadziłam sobie małą pogawędkę na temat całej tej miłosnej teorii drugiej połówki. Oboje zgodnie uwazamy, zresztą bardzo podobnie jak Ty, że dwie bardzo podobne do siebie osoby to nie może działać na dłuższą metę. Wiadomo, zupełnie dwa różne światy to tez byłby kosmos. U nas to ja jestem ta bardziej spontaniczna, on zrównoważony. On nie wrzuca brudnych rzeczy do prania, tylko udaje, że są jeszcze do noszenia, a jak zabieram się za pranie to nagle wszystko mam wrzucić do pralki. Ja zapominam w pospiechu między kawą, a porannym myciem zębów zascielic łóżko. On lubi wstać wcześnie i spożytkować ten czas na naukę, ja klikam na telefonie kolejne drzemki. Moja dusza jest artystyczna i rękodzieło mnie uspokaja, on jest techniczny i kocha chłonąc wiedzę. Ja kocham komedie, on dramaty. Mimo wszystko zawsze spotykamy się po drodze, a naszym wspolnym zajeciem jest gotowanie, to nas scala. Różnimy sie bardzo, a mamy tak wiele wspolnego. Nigdy się ze sobą nie nudzimy, nie potrafimy sie kłócić dluzej niz kilka godzin. Oboje chcemy sie udusić, ale żyć bez siebie nie umiemy. Taka właśnie jest miłość, każda inna, ale tak naprawdę taka sama.

  9. “Można się kłócić o pierdoły, można narzekać, ale te podstawowe, najważniejsze sprawy powinny być klarowne.” To chyba motto mojego związku z konkubentem. On by jeszcze dopowiedział, że “jak nie ma poczucia szczęścia i dobrego seksu, to co po takim związku.” Ja jeszcze dorzucę, że jesteśmy najlepszymi kumplami. I to nasza recepta na 15(!) lat razem, a nadal patrzymy na siebie z miłością. Amen.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *