Chcę z Tobą chodzić

Dokładnie tak. Chcę z tobą chodzić.

Nie zrobię Ci miejsca w szafie. Końcowkę od elektrycznej szczoteczki zabierz ze sobą. Myslisz, że któryś kubek jest specjalnie dla Ciebie. Nie. Wybierz sobie jakiś. Nie mam piwa w lodówce, nie zrobiłam zakupów. Głodny jesteś? Zamów sobie coś…
Nie będę wstawać rano, by zrobić Ci kanapki do pracy, choć jestem pewna, że wstaję wcześniej niż Ty. Nie dlatego, że nie chcę, ale po prostu nie zostaniesz na noc. Pralkę masz u siebie. Nie kupię z Tobą mieszkania na kredyt, ani nawet auta. Na pół możemy wziąć kurczaka w sosie słodko-kwaśnym.
Nie wiem, jak bardzo mogę się nagiąć ze swoim życiem, więc…

Chcę z tobą chodzić. To jedyne, co na razie chcę z Tobą robić.

Do kina, na przykład. Na domówkę do znajomych, moich albo twoich. Albo lepiej moich. Na plażę na spacer od Brzeźna do Sopotu. Na pizzę, na stocznię, na chwilę.

Chcę z Tobą chodzić, jak kiedyś z jednym chłopakiem w liceum. Gdy nie łączyło nas nic prócz szkoły, koloru włosów i kwiatów, dawanych mi raz na jakiś czas, jak rodzice dali kieszonkowe. Tak, byś nie pytał mnie, jakie mam plany. Chyba, że pytasz o film, który mam ochotę obejrzeć. Możesz mieć, jak on, fajną bluzę z kapturem (bo lubię chłopaków w kapturach), możesz odprowadzić mnie do domu, pod klatkę. Możesz zapytać mnie, jaką czekoladę lubię i czemu mam bliznę na lewym kolanie. Możesz zapytać, jakie mam plany na weekend, bo jest fajny koncert. a ja wtedy odpowiem, że nie dam rady, spędzam czas z Córką. A ty wtedy, że super, możemy pojechać we trójkę. A ja wtedy, że dzięki, że o tym pomyślałeś, ale chyba nie. Innym razem.

Chcę z Tobą chodzić, ewentualnie. A nie rozmawiać o składkach na emeryturę. O mojej Córce i jak to będzie. O relacji z Rodzicami. O małżeństwie. O tym, jaka jestem i dlaczego.

Nie wiem, czy chcę mówić Ci, że jestem zmęczona. I jestem taka cały czas od kilku miesięcy. Jeszcze podłapiesz temat i będziesz próbował robić mi psychoanalizę przy piwie. Że niby chcesz mnie lepiej poznać, że się martwisz, że się starasz, że chcesz. A ja chyba nie.  Więc póki chodzimy tylko, możemy porozmawiać o stanie polskich dróg, o pogodzie, o tłumach na Starym Mieście, o tym, że kawa taka dobra, czekolada taka gorzka, wieczór taki krótki.

Możemy ze sobą chodzić. Mogę być Twoją dziewczyną. Nie przyjaciółką, nie narzeczoną, przyszłą żona, kobietą, partnerką, matką Twojego syna. Co jakiś czas, co dwa tygodnie, co któryś wieczór.

Bo ja naprawdę nie chcę się tobą rozczarować. Nie chcę powiedzieć, że jesteś taki sam.

42 komentarze

  1. Pięknie to napisałaś! Moja znajoma w ten sposób podeszła do znajomości z facetem. Była dość świeżo po rozwodzie z małym dzieckiem. Bardzo ostrożna i bez większych oczekiwań. Wszystko rozwijało się samo w swoim tempie. Bez ciśnienia. W piątek byliśmy w ich pięknym domu, z ogrodem, psami i dwójką dzieci z poprzednich związków. I wiesz, są naprawdę szczęśliwi.

  2. Dziękuję Ci za ten post z rana. Świetnie to ujęłaś. Tak to właśnie czuję, tak myślę, tak pragnę. Tak po prostu… a już myślałam, że znów coś czuję / myślę nie tak. Że niby się bronię a chciałabym. Chciałabym, ale nie tak. Tylko tak. Tak bardzo trafiłaś w punkt. Gracias

  3. Bluza z kapturem- mam tak samo 😉 I tydzień temu przebyłam trasę Sopot- Brzeźno, potykając się o meduzy (i plażowiczów). Rozstania pod klatką są mega romantyczne, a pranie skarpet nie, więc trafny wybór. Żyj, czerp, zachłyśnij się błyskiem w oczach. Wspaniałych randek i wytrwałości 🙂

  4. I to jest mądra kobieta a nie od razu: “ugotuje coś dla Ciebie” “wziales ciepłe skarpety?” “Kiedy wracasz?” “Pamiętasz że musisz zapłacić ten mandat?” I nawet nie wiesz kiedy a masz kolejne dziecko a w tym szalonym pedzie w którym próbujesz zapanować nad światem (swoim jego dziecka) zapominasz zahaczyć o gabinet dobrego psychoterapeuty 😛

  5. Czytam czasami, rozumiem tyle ile jestem w stanie.
    Poznałyśmy się kiedyś w Warszawie, jeśli 3 sekundy i wymiana cześć wystarczy by kogoś już znać.
    Zawsze myślę o Tobie ciepło i podglądam jak sobie to wszystko układasz. Miłego dnia!

  6. To jest chyba jeden z najfajniejszych etapów związku. Olbrzymia fascynacja, ale z pełnym poszanowaniem własnych potrzeb. Adrenalina i perspektywa niesamowitego spędzania wolnego czasu. Albo odpoczynek i czas tylko dla siebie. Wzajemna kreatywność i staranie się, by było – jeśli nie “naj” – to chociaż fajnie. Albo fajnie zupełnie samej, ewentualnie z komórką w dłoni – czasami. Wieki haj, duże pole dla wyobraźni.
    Jesteśmy wtedy adorowane, zdobywane i same zdobywamy albo nie. Kolorowe oczy, kolorowe paznokcie, uśmiech, zapach lata, wiatr we włosach. Wolność wyboru, wolność dysponowania własnym czasem. Czasami Iskry przebiegające przez skórę dotkniętą przypadkowo z rozmysłem czasami ciepły szal i kubek kawy.
    Wydaje mi się, że najłatwiej jest nie brać odpowiedzialności. Właśnie to było w liceum najfajniejsze, po wszystkim można było wrócić do domu i nie brać za nic odpowiedzialności. Czasami nawet za to, co powiedziało się między szyją a wargami, między wschodem a zachodem słońca.

  7. Uśmiecham się czytając, bo wiem, że mogłabym kiedyś (całkiem pewnie niedawno) napisać podobny tekst.
    Dziś już nie. Aktualnie cieszę się całym sercem właśnie tym, że znów chcę mocniej i więcej i częściej i RAZEM.
    Ale nie znam recepty idealnej – nie wiem co lepsze. Na pewno każdy związek rodzi się inaczej. Najważniejsze, żeby być w zgodzie z sobą i szczerze rozmawiać z drugą osobą 🙂

  8. Ooooo ja!!! Super tekst. Fajnie być dla kogoś ważną 🙂 Ja jestem w związku od kilku miesięcy i jest super. Oby Tobie się też udało tym razem. Powodzenia 🙂

  9. Poznałam kiedyś kogoś takiego i tak niezobowiazujaco chodziliśmy przez siedem lat, a potem przez kolejne 7 byliśmy małżeństwem. I okazało się, ze jest taki sam. A może gorszy. Bo zostawił nie tylko mnie ale i dwójkę małych dzieci. Poszedł szukać szczęścia do o 6lat młodszej i o 15kg większej… Bo ze mną nigdy nie był szczęśliwy 🙁

  10. Ehh, smutne to trochę, że przez bolesne doświadczenia z poprzednim partnerem (partnerami), każdy następny/nowy/potencjalny kandydat “na dobre i na złe” dostaje mniejszy kredyt zaufania, mniej luzu, a więcej wymagań i oczekiwań. Co on zawinił… Sami chcemy zaczynać od nowa to i dajmy temu nowemu czystą kartę…

  11. Lubię twój tekst ….rozumiem go ,tez jestem zmęczona wielomiesięczna walką o ognisko rodzinne …nie udało się …bo “do tanga trzeba dwojga “.
    Teraz ,kiedy doświadczyłam podwójnego macierzyństwa ,nie muszę szukać ojca dla swoich dzieci …myśle sobie ,że teraz to dopiero mogę randkować! ” chodzić z kimś “….bo właściwie moje dzieci ojca już mają.
    Ale !
    W głębi serca jest takie pragnienie …,żeby połączyć “chodzenie ” ….i rodzinę . Oczywiście nie za chwile ,trzeba dać sobie czas na regeneracje ,żeby nie bać się ,że On okaże się taki sam .
    Ja chce dążyć teraz do wyciagnięcia wniosków z poprzedniego związku , daje sobie czas na totalną rehabilitację,…a kiedy spotkam bratnia duszę,nie chce już
    Myślec czy chce tylko chodzić ,czy moze więcej…..

  12. 100% moich myśli 🙂 Tylko, że mimo wszystko na wszelki wypadek nie wchodzę już w takie rzeczy. Właśnie po to, żeby się nie rozczarować. Obawiam się, że mogłoby mi zacząć zależeć albo za bardzo by mi się to spodobało (i przez to WYDAWAŁOBY mi się, że mi zależy). Albo ta druga strona zaczęłaby naciskać, a ja bym się ugięła. Pięknie o tym piszesz i mogłoby tak być gdybym czuła, że to możliwe choćby na kilka miesięcy… Ale nie mogłabym chyba po tych kilku miesiącach sięgnąć po “nową porcję deseru”, bo tamten się przeterminował. I co wtedy? Nie chcę wchodzić w seryjne “chodzenie z chłopakami”, bo nie mam na to czasu i energii. Chętnie umówiłabym się czasem z kimś do kina albo na spacer, ale mogę też iść sama albo z Córką 🙂

  13. Jakie to były piekne czasy- chodzić z kims! oj takkk! rozmarzyłam się totalnie, mimo że człowiek już w zupełnie innej konstelacji i czasoprzestrzeni…super temat!

  14. Otóż to! Moze dwa razy w miesiącu, może… jak znajdę chwilę. I nie licz, że zrezygnuję z niedzieli z synem, wycieczki w góry, by wypić z tobą kawę! Nie! Dobrze mi czasem się oderwać. Ale nie chcę cię w swoim domu i nie ugotuję ci makaronu z tuńczykiem. Nie chce mi się. Lubię gdy się żegnamy i patrzysz na mnie. Lubię ten stan. Ale jeszcze bardziej lubię swoją wolność. I to, że mam czas dla siebie. I to, że mogę zawalczyć o siebie. Bo będę szczęśliwa z kimś, gdy uzyskam pełnię szczęścia w pojedynkę!

    Dziękuję, że wyrzucilas to ze mnie! Wysłalabym Ci za to kwiaty! :-*

  15. Mądre myśli…ale gdzie znaleźć takiego który chciałby spędzić ciut czasu na chodzenie…nie wiem może tutaj gdzie jestem ludzie żyją inaczej…wszystko kręci się wokół konsumpcji więc związki międzyludzkie również…

  16. Podobał mi się ten tekst. Dobrze napisany, lubię czytać w takim stylu. Rewelacyjna forma.
    Treść. Trafna, jest to pierwszy tekst, jaki wpadł mi w ręce na tym blogu. I czytając to, uświadomiłam sobie, że ja tak nie chcę żyć. Pragnę mężczyzny, obecnego w moim życiu całym sobą, a nie na doczepkę. Każdy z nas ma inny bagaż doświadczeń i ja nigdy się nie rozczarowałam. Może stąd moje przemyślenia. Życzę powodzenia w wychodzeniu na prostą (wnioskuje po komentarzach).

  17. Mam wrażenie, że mężczyźni oczekują czegoś zupełnie innego. Oni nie będą tak po prostu “chodzić”. Inna konstrukcja psychiczna, ot co.

  18. Monia.. Jak Ty mnie ściskasz za serce.. Może się mylę, ale wyczuwam, że ten post jest skierowany nie tylko do Twoich czytelniczek, ale też do faceta, który jest na horyzoncie.. Trzymam kciuki.. Powoli, małymi krokami.. Buziaki 🙂

  19. Ktoś mnie kiedyś zapytał, czy po rozwodzie jest mi łatwiej znaleźć tego odpowiedniego faceta.

    Odpowiedź brzmi: Nie

    Ciężko jest znów zaufać i wierzyć w druga osobę. Często mamy zbyt dużo oczekiwań, więc lepiej czasem poprostu się nie angażować.

    Rozczarowanie wtedy mniej boli.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *