Wyobraź sobie, że płonie Twój dom

23 grudnia 2017 roku. Obudziła się o 2:04. Często się potem zastanawiała nad tym ,,cudem” przebudzenia. Niektórzy mówili,  że obudził ją jej tata, z nieba. Inni, że to cud, jeszcze inni, że być może Magda Kruk ma coś jeszcze na tym świecie do zrobienia.

Obudziła się i zobaczyła, że za oknami sypialni jest jasno. Jasno jak w dzień. Po sekundzie przebudzenie. Wybiegła z domu. Nigdy tego nie zapomni. Zamyka oczy i widzi, jak płonie dach.

Wbiega z powrotem i krzyczy: ,,Ala, Janek – wstawać, szybko, dom się pali!!!”

W tym momencie zabrakło prądu. Nie mogła znaleźć swoich butów, wypadł jej z ręki telefon. Tak bardzo za mało czas!  Wybiegli w piżamach i na boso. Ala miała dwa różne buty, Magda – kapcie. Udało jej się chwycić tylko torebkę. Chciała jeszcze wrócić po kluczyki do samochodu, ale nie mogła już wejść do środka.

Sąsiedzi zabrali ich do swojego domu. Inni przybiegli od razu, narażali swoje życie wchodząc do płonącego budynku. Myśleli, że Magda z dziećmi wciąż w nim są…

5:00 rano. Już po akcji. Co człowiek czuje, gdy patrzy, jak ,,wszystko,’’ płonie? To trwało wieki… Gdy już myślała, że ogień został wygaszony, po mrugnięciu powiekami dom płonie na nowo.

Co było najpiękniejsze? To, jak ludzie otoczyli ich opieką, jak odłożyli przygotowania do świąt i w okropnych warunkach pracowali cały dzień.

Nie pamięta Wigilii. Po świętach dzieci zostały u dziadków w Szczecinie, a oni wrócili.  Zamieszkali u przyjaciół. Codziennie jeździli do domu sąsiadki, gdzie zgromadzone były ocalałe rzeczy. Segregowali je i czyścili.

Całymi dniami przebijali się przez pudła, torby, meble, czyszcząc każdą rzecz z popiołu, segregując, porządkując. Odnaleźli maskotki dzieci, dokopali się do dokumentów. Po pożarze przyjaciele, znajomi, sąsiedzi skrzyknęli się i zabrali do siebie zmoczone przez strażaków i poupychane potem w torby plastikowe ubrania. Żeby ciuchy nie zgniły – ludzie zabrali je do siebie i ruszyło pranie. Pobór mocy w Niemieryczewie i okolicy w tym czasie gwałtownie wzrósł.

U pani Franciszki pralka po kilku dniach padła. Oddała więc zapas proszku do przyjaciół, u których Magda z rodziną teraz mieszkają. Tam pralka chodzi niemal non stop.

Akcja opierania Kruków trwała jeszcze po świętach. Wieczorami można było spokojne pogadać, zaplanować kolejny dzień. Namiastka powrotu do normalności. Francuski gość Kasi i Marcina – przyjaciół Kruków z wioski obok –  jest kucharzem, gotował jak młody bóg, a jego śniadania zapamiętają na długo.

Pluszaki małych Kruczków suszą się na kaloryferach. Majtki Magdy, Kasi i jej córki mieszały się. Podobnie jak skarpetki Łukasza i Marcina. Komuna. Codziennie dzwonili ludzie i ofiarowali swoją pomoc, że może odebrać uprane rzeczy: czarne szpilki miał Radny, u sklepowej były buty Janka, ktoś uprał zasłony, ktoś próbował wcisnąć Łukaszowi nie jego kurtkę.

I można było też się pośmiać. Magda przypomniała sobie, jak jedna z jej koleżanek odnalazła w spalonym domu ekspres do kawy. – Kawę możesz sobie zrobić – zawołała z radością. Jak Magda znalazła ukochane perfumy. Jak jeden ze znajomych niemal przebił na wylot jej koleżankę wymachując z radością ocalałym karniszem na firanki. No i kiedy wspominają pasterkę – miejscowy proboszcz od razu zgodził się, by pieniądze z pasterki były przeznaczone dla Kruczków. Prosił tylko, by Kasia, przyjaciółka,  przemówiła w kościele do mieszkańców. Kasia cały dzień pracowała nad tekstem, który miał wzruszyć i otworzyć portfele. O 23:30 ruszyła z rodziną na pasterkę. Pod bramą spotkała znajomą, która przyniosła jej pieniądze z tacy. – Jakiej tacy – zapytała Kasia. – No, z pasterki – odpowiedziała koleżanka. – Jakiej pasterki – spytała Kasia. – Przecież ja właśnie jadę na pasterkę. – Ojej – zdziwiła się koleżanka – nikt Ci nie powiedział, że pasterka jest w tym roku o 22:00?

Grunt, że zebrano pieniądze i ludzie byli naprawdę hojni. A kiedy równo tydzień później, przed sylwestrem, Magda pojawiła się w kościele, żeby podziękować za hojność, wsparcie, pomoc, cały kościół płakał. Magda, zanim zaczęła mówić, długo milczała. Miała w gardle ze wzruszenia taką gulę, że nie mogła wykrztusić słowa.

Z pożaru ocalały zwierzęta Kruków, suczka Pepsi i kotka Lusia. Niestety, Lusia dwa dni po pożarze odeszła. Została odwieziona do sąsiadów Kruków i tam umarła. Nawdychała się pewnie w czasie pożaru za dużo toksycznych oparów, może stres zrobił swoje. To bolesna strata. Lusia była ich pierwszym dzieckiem.

Codziennie zgłaszali się ludzie z propozycją pomocy. Oferowali meble, pościel, ręczniki, sprzęt gospodarstwa domowego. Elektryk gotowy był pracować za darmo. Ile osób tyle pomysłów na nowy dom: mały, duży, z tarasem, bez tarasu, a jak z tarasem to koniecznie od południa (w tym klimacie to logiczne), drewnianym, murowany. Ale na to jeszcze za wcześnie. Na razie udało im się uporządkować od środka pogorzelisko. Wynieśli wszystko, co dało się wynieść. Teraz czas na rozbiórkę. Zostaną fundamenty. I od początku.

Jaś i Alka chodzą do małej, wiejskiej szkółki w sąsiednich Korabiewicach. Przedszkole, zerówka, trzy klasy. 40 dzieci. Wszyscy się znają. Klasa Ali liczy pięcioro dzieci. Każde z nich przygotowało plakat dla Ali. To akcja fantastycznych pań, które czuwają nad wszystkim. Dzieci z klasy Jasia najpierw miały pogadankę o pożarach, a potem pisały list do Jasia.

Zbiórkę otworzyli dla nich przyjaciele, otrzymali duże wsparcie od swoich rodzin… bez nich ich świat przestałby istnieć.

Kilka dni temu Magda otrzymała przesyłkę, ktoś od stycznia usiłował nawiązać ze nią kontakt nie korzystając z mediów społecznościowych. Korespondencja krążyła aż do teraz. Niesamowite, że ktoś się nie poddał. W środku były obrazki, św. Łukasz, św. Jan, Aniołowie i Magdalena Maria Epstein i cegiełka na dom, z dopiskiem ,,na wzmocnienie “.

Magda każdego dnia jest wdzięczna, że dostała drugą szansę, drugie życie, stara się nie myśleć o tym, co było, ale wyciągnęła wnioski i lekcje. Nie zamarwia się zbyt długo jutrem. Docenia ,,dziś”. I nie odkłada rzeczy na jutro.

22 grudnia, gdy kładła się spać, miała plany – posprzątać rano dom, przygotować się do wyjazdu na święta, miała kupione bilety, miała pomyć podłogi, poprasować i martwiła Magda się tylko tym, czy zdąży na czas. A resztę miała zrobić ,,jutro”. Jutro to taka magiczna kraina, z której dzisiaj już stara się tak często nie korzystać.

Kruki mieszkają teraz w mieszkaniu tymczasowym, które dostali od gminy i starostwa.

Zaczynają wszystko od nowa.

Najważniejsze, żeby drugi raz nie popełnić tych samych błędów i być wdzięcznym za wszystko, za każdy dzień, bo każdy przeżyty dzień jest cudem… i tak sobie powtarza każdego dnia. Jak w piosence Anny Marii Jopek, czasami warto powiedzieć sobie ,,niech ktoś zatrzyma wreszcie świat, ja wysiadam, przez życie nie chcę gnać bez tchu…”

Dom był nieubezpieczony. Przyczyną pożaru – sadza w kominku…

***

Dziś jest dobry dzień. Wszystko mi się udało, wróciłam bezpiecznie do domu z zakupami, włączyłam Netflixa, zrobiłam sobie obiad i herbatę.

Zrobiłam przelew na zbiórce dla Magdy i Łukasza, na odbudowę domu.

Pisze tego posta mając nadzieję, że jednak internet ma moc, że Czytelnicy bloga o zaczynaniu od nowa pokiwają ze zrozumieniem głowami i będą wiedzieli, co robić. Że pomogą, zrobią przelew, udostępnią tę historę, może kupią coś na aukcjach na Allegro wspierających rodzinę Kruków?

Jest spokojny piątek. Zaczyna się weekend. Jeśli jesteś teraz w ciepłym, bezpiecznym domu – podziel się tym uczuciem. Odrobiną tego, co dziś masz.

Wesprzyj. Udostępnij. Pomóż.

Dziękuję w imieniu Magdy i jej rodziny!

LINK do strony zbiórki –> TUTAJ
LINK do aukcji na Allegro –> TUTAJ
LINK do aukcji płyt DVD z podpisem Roberta Więckiewicza –> TUTAJ

 

2 komentarze

  1. Pomijając rozmiary tragedii ja cały czas jestem pod wrażeniem tego ile ludzi zaangażowało się w pomoc. To nie może być przypadek Magda… Pamiętam jak robiłaś zbiórki dla Szymka i nie tylko. Wtedy jego mama dziękowała i nie raz padał utarty frazes”dobro wraca”. A jednak! Widzisz? Miała rację…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *