Londyn dzień 1

Nie była to pierwsza wizyta w Anglii, ale pierwsza dłuższa w Londynie. Kilka lat temu tylko ,,przejeżdżałam”, teraz i zjadłam, i zdjęcie zrobiłam 🙂 Zabrakło mi, tak myślę, z miesiąca, by się nacieszyć tym miastem. Ale Londyn nie zając…

 

https://www.tekstualna.pl/2014/04/londyn-dzien-1.html
https://www.tekstualna.pl/2014/04/londyn-dzien-1.html

Głupawka zaczęła się jeszcze na lotnisku.
Zmarzłam w samolocie jak sam diabeł.
Gdy lądowaliśmy, poczułam się jak na starych śmieciach i przypomniałam sobie to uczucie, gdy wracałam do UK po wizycie w Polsce. Poczułam się dobrze.
Odebrał nas z lotnika pan ,,Albercik”. Oczekiwałyśmy, ba, marzyłyśmy o tym, by ktoś przywitał nas na lotniku z karteczką… niestety, nie w tym życiu. Pan Albert zabrał nas swoim lśniącym mercedesem w kombi,  lakonicznie stwierdził ,,ooo, widzę, że dziewczęta na zakupy do Primarka przyjechały” (nie wiem, skąd te wnioski…), po czym w milczeniu powiódł do bram raju, jakieś 20 minut metrem od centrum Londynu, w 3 strefie, na Blackhorse Road.
Gdy już zrobiłyśmy siku na obcej ziemi, pojechałyśmy wydać wszystkie pieniądze, by nas nie kusiło.
Najpierw obiad i kawa, czyli najgorsza kanapka na świecie w Coście, no straszna była, mizerna, rozpaczliwa w swej beznadziei za 3 funty.
Nóg nie czułam po tanim primanim, a potem rąk od noszenia tych toreb (na zdjęciu mam torby nas trzech, żeby nie było, że AŻ tak nakupowałam)
Punktem głównym czwartku w Londynie była kolacja w restauracji Jamiego Olivera, Fifteen. Rezerwacja zrobione jeszcze w styczniu. Miło. Karta enigmatyczna, nie wiedziałam, co zamówić, bo nie wiedziałam, co było na karcie napisane. Paulina zamówiła świńskie policzki, Martyna cannelloni z kaczką, a ja… grillowaną pizzę z ricottą, botwinką i dressingiem z czarnych oliwek. I, jak wyznał kelner seksownym głosem, tłumacząc, co mamy na talerzach, z jakąś bardzo, bardzo starą oliwą…
Nie lubię innych serów niż parmezan i gouda. Nie jem oliwek, żadnych. Nie lubię. Ale to było pyszne. Doskonałe kilka minut, pełne smaku.
Deser. Nawet nie musiałam czytać innych pozycji w menu – mus czekoladowy z czekoladowa beza i sosem pomarańczowym. Słodkie jak jasna cholera, dobre jak jasna cholera.  Ulubione.

To był perfekcyjny początek urlopu i koniec pierwszego dnia w Londynie.

 

21 komentarzy

  1. Ale Ci zazdroszczę! Z chęcią bym wyskoczyła do Londynu, Paryża lub Nowego Jorku. Z największym naciskiem na ten środkowy! Taki urlop bez dzieci, z mężem mógłby być – po prostu bajka.

  2. To chyba jakis ponury żart jest: mowa o Londynie, jednej z najwspanialszych europejskich stolic, a jedyne co ludziom przychodzi na mysl to:"primark,za tym tęsknie najmocniej"?! WTF? co sie porobiło?! nie czaje tego! Primark to nic innego jak bylejakosć w najczystszej postaci, jakosc poniżej przeciętnej po super niskich cenach (może warto zastanowić się czasami, jakie warunki pracy muszą panować w miejscach gdzie szyte są ich produkty?) Ludzie, apeluję o odrobinę refleksji. Nie chcę zbawiać swiata, sama kiedys przekonałam sie jakiej jakosci ciuchy sprzedaja w Primarku, ale mnie nie zadowala fakt, że za 50 euro zakupię pełną reklamówkę ciuchów, które za dwa miesiące będę mogła wyrzucić na smietnik (nasz ziemia pomału zamienia się w smietnik). Wiem, że wielu ludzi tłumaczy się tym, że nie stać ich na zakupy w innych sklepach, to jestem w stanie jeszcze zrozumieć, ale całej reszty nie. Nie chcę moralizować, każdy sam decyduje czy mu to odpowiada, niektórzy pewnie nie są tego nawet swiadomi, że spódniczkę, którą maja na sobie uszyła dziewczynka, która powinna siedzieć w szkole, ale nie siedzi, bo musi zarobić kilka dolarów by przeżyć. Stąd mój komentarz, by skłonić do refleksji, byłabym happy gdyby udało mi sie choć jedną osobę przekonać..

    1. Mnie nie musisz przekonywać. Jestem tego samego zdania. Nie rozumiem takiego braku refleksji. Nie napiszę, jakie jest moje zdanie na temat "tego rodzaju" radości życiowej. Każdy ma prawo do swojej. Takie czasy, że ludzi, zdaje się myślących, rajcuje ciuch, jedzenie, tania książka, plotkarski magazyn, ogólnie dostępna łatwizna. Nawet w momencie problemu z pozbyciem się wora z ciuchami, starej kanapy, czy dywanu myśl nie biegnie w kierunku globalnym. Nic. Niedługo będą obserwować zmagania swoich dzieci. A odnośnie wykorzystywania taniej, nieletniej siły roboczej – samolubstwo i brak empatii.

    2. A mnie nie….Wasze ciuchy i ich produkcja – miejsca takze … odbyla sie w taki sam sposob Jedynie roznily sie cena
      Mam nadzieje ze wszyscy podcieracie pupe szarym papierem polskim papierem…

  3. A ja ubieram się tylko w Primarku i nie narzekam. Ubrania, OK, nie najlepszej jakości, przyznaję, ale raz na 2 miesiące mogę dać f3 na leginsy, czy czarną podkoszulkę. Lubię też sport direct, ale na prawdę wolę wydać f10 na 3 koszulki, niż na jedną. Do innych sklepów nawet nie wchodzę. Jak będę kiedyś w Londynie to nie wyobrażam sobie nie wpaść do Primarka. I wcale nie jestem opętaną fashionistką. W PL ciuchowe zakupy robiłam raz na rok i to z niechęcią, a tu to inna bajka. Primark jest tani, często nawet tańszy od lumpeksów, więc jakość ciuchów coś sugeruje 😉
    Pozdrowionka z UK!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *