za granicami miasta

Bardzo rzadko zostawiamy miasto, a jeśli już, to na kilka godzin. I potem sie okazuje, że szkoda, że tak krótko, że można by dłużej, częściej…

https://www.tekstualna.pl/2014/08/za-granicami-miasta.html

Opuszczając granice miasta, przełączam się na tryb off.
Robię miejsce na jabłka wytarte o spodnie, a gdy wypadną Inie z rąk – wystarczy podmuchać.
Rzucam telefon na siedzenie samochodu, przecież i tak nie mam zasięgu, nie będzie mi potrzebny.
Idę na cmentarz i liczę, ile to lat już minęło i wyobrażam sobie, jak to było pod koniec XIX wieku, na początku XX.
Kopię butem w ziemi, przecież się wyczyści.
Zapominam, ile pcheł mają wioskowe burki.
Słucham, co u sąsiadów, choć nie mam o nich zielonego pojęcia.
Słucham, jak to było 40 lat temu. I anegdoty, które słyszę za każdym razem i jeszcze nigdy mi się nie znudziły.
Uważam na osy, a potem macham na nie ręką. 
Zachwycam się sklepem spożywczym, którego nigdy tu nie było. 

To była tylko chwila, w sobotę. Ale jakoś miło o tym myśleć nam. Wracamy myślami.

8 komentarzy

  1. ha ciekawska Inulka 🙂 fajne są takie kliaaty, ja też przywiozłam sobie pomidorów ze wsi, marchewki która nie spełnia żadnych norm i cebuli która zdecydowanie jest za duża jak na dwuosobowe śniadanie.

  2. Pomińmy szarości desek stodoły, kolor tynku budynku, czy leciwego płota. Aczkolwiek barwa płota zdominowana przez kolor porostów. Jaki kolor zewsząd? Sama zieleń. Przełamana kolorem ziemi, z lekką nutą czerwieni buraka i pomarańczem marchwi. Balsam na oczy. Na moje oczy balsam też z innego powodu. 🙂

  3. Uwielbiam takie kilimaty! Zawsze mieszkałam w dużym domu z ogrodem, a jako dziecko wakacje spędzałam u dziadków na wsi. Marzę o takim powrocie – szczególnie traz, kiedy wiem, że już za kilkanaście tygodni będziemy we troje. Nie chcę aby moje Dziecko dorastało w wielkomiejskim blokowisku i marzę sobie o drewnianym domku na wsi…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *