Wolna sobota i wolna kokocha, czyli ja

Czekałam na tę sobotę jak na nie wiem co. Czekałam, nie po
to, by się wyspać, ale by wcześnie wstać i mieć cały, wolny dzień przed sobą.
Przyznam z lekkim rumieńcem, że frajdą były nie tylko zakupy odzieżowe hehe (choć
nie oszukujmy się, nowe spodnie made my day), ale pochodziliśmy trochę po
Wrzeszczu, a ja Wrzeszcz bardzo lubię. 
Lubię rozmawiać z moim Panem Mężem, lubię siedzieć z nim na
kawie, planować, wymyślać. Lubię nasze wewnętrzne podwójne poczucie humoru
(nasmarowałam włosy olejkiem-odżywką, dzięki której wyglądałam, jakbym nie myła
głowy przez rok, na co mój Pan – moja ty tłuściutka, włosy takie i ogólnie… ). Lubię
nawet wspólne sprzątanie i gotowanie. Po prostu lubię!
I tak też lubię tę sobotę, mając w zanadrzu jeszcze
niedzielę i obietnicę lansu po Sopocie. 
A teraz się kokoszę przed TV na kanapie pod zielonym kocem… lubię. 
A dziś jestem w takim to nastroju…


1 // 2 // 3 // 4 // 5 // 6 // 7 // 8 // 9 // 10

Przypominam, że jutro kończy się pierwszy tekstualny konkurs. Zdałam sobie sprawę, że jestem totalnie nieobiektywna, faworyzuje babki, które znam z blogów, dlatego też 3 osoby wybierze Emilka. Myślę, że tak będzie sprawiedliwie! 
A w poniedziałek nic innego, jak drugi tekstualny konkurs, tym razem inicjatorem i organizatorem jestem ja, a nagrody funduje Helion 🙂

13 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *