slow weekend w Lublinie

Ten weekend, razem z Basią, nazwałyśmy SLOW. Bo pod każdym względem taki był, bo i Baśka taka jest, a ja przy niej taka się staję 🙂 Podróż zaczęłam o 4:30, a w Lublinie byłam o 13:00. Takim tempem… no slow, jak w mordę strzelił 🙂 

SLOW FOOD

Żadne tosty, żadne chińskie zupki. Im jestem starsza, tym bardziej lubię, żeby mi smakowało. Lubię się przyłożyć do jedzenia, lubię też, gdy inni też to lubią. Sms od Basi rano, gdy siedzę w busie, na co mam ochotę – kluchy czy cezara. Jasne, że cezara. Ona też cezara, a jakże. To jeden z naszych dziwnych świeżych rytuałów, który zaczął się wspólną sałatką w Krakowie, dokładnie rok temu. Wtedy spotkałyśmy się w realu pierwszy raz, czując się, jakbyśmy zjadły beczkę soli. 
Zrobiła mi kawę, zrobiła mi jeść, potem herbata z malinami. 
Slow food… Basia zabrała mnie do żydowskiej restauracji, na koncert klezmerski, który przypomniał mi moje życie we Wrocławiu, który dość intensywnie kręcił się swego czasu w Dzielnicy Czterech Świątyń… Mandragora w Lublinie, wątróbka w sosie cebulowym i śliwowica, która skręciła mnie w osiemnaście.  
Slow sobota zaczęła się dość wcześnie 🙂 ale za to kawą i pycha ciastem, Basia i Karolina świadkami! I nie wiem kiedy minęły 3 godziny! Matko! Naprawdę slow…
Slow gotowały się polędwiczki wieprzowe w sosie pieprzowym, które Basia gotowała przed moim odjazdem, specjalnie dla mnie. I znowu herbata z sokiem mailowym, i kolejna.
SLOW FASHION
Wiem, że to dziwne przyjeżdżać do nowego miasta i zamiast zwiedzać ulice, zwiedzać… szmateks. Cóż, nie poradzę nic na to, że to mieści się w naszym wspólnym kółku zainteresowań. Było bosko! 
Baśka mnie inspiruje, jest hipnotajzin. Pod jej wpływem cały weekend miałam ochote czym prędzej wrócić do domu i powywalać połowę szafy, zrobić sobie fajne miejsce w domu. Niejako zmobilizowała mnie to pozbycia się rzeczy, do których nie czuję już magii (chyba szykuje się wyprzedaż garażowa na fb hehe).
SLOW LIFE
Weekend bez przymusu. Spacer z Basią i Karolą bez celu totalnie, taki przyjemny. Umysł wywietrzony, pogodzony, natchniony. Symetria. 
9 godzin w podróży to nic. Ten weekend był mi potrzebny. Jak nazwać osoby, które rozdają energię za darmo? No to Baśka, zacznij ją sprzedawać, to będzie kasa na Kraków w grudniu <3
Basiu, love you <3

12 komentarzy

  1. Może się gdzieś minęłyśmy w sobotę, bo widzę, że "szlajałyśmy" się po tych samych miejscach… 🙂 Przyjemnie się ogląda u Ciebie moje miasto, ale to prawda, że wszystko zależy od ludzi, a tu widzę niesamowicie pozytywna energia!

  2. Moje ulubione blogerki w jednym miejscu 🙂 I Karola też też też 🙂

    Ściskam z daleka 🙂 i pozdrawiam ciepło znad kubka herbaty z sokiem malinowym 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *