Podróż pociągiem z dzieckiem

Pewnie gdyby nie mejl od Czytelniczki, nie wpadłabym na to, że ten temat
może być ważny, frapujący i budzący niepokój jednocześnie. Z dzieckiem
do pociągu – wiecie, że jeszcze rok temu traktowałam to jako wyzwanie?
Jeszcze rok temu nie wiedziałam, jak się za to zabrać. Teraz? Pytajcie, a
Monika prawdę Wam powie 🙂
https://www.tekstualna.pl/2016/02/podroz-pociagiem-z-dzieckiem.html

Pierwsza podróż była nieprzemyślana i spontaniczna. Kosztowała mnie
sporo nerwów i to nie sam pociąg, ale dojazd do niego. Ina miała niecałe
2 latka. Zamówiłam taksówkę z fotelikiem dla dziecka. Zabrałam za dużo
rzeczy, w konsekwencji czego do taksówki wsiadłam zmęczona, spocona,
smutna, sfrustrowana i z uczuciem, że po drodze pogubiłam całe życie, a
miałam do przejścia tylko schody z drugiego piętra w dół i parę metrów
chodnika. Płakać mi się chciało. Dziecko na ręku, walizka, torba,
laptop. Kurcze, wyższa szkoła jazdy konnej. Znacie to uczucie?
Porównywalne do tego, gdy macie trzy siaty z zakupami, dziecko na ręku i
dzwoni telefon, który próbujecie odebrać, jednocześnie kasując czwartą
ręką bilet w autobusie.
Mam naprawdę grzeczne, empatyczne i współpracujące Dziecko. Takie, z
którym można się dogadać, z którym rozmawiam może nie jak z dorosłym,
ale jak ze świadomą siebie jednostką, która sama podejmuje decyzje. W
pociągu sprawdziło się to doskonale. Bardziej stresowałam się tym, czy
mam wszystko, niż tym, czy moja Córa zrobi w pociągu borutę, czy może
tym razem nie. Dziękuje Ci, Córko. Masz u mnie ,,jajo”.
Może dobrym pomysłem będzie, gdy moje przemyślenia ubiorę w punkty? Co Wy na to?
  • Chusta
    albo nosidło. Przez ostatni rok niemal nie rozstawałam się z nosidłem.
    Ina dzielnie siedziała na moich plecach, ja w jednej ręcę miałam torbę,
    drugą ciągnęłam walizkę.
  • Bilet oczywiście kupiony poprzedniego dnia!
  • Jedzenie
    to najlepsze rozwiązanie na każdy czas, pociągowy tym bardziej. Bułka z
    żurawinami z piekarni pokrojona w cienkie kromki. Jabłko pokrojone na
    części. Małe krakersy. Wafle ryżowe. Woda do picia albo jakiś super
    obiecany wcześniej sok z dziubkiem. Tak naprawdę podróż z dziekim
    pociągiem polega na podawaniu przekąsek i strzepywaniu okruchów z
    siedzenia na podłogę.
  • Na czas trwania podróży włączcie sobie tryb
    ,,chill”. Naoglądałam się przez te miesiące kilka sfrustrowanych matek,
    których dzieci polizały szybę, w skarpetkach szorowały podłogę w
    przedziale, stawały na podłokietnikach i zajmowały nie swoje miejsca w
    przedziale. Moja Ina robi to non stop, a moja rola to patrzeć, czy nie
    zrobi sobie krzywdy i czy jej ciepło w stopy, gdy łazi bez butów.
    Skarpetki da się doprać magicznym mydełkiem z Rossmana 🙂
  • Wózek
    lepiej zostawić w domu. Któregoś razu jechałam z kobitką, która wózek
    postawiła w przejściu przy toalecie – dalej nie mógł wjechać, to
    oczywiste. I nie chodzi o to, że tarasował przejście, ale stresowała
    się, czy on nadal tam stoi i co jakiś czas brała córkę na ręce i szła
    sprzwdzić stan swojego sprzętu 🙂 Nie myślcie, ze odradzam wózek w
    ogóle, ale jeśli możecie się bez niego obyć, postawcie na nosidło.
    Dziecko w osprzęt i macie dwie wolne ręce. Jeśli podróżujecie same, to
    da Wam naprawdę duży komfort.
  • Naklejki, naklejki, jeszcze raz
    naklejki. Czy wspominałam o naklejkach? To jest coś, co dzieci
    uwielbiają, choć totalnie nie rozumiem ich fenomenu. Ostatnio w
    Biedronce była książeczka z 2000 naklejkami. Ina do tej pory całych nie
    wykorzystała, co sprawia, że mamy zajęcie na trasie Olsztyn-Gdańsk i
    Gdańsk-Olsztyn.
  • Tak, przyznam się – czasem włączam Inie bajkę na
    laptopie, a sama w tym czasie coś czytam. Choć tak naprawdę częściej
    staram się ratować sytuację, gdy np. w przedziale jedzie trójka dzieci w
    podobnym wieku. Żadne nie chce się dzielić zabawkami, a każde chce coś
    pożyczyć. Rozumiecie? Wtedy włączam bajkę, zapada błoga cisza, w
    powietrzu czuję ulgę i wdzięczność matek, mleko z miodem płyną wartkim
    strumieniem. Alleluja!
  • Kupuję bilet rodzinny (tańszy o 10zł niż
    gdybym kupowała bilet tylko dla siebie haha), proszę o miejsce w
    przedziale dla rodzin. Pamiętajcie także, by sprawdzić, gdzie macie
    miejsca. Raz tego nie zrobiłam i zostały nam przydzielone miejsca
    naprzeciwko siebie. Potraficie sobie wyobrazic taką sytuacje? Tum, tłok,
    bajzel. Pełno ludzi w przedziale i mała dziewczynka ma usiąć między
    obcymi ludźmi, a jej mama naprzeciwko? Wtedy nie dostalam miejsca w
    przedziale rodzinnym, niestety…
  • Stresujecie się tym, co Wasze
    dziecko będzie robiło przez tyle czasu w jednym małym pomieszczeniu? To
    akurat nie jest problem – bo zazwyczaj w przedziale są inne dzieci.
    Często zdarzało się, że panowała wesoła atmsofera placu zabaw, dzieci
    siadały na kolanach swoich i nieswoich rodziców, chrupki kukurydziane
    był podawane z rąk do rąk, zabawki był pożyczane, śmiechu co niemiara.
    Naprawdę fajnie!
  • Nie spodziewajcie się, że maluch zaśnie Wam w
    przedziale. Jesli będzie miał towarzystwo – nikłe szanse. Jeśli jednak
    uda Wam się upolować wolny przedział, wtedy szasne rosną 🙂 Ina kilka
    razy mi zasnęła. Kilka też razy była budzona przez konduktora, który bez
    pardonu wpadał do przedziału, czy starszą panią, której pomyliły się
    wagony, choc numer siedzenia jak najbardziej się zgadzał. Obudziła mi
    dziecko, po czym w geście skruchy podarowała Inie podwójnego Snikersa 🙂
  • Iny
    nie noszę już w nosidle. Wyrosła, a szkoda. Musiałam znaleźć inny
    system. Więc walizkę zamieniłam na plecak ze stelażem, do którego pakuję
    najwięcej podręcznych rzeczy, jak tylko mogę. Jedną ręką trzymam Inę, w
    drugiej torbę. I idziemy! Na szczęście miszkamy 3minuty spacerkiem od
    dworca, to jest dla nas naprawdę duże ułatwienie. Jednak uczcie się na
    moich błędach i nie wybierajcie się na pociąg na ostatnią chwilę. Plecak
    na plecach, Ina za rączkę, idziemy w Olsztynie na autobus, który nas
    zawiezie na dworzec. Niby mamy jeszcze parę minut, ale przeczuwam, że
    jednak czas to pojęcie względne i kątem oka widzę nadjeżdzający autobus.
    Dawno tak się nie zmachałam, jak wtedy. Ciężki plecak, torba w łapie i
    Ina pod pachą. Pan poczekał 🙂
  • Jeśli w pociągu jest tłok, a np.
    karmicie jeszcze piersią, poproście konduktora o pomoc – jest kilka
    przedziałów wolnych w pociągu, zamkniętych na klucz. Ja kilka razy
    podróżowałam w takim jak Królowa Matka. PKP dba, oj dba…
  • Nie
    bójcie się panów, którzy w godzinach popołudniowych, wracając z pracy,
    koją nerwy napojami alkoholowymi w puszce. To mogą być najlepsi
    zabawiacze Waszego dziecka, najbardziej troskliwi i oddani. Ostatni
    jogurcik z drugiego śniadania oddadzą, bułkę z serem też!
  • Zamiast
    się stresować i powtarzać dziecku słowo ,,NIE” – nie wychodź, nie właź,
    nie liż, nie dotykaj… Wyjdźcie z nim na korytarz, weźcie na ręce i
    pooglądajcie krowy za oknem, przejdżcie się na wycieczkę do wc. Jest
    tylko fascynujących przygód, które mogą Was spotkać :)) a przy okazji
    maluch nie rozniesie przedziału i Waszych nerwów.
  • Przyznam, że ja
    nie lubię, gdy ktoś mi pomaga. Czuję wtedy, że ktoś burzy mój misternie
    ułożony w głowie plan. Wsiadając czy wysiadając z pociągu jestem dość
    skoncentrowana, mówię do Iny konkretnie, tłumaczę jej, co zaraz zrobię,
    co się będzie działo – mama teraz wyjdzie, ty tu zostań, zaraz wezmę Cię
    na ręce. Gdy ktoś łapie moje dziecko i, oczywiście w dobrej wierze,
    chce mi pomóc, ja się czuję wytrącona z równowagi. Bo ja mam swój plan.
    Może ktoś kilka sekund poczeka w kolejce do wyjścia, ale mam to gdzieś.
    Ma być bezpiecznie dla Iny, a nie szybko.
  • Pieniądze, bilety i komórkę mam zawsze w kieszeni na zamek, w kurtce. Nie muszę nerowo szukać niczego w czasie podróży.
  • Nie
    straszę Iny nigdy ani Dziadem, ani Panem, ani służbą zdrowia, ani…
    Konduktorem. A dajcie spokój! O pana konduktora trzeba dbać, ostatnio,
    po sprawdzeniu wszystkich biletów, wrócił z tabletem do nas i puszczał
    Inie Peppe 😉 Bo ma wnuczkę w tym samym wieku 😉
  • Nie stresujcie
    się. Nie raz widzę spięte twarze matek, które zajmują się wychowywaniem
    dziecka dopiero w przedziale, gdy dziecko napluje na drugie dziecko,
    uderzy i podrapie. Wyrozumiałości i empatii nie ma końca. Normalnie
    wszystkie matki roku! 🙂 Wszystkie, jak jeden mąż. Taki mały metraż, w
    najgorszym wypadku 4 dorosłe osoby i 4 dzieci. Wiadomo, ze dojdzie do
    płaczu. Ale do takich rzeczy przygotowujcie dziecko codziennie, by
    umiało się odnaleźć w każdej sytuacji. Nie stresują mnie rozbrykane
    dzieci, które zachowują się, jakby był wypuszczone z klatki. Bardziej
    martwią zestresowane twarze matek, które nie wiedzą, co robić. A jak nie
    wiesz, co zrobić, patrz punkt pierwszy – wyjmij chrupki, kanapki,
    torcik wedlowski. Im bardziej niezdrowo, tym lepiej. Im więcej czekolady,
    tym ciszej. Im więcej okruchów, tym bezpieczniej dla otoczenia.
Podróże z Iną mam już oswojone. Ostatnio leciałyśmy do Basi samolotem
– też bez problemu. Największym problemem mogło okazać się jedynie to,
że jedzenia nam zabraknie na te 35 minut lotu 🙂
Najlepszą zabawą do pociągu jest… taśma papierowa. Serio, weźcie rolkę i zobaczcie, co się stanie!

 

4 komentarze

  1. Ważny temat, często tak przerażający Matki, opisany w tak… życiowy sposób. Po prostu. I o to chodzi! O podejście do niego ze spokojem i dystansem. My ze swoją Zośką pierwszy raz jechaliśmy pociągiem, gdy miała 2,5 tygodnia! I od razu przez całą Polskę – Gdynia-Kraków. I nie powiem, stresowałam się ten pierwszy raz w roli mamy i to w dodatku podróżującej. Za drugim razem – Zośka miała 2 miesiące, przejechałam z Nią tę samą trasę już sama. Teraz czeka nas kolejna wyprawa do Dziadków na południe i w ogóle niczego się nie obawiam. Najwyżej Zosiek przepłacze całą drogę, ktoś zje mnie wzrokiem i skomentuje coś pod nosem. Ale to będzie jego problem. Przecież nikt nas z pociągu nie wyrzuci. Będziemy musiały dojechać do celu. A nasze dzieci, no cóż, zawsze będą naszymi dziećmi 🙂 Pozdrawiam

  2. Dlatego tak sie cieszę że mam samochod i nim jeżdżę a nim:) ale lecielismy dwukrotnie samolotem i to ponad 5 h w jedna strone i nie bylo tak zle jak sie spodziewalam. Teraz przed wakacjami mama gesia skorke na mysl o podrozy z dzieckiem ale dzieki za patent z tasma!!!! Kochana jesteś 🙂 no i moj problem jest ten z ostatniego punktu. Mojego syna czasami ciezko ujarzmic i cholernie boje sie spojrzen innych jak bedzie robic armagedon 😉 jest 2 miesięce mlodszy od Iny 🙂

  3. Chwała i dzięki za ten wpis! W przyszły piątek wyjeżdżam sama ze swoją 2 letnią dziewuszką do babci. Podróż ok. 4h ale za to z przesiadką. Niestety wózek wziąć muszę bo w stolicy mogę jej nie upilnować w metrze czy ztm. Bilety kupione i liczę że tylko pogoda dopisze no i że uda mi się sprawnie wysiąść z pociągu. Sama pamiętam jak 20 lat temu (boże ale jestem stara..) moja mam jechała z 5 dzieciaków (ja, brat, kuzynka i 2 kuzynów) sama z warszawy do kołobrzegu. 8h w pociągu i jakos dała rade. Co prawda wszysycy byliśmy już powyzej 7 r.ż. ale wydanie 5 kanapek ze schabowym nim pociąg ruszył to wyczyn.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *