podglądam

Patrzę na nią z dużą przyjemnością. Zaglądam w nocy spojrzeć, czy śpi. Zerkam co jakiś czas, gdy bawi się obok. Mam ją na oku tak bardzo, że czasem uśmiecham się sama do siebie, bo przecież nigdy bym nie pomyślała, że tak bardzo… Że tak bardzo można być mamą córki, że tak bardzo można mieć córkę. 

Napatrzeć się nie mogę. Jestem etatowym podglądaczem, rzucam spojrzenia, cieszę oczy, łapię wzrokiem. Mam Inę na oku, a cała przyjemność jest tylko po mojej stronie. Delektuję się widokiem mojej Córki. 
Pierwsze spojrzenie na nią 21 stycznia 2013. Nie miałam okularów, byłam w szoku, z zamglonym od łez wzrokiem, ale zobaczyłam wtedy wszystko, co chciałam. Potem było już tylko więcej i częściej intensywniej. 
Lubię mieć ją na oku. Na pulpicie komputera, w telefonie. Przeglądam zdjęcia w komórce i szukam tych jej, tych moich ulubionych, w różowej piżamce, sprzed kilku tygodni. Lubię na nią patrzeć. Codziennie zauważam to, że jest coraz większa i cieszy mnie to bardzo. Cieszy mnie tak samo jak i martwi, w końcu jeszcze nie nacieszyłam się jej pulchnymi łapkami i różowymi policzkami.

Lubię na nią patrzeć, gdy myśli, że nie patrzę. Podśpiewuje pod nosem, mówi coś do lali, dyskutuje, powtarza zdania, które usłyszała ode mnie. Stoję w progu i nic nie mówię, nie zdradzam swojej obecności, tylko sobie patrzę. I pękam z dumy.

I to, gdy patrzy mi w oczy pytając wzrokiem, czy jest ok. Jakby szukała mojego niewerbalnego potwierdzenia. Gdy idzie gdzieś sama, gdy coś ją zaskoczy, gdy poznaje nowe osoby, jest w nowej sytuacji. Świetnie daje sobie radę, ale czasem spojrzy na mnie, a ja wtedy wiem tak najbardziej na świecie, jaka jest moja rola. Ta życiowa. By dawać jej znać, choćby wzrokiem i uśmiechem, że jest wszystko dobrze.

Patrzę na nią rano, gdy śpi. Powinnam wstać, wiem. Ale jutro będzie już inna, więc dziś chcę nacieszyć nią oczy. 

6 komentarzy

  1. “powtarza zdania, które usłyszała ode mnie” – to jest wspaniałe uczucie 🙂 Jak moja tak małpuje, to mam poczucie, że jestem dla niej najważniejszym i pewnie jedynym autorytetem. Albo to stereotypowe na pozór, ale całkiem prawdziwe strojenie się dziecka w mamine ciuchy. Mam wrażenie, że takie firmy, jak np. The Same robią takie same ciuchy dla mamy i córki właśnie przez wzgląd na to zamiłowanie dziewczynek do upodabniania się do mamy 😉 Co myślisz?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *