Wiesz, co cię postawi do pionu? Hm? Beczysz, narzekasz, wzdychasz, przewracasz oczami, bo bank odmówił ci kredytu, po teściowa jest wrzodem na dupie, bo blog ma za mały zasięg i syn nadal sika  w pieluchę. Aha, znowu nie zdałaś prawka i wyrzucono cię z pracy.
No to teraz płacz!
https://www.tekstualna.pl/2016/02/no-to-teraz-pacz.html

…jak i ja płaczę.
Siedzę w domu, Ina śpi. W głowie buduję scenariusze mojego życia i optymistyczne zakończenie plasuje się na n-tej pozycji. Oczywiście, chciałabym myśleć tylko o miłych rzeczach, ale czasem rzeczywistość tak przygniata, że byłabym idiotką, gdybym jej nie zauważyła. Bo jak nie odczuwać czegoś, co siedzi na głowie i gniecie? 
Tak, dziś jest zdecydowanie ciężki dzień. 
Z bezsilnej niemocy skroluję fejsa. Znajduję post napisany przez fundację Rak’n’Roll. Pewnie gdyby nie Emilka, nie znalazłabym tego. Ale skoro moja siostra udostępnia – czytam
A ja tak bardzo chcę żyć… Pomóż mi… Tak bardzo chcę żyć… Tak bardzo
chcę zobaczyć jak mój syn dorasta… Tak bardzo chcę zestarzeć się z moim
mężem… Tak wiele mam jeszcze do zrobienia. Bardzo chciałabym wychować
mojego syna na porządnego człowieka. Chciałabym zobaczyć jak jeździ na
rowerze, być przy nim w ważnych życiowych chwilach, gdy zdaje maturę,
bierze ślub… Marzę o tym, aby mój synek miał mamę i tatę wierzę, że mi
się uda dzięki Wam… Bardzo chcę żyć…

Przy ,,tak bardzo chcę zestarzeć się z moim mężem” ryczałam już prawie w głos. To niemożliwe, nie do pojęcia, niesprawiedliwe, niebywałe. 720 tys zł. Dwa mieszkania, kilka samochodów…

Na ile wyceniam wspólne Wigilie i dzielenie się opłatkiem. Ile bym zapłaciła za wzruszenia przy filmie, weekendy z Basią, wypady nad morze, gofry z bitą śmietaną. Ile bym dała za randki, leniwe niedziele, bajki z Córką i poważne rozmowy.
Na ile ja wyceniam możliwość patrzenia, jak rośnie moja Córka?  Jak się śmieje, lata na golasa uciekając przed matką z ręcznikiem, jak mówi o sobie ,,Księżniczka Anna, nie Ania”, jak pomaga mi wybierać mandarynki i jak śpiewa ,,ulepimy dziś bałwana”? Za ile bym oddała jej nastoletni bunt, podbieranie mi kosmetyków i teksty, że ja to jej nie rozumiem. Na ile wyceniam każde ,,dziękuję, mamusiu” i ,,mamo, nooo”. Albo ostatnio ,,nie uhum, tylko tak” – no, Monika, ile byś za to dała? 
Perspektywa zmieniła mi się momentalnie. Ja rzadko się nad sobą użalam. Dość szybko łapię balans, szybciej działam, niż tarmoszę się wewnętrznie czekając na zmiłowanie losu. Ale bywa, że mam bardziej niż pod górkę. A potem czytam takie wpisy i czuję, jak zjeżdżam z górki na rowerze…
Czy ja mam jakieś problemy? Nie, nie mam żadnych. 

Proszę Was – poślijcie info o KASI dalej. Wpłaćcie choćby 10zł. Pomóżcie.