małymi łyżkami

Nie lubię czekać. Nosi mnie, wkurzam się, niecierpliwie, przeklinam, miotam się. Nie lubię czekać. Myślę o czymś i chcę to mieć, to zrobić. Ile jeszcze lat upłynie, zanim zrozumiem, że na to, co dobre, trzeba poczekać?

Don’t try to rush things that need time to grow…
Co by było, gdybym dostała to, czego chcę, ale tak teraz, zaraz, natychmiast? Co, jeśli bym spełniła swoje wszystkie marzenia, plany i myśli, które mam na 2016?  Zastanawiam się, czy umiałabym to przyjąć, tak jak nagle wygraną w totka? Czy byłabym gotowa, czy umiałabym to docenić, czy cieszyłabym się tak bardzo, czy zauważyłabym, że właśnie spełnia się moje marzenie?
A potem myślę o tym, jak o herbacie. Trzeba poczekać, aż ostygnie.
Nie powiem, że cierpliwie czekam. Tak naprawdę, to szlag mnie trafia, dopiero uczę się cierpliwości i studiuję jedzenie małymi łyżkami. Jeśli to oznacza, że cieszę się z małych rzeczy – to tak, trenuję przed pięknymi rzeczami, które, mam nadzieję, są mi zapisane. Lubię te małe szczęścia, które, co jakiś czas, mają swoją kumulację. I ona trafia właśnie do mnie!
A może tylko się pocieszam? Może po prostu tłumaczę sobie samej to, co się dzieje w moim życiu, by łatwiej było iść po słonecznej stronie chodnika?
To wcale nie jest łatwe cieszyć się z wyprawy na Mazury, gdy inni wyjeżdżają do Stanów. Nie jest łatwo doceniać swoje dwa wynajmowane pokoje, gdy inni budują domy. Mam na to mały patent, inaczej bym skończyła w szpitalu psychiatrycznym na oddziale dla psychicznie zmęczonych. Albo utknęła w lamencie jak łyżka w zbyt gęstym kisielu. Myślę o tym, co takiego daje i wyprawa na Mazury, i wyprawa do USA. Co takiego można robić na 200m2, co można też robić na 50m2. I to robię. Ostatnio od nowa powiesiłam zdjęcia na ścianie, przykleiłam je zwykłą, malarską taśmą papierową. O, tak jest dobrze.I tak pomału, pomału. Jem życie małą, złotą łyżeczką. Trochę się namacham, żeby cokolwiek zjeść, ale za to jak smakuje… I na dłużej
wystarczy. Można żreć to swoje życie, a nawet nie poczuć jego smaku.
Pach pach, dziś w menu znowu coś innego. A pamiętasz, co było wczoraj?
Ta piosenka. Jedna z moich ulubionych.

fot. Patrycja Pioch 

10 komentarzy

  1. Tak, też chciałabym mieć dom, w końcu w domu się wychowałam. Mamy za to z Narzeczonym 54 metrowe mieszkanie w aglomeracji trójmiejskiej, bo samo Trójmiasto było za drogie. Wynajmować nie chcieliśmy, bo płaciliśmy krocie za klitkę, a warunkiem była odległość do skmki max 10 minut. Brat lubego kupuje 70 metrów w Gda. Czy byłam zazdrosna? Byłam, bo chciałam mieć większe mieszkanie, ale to równa się także większy kredyt, a poza tym często miałam już dość metropolii. Lubię się tutaj (w Gdańsku) pojawiać tylko czasem, żeby złapać miejski oddech. Dom- super sprawa, ale wiem ile to jest pracy. Moi rodzice mają raptem mały, 90 metrowy domek, a ciągle trzeba w nim i przy ogrodzie coś robić. Są plusy i minusy wszystkiego. Masz świetne mieszkanie w centrum Gdańska, radzisz sobie świetnie w życiu- przynajmniej tak to widać, ale mam nadzieję, że tak jest. Chciałabym robić chociaż 1/3 tego, co robisz Ty. Jestem młodsza o kilka lat i mam nadzieję, że za jakiś czas chociaż w połowie Ci dorównam. I nie chodzi mi tutaj o to, że mam być taka sama, bo nigdy nie będę, jednak wszystkie Twoje sukcesy, walka z przeciwnościami losu i kroczenie dalej niczym burza daje mi motywację, żebym była choć trochę lepszą wersją siebie.
    Dziękuję Monika!

  2. Jedyne co różni te dwie wyprawy, to to czym one są dla nas. Nawet Stany mogą okazać się niewypałem, jeśli na tych mazurach spędzimy czas życia. Nie ma reguły. Wdzięczność, zadowolenie, przyzwolenie dla szczęścia trzeba mieć w sobie, inaczej żadne okoliczności nie zrekompensują wewnętrznych niedostatków.

  3. Jejku, jak pięknie napisane 🙂 kiedyś miałam o Tobie inne zdanie, wydawałaś mi się trochę napuszona (przepraszam!), ale teraz widzę, że jesteś bardzo normalna i baaaaardzo fajna! Nie to co np. "blogerki modowe", które właściwie blogerkami nie są, nic mądrego sklecić nie potrafią, a jedyne, co robią, to zamieszczają zdjęcia swoich stylizacji w nieswoich ciuchach 🙂 🙂 albo foty tego, co właśnie dostały :)))) pozdrawiam ciepło, słonecznie i życzę pozytywnego dnia! Majka

  4. Najgorzej jak się jest w gorącej wodzie kąpaną…. a tymi łyżeczkami lepiej smakuje… może nie możemy się wystarczająco nałapać ale uzbrajając się w cierpliwość damy radę.. prawda?

  5. Świetnie napisane! Jakbym czytała o sobie 🙂 Mazury są najpiękniejszym miejscem na Ziemi, a małe mieszkanie ma tyle zalet… 😀 Wychowałam się w domu i do teraz prześladują mnie w koszmarach niezliczone ilość okien do mycia 😉

  6. Ciężko tak czasem cieszyć się z tego co się ma, choć wiemy powszechnie ze się powinno. Ciężko gratulowac kobiecie w ciąży skoro samemu człowiek stara się od dłuższego czasu o dziecko. Ciężko gratulowac komuś awansu, skoro właśnie straciliśmy pracę, ciężko też podziwiać czyjeś szczęście, gdy w sercu rozpacz. Tak zawsze gratuluję, ale potem czasem w domu płacze, staram się doceniać to co mam, bo mam pewnie dużo więcej niż nie jeden człowiek. Myślę ze wszystko zależy na jakim etapie życia jesteśmy i jak go postrzegamy w danym momencie. Och życie… nikt nie mówił że będzie prosto

  7. Teoretycznie powinno się czerpać garściami ale w praktyce lepiej sprawdza się łyżeczka, niekoniecznie złota czy srebrna – może być nawet plastikowa. Ja dopiero po trzydziestce odkryłam, że to co mam jest więcej warte niż całe złoto tego świata. Czekałam długo i rzadko bywałam cierpliwa ale się opłaciło. Dziś, pomimo niepewnej pracy, umowy śmieciowej i kredytu do spłacenia, codziennie doceniam to, co mam. Liczą się drobnostki, które podsumowane na koniec dnia dają niezłego kopa do tego, aby chcieć wstać z łóżka następnego dnia.
    Regularnie czytam Twój blog i napisze tylko Good JOB 🙂 powodzenia

  8. Oj skąd ja to znam… Miałam kryzys jakiś miesiąc temu że sąsiadka ma dom, wille a ja mieszkam na 40m2 ona podróżuje do grecji a ja po polsce. Przeszło mi 😀 Ja mam 40m2 bo je wybrałam, miałam duży dom na wsi ale lepiej mi w mieście. Do Grecji i tak bym nie pojechała bo boję się uchodźców poza tym bardzo lubię zwiedzać Polskę 😀 Po prostu zadałam sobie pytania i szczerze na nie odpowiedziałam 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *