To boli. W sensie pamiętanie o tym.
Bo głupota nie boli, brak refleksji nie boli, ignorowanie nie boli. Bicie też nie boli… bijącego.

Nie oceniam ludzi po wyglądzie, po ubraniu. Ale oceniam człowieka po
dziecku jego. W zachowaniu dziecka widzę zaniedbania rodziców. Jak na dłoni widać, gdzie coś nie zagrało. 

https://www.tekstualna.pl/2014/02/jaki-rodzic-takie-dziecko.html

Najważniejsza jest miłość. To ona daje dziecku najtrwalsze fundamenty, buduje jego poczucie wartości, buduje rodzinę. Szacunek do partnera i dziecka. Dziecko wszystko widzi – krzywe spojrzenia, fochy, pogardę. Ale widzi też wspólnie jedzone posiłki, kilometrowe spacery, rytuały, to jak tata traktuje mamę, a mama jak rozmawia z tatą.
Widzę wszystkie cechy i nawyki, te dobre i te złe, które odziedziczyłam po Rodzicach. Doskonale potrafię je scharakteryzować. Ale dopiero od roku dociera do mnie to, jak bardzo trzeba być świaodmym tego, co się robi. Jak wiele trzeba zmienić, jak się napracować, by dać najlepszy możliwy przykład.

Dziecko jest jak gąbka. Absorbuje wszystko, co je otacza. Jeśli pierwszym słowem, jakie wypowie, jest ,,kulwa”, to wiedz, że to twoja wina. Dziecko z zaciętością szczypie kolegę w przedszkolu? Ah, tatuś taki porywczy po pracy bywa… Rodzic jest autorytetem. Choćbyśmy przebalowali całe życie, byli znani z tego, że kaca leczymy piwem, bekali na czas i łamali wszelkie reguły, wraz z pojawieniem się dziecka nagle awansujemy do rangi autorytetu.
Wszyscy zdajemy sobie sprawe, że patologiczne sytuacje rodzą inne patologiczne sytuacje. Świetne relacje z dziećmi sa efektem ciężkiej pracy, czasem powstrzymywania się, by nie dać w tyłek. Wiele jest pokus – człowiek jest taki zmęczony, a tu bajkę trzeba przeczytać. Dziecku wkurza jak nigdy, nic tylko palnąć… Na efekty nie trzeba długo czekać. Dzieci śmieją się, że Jessica ma takie nietypowe imię? Zażalenie należy kierować do rodziców, którzy zapewne w niewybredny sposób poprawiają sobie samopoczucie naśmiewając się z innych. Porywczy i agresywny przedszkolach po prostu nie wie, jak poradzić sobie ze swoimi emocjami – nie może liczyć na pomoc rodziców.

1 // 2

Zwalanie na geny to pójście na łatwiznę. Obserwuję swoją bliższą i dalszą rodzinę, znajomych i widzę, że można było zapobiec lenistwu, zapobiec agresji. Ale to rodzinne podobieństwo jest akceptowane. Ciężko jest zauważyć swoje wady. A żeby uratować swoje maluchy przed nami, czyli przed tym, czego sie wstydzimy, czego nie chcemy, z czym walczymy – trzeba się najpierw do tego przyznać. I jak to mówi Marek – nie przepraszaj, tylko więcej tego nie rób 🙂 

Podziwiam moją Przyjaciółkę, która do bycia mamą doskonale się przygotowała. Czując, wiedząc, że przykład wyniesiony z domu jest niewystarczający, że ma kompleksy, że jest niespokojna, że targają nią emocje negatywne – poszła na terapię. Teraz jest jedną z mam, z kórych biorę przykład, a jej dziecko jest rewelacyjne! Dobrze wychowane, ciekawe świata, śmiałe, ale też delikatne, grzeczne. Mały chłopec, który rozmawia ze swoją mamą, który jest słuchany z zainteresowaniem. To jest przykład dla mnie.
 

Cytując klasyka: ,,…wiemy, jak poruszać tym, co mama w genach dała”. Oby to był mózg 🙂