Jak sobie pościelesztak się wyśpisz

You have this one life. To zdanie wybrało mnie dziś, żeby zająć mi głowę i zatrzymać na chwilę w bezruchu. Tak, jakbym o tym nie wiedziała. Tak, jakby o tym nie myślała wcześniej. Tak, jakby to nie było logiczne. Tak, jakbym tak nie czuła. Jak sobie pościelesztak się wyśpisz

Wiodę bardzo normalne życie. Ale czasem przerywam je zrywamy wielkiej świadomości, energią, motywacją. Pali mi sie wtedy strasznie. W mojej głowie wybucha miliard planów. Potykam się o nie potem smarując chleb masłem, zmywając podłogę czy wnosząc zakupy na trzecie piętro. Widzę je, gdy zalewam herbatę wrzątkiem i gdy ścielę łóżko. Wtedy najbardziej czuję, że jak sobie pościelę, tak się wyśpię. A ja tak bardzo, bardzo chcę być życiowo wyspana!
Moje plany są totalnie przesuwalne i to mnie boli. Przesuwam je, by zrobić miejsce na codzienność, normalność, obowiązki, obietnice. Jak w szafie. Przesuwam te koszulki, swetry i bluzy. Co jakiś czas w ręce wpadnie mi letnia sukienka, którą tak bardzo chciałabym założyć już teraz. Ale wiadomo, nie zrobię tego. Przesuwam ją w lewo i przesuwam moja marzenia na kiedyś. Na lato, do lata
Czasem znajduję chwilę czasu, urywam ją jak kawałek bagietki, w biegu, w chaosie i z popsutym kokiem na głowie. Piszę. Mam na papierze 1/50 mojego marzenia. Spisałam to, zrobiłam, uf, jestem super, wow, czuję moc, umiem, mogę! Wtedy na następny dzień w notesie wpisuję hasło: napisać 2/50 mojego marzenia. I tak bardzo mi jest smutno, gdy muszę to przepisać na kolejny i kolejny, i kolejny dzień. Bo nie dałam rady, bo jest już 23:00, a ja ledwo patrzę na oczy. Bo Ina budzi się co chwila, chyba poleżę koło niej. Bo pracuję, a szanuję pracę i jest dla mnie jedną z najważniejszych rzeczy w życiu – pozwala mi być samodzielną sobą. Bo obiecałam sobie, że wstanę o 5:30 i popracuję, ale okazałam się zmęczonym słabeuszem.
Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz. Wiem przecież! Przecież codziennie to robię. Tylko czasem chciałabym po prostu odrzucić miękką i chłodną białą pościel w hotelu w centrum Londynu, patrzeć przez okno ze stopami opartymi o białą ścianę. Kruszyć śniadaniem w łóżku i czuć, że to nie przypadek, że sama zapracowałam na to, by czuć, że wykorzystuję to życie na 100%. Że sama dałam sobie nagrodę. Że dopięłam swego.
Na razie ścielę sobie pościelą z bawełny przemysłowej za 49,90 pln. Ale za oknem już słyszę ten Londyn. Coraz częściej kruszę na prześcieradle i podziwiam swoje stopy na białej ścianie. Niedługo wyjdę z tej poczekalni.
You have this one life. Wiem.

fot. Miśka Pryśko

13 komentarzy

  1. W punkt. Moją przesuwaną w szafie sukienką, jest podyplomowa psychologia. Na razie budżet nie pozwala, poza tym mam za dużo obowiązków rodzinnych. Ale myślę, że jeszcze przyjdzie czas, gdy będzie dużo przestrzeni na wszystko. Na mnie. I wtedy……. Marzą mi się też podróże, ale bez dzieci uczepionych do nogi. Póki co odpada. Jeszcze trochę 🙂

  2. Monika, dla mnie jesteś petardą – pełnoetatową mamą i bizneswoman. Twoje marzenia na pewno się spełnią i będziesz jeszcze miała czas na kruszenie bajgla z płatkami złota w łóżku w Londynie. You go girl!

    1. Niektórzy mają rodziny, przyjaciół czy ulubioną ścieżkę w parku i nie, nie musza tą ścieżką spacerować co niedzielę, ale chcą! I nawet jak nic nie muszę to nie wszystkie rzeczy da się ze sobą pogodzić.

  3. Czytam Tekstualną długo, ale komentarz napiszę pierwszy raz:
    Tekstualna wraca w wielkim stylu!
    Dobrze, że ktoś potrafi tak ładnie napisać to, co czuję.

  4. Również podczytuję od dawna a pierwszy raz komentuje 🙂
    Dajesz radę imienniczko moja 🙂
    Uwielbiam Cię czytać!
    Masz taki apetyt na życie, że zarażasz, nawet tymi okruchami… aż poczułam potrzebę, żeby poczuć je również na swojej pościeli z bawełny przemysłowej 😀 a jakże! 😉
    Pozdrawiam Cię ciepło 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *