gdy jestem sama

Nie robić nic albo robić wszystko. I to, i to jest dobra opcją, gdy masz chwilę. Albo cały dzień, 24h sam na sam ze sobą. Tylko ja i…

Lubię siebie. Nie nudzę się sobą, czasem się zaśmieję ze swojego dowcipu, pochwalę za cud zmysł kulinarny. Bez skrępowania zobaczę, ile schudłam i czy śpiewam tak samo tragicznie jak wczoraj. Czy spodnie z podstawówki są już na mnie dobre i czy można zrobić coś dobrego z tego, co tkwi w lodówce. Jestem ze sobą szczera, czasem mówię:

–  Pryśko, skończ w końcu pieprzyć głupoty!
I zamiast gadać albo myśleć, zajmuję się głupotami, o których na co dzień zapominam albo na które nie mam czasu.
A zazwyczaj… Wychodzę na klatkę i czuję, że u sąsiadki dziś mielone. hmmm, zjadłabym! Ktoś się kłóci przed blokiem, bezdomny pałaszuje kubełek z kfc, dwóch gówniarzy pali fajkę przy trzepaku, a ja to podziwiam z mojej wieży na trzecim piętrze. Zaraz wrzucę na talerz coś, co nazywam ,,comfort food’em”  i w pozycji totalnie niejedzeniowej, acz horyzontalnej, oddam się lekturze. Lepiej mi się trawi, gdy literki śmigają przed oczami, mam połączenie oczy-żołądek. Przechodzę do pokoju Iny, wracam. Obmyślam plan na nic nie robienie, którego głównym punktem jest rozwijanie mej osobowości poprzez wsłuchanie się w moją wewnętrzną boginię. Idę na spacer, wracam natchniona. Zmywam po comfort foodzie, robię sobie kawę, jeśli akurat mam ochotę, jeśli nie mam, nie robię nic.
Czytam gazety. Oglądam je czasem tylko. Czytam książki, które znam na pamięć, od razu otwierając na właściwej stronie. Patrzę przez okno dłużej niż kwadrans. Zakładam wszystkie swoje pierścionki i je zdejmuję. Patrzę na Iny ubranka i zastanawiam się, czemu już z nich wyrosła. Robię sobie kakao, herbatę z kwaśnym sokiem malinowym, krem z pomidorów malinowych. Wyjmuje notes i robię notatki – obojętnie w jakim temacie i bez potrzeby, pisanie mnie uspokaja. Robię sobie makaron z łososiem i parmezanem albo, gdy aktualnie jestem na detoksie, tęsknię za nim i myślę o tym, jak dobrze by smakował jedzony na parapecie.
Wolność. Freedom. Mój umysł własnie położył się spać w chłodnej, pachnącej wiosną pościeli, bez ubrania. Tak się czuję w środku.

9 komentarzy

  1. oj, ile bym dala za dobe bez dzieci..by pewnie za nimi tesknic, obwachiwac ich ubranka i wyczekiwac konca rozlaki…ale porzebuje tego a wiem ze jeszcze dluuugo miec nie bede..

    1. Moim zdaniem takimi tekstami Tekstualna ( sic! ) udowadnia, że jest nie tylko Matka-Blogerka ale świetna felietonistka. Pisać w TAKI sposób o jak to określilas ' pierdolach ' jest naprawdę sztuką. Ja właśnie na takie teksty czekam bo Monika jak nikt inny potrafi słowem się bawić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *