dziecko, uwazaj!

Czasem trzeba odpuścić. Ze strachem w oczach, ze zrezygnowaniem. 
Ciągle w głowie mam zdanie, by nic nie robić za dziecko. Z nim, ale nie za nie. Dla świętego spokoju łamię tę zasadę, z wygodny, w pośpiechu.

https://www.tekstualna.pl/2014/09/dziecko-uwazaj.html

Przecież to maleństwo. Przecież to wiem. Najchętniej kupiłabym ,,smycz” dla Iny, żeby mi nie odbiegła. Widziałam takie w Anglii, wyglądały fajnie. Widziałam takie w Polsce, gdy pijana matka targała małego synka po ulicy. Na smyczy takiej, jak dla kota. Taki dylemat…

Ściągam kochane 10kg ze stołu 20 razy dziennie. Choć najchętniej popatrzyłabym, jak sobie radzi, jak śmiesznie tańczy na środku stołu, jak się gramoli. Ale nie zrobię tego, choć nie mam kuli, potrafię przewidywać. I nie jest to do mnie podobne, ale staram się mieć oczy na około głowy.
Połowa mnie pozwoliłaby Inie poznawać świat na własną rękę. Niech się wdrapuje – spadnie, to się nauczy. Niech dotknie, choć gorące. Niech podejdzie bliżej. Ale najczęściej trzymam za kaptur, za rękaw. Przesuwam krzesła, asekuruję. Jestem, choć staram się, by miala poczucie, że jednak ona sama decyduje o sobie. To małe 1,5 roczne dziecko przyprawia mnie o szybszy puls, gdy podchodzi do barierki. Moja ręka przygotowana jest do akcji. Mój umysł w gotowości.
Pozwalam mojej małej Inie na samodzielność. Na razie i ona pozwala mi trzymać się za kurtkę, gdy patrzy na rzekę.  Pewnie z roku na rok ten uścisk będzie coraz lżejszy i nie z mojej inicjatywy. Boimy się o nią, ale przecież jakoś musi uczyć się świata?
kurtka i spodnie: Grain De Chic / czapka: H&M / szalik: hand made / buty: allegro

14 komentarzy

  1. Mam to samo, chociaż nie! Ze mną jest gorzej! Wbrew temu co się mówi, ja z wiekiem (i z zwiększoną ilością posiadanych dzieci :D) coraz bardziej panikuję! Ja nawet patrzeć nie mogę jak Brunek biegnie, bo wiem że sierota mała się potknie i łeb rozbity będzie, a (całkiem nowe przecież!) zęby wybite. Z Fifkiem tego nie było, był luz. Strach się bać… (i przysięgam, nie kłamię, mój syn właśnie przed sekundą wyciągnął nóż, leżący hen daleko w szufladzie!)- jak żyć się pytam?!

  2. Też mam ciągle ten dylemat, czasami przesadzam z pilnowaniem, wtedy sama się stopuję. Może to wina tego, że jestem z natury strachliwa i nie lubię za bardzo ryzykować, a może tego że moja mama była taka, zawsze kontrolująca.

  3. Coś w tym jest. Chociaż pamiętam, że przy starszym Klusku miałam takie dylematy, na ile dawać mu ten świat poznawać, co zrobić za niego, a co może sam, na ile mogę mu pomóc? Przy drugim jest mi już z tym łatwiej, głównie dlatego, że siłą rzeczy uwagę mam podzieloną na dwa i często zanim starsze dziecko się o coś mnie doprosi, to zdąży już to zrobić samo. To samo z młodszym. Zwyczajnie nie mogę być w dwóch miejscach na raz, więc dylematy rozwiązują się same, bo młodszy już sam odkrył, że rąk w szuflady się nie wkłada, albo sam musiał się doczołgać do zabawki, bo ja akurat pocieszałam zrozpaczonego starszego, który spadł ze stołka, bo sam próbował się wdrapać po wafelki, których nie mogłam mu podać, bo przewijałam młodszego i tak w kółko… 🙂

  4. Oj wiem o czym piszesz… mam dokładnie tak samo. I wiesz co… tak sobie myślę (nieeee… zupełnie się nie usprawiedliwiając), że to chyba najzdrowsza z opcji 🙂 Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *