Tytuł trochę przewrotny, ale mam dobry temat 🙂 Znalazłam ostatnio na Pintereście coś pocieszającego. I nie chodzi o cenę lalek dla dzieci, ani o kraj ich pochodzenia…

Czy jeśli lalka ma duże, niebieskie oczy na pół twarzy, fioletowe, brokatowe cienie, rzęsy do czoła i wydatnie błyszczące usta to kto szybciej ją kupi – mała dziewczynka czy podatny na impulsy tatuś?

A jeśli tatuś, czym ta lalka różni się od tej z sexshopu? A, no tak, nie ma tylko dziury…
A teraz optymistyczny element 🙂

Sonia Singh postanowiła dać lalkom drugie życie. Koniecznie zobaczcie jej stronę Tree Change Dolls. To, co robi z lalkami, na przykład Bratz, to majstersztyk! Ale też autorce lalek po tuningu nie chodziło o to, by je ,,oddemonizować”, ale by stały się znów używane przez małe dziewczynki. Kupuje je na wyprzedażach, potem je przerabia, ubiera… i sprzedaje na e-bayu 🙂

Wszystkie lalki, które będą przypominały te po lewej stronie, a które znajdą się w okolicy mojej Inuli, będę paliła na stosie. Oficjalnie 🙂

Miło, że ktoś robi COŚ, by odwrócić sytuację na dobrą stronę mocy. Miło, że ktoś to umie, uważa za wykonalne. Dziewczynki nie powinny się bawić zabawkami nacechowanymi erotycznie. Co to w ogóle za pomysł?

Pamiętam, gdy mieszkając w Newcastle poruszył mnie widok działu z bielizną dla dzieci. Mikro staniki z brylancikami, w wersji light – z myszką miki. No do diabła, serio ktoś to kupuje? Ale chyba tak… Pohamowałam swój odruch wymiotny, opanowałam drżenie łydek, wyszłam. Przeraża mnie to trochę, najbardziej chyba brak wyobraźni i mózgu rodziców. Totalny zanik.

Zrobiłam mini test, Pokazałam Inie powyższe dwa obrazki. Zapytałam, która lala jest ładniejsza. Ina pokazała tę po lewej. Zapytałam, którą by chciała mieć – pokazała prawe zdjęcie 😉 Czyli jest ok ;))