Co przeszkadza w pracy?

https://www.tekstualna.pl/search/label/mama%20w%20pracy
Koncentracja jest jak szczęście, nie jest dana raz na
zawsze. Łatwo ją stracić, trudno wypracować.
I, jak pisałam w poście ”ciąża a działalność gospodarcza, czyli mama na swoim”, nie tylko w ciąży, ale zawsze
warto zrobić szybko to, co do nas należy i wtedy sobie zrobić przerwę.
Biednemu zawsze wiatr w oczy i pod górę. Jest tyle rzeczy,
które wabią, które nie mogą poczekać, które zajmują tylko chwilunię, a potem
się okazuje, że już 11:00, a minione 3 godziny zostały bezpowrotnie zmarnowane
na, jak to nazywam, przeszkadzacze.
Nie, nie czasoumilacze, a właśnie przeszkadzacze. Zaliczam
do nich GG, czat na FB, portale plotkarskie, blogi (sorry, Laski, ale w czasie
pracy Wasze blogi to sen nałogowca), telefony zaufania do przyjaciółek,
telefony od operatorów różnorakich, krzyżówki, horoskopy i inne cuda techniki,
które normalnie są cacy, ale w czasie pracy – bardzo fe.
To samo dotyczy porządków. Miałam tak przed maturą, przed
egzaminami na studia, przed pisaniem magisterki. Jak nigdy nie mogłam się zmobilizować
do sprzątania, tak mnie zawsze motywacja dorwała akurat wtedy, gdy musiałam coś
zrobić…
Dlatego, zanim
zacznę pracę, a mam caaałą listę ”to do”, to:
  • wyłączam gadu 
  • wyłączam czat na FB 
  • nie odbieram zastrzeżonych numerów, a jak już się zdarzy,
    że łapiduchy z orange mnie złapią, mówię, że nie życzę sobie nagrywania rozmowy
    i finito. 
  • temperuję wszystkie ołówki, wkładam naczynia do zmywarki,
    robię sobie pikną kawę w piknym kubku 
  • pudelki czytam zawsze PRZED pracą, gdyż wiem, że poranna
    dawka najważniejszych newsów ze świata jest niezbędna niczym pożywne śniadanie 
  • przygotowuję sobie czyste kartki, żeby nie szukać. Wyjmuję
    to, co będzie mi niezbędne 
  • wyłączam TV, ale… włączam sobie jakiś film na komputerze,
    zazwyczaj taki, który znam na pamięć. Nie oglądam go, ale świetnie mi się
    pracuje, gdy coś do mnie gada. Radio raczej się nie sprawdza, ewentualnie jakaś
    wałkowana przeze mnie namiętnie płyta. Pamiętam, że biłam rekordy słuchając
    Grandy Brodki. 
  • mówię do Pieczarki ,,kładź się i śpij’’. Inaczej jest
    namolna, stoi niczym surykatka przy krześle i patrzy się głodnym wzrokiem. Albo
    wyciąga pachę do drapania. Przy czym jest niezwykle komunikatywna – miauczy,
    burczy, piszczy, mruczy. Pełny pakiet akurat wtedy, gdy nie ma się dla niej
    czasu.
Rzecz jasna nie jestem aniołem, choć, jak śpiewa Marcin
Miller, bywam szalona, i zdarza mi się nie mieć siły być osobą pracowitą i
konsekwentną. Ale wtedy moja praca przeciąga się do wieczora i wcale nie jest
mi to w smak, ani do smaku. Ale praktyka czyni mistrza.

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *