10 rzeczy, które lubię podczas Świąt

Niby Święta są zawsze takie same, ale nigdy nie sa takie same. Rozumiecie? Choinka w tym samym miejscu, ubrana w to samo, ten sam [lub prawie ten sam] zestaw osób przy wigilijnym stole, tyle samo talerzy, co w zeszłym roku, ten sam zestaw kolęd, ta sama godzina i ten sam zapach. No i co z tego. Zawsze jest tak samo inaczej.

https://www.tekstualna.pl/2014/12/10-rzeczy-ktore-lubie-podczas-swiat.html

Top 10 of Xmas … ja to brzmi! 
Są rzeczy, które nigdy mi się nie znudzą. To pakiet obowiązkowy. 
1. Jestem królową pieroga. Pasztecika, ciasta i kluski. To przykład na to, że nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu. Jak raz chciałam zapunktować u Rodzicieli hurtową ilością  własnoręcznie zrobionych pierogów… ups, tak już zostało. Nawet wielki brzuch Inulkowy dwa lata temu nie powstrzymał mnie przed tym, by stać pół dnia w kuchni. Ale tak to już jest – jeśli ja tego nie zrobię, nie będzie dobrze zrobione. Bo jak nogi wejdą w tyłek od całodniowego stania w kuchni, jak człowiek się utyra po pachy, jak spojrzy szeroko na tuziny pierogów ulepionych tymi ręcami, to… to poczuje, że są święta. Believe me!
2. Michael Bublé. Żadne Lulajże Jezuniu, żadne Stajenki, żadne Przybierzeli. Jingle Bells i mamy Święta! Głos tego Pana ma moc 🙂 Lepiej się pierogi robi, w dobrym rytmie 😛
3. Świąteczna głupawka. Tutaj są dwie pierwszoplanowe role – Emilka for Event i ja.  Głupawka zaczyna się niewinnie, toczy się jak kula śniegowa i nabiera wielkich rozmiarów, już nie do opanowania. Potem słychać tylko chrumkanie, łzy kapią, klawo!
4. Nie, w naszej Rodzinie nie ma tradycji oglądania telewizji. Serio. Ale zawsze znajdzie się jakiś film, które my trzy, z Emilką i Mamą, chcemy obejrzeć i panowie, czyli Bartek i Tata zostają spacyfikowani jedzeniem. I wtedy jest fajnie, śmiesznie, można zamienić kieckę na getry, zaopatrzyć się w gar herbaty na trawienie i strawić wszystkie niemiłe rzeczy, które stały się w ciągu mijającego roku. W tym roku to były Listy do M.
5. Rodzina. Dużo nas. Nasze pokolenie, urodzone w latach 80-tych, to niezła armia, brygada. Na dobre i na złe. MP3 <3 Dobrze Was mieć, Dziewczyny!
6. Słowo, kompot z suszonych owoców pali świąteczny tłuszcz niczym buldożer. Nie wiem czemu, ale mam takie wrażenie, że jak za dużo zjem kapusty i grzybów w dowolnej konfiguracji, jeśli zaleję to kompotem, wszystko się idealnie zneutralizuje.  Ja w to naprawdę wierzę!
7. Prezenty. No co by nie mówić… ważne dla mnie nie są. Znaczy ważne są, gdy ja je robię i potem z duma obserwuje, gdy ktoś się cieszy. Ale chyba wyrosłam. Teraz prezentem będzie 2015 rok! 🙂
8. Czytanie po nocach – w tym roku noce spędzam z prokuratorem Szackim.  W zeszłym roku czytałam chyba książki Camilli Läckberg. I zarywam bożonarodzeniową noc, pod kocem, z radiem. Nie jest to dziki szał, ani żadna perwersyjna rozrywka, ale jak ja to uwielbiam! 
9. Śnieg. Wszystko wydaje się wtedy czyste, proste, świeże, nowe. Fajne. śnieg jest fajny, ten prosto z nieba, a nie spod kół samochodowych. A jeśli jeszcze zaskakuje w świąteczny poranek – jest moc!
10. Nic się nie zmienia. Co roku Wigilia ma ten sam smak. Identyczny. To taki coroczny pewniak, a czuję, że to jest potrzebne. I za to lubię Święta, że wiem, na co czekać.

Święta minęły. Jakoś minęły, bez fajerwerków. Ale rodzinnie, fajnie. Jest dobrze… Jutro ostatni dzień 2014 roku, nie wiem, gdzie to wszystko się podziało. Jedno wiem – idzie nowe, czuje to każdą komórką ciała. Czekam…

12 komentarzy

  1. Wzruszyłam się czytając 🙂 Życzę Ci, żeby nowe nie zmieniło tego, że jesteś energetycznym espresso, które wybudza z rutyny 🙂
    A.

  2. piękny stół mieliście i jakie cudne minki na zdjęciach
    Ina miała świetne legginsy/rajstopy w norweskie wzory, gdzie takie można dostać?
    życzę Wam szczęśliwego Nowego Roku!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *