życie jest za krótkie, by nie wylizać miski

Życie jest za krótkie, by nie wylizać miski. To zdanie jest dla mnie idealne i świetnie wpisuje się w moje życie, które to z uporem maniaka zaczynam od nowa i za każdym razem jestem bardziej podekscytowana. Jak na sekundę przed wyczyszczeniem miski po robieniu ciasta czekoladowego.

Jeśli możemy porównać życie do garnka, w którym przed chwilą mieszało się składniki na murzynka z aromatem migdałowym, a niech mnie kule biją, ale oblizać miskę trzeba, to znaczy, że czekają nas nieziemskie uciechy i nieprzyzwoite piękne chwile. ,,Miska do wylizania”, po murzynku, jest totalnie odporna na diety, nastroje, aurę, stany pogodowe i polityczne. Nie znam osoby, która by się jej oparła. Miska taka łagodzi obyczaje, jednoczy (niestety trzeba się nią podzielić), a przede wszystkim wzmaga adrenalinę. No wszyscy mówią, że nie wolno jeść surowego ciasta, a tu proszę – nie da się nie jeść. Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana!
Życie jest za krótkie. Nie wiem tego. Za to wiem, że przez palce tyle rzeczy mi uciekło, tylko dlatego, że nie byłam w stanie się zorganizować i postawić na coś, na czym mi zależy. Ale też usprawiedliwiam się tym, że moc stwórczą nabywamy z wiekiem i że teraz jest mój czas dopiero.
Życie jest krótkie, więc musimy znaleźć czas na to, co jest naprawdę ważne. Poranne rodzinne lenistwo, wielka bombonierka z najlepszymi czekoladkami, na jakie nas stać, zjedzona do nowego odcinka ulubionego serialu. Wyjazdy bez kasy, za to z aparatem i wygodnymi butami. Siedzenie na plaży i gapienie się na fale. Wielogodzinne rozmowy bez sensu i bez pointy. Czytanie książek, w domu i pod drzewem, w lato. Długie kąpiele i szybkie prysznice. Całusy, przytulanki, a może chcesz kawy? nie? to ci zrobię. Gotowanie i jedzenie. Robienie dzieci, smażenie frytek i ubieranie choinki. Powiedzmy, że na tym koniec, choć w głowie mam całą listę tych najważniejszych rzeczy.
Trochę po cichu i nieśmiało zaplanowałam sobie ten 2016 rok. Postanowiłam, by ten rok był pod hasłem JA, więc to zobowiązuje, by w końcu przestać patrzeć na kalorie, gluteny, cukry i cholesterol i… zacząć żyć! Czas usiąść z tym lepkim od masy, wielkim garnkiem pełnym surowego ciasta na murzynka i drewnianą łyżką żyć najlepiej, jak tylko się da.
Mam wielką motywację do zmian. Idzie wiosna, idzie nowe, idzie lepsze.

12 komentarzy

  1. Wiesz, wstrzeliłaś się z tym postem idealnie. Dzisiejszy dzień upływa mi pod znakiem spadku nastroju i poczucia beznadziejności. I teraz, pod koniec tego słabego dnia, czytam Twój tekst i przypominam sobie, że ten rok to mój rok, taki jest plan. Dziękuję. 🙂

  2. Łatwo się mówi/pisze jak nie ma się nienawistnego eks na karku i nie czuje się jego toksycznego oddechu na plecach;)
    I byloby łatwiej gdyby nie dziecko, choć to ono każdego ranka stawia na nogi. Zabija mnie ta zmienność nastrojów, która on nadal dyktuje.

    • Tekstualna Reply

      Hmm, piszesz o mnie? 🙂 No to przybij pione.
      Czyli jednak nie-łatwo się pisze. 😀

  3. Pingback: KULTURALNIK #1 – Chaos i ja

  4. Pingback: Dzień dobry poniedziałku! #7 - REALIZUJ.

Leave A Reply

Navigate