The best. The worst. The WTF?

Gdy myślę o kilku opcjach, najczęściej myślę o dwóch – pójdzie super, pójdzie źle. Zazwyczaj jednak ląduję w zupełnie niespodziewanym miejscu. Nagle się okazuje, że plan planem, ale los / ludzie / sytuacje prowadzą mnie tam, gdzie nigdy nie sądziłam, że dotrę. The best. The worst. The WTF! Dziś będzie o tym ostatnim…

Wszystko planuje. WSZYSTKO! Choć wcale nie chcę, robię to nieświadomie, totalnie z tego niezadowolona, gdy się okazuje, że moja spontaniczność to urban legend. Więc planuję nawet to, co zrobię, gdy mi będzie zimno. Lekko przedstawiam kilka prawdopodobnych opcji wydarzeń, czując się z tym doskonale. A potem myślę, że jednak to klatka. Z ładnym widokiem, ale jednak klatka. Jestem sztywniarą.

WTF to coś, na co czekam, choć trochę się tego boję. Boję się tak na wszelki wypadek, bo przecież kto jak kto, ale ja wiem, że będzie tylko dobrze. Nauczyłam się, że jak coś mi się nie udaje, to z jakiegoś większego powodu, niż dlatego, że czegoś po prostu nie umiem haha. Po prostu czeka na mnie w życiu coś lepszego :P. To jak z pierwszym chłopakiem – kolejny będzie lepszy, nie ma co płakać.

Te niezaplanowane rzeczy bywają tymi, które przynoszą największe szczęście. Choć może się zdarzyć tak, że sytuacja cię przerasta. Jak już się coś sypie, to na całego. Jakaś katastrofa, tsunami, ludzie wariują. Ale, jak to ktoś kiedyś powiedział i wszyscy teraz powtarzają – to, że coś aktualnie się wali może znaczyć, że coś się właśnie układa. (A ja jestem mistrzynią w Tetrisie, zawsze na Game Boy’u zdobywałam największe rakiety.)

WTF. What the fuck? Choć wolę polski odpowiednik, bardziej pasuje do mojego charakteru, jest to jedna z moich ulubionych reakcji na zmieniające się okoliczności, których się totalnie nie spodziewałam. Dążę do tego, by ta reakcja była chłodna. Syzyfowa praca, ale cóż… 🙂

Myślę, że musisz trochę poczekać. Wziąć oddech, przystanąć. Usiądź. Zazwyczaj bywa tak, że te rzeczy, które pamiętamy do końca życia, ludzie, których kochamy całym sercem, doświadczenia, które nas zbudowały – zdarzają się dlatego, że spóźniliśmy się na autobus, zadzwoniliśmy pod zły numer, nie zdaliśmy egzaminu na studia. Na początku dramat. WTF?!?! Co teraz będzie? Mama mnie zabije! Ale wstyd! A potem – Patrick Swayze i time of my life.

I to na przykład bardzo mnie pociesza.

A to moje WTF z zeszłego tygodnia. Czyli Wszyscy Tacy Fajni <3

dscf1846 dscf1850-horz dscf1852-horz dscf1857-horz dscf1865-horz dscf1888 gdansk-1 gdansk-4-1

9 komentarzy

  1. A ja mam tak, że planuję, planuję i na planach się kończy. Spontaniczność jest najlepsza i wciąż na nią stawiam, choć zdaję sobie sprawę, że kompromis byłby najlepszy. Inspirujące zdjęcia i blog. Pozdrawiam 🙂

  2. Podczytuję Twojego bloga od jakiegoś czasu, ciągle tu wracam zobaczyć, co nowego, lubię bardzo to, jak piszesz i myślę, że bardzo bym cię polubiła, gdyby dane nam było porozmawiać 🙂 A dziś to już muszę się odezwać – dzisiaj ten wpis był dla mnie. Dziękuję za niego i że jesteś tu, w sieci, żeby cię można znaleźć i pokrzepić się po drodze. Zawsze pomaga.

  3. Tekst “patrick Swayze i the time of my life” rozbawił mnie do łez. Jesteś królową takich powiedzonek 🙂 uwielbiam!
    A planowanie nie jest złe, ja sama uczę się tego. Jestem na przeciwnym do Ciebie biegunie – totalny chaos i wszystko na spontanie. To jak czekanie na pocisk 😉 Może zrobisz jakiś edukacyjny wpis “Jak robić plany i je realizować” 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *