Subiektywny niezbędnik Ciężarówki

1 – Mam to szczęście, że gorzką czekoladę uwielbiam, więc nie jem jej tylko, by uchornić się przed skurczami. A skurcze łydek mam takie, że niemal sikam z bólu! Chodzi o magnez – zapobiega skurczom, bo rozluźnia mięsnie, reguluje poziom glukozy we krwi, ale także, czego nie wiedziałam, bierze udział w prawidłowym rozwoju kory mózgowej oraz tkanek płodu [jak ja nie lubię tego słowa…płód]

2 – Jak mnie czasem cytrusowa chęć weźmie, to Pan Mąz nie nadąża z wyciskaniem cytrusów;)

3 – o o o ! zimne mleko MUSI być zawsze i wszędzie i nie ma, że go nie ma. Zgaga ma tak niszczącą moc, że tylko mleko jest w stanie z tym walczyc. I to zimne, prosto z lodówki.

4 – Body scrub, czyli cukier trzcinowy i do roboty. Pilling do ciała, najlepiej super pachnący, żeby przekupić moje lenistwo, myślę, że trochę pomaga na rozstępy. Myślę, że trochę, bo spektakularnie to nie pomaga 😛

5 – Miód. Ostatnio jem go na kanapkach i piję w herbacie. Gdy zaczynam czuć się ,,chora”, to Marek ratuje mnie właśnie tym i jak na razie działa…

6 – Pamiętacie rollera z dwóch piłek tenisowych? Może się wydawać śmieszne, ale szuranie po ścianie ze sklejonymi piłkami baaardzo pomaga na ciążowy ból pleców… na nieciążowy pewnie też.

7 – Pufa. Ponad rok temu kupiłam swoją, różową, z (chyba) koziej skóry. Na szczęscie już nie capi 🙂 W środku ma styropianowe kulki… Ale nie o tym. Jak rozwalam się na kanapie, to zamiast siedzieć po turecku czy jakkolwiek inaczej, wywalam nogi na pufę i tym samym z uśmiechem oddaję się lenistwu wiedząc, że właśnie walczę z żylakami i pracuję nad właściwym przepływem krwi w mym organizmie 😛

8 – Masażer. To raczej broń mojego Męża, który ratuje prawą część moich pleców, które od 3 tygodni cierpią na skurcze mięśni. Nie wiedziałam, ze mam na plecach aż tyle mięśni, aż któregoś dnia nie zaczęły mnie napieprzać. Tylko z prawej strony.

9 – Kocyk. Bo mi zawsze zimno.

10 // 11 – Poduchę sobie co jakiś czas wkładam między kolana i jakoś wygodniej mi się śpi.

12 – Bo zawsze mi zimno, a ponadto nie lubię chodzić w kapciach. Nienawidzę! Szczególnie w ,,gościach”, gdy ktoś mi proponuje wychodzone kapcie, po nie wiadomo kim… FUJ! 

8 komentarzy

  1. Też nie znoszę kapci, ale w polskich domach szuflada z kapciami jest niezwykle popularna.
    I wiesz co? Sama taką mam – moje koleżanki uwielbiają chodzić u mnie w kapciach i zaraz po wejściu do mojego przedpokoju pytają o kapcie. Więc nazbierałam kilka par, są kolorowe, w motylki, pluszowe – ale co najważniejsze – świetnie piorą się w pralce, a ja raz na jakiś czas wszystkie je tam wrzucam i przynajmniej mam spokojne sumienie, że nie częstuję gości porcją obcych smrodków 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *