To spostrzeżenie Marka, ale zgadzam się z nim w 100%. Zgadzam się z tym, że będąc w ciąży w Polsce nagle człowiek wrzucony jest w świat nostalgii, smutnych kolorów, zakazów, workowatych ubrań i irytujących koszmarnych opowieści wprost z porodówki. Nic, tylko obgryzać tipsy. 

Ale rozmawialiśmy o ubraniach.
Ciąża to w Polsce koniec indywidualności. Oczywiście dla tych, którzy
bazują na tym, co jest oferowane w cud miód kolorowych sieciówkach. Dla
przykładu, badając United Colors of Benetton w mojej pracy mgr, doszłam
do wniosku, że Polacy są dyskryminowani. Benetton to kolorowe swetry,
szaliki, tęcza i radość. A teraz wejdźcie do pierwszego lepszego
Benettona w Polsce. M jak Marazm.
I
to samo spotykam zawsze, gdy pełna nadziei chcę kupić sobie nowe
spodnie. Albo cokolwiek. Płakać się chce. Czy dwie kreski na teście to
sygnał dla kobiety do tego, by zrezygnować z siebie i swojego
dotychczasowego stylu na rzecz smutnych i workowatych ubrań. Na tapecie
są C&A oraz H&M. Mają u mnie minusa, jak stąd do San Francisco,
za to, że wmawiają ciężarówkom, że mają wyglądać jak toczące się smutne
strachy na wróble. Króluje szary, bordowy i brąz. Ewentualnie czarny i
biały. A jak już wzrok padnie na coś kolorowego, to aż żal patrzeć, taki
piękny to fason.
Oczywiście,
po raz kolejny wiadomo, skąd Polki maja opinię kreatywnych kobiet,
które potrafią bombowy strój zrobić z niczego. Potrzeba matką
wynalazków!
A ja, jak już się zdołuję tym, że nie mam w co się ubrać (choć ostatnio to się zmieniło ha!) to wchodzę na stronę HATCH i inspiruje swe zwoje mózgowe 🙂 I już mi lepiej